Marvel Tōkon: Fighting Souls to efektowna bijatyka od Arc System Works. Sprawdzamy wersję na PS5 Pro, system walki, tryby dla jednego gracza i oprawę audiowizualną.
Marvel Tōkon: Fighting Souls bardzo szybko udowadnia, że bijatyka nie musi odstraszać każdego gracza, który nie spędził setek godzin na treningu kombinacji. Arc System Works przygotowało niezwykle efektowną produkcję, która zachwyca projektami postaci, muzyką i świetnie przemyślanym systemem walki. Nie wszystko jednak zagrało równie dobrze.
Po testach beta nabrałem apetytu
Moja przygoda z Marvel Tōkon: Fighting Souls zaczęła się podczas otwartej bety. Wtedy byłem naprawdę zaskoczony, ponieważ bijatyki nigdy nie należały do moich ulubionych gatunków. Mortal Kombat, Tekken czy Street Fighter potrafią mnie zainteresować na kilka godzin, ale później zwykle przychodzi moment nauki skomplikowanych kombinacji i moja motywacja gwałtownie spada. Produkcja Arc System Works podeszła do tematu zupełnie inaczej.

Pełna wersja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że twórcy bardzo dobrze rozumieją problem początkującego gracza. Podstawy można opanować stosunkowo szybko, a sterowanie nie wymaga zapamiętywania osobnego zestawu skomplikowanych komend dla każdego wojownika. Jednocześnie pod powierzchnią kryje się sporo miejsca na naukę i doskonalenie swoich umiejętności. Im dłużej grałem, tym wyraźniej widziałem, że proste wejście do zabawy nie oznacza banalnej rozgrywki.
Marvel jeszcze nigdy tak nie wyglądał
Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak oprawa artystyczna. Marvel Tōkon: Fighting Souls wygląda fenomenalnie, a Arc System Works stworzyło chyba najlepszą wizję uniwersum Marvela, jaką widziałem dotychczas w grze wideo. Każdy bohater ma własny charakter, sposób poruszania się oraz zestaw animacji, które świetnie podkreślają jego osobowość. Spider-Man jest dynamiczny i nieustannie przemieszcza się po arenie, Wolverine atakuje z charakterystyczną dla siebie brutalnością, a Doctor Doom czy Ghost Rider wyglądają po prostu obłędnie.
Ogromną robotę wykonuje także muzyka. Ścieżka dźwiękowa bardzo dobrze podkreśla tempo pojedynków, a poszczególne utwory nie giną pod natłokiem efektów specjalnych. Właśnie takie szczegóły sprawiają, że podczas walk cały czas czuć ducha Marvela. Co więcej, nie jest to próba odtworzenia filmowego uniwersum jeden do jednego. Twórcy stworzyli własny styl, mocno inspirowany anime i komiksami, a przy tym zachowali najważniejsze cechy bohaterów.
Na ekranie potrafi dziać się naprawdę dużo. Zmiany postaci, ataki asystujące, specjalne umiejętności oraz efektowne przejścia między fragmentami aren tworzą bardzo widowiskową całość. Czasami efektów jest wręcz za dużo i podczas lokalnych pojedynków zdarzało mi się przez chwilę zgubić bohatera. Po kilku godzinach można się jednak przyzwyczaić do tego wizualnego chaosu.
Łatwo zacząć, trudno zostać mistrzem
Największą siłą systemu walki pozostaje jego przystępność. Wspólne fundamenty sterowania sprawiają, że po zmianie bohatera nie muszę uczyć się całej gry od początku. Mogę wziąć inną postać, sprawdzić jej specjalne zdolności i stosunkowo szybko wrócić do normalnej walki. Dla kogoś takiego jak ja ma to ogromne znaczenie.

Nie oznacza to jednak, że Marvel Tōkon: Fighting Souls jest prostą bijatyką. Wręcz przeciwnie. Łatwość wejścia w podstawy jest tutaj bardzo dobrze połączona z trudnością osiągnięcia wysokiego poziomu. Początkujący może korzystać z prostszych kombinacji i efektownych ataków, ale bardziej zaawansowana gra wymaga już znajomości mechanik poszczególnych postaci, odpowiedniego wykorzystania asyst oraz dobrego zarządzania drużyną.

Właśnie ten element szczególnie doceniam. Gra nie zmusza mnie do poznania wszystkiego od pierwszej minuty. Mogę stopniowo dokładać kolejne mechaniki, eksperymentować ze składem drużyny i sprawdzać, które postacie najlepiej ze sobą współpracują. Dzięki temu nawet po zakończeniu bety miałem ochotę wrócić do gry i sprawdzić kolejne możliwości.
Epizody mają świetny pomysł, ale brakuje im różnorodności
Sporym atutem pełnej wersji jest liczba dostępnych aktywności dla jednego gracza. Nie musimy od razu rzucać się do rozgrywek sieciowych. Marvel Tōkon: Fighting Souls oferuje między innymi tryb Epizody, w którym możemy poznać różne historie związane z drużynami bohaterów.

Pomysł jest ciekawy, ponieważ kolejne epizody pozwalają spojrzeć na wydarzenia z różnych perspektyw. Problem pojawia się jednak przy samej strukturze zabawy. Po pewnym czasie zauważamy powtarzalność kolejnych fragmentów. Kilka walk, scenki fabularne, następne starcie i ponownie podobny schemat. Początkowo działa to bardzo dobrze, ale przy dłuższej sesji zaczyna być odczuwalne.

Najbardziej irytowała mnie jednak Galacta. Nie chodzi nawet o samą postać, ale przede wszystkim o sposób, w jaki wykorzystano ją podczas walk w Epizodach. Starcia z nią potrafią być zwyczajnie niesatysfakcjonujące. Zamiast dawać poczucie dobrze zaprojektowanego wyzwania, momentami sprawiają wrażenie walki dodanej trochę na siłę. Co ciekawe, Galacta irytuje mnie tutaj podobnie jak w Marvel Rivals, choć z zupełnie innych powodów.


All-Star Arena zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu
Ze wszystkich dodatkowych trybów najmniej polubiłem Arcadia Rumble. Sam pomysł jest ciekawy i dobrze pasuje do luźniejszego podejścia do Marvel Tōkon, jednak nie znalazłem w nim tego rodzaju zabawy, do której chciałbym regularnie wracać. Po kilku podejściach zwyczajnie miałem ochotę przełączyć się na coś innego.
Znacznie lepiej bawiłem się natomiast w All-Star Arena. Tryb przetrwania bardzo szybko stał się jednym z moich ulubionych sposobów grania. Kolejne pojedynki mają odpowiednie tempo, a rosnące wyzwanie sprawia, że cały czas chce się zrobić jeszcze jedną próbę. Właśnie tutaj system walki pokazuje swoje najlepsze strony, ponieważ każda kolejna walka zmusza do lepszego wykorzystywania dostępnych możliwości.

Doceniam również fakt, że gra nie kończy się dla mnie wraz z ukończeniem podstawowej zawartości fabularnej. Bijatyki często mają problem z zaoferowaniem czegoś interesującego osobom preferującym samotną zabawę. W przypadku Marvel Tōkon ten problem jest znacznie mniejszy. Nadal największą frajdę daje rywalizacja z innymi graczami, ale samotnik również znajdzie tutaj sporo zajęcia.
PS5 Pro pokazuje Marvel Tōkon z najlepszej strony
Wersję na PS5 Pro testowałem przez cały okres recenzji i pod względem technicznym trudno było mi znaleźć poważniejszy powód do narzekania. Gra działa bardzo sprawnie, a podczas dynamicznych pojedynków płynność jest niezwykle istotna. Każdy moment reakcji ma znaczenie, szczególnie gdy zaczynamy grać bardziej świadomie i próbujemy odpowiadać na ruchy przeciwnika.

Bardzo dobrze wypada również kod sieciowy. W bijatyce nawet niewielkie problemy z połączeniem potrafią zepsuć całe doświadczenie, więc stabilność rozgrywki online ma dla mnie ogromne znaczenie. Marvel Tōkon pod tym względem daje mi poczucie dopracowanej produkcji, w której mogę skupić się na walce, zamiast zastanawiać się, dlaczego moja postać zareagowała z opóźnieniem.
PS5 Pro dodatkowo dobrze pasuje do charakterystycznej oprawy gry. Kolorowe areny, efekty świetlne, animacje bohaterów i szczegółowe modele tworzą bardzo efektowną całość. Nie jest to jednak grafika, która próbuje zachwycać fotorealizmem. Arc System Works celowo postawiło na własny styl i właśnie dzięki temu produkcja wygląda tak dobrze.
Marvel Tōkon: Fighting Souls to nie tylko bijatyka dla fanów gatunku
Po pełnej wersji mam podobne odczucia jak po becie, choć teraz są one zdecydowanie bardziej ugruntowane. Marvel Tōkon: Fighting Souls nadal jest produkcją, którą mogę polecić osobie niemającej dużego doświadczenia z bijatykami. Jednocześnie osoby bardziej zaawansowane znajdą tutaj wystarczająco dużo miejsca na rozwijanie umiejętności.

Największe wrażenie robi konsekwencja artystyczna. Projekty postaci, muzyka, animacje i areny tworzą spójną wizję Marvela, która bardzo szybko zaczyna się podobać. Twórcy nie poszli na łatwiznę i nie stworzyli po prostu kolejnej bijatyki z popularnymi bohaterami. Widać tutaj ogrom pracy włożonej w to, aby każdy wojownik miał własny charakter.

Nie wszystko jest jednak idealne. Powtarzalność struktury Epizodów potrafi zmęczyć, a walki z Galactą należą do najmniej przyjemnych fragmentów całej produkcji. Arcadia Rumble również nie przekonało mnie tak mocno, jak chciałbym. Na szczęście świetny system walki, All-Star Arena, znakomita oprawa i bardzo dobra jakość techniczna skutecznie równoważą te niedociągnięcia.
Czy warto kupić Marvel Tōkon: Fighting Souls?
Marvel Tōkon: Fighting Souls okazało się dla mnie jedną z większych niespodzianek tego roku. Nie jestem graczem, który naturalnie lgnie do bijatyk, a mimo tego po wielu godzinach nadal miałem ochotę uruchomić kolejną walkę. Gra świetnie pokazuje, że można stworzyć produkcję łatwą do rozpoczęcia, ale jednocześnie wymagającą, kiedy chcemy wejść na wyższy poziom.
Najbardziej doceniam tutaj swobodę. Mogę grać dla widowiskowych pojedynków, poznawać historię w Epizodach, próbować przetrwać kolejne starcia w All-Star Arena albo zacząć zgłębiać system walki. Każde z tych podejść ma sens, choć nie wszystkie tryby są równie udane.

Marvel Tōkon: Fighting Souls nie jest bijatyką idealną, ale bardzo dobrze rozumie, czym powinna być nowoczesna gra tego gatunku. Arc System Works stworzyło efektowną, przystępną i jednocześnie zaskakująco głęboką produkcję, która może spodobać się zarówno początkującym, jak i bardziej doświadczonym graczom. Gdyby twórcy poprawili kilka słabszych elementów zawartości dla jednego gracza, byłoby jeszcze lepiej.
Grę do recenzji udostępniło PlayStation Polska.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.