Kilka tygodni temu ukazało się World of Tanks: HEAT. Czy uważam tę darmową produkcję za dobrą grę akcji? Przekonajcie się.
Na wstępie zaznaczę pewną kwestię – nie jestem wielkim fanem podstawowego World of Tanks. O ile raz na jakiś czas mogłem włączyć sobie te „czołgi”, o tyle nie byłem w stanie grać jakoś bardzo długo. Powód był prosty – absolutnie nie jestem wybitnym graczem w sieciowych strzelankach, a taką produkcją jest przecież Świat Czołgów. Nie uśmiechało mi się więc długie oczekiwanie po rozwaleniu mojej jednostki. Sprawdziłem również World of Warships, aczkolwiek tempo rozgrywki było tu dla mnie zdecydowanie zbyt wolne. Doceniam natomiast nagranie, jakie nagrał dla tego tytułu zespół Sabaton. Mam oczywiście na myśli kawałek o nazwie Bismarck, który możecie odsłuchać niżej. Nawiasem mówiąc, jest to jeden z moich ulubionych kawałków tej kapeli.
Na ubiegłorocznym Gamescomie miałem możliwość przetestowania World of Tanks: HEAT i nie ukrywam, że bardzo spodobała mi się ta odsłona. Więcej na ten temat napisałem w poniższym artykule.
Jak wspominałem, kilka tygodni temu wystartowało World of Tanks: HEAT. Niestety nie miałem wtedy czasu zająć się tą grą. Skupiałem się między innymi na LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza (tutaj znajdziecie moją recenzję) i Gothic Remake.
Nadszedł jednak taki okres, że miałem nieco wolnego czasu i postanowiłem wrócić do HEAT. Wrócić, bo grałem też w zamkniętą betę, a swoje wrażenia z niej opisałem w tym artykule. Przejdźmy jednak do mojej opinii na temat finalnej wersji HEAT.
Założenia rozgrywki




Sięgając po produkcję z portfolio Wargamingu, można spodziewać się pewnych jasnych założeń. Powinniśmy móc brać udział w wielkich bitwach z udziałem potężnych maszyn. Nie inaczej jest w przypadku World of Tanks: HEAT. Wsiadamy do wirtualnych czołgów i ruszamy na wojnę. Jednak jedną z różnic między HEAT, a resztą produkcji studia Wargaming są realia. Zapomnijcie o prawdziwych jednostkach, które można było widzieć w historii na polach bitew czy na wzorowanych na nich pojazdach. HEAT zabiera nas w niezbyt odległą przyszłość i prezentuje futurystyczne czołgi, za pomocą których będziemy siać zniszczenie. Swoje umiejętności możemy sprawdzać w kilku trybach rozgrywki (między innymi w Potwierdzonym Zabójstwie i Przechwytywaniu Stref). Więcej na ten temat pisałem już w przytaczanym przeze mnie wcześniej artykule z bety. Pozostając jeszcze przy trybach, nie mogę nie wspomnieć o pewnej istotnej wadzie. Mianowicie nie możemy niestety wybrać sami trybu, w jakim chcemy grać. Zawsze musimy zdawać się na wyszukiwanie meczów i nie ma co nawet myśleć o preferowanych listach. Szkoda – to w moim przekonaniu jedna z największych wad opisywanego dziś tytułu. Nie rozumiem też, dlaczego ciągle nie dodano odpowiedniego filtra – od premiery minęło już przecież wiele tygodni.




Dla kontrastu ogromną zaletą World of Tanks: HEAT jest moim zdaniem dodanie odrodzeń. Zapomnijcie o biernym obserwowaniu całego starcia po zniszczeniu naszego czołgu. Teraz czekamy kilka sekund, wybieramy miejsce startu naszej podróży i kontynuujemy wyszukiwanie wrogich jednostek. Podobało mi się to już na Gamescomie i podczas bety i trafiło w mój gust po premierze pełnej wersji gry. Nie tylko przeciwdziała to zniechęcaniu się amatorów, ale i korzystnie wpływa na dynamikę starć. Pamiętajcie też, że nie w każdym trybie trzeba zabijać największą liczbę przeciwników. Znajdą się takie, w których musimy zbierać po prostu pozostawione żetony, czy utrzymywać strefę kontroli. Nie oznacza to bynajmniej, że nie mamy tu do czynienia ze strzelanką. Oznacza to po prostu, że nawet gracze, którzy nie są liderami rankingów mogą realnie pomóc całej drużynie. Uważam to za plus i niezłą motywację do dalszej gry, nawet jeśli nam nie idzie. Podobnie jak dość łatwe trofea. Platyna nie powinna być wielkim wyzwaniem. Wystarczy na ogół zadawać celne obrażenia krytyczne i po prostu grać, a zdobędziemy sporo pucharków. Ja na przykład w około godzinę pierwszej sesji odblokowałem kilkanaście z około 30 trofeów.
Personalizacja




Jak na grę sieciową – a taką (w formacie F2P) jest World of Tanks: HEAT – przystało, nie może zabraknąć szeroko rozumianej personalizacji. Podzielę ją na dwa aspekty – dostosowanie wizualne oraz ulepszenia i ich wpływ na nasze możliwości. Zacznijmy od zmian wizualnych. Wargaming pozwala nam na zadecydowanie o wyglądzie nie tylko naszego Operatora (dowódcy przypisanego do czołgu), ale i stylu wspomnianej jednostki. Jest to niestety dostosowanie dość proste. Można zadecydować o kolorze i wariancie całego stroju Operatora, aczkolwiek nie jest to w moim przekonaniu bardzo krzywdzące. I tak widzimy go jedynie w głównym menu obok wybranego czołgu. Z tego powodu uważam, że nie warto inwestować środków w tę odnogę. Oczywiście nie brakuje mikrotransakcji, jak przystało na grę Free-2-Play. Doceniam jednocześnie brak wymogu wydawania ani złotówki, aby mieć szanse w starciach. Do zdecydowanej większości elementów można dojść swoją ciężką pracą i oddaniem.




W przypadku personalizacji wyglądu czołgów jest dużo lepiej. Decydujemy przede wszystkim o rodzaju malowania, ale też o specjalnych zwisających z jednostki dekoracjach. Możemy nawet próbować nieco utrudnić przeciwnikom wykrycie nas. Na przykład można przypisać śnieżny kamuflaż, który klimatycznie i bardzo przyjemnie będzie komponował się z zimowymi lokacjami. Nie brakuje też wariantów leśnych i bardzo jaskrawych. Każdy znajdzie na pewno coś dla siebie, ale ponownie muszę tu doczepić się do jedynie losowego szukania meczów. Zapomnijcie o świadomym wybraniu mapy i wyglądu czołgu. Wcale nie rzadko możecie trafić na mapę pustynną i poruszać się na niej czołgiem w zimowym stylu. Jest to mankament, który zdecydowanie powinien być naprawiony. Wybór mapy i wariantu czołgu przed meczem byłby bardzo fajną zmianą.
Ulepszenia




Wygrywając w meczach, czy też starciach, będziemy wbijali kolejne poziomy nie tylko na naszym ogólnym koncie gracza, ale też jako Operator i przypisany do niego czołg. Im wyższy poziom, tym przydatniejsze ulepszenia możemy odblokować. Rozwijając Operatora, zapewnimy sobie szybsze i bardziej efektywne ładowanie specjalnych umiejętności. Jest to niewątpliwie przydatne, aczkolwiek dużo lepiej jest w moim przekonaniu skupić się na budowaniu czołgu. Już tłumaczę, co mam na myśli. W czołgach możemy montować wiele modułów. Aby móc je zainstalować, trzeba mieć czołg na odpowiednim poziomie. Zdobywamy go, po prostu zadając obrażenia czołgiem i progres jest w moim przekonaniu na dobrym tempie.




Mając odpowiedni poziom czołgu (i ilość wewnętrznej waluty), możemy udoskonalić naszą jednostkę, decydując się na ulepszenia w kilku gniazdach. Nierzadko należy decydować, czy na przykład wolimy szybszy obrót wieży, czy może zwiększoną celność lub poprawienie szansy na strzał krytyczny. Moduły mocno wpływają na nasze szanse w starciach i zdecydowanie warto w nie inwestować. Pamiętajmy jeszcze, że każdy z Operatorów ma przypisane do siebie dwa różne czołgi i rozwijamy je osobno. Czołgi różnią się między sobą nie tylko wizualnie, ale też rodzajem zamontowanej broni i specjalnych ataków. Warto jeszcze wiedzieć, że na starcie mamy dostęp do 3 Operatorów, a wraz z postępem odblokujemy kolejnych 5. Moi ulubieni czołgiści to zdeydowanie Kent, Raketa oraz Hound. Zwłaszcza jeśli odpowiednio rozwiniemy ich pojazdy. Bez wątpienia jest co robić w World of Tanks: HEAT.
Grafika i kwestie techniczne




Wargaming pozwala nam na wybranie jednego z dwóch trybów działania World of Tanks: HEAT. Pierwszy z nich, wydajność, wiąże się z niższej jakości oprawą wizualną, ale w zamian dostajemy 60 klatek na sekundę. Natomiast stawiając na jakość, zapewniamy sobie wyższą rozdzielczość tekstur i około 30 klatek na sekundę. Sprawdziłem oczywiście oba te tryby i nie ukrywam, że nie dostrzegłem między nimi większej różnicy graficznej. W związku z tym nie wahałem się i zdecydowanie postawiłem na 60 klatek na sekundę. Gra nie wyglądała moim zdaniem jakoś bardzo imponująco i nie uważam jej za produkcję, która w pełni wykorzystuje potencjał konsol nowej generacji. Z jednej strony cieszy możliwość niszczenia otoczenia, ale jednak nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że obiekty wyglądają trochę zbyt plastikowo. Z pewnością wrażenie to zmniejszyłoby dodanie mocnych adaptacyjnych spustów i efektów dotykowych.




Nie mogę jednak stwierdzić, abym w ogóle je poczuł – mimo aktywowania ich w menu ustawień. Słowa uznania należą się natomiast za mnóstwo opcji, jakie możemy dostosować. Wpłyniemy na krzywą drążków, włączymy lub wyłączymy komunikację głosową, czy też włączymy lub wyłączymy rozgrywkę międzyplatformową. Jako że grałem na PS5, nie miałem oporów przed wyłączeniem tej opcji. Wolę jednak grać przeciwko osobom korzystającym głównie z kontrolerów, a nie myszek. Nie przeczę, że znajdują się też gracze podłączający klawiaturę i myszkę do konsoli. Jestem jednak przekonany, że większość fanów HEAT woli grę za pomocą pada na konsolach.
Podsumowanie




World of Tanks: HEAT to bardzo przyjemna gra, którą bez wahania polecam każdemu fanowi wirtualnych zmagań z innymi graczami. Odrodzenia skutecznie ograniczają karanie niewprawionego czołgisty i zachęcają do ponownego sprawdzania się w tej roli. Ulepszenia i personalizacja również przyciągają przed ekran, podobnie jak dynamiczna rozgrywka. Nie obyło się jednak bez wad. Największą jest brak możliwości wybrania trybu rozgrywki. Nie podoba mi się również niemożność ustawienia konkretnej mapy, na której chcemy działać. Oprawa wizualna mogłaby być lepsza, niemniej zdaję sobie sprawę, że to sieciowa produkcja i ważniejsza od jakości grafiki jest płynność rozgrywki i stabilność połączenia. W tym przypadku nie mam na co narzekać. Gram poprzez sieć Wi-Fi, a nie miałem żadnych opóźnień. Czas oczekiwania na mecz też jest przyzwoity i wynosi około minuty. Jeśli szukacie pełnej akcji strzelanki z futurystycznymi czołgami, to bez wahania sięgajcie po World of Tanks: HEAT. Zwłaszcza, że jest to darmowa produkcja.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.