W tym tygodniu ukazała się nowa gra z Batmanem – LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza. Przekonajmy się, czy warto po nią sięgnąć.
Nie ukrywam, że Batman to zdecydowanie mój ulubiony komiksowy bohater. Komiksy o tej postaci zadebiutowały już niemal 100 lat temu. Nadal wydawane są jednak kolejne przygody tego obrońcy Gotham. Recenzuję niektóre z tych komiksów, a odpowiednie artykuły znajdziecie w tym miejscu. Nie brakuje też filmów – od klasyki z Adamem Westem, po wersje Tima Burtona, na serialach animowanych i serii Christophera Nolana oraz Batmanie Matta Reevesa kończąc. Oglądałem oczywiście wszystkie te filmy i grałem w zdecydowaną większość gier poświęconych Batmanowi. Z niemałym zainteresowaniem sprawdziłem również demo Dziedzictwa Mrocznego Rycerza na ubiegłorocznym Gamescomie. Swoje wrażenia opisałem w poniższym artykule.
Przyznaję, że bardzo czekałem na tę produkcję. W końcu nadszedł ten dzień i mogłem przenieść się do klockowego Gotham. Oto moje wrażenia po przejściu gry.
Fabuła




Jeśli regularnie czytacie moje recenzje, to wiecie na pewno, że stronię od spoilerów w artykułach. Nie inaczej będzie w przypadku LEGO Batmana: Dziedzictwa Mrocznego Rycerza. Pozwolę sobie jednak nieco nakreślić ogólny zarys opowieści i wyrazić swoją opinię odnośnie jej jakości. Przede wszystkim należy zauważyć, że studio TT Games podjęło się – jak mogłoby się wydawać – dość karkołomnego wyzwania. Mianowicie, postanowiło połączyć w jedną spójną całość historie Batmana z wielu komiksów, gier i filmów. I tak początkowo znajdziemy sporo inspiracji filmem Batman Początek, ale to nie koniec wzorców. Bez problemu można zauważyć też Carmine’a Falcone’a tworzonego na bazie postaci, którą widzieliśmy w Batmanie z Robertem Pattinsonem. Joker natomiast czerpie zarówno z komiksowych pierwowzorów (żeby za dużo nie zdradzać, napiszę tylko dwa słowa – Ace Chemicals), ale również z filmu Tima Burtona oraz Christophera Nolana.




Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, fabuła jest nie tylko sensownie poukładana, ale i wciągająca. Nie stanowi ona bezmyślnego połączenia charakterystycznych scen i momentów z filmów i gier, ale ewidentnie jest formą wyrażenia szacunku i zrozumienia dla Mrocznego Rycerza. Dodatkową zaletą jest wplątywanie cytatów z filmów – czy to do samych przerywników scen, czy do opisów misji głównych, a nawet do… nazw trofeów. Oczywiście trzeba było niekiedy pójść na pewne ustępstwa i delikatnie zmienić wydarzenia. Zwłaszcza, że jest to przecież gra dostosowana też do dzieci. Niemniej cięcia nie są rażące i nie sprawiają, że ostateczny efekt jest mniej imponujący. Muszę jednocześnie przyznać, że nieznajomość filmów (przede wszystkim Burtona oraz Nolana) kręcących się wokół Batmana może utrudnić zrozumienie ciągów przyczynowo – skutkowych.
Skróty myślowe nierzadko wydają się być zbyt duże, wobec czego rekomenduję powtórzenie sobie wspomnianych filmów przed zabraniem się za recenzowaną dziś grę. Oczywiście, jak przystało na serię LEGO, nie może brakować humorystycznych scen. Szczególnie spodobało mi się pytanie, co powiedział Bruce’owi ojciec przy studni (nie chodzi o „Dlaczego upadamy?”). Humor na szczęście nie jest nachalny i nie robi pastiszu z materiałów źródłowych. Mało tego – uważam, że TT Games doskonale wyczuwają granicę między odwzorowaniem znanych scen, a nadaniem im lżejszego brzmienia. To prawdziwa sztuka, za którą należą się słowa uznania.
Rozgrywka – samotna czy wspólna?




Graliście kiedyś w którąkolwiek grę z serii Batman: Arkham (…) od Rocksteady? Jeśli tak, to cóż… wiecie już, czego spodziewać się w Dziedzictwie Mrocznego Rycerza. Jeśli jednak nie mieliście tej przyjemności, to po pierwsze zdecydowanie polecam nadrobienie tamtych tytułów. Po drugie przybliżę Wam model rozgrywki. Najnowsze LEGO Batman to trzecioosobowa gra akcji, w której wcielamy się w kilkoro postaci. Podstawową jest oczywiście tytułowy Mroczny Rycerz, aczkolwiek nie jest on jedynym bohaterem, którego poczynaniami możemy kierować. Zagramy bowiem również jako Alfred Pennyworth, Jim Gordon, Batgirl, Nightwing, Robin, Talia al-Ghul oraz Kobieta-Kot. Możemy szybko przełączać się między dwojgiem bohaterów, naciskając przycisk w dół na krzyżaku kontrolera.
Dotyczy to oczywiście samotnej przygody, ale jest też opcja wspólnej graczy z innym fanem DC Comics. Co istotne, dołączyć i odłączyć można w dowolnym momencie. Wystarczy po prostu nacisnąć przycisk pauzy, a następnie podłączyć nowy kontroler DualSense, zalogować się na swoje konto użytkownika i nacisnąć przycisk Start. Proste i świetne – nie musicie być skazani na grę z inną osobą jeśli nie macie takiej pod ręką. Drugą postać przejmuje wtedy SI. Za to jeżeli ktoś zobaczy, że gracie i też chciałby działać w Gotham, to nie ma problemu. To świetne rozwiązanie, które ma ode mnie sporego plusa.
Gotham – miasto możliwości




Nie będzie dla Was na pewno niespodzianką miejsce akcji gry LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza. Jest to oczywiście Gotham, miasto składające się z kilku połączonych ze sobą mostami wysp. Możemy się po nich poruszać na wiele sposobów. Podstawowy to naturalnie chodzenie i bieganie. Lewa gałka analogowa pada służy do poruszania naszą postacią, natomiast po naciśnięciu tej gałki zaczniemy bieg. Nie jest on w żaden sposób limitowany wytrzymałością, czy kondycją. Jeśli więc chcecie, to możecie biegać po całym Gotham jak tylko długo zamierzacie. Nie ma się jednak co zwodzić – grając jako Batman, raczej nie będzie to Waszym preferowanym stylem przemieszczania się. Warto przejść co najmniej pierwszy rozdział opowieści (nie licząc prologu). Od naszego pierwszego założenia kostiumu możemy korzystać z wciągarki, więc można zdobywać dachy. Zalecam jednak odblokowanie – fabularnie – szybowania, co znacząco usprawni i po prostu uprzyjemni Wasze eksplorowanie sekretów miasta.




Nie mogę też nie wspomnieć o pojazdach występujących w grze LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza. Jak na pewno wiecie, Batman na przestrzeni lat korzystał z wielu różnych wariantów Batmobila. Można śmiało stwierdzić, że w zasadzie każdy z nich znajdzie się w produkcji TT Games. Klasyczny samochód z serialu z Adamem Westem, kultowy batmobil z 1989 roku z filmu Tima Burtona, Tumbler z serii Christophera Nolana, motocykl Battinsona, batmobil z serialu animowanego, latający pojazd z Batmana 20-lat później – do wyboru do koloru. Właśnie, a propos koloru. Przechodząc grę, możemy znaleźć specjalne czerwone klocki. Po ich zebraniu odblokujemy jakiś schemat kolorów – można go nałożyć zarówno na pojazd, jak i na stroje. Warto im zresztą też poświęcić nieco miejsca.
Rewia mody Gotham




Nie tylko pojazdów było istne zatrzęsienie w ponad 100-letnim – nomen omen – dziedzictwie Mrocznego Rycerza. Występowało też sporo wariantów strojów – zarówno tej postaci, jak i innych grywalnych bohaterów. Mają oni nie tylko swoje specjalne pojazdy, ale i stroje. Najwięcej dedykowano oczywiście Batmanowi. Możemy zdobyć strój z pierwszej gry z serii LEGO Batman, ale i ze Złotej Ery, pierwszego pojawienia się tego bohatera, Powrotu Mrocznego Rycerza, wersji Tima Burtona i Nolana, Batmana v. Supermana – każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Zwłaszcza, że stroje te – jak już pisałem – można farbować tak samo jak i pojazdy. Absolutnie nie jesteśmy związani do korzystania wyłącznie z pojazdu tylko konkretnego wariantu postaci.
Ja lubiłem na przykład jeżdżenie po Gotham w batmobilu z 1989 roku w stroju Christiana Bale’a lub Batmana-wampira. Natomiast Gordonowi przypisałem klasyczny policyjny uniform z Batmana Początku, za to Talii ustawiłem strój z Batman: Arkham City. Zdecydowanie jest co personalizować i na pewno niejeden fan tego świata spędzi tu długie godziny. A to wcale nie koniec możliwości dostosowania wyglądu pewnych elementów.
Batjaskinia




Po odblokowaniu Batjaskini, możemy w niej spędzić bardzo wiele czasu. Przede wszystkim na płaskich charakterystycznych polach LEGO można umieszczać odblokowane elementy dekoracyjne. Wiele z nich odwołuje się oczywiście do obecności Batmana w różnych mediach. Znajdziemy tu na przykład Jokera z głową w telewizorze, którego powinniśmy znać z Batman: Arkham Asylum. Nie brakuje też ogromnego dinozaura, wielkiej monety Dwóch Twarzy, czy chociażby różnego rodzaju półek i szafek czy plakatów (na przykład odnoszącego się do sportowej drużyny Gotham lub postaci Grey Ghosta).
Co prawda nie ma to większego znaczenia dla rozgrywki, ale jednak fajnie jest móc dostosować według własnego widzimisię wygląd kryjówki. Nie tylko zachęca to do uważnego przeczesywania poziomów – o czym jeszcze napiszę – ale dodatkowo motywuje do zbierania wewnętrznej waluty gry, klocków. Możemy bowiem część akcesoriów kupić u największego fana Batmana w specjalnym sklepie. Zaznaczam tu, że w żadnym razie nie są to mikrotransakcje – nie ma możliwości kupienia żadnych wspomagaczy i wszystko musimy zdobyć w grze.
Znajdźki w LEGO Batman: Dziedzictwie Mrocznego Rycerza




Jak przystało na grę z serii LEGO – czy też z Batmanem współtworzoną przez pracownika Rocksteady – nie może brakować okazji do zbaczania z głównego wątku. W Gotham znajdziemy sporo rozpraszaczy. W każdej dzielnicy czeka na nas po 10 specjalnych trofeów (na przykład żółtych kaczek jak żywo kojarzących się z Pingwinem, czy wielkich klepsydr). Nie zapomniano też o trofeach Człowieka-Zagadki, które wymagają nierzadko użycia specjalnych gadżetów na podorędziu naszych postaci. Z tego powodu uważam, że najlepiej zbierać wszystkie znajdźki dopiero po przejściu gry – w toku fabuły znajdziemy coraz to nowe przydatne gadżety. Nie jest to bynajmniej jedyne źródło ich pozyskiwania, czemu poświęcę jeszcze osobny akapit. Wróćmy teraz do miasta. Jeśli się postaramy, to odblokujemy specjalne wieże radiowe, zaznaczające na mapie pobliskie aktywności poboczne.




Nie należy też zignorować pełniących podobną rolę stacji metra – nazwanych bardzo fajnie: Subwayne. Jest też coś dla fanów wyścigów i analizowania portretów pamięciowych. Czasem możemy znaleźć plakaty przedstawiające przestępcę, a po podjęciu się misji będziemy musieli zdobyć trzy fragmenty zdjęcia. Po dopasowaniu dostępnych klocków symbolizujących części ciała podejrzanego, udamy się w odpowiednie miejsce i go schwytamy. Nie brakuje wyścigów i wyzwań w rozszerzonej rzeczywistości. Zdecydowanie jest tutaj co robić. Możemy też szukać poukrywanych w całym Gotham skrzyń z klockami i specjalnymi chipami. Posłużą nam do ulepszania gadżetów, do czego już przechodzę.
Gadżety i ulepszenia w LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza




O ile w LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza występuje ulepszanie gadżetów i postaci, to absolutnie nie należy automatycznie przypinać tej grze łatki RPG. Nie ma tu podejmowania decyzji i fabuła jest liniowa. Mając już to wyjaśnione, pozwólcie, że wyjaśnię jak działają ulepszania w najnowszej produkcji studia TT Games. Za wykonywanie misji zdobędziemy klocki umiejętności. Przeznaczymy je na rozwój postaci i związanych z tym zdolności. Wykupimy tu między innymi ciosy krytyczne podczas walki, przywoływanie roju nietoperzy, zwiększenie skuteczności leczących nas serc, czy zwiększenie zasięgu podnoszenia klocków oraz większą odległość wykrywania przeciwników (co odbywa się po naciśnięciu prawej gałki analogowej pada). Ponadto chipy, o których wcześniej napomknąłem wykorzystamy w specjalnym komputerze w naszej jaskini. Spożytkujemy je na przykład na odblokowanie batarangu sonicznego (przyciągającego uwagę przeciwników). Możemy także zwiększyć liczbę batarangów, którymi możemy błyskawicznie rzucić naraz, czy wydłużymy czas ogłuszenia trafionego batarangiem przeciwnika lub zwiększymy zadawane w ten sposób obrażenia.
Walka i przekradanie się




Pomału zbierając się do kończenia tej i tak dość już długiej recenzji, nie mogę nie wspomnieć jeszcze o kilku aspektach. Zacznę od walki. Szkolenie Bruce’a Wayne’a w Nanda Parbat bynajmniej nie poszło w niepamięć. Mało tego, pobytowi Wayne’a u Ra’sa poświęcono tu sporo czasu i uważam, że pewną część gry zrealizowano dzięki temu w sposób wręcz mistrzowski. Nie będę jednak wchodził w spoilery. W walce naszym podstawowym ruchem jest oczywiście atak – wykonujemy go po naciśnięciu kwadratu na padzie. Kółko to unik, który przyda się między innymi do przeskoczenia za plecy tarczowników czy do umknięcia pod nogami ogromnych wrogów.
Nie można też zapomnieć o trójkącie, który odpowiada za kontrę. Pod prawym spustem mamy szybkie użycie gadżetów, natomiast R1 to specjalne wykończenie dostępne po naładowaniu odpowiedniego paska celnymi atakami. Starcia sa bardzo Arkhamowe i moim zdaniem trudno o większy komplement. W moim przekonaniu Freeflow Combat 2.0, jaki widzieliśmy w Arkham City to najlepszy model walki i bardzo cieszę się, że TT Games poszło właśnie w tę stronę.
Batman nie jest oczywiście tylko wojownikiem, ale też cieniem. Nie zawaha się wprowadzać strachu w serca swoich oponentów. Choć jednocześnie szkoda, że nie zaimplementowano tu mechaniki przerażenia jak w Batman Begins, czy chociaż przerażonych reakcji przeciwników jak w serii Batman: Arkham od Rocksteady. Generalnie skradanie w LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza jest wykonane po macoszemu i uważam, że nie poświęcono mu aż tyle uwagi, co walce, a szkoda. Co prawda możemy polować na przeciwników, siedząc na gargulcach, czy zdejmować wrogów po cichu po przekradnięciu się za ich plecy i naciśnięciu R1.
Można też rzucić batarangiem, aby odciągnąć wroga. Niemniej jednak skradanie nie jest tak satysfakcjonujące i rozbudowane jak w serii Arkham. Recenzowana dziś gra to w zasadzie chodzona bijatyka z eksploracją i elementami skradanki i należy mieć tego świadomość. Szukając tu głównie skradanki, możecie się poważnie rozczarować. Zwłaszcza, że przeciwnicy nie przegrupowują się jak w grach od Rocksteady i nie starają się niszczyć naszych potencjalnych kryjówek. Skradanka w Dziedzictwie Mrocznego Rycerza to dla mnie niemały zawód.
Grafika i udźwiękowienie




Nie powinna Was natomiast zawieść strona audiowizualna. Zacznę od tego, jak ten tytuł wygląda, a prezentuje się po prostu obłędnie. Krople deszczu spływające po twarzach naszych klockowych przyjaciół, czy po – rewelacyjnie odwzorowanej swoją drogą, z czym zgodzi się na pewno każdy posiadacz miniigurki Batmana – pelerynie nierzadko potrafi wprowadzić w osłupienie. W Gotham z LEGO znajdziemy też wiele odbić i kałuż, które razem tworzą fantastycznie realistyczny świat. I to pomimo zbudowania go z klocków. Warto też zaznaczyć, że gra na podstawowej wersji konsoli PlayStation 5 oferuje dwa tryby działania – Fidelity i Wydajność. Pierwszy z nich ogranicza klatki do maksymalnie 30 na sekundę kosztem wyraźniejszych tekstur. Przyznam, że nie zauważyłem różnic wizualnych między tymi trybami, w przeciwieństwie do komfortu rozgrywki. Bez żalu postawiłem na Wydajność i otrzymałem w miarę stabilne (z zaledwie kilkoma wyjątkami) 60 klatek na sekundę oraz bardzo ładnie wyglądającą produkcję.




Wszystkie moje zrzuty w tej recenzji uchwyciłem właśnie w trybie wydajności. No, ewentualnie w trybie fotograficznym. Z jednej strony fajnie, że jest, ale z drugiej jest bardzo mało rozbudowany. Mam nadzieję, że TT Games jeszcze go rozwinie w przyszłości. Nie mogę natomiast złego słowa powiedzieć na temat możliwości dostosowania wyświetlania i dźwięku do swoich potrzeb. Raz, że muzyka jest absolutnie fantastyczna i rewelacyjnie łączy tematy znane z filmów, tworząc nową, ale bardzo spójną kompozycję. Nie brakuje wykorzystania znanej muzyki, co jest dodatkowym plusem dla miłośników postaci. Co jeszcze mnie pozytywnie zaskoczono – w niemal dowolnym momencie (poza przerywnikami filmowymi) można zmienić dubbing. I to bez ładowania gry od nowa. Jest do wyboru między innymi polski (jest bardzo przyzwoity), choć ja jednak preferowałem angielskie głosy postaci. Zwłaszcza, że aktorzy głosowi – przede wszystkim wcielający się w Luciusa Foxa – starają się brzmieć dokładnie tak, jak ich oryginały z wielkiego ekranu.




Pozostając jeszcze przy ułatwieniach dostępu, mamy wpływ na istne zatrzęsienie opcji. Nie lubicie tracić klocków po utracie życia? Żaden problem, jest od tego przełącznik w ustawieniach. A może chcielibyście zmienić poziom trudności? Śmiało – zmieńcie go w opcjach, wczytajcie punkt kontrolny i kontynuujcie przygodę na innym. Nie odpowiada Wam wielkość napisów? A może małe lub duże będą lepsze? Do tego dochodzi ogrom dostosowania wyświetlania kolorów, ograniczenie sekwencji QTE czy chociażby możliwość zmienienia przypisania przycisków. Przystępność to drugie imię tej gry i gwarantuję Wam, że będziecie mogli dostosować swoją przygodę w sposób, o którym nawet nie wiedzieliście. Pod tym względem TT Games może być stawiane za światowy wzorzec.
Podsumowanie




Jak widzicie, nie wymieniam w tej recenzji wielu wad LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza. Powód jest prosty – to bardzo dobra produkcja, po którą powinien sięgnąć bez wyjątku każdy gracz. Ja fenomenalnie bawiłem się, poznając historię i walcząc ze zbrodnią na dachach Gotham. Kiedy miałem tego dość, poszybowałem między dachami miasta i znalazłem skrzynię. Potem zebrałem trofea Człowieka-Zagadki, a na koniec wziąłem udział w wyścigu z czasem, po czym udałem się do jaskini. Dostosowałem w niej dekoracje i odebrałem nagrody za wyzwania (wykonywane niejako przy okazji, jak w Arkham City).
To idealna produkcja na odstresowanie i nie żałuję ani jednej spędzonej z nią sekundy. Zostawiam Was z jedną myślą na koniec: bez wątpienia było warto czekać i już jestem ciekaw września. Wtedy to bowiem ukaże się przecież DLC, w którym do grywalnych postaci dojdą Harley Quinn i Joker. Na pewno będę jeszcze o tym pisał, więc zachęcam do regularnego zaglądania na naszą stronę. Prywatnie mam nadzieję również na coś z Batmana, który się śmieje. Kto wie, może się doczekam? Czas pokaże.
Kod recenzencki zapewniło Warner Bros. Games.


Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.