Halo: Campaign Evolved na PS5 Pro to powrót konsolowej legendy. Sprawdzamy strzelanie, AI, poziomy, rasę Potop, pojazdy i problemy w kampanii.
Halo: Campaign Evolved to powrót jednej z najważniejszych strzelanek w historii konsol. Gra Bungie ponad dwie dekady temu wyznaczyła standardy, które obowiązują do dziś. Dwie gałki analogowe, regenerująca się tarcza, świetne strzelanie, inteligentni przeciwnicy i pojazdy stały się później podstawą wielu produkcji. Problem w tym, że dzisiaj widzimy także wszystkie ograniczenia pierwszego Halo. I choć Master Chief nadal potrafi zrobić porządek z Przymierzem, nie każda część jego kampanii bawi równie dobrze.
Halo było kiedyś rewolucją
Zacznijmy od najważniejszego. Halo: Campaign Evolved nie jest zwykłą strzelanką science fiction. Produkcja Bungie miała ogromny wpływ na rozwój całego gatunku, szczególnie na konsolach. Wiele mechanik, które obecnie traktujemy jako oczywistość, tutaj dopiero nabierało kształtu.
Najlepszym przykładem pozostaje sterowanie. Dwie gałki analogowe pozwalają jednocześnie poruszać Master Chiefem i obracać kamerą. Brzmi banalnie? Dzisiaj oczywiście tak, ale w momencie premiery był to ogromny krok naprzód dla konsolowych FPS-ów.
Sterowanie nadal jest bardzo wygodne. Master Chief porusza się płynnie, celowanie nie sprawia problemów, a zmiana broni odbywa się bez zbędnego kombinowania. Można więc skupić się na tym, co najważniejsze, czyli strzelaniu. I tutaj Halo bez wątpienia nadal potrafi zachwycić.
Strzelanie wciąż daje satysfakcję
Bungie bardzo dobrze rozumiało, że dobra strzelanka nie potrzebuje wielu mechanik. Wystarczy kilka dobrze zaprojektowanych systemów, które współpracują ze sobą. Master Chief może nosić tylko dwie bronie. Ograniczenie wydaje się dzisiaj wręcz archaiczne, ale bardzo dobrze wpływa na rozgrywkę. Gracz musi zastanowić się, co zabrać ze sobą i kiedy wymienić karabin na inną broń.
Każda decyzja ma znaczenie. Karabin szturmowy dobrze radzi sobie z częścią przeciwników, ale przy większym dystansie szybko zaczynamy szukać czegoś innego. Przymierze również zostawia po sobie uzbrojenie, które często warto wykorzystać. Do tego dochodzi regenerująca się tarcza. Mechanika, która później pojawiła się w niezliczonych strzelankach, tutaj nadal działa bardzo dobrze.

Możemy dostać kilka mocnych trafień, wycofać się za osłonę, poczekać i wrócić do walki. Nie trzeba więc biegać od apteczki do apteczki. Starcia mają dzięki temu swój rytm, a gracz może bardziej agresywnie korzystać z otoczenia.
Elity pokazują, jak powinno wyglądać zachowanie SI przeciwników
Jedną z rzeczy, które najbardziej mnie zaskoczyły, jest zachowanie przeciwników. Oczywiście nie możemy porównywać sztucznej inteligencji z Halo do współczesnych produkcji wykorzystujących znacznie bardziej zaawansowane technologie. Mimo tego Elity nadal potrafią sprawić problemy.
Przeciwnicy zmieniają pozycję, potrafią flankować i reagują na wydarzenia podczas walki. Jeżeli długo siedzimy za jedną osłoną, mogą spróbować nas obejść. W przypadku większych grup starcia robią się jeszcze ciekawsze. Halo nie prowadzi gracza za rękę. Czasami trzeba samemu zrozumieć, dlaczego konkretne starcie zakończyło się porażką.

Wystarczy jednak zmienić pozycję, użyć granatu albo zamienić broń na odpowiedniejszą i sytuacja potrafi zmienić się w kilka sekund. Takie momenty pokazują, dlaczego seria Bungie zdobyła tak dużą popularność.
Potop niszczą tempo kampanii
Niestety, nie wszystko jest tutaj równie dobre. Największym problemem dla mnie pozostaje Potop. Sam pomysł na pasożytniczą rasę jest świetny. Pojawienie się Potopu zmienia atmosferę kampanii i pokazuje, że Master Chief ma znacznie większy problem niż tylko walka z Przymierzem. Szkoda, że sposób wykorzystania tych przeciwników szybko zaczyna męczyć.
Walka z Przymierzem jest zazwyczaj bardziej taktyczna. Obserwujemy przeciwników, wybieramy cele i próbujemy wykorzystać ich słabe punkty. Potop często zamienia starcia w chaotyczną przepychankę z kolejnymi falami podobnych przeciwników. Początkowo robi to odpowiednie wrażenie. Później zaczyna brakować świeżości.

Biblioteka to nadal problem
Jeśli miałbym wskazać jeden fragment kampanii, który najbardziej pokazuje wiek Halo, byłaby to Biblioteka. Nie chodzi nawet o samą walkę. Problemem jest przede wszystkim projekt lokacji. Kolejne pomieszczenia wyglądają podobnie, korytarze zaczynają się ze sobą zlewać, a gracz ma wrażenie, że cały czas chodzi po tym samym miejscu.
Do tego dochodzi ogromna liczba przeciwników. Potop wyskakuje niemal z każdej strony, a kolejne piętra nie oferują wystarczającej różnorodności. W pewnym momencie zamiast zastanawiać się, co wydarzy się dalej, zaczynamy myśleć o tym, kiedy wreszcie zobaczymy coś nowego. I właśnie takich momentów jest w kampanii więcej.
Backtracking odbiera przyjemność z eksploracji
Halo ma jeszcze jeden problem, który współczesny gracz zauważy bardzo szybko. Kampania lubi wysyłać nas w miejsca, które już wcześniej odwiedziliśmy. Samo ponowne wykorzystanie lokacji nie jest przecież złe. Dobrze zaprojektowany poziom może zupełnie inaczej wyglądać podczas powrotu. Tutaj jednak często po prostu przemierzamy tę samą przestrzeń w przeciwnym kierunku.

Początkowo można to zaakceptować. Po kilku takich fragmentach zaczyna jednak pojawiać się znużenie. Bungie miało wtedy znacznie mniej możliwości niż współczesne studia. Nie zmienia to faktu, że z perspektywy 2026 roku widać te ograniczenia bardzo wyraźnie. Halo: Campaign Evolved momentami przypomina muzealny eksponat. Podziwiamy jego znaczenie, ale niekoniecznie chcemy spędzać w nim kilka kolejnych godzin.
Warthog nadal daje frajdę
Na szczęście pojazdy bardzo dobrze przełamują monotonię. Warthog jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów całej serii i nadal świetnie sprawdza się jako urozmaicenie kampanii. Możemy przemierzać duże przestrzenie, ostrzeliwać przeciwników i po prostu pędzić przed siebie. Halo nie boi się dawać graczowi dużych map, na których nie wszystko musi wydarzyć się w jednym korytarzu. Niestety fizyka Warthoga ma jednak swoje humory.

Samochód potrafi zachowywać się jak mydelniczka. Wystarczy nierówność terenu albo niewłaściwy skręt i nagle oglądamy efektowne dachowanie. Czasami wygląda to komicznie, szczególnie gdy pojazd zaczyna koziołkować po niewielkim kamieniu. Trudno jednak całkowicie narzekać. Warthog daje sporo frajdy, a możliwość prowadzenia pojazdów była kiedyś jedną z największych zalet Halo. Skorpion robi jeszcze większe wrażenie. Prowadzenie ogromnego czołgu i ostrzeliwanie kolejnych grup przeciwników nadal daje satysfakcję.
Muzyka nadal nie ma sobie równych
Jeden element Halo zdecydowanie nie potrzebuje żadnych wymówek. Jest nim muzyka. Martin O’Donnell stworzył ścieżkę dźwiękową, która do dziś pozostaje jedną z najlepszych w historii gier. Charakterystyczne chóry, spokojniejsze fragmenty i bardziej dynamiczne kompozycje idealnie współpracują z wydarzeniami na ekranie.
Muzyka buduje klimat, ale nie próbuje dominować nad rozgrywką. W odpowiednim momencie pozwala poczuć skalę wydarzeń, a chwilę później potrafi podkręcić napięcie. Co ważne, soundtrack nie brzmi jak relikt minionej epoki. Nadal ma charakter. Właśnie dzięki takim elementom Halo pozostaje produkcją wyjątkową. Można krytykować poziomy, przeciwników czy punkty kontrolne, ale trudno odmówić Bungie ogromnego wyczucia atmosfery.

Checkpointy przypominają o czasach bez wygody
Nie spodobał mi się również system punktów kontrolnych. Współczesne gry przyzwyczaiły nas do częstych zapisów. Halo pochodzi jednak z czasów, gdy twórcy nie bali się pozwolić graczowi powtarzać większych fragmentów.
Problem pojawia się, kiedy checkpoint zapisze sytuację tuż przed śmiercią. Możemy wtedy rozpocząć ponownie w miejscu, w którym jesteśmy niemal bez szans na przeżycie. Jeżeli kilka razy zginiemy, zaczynamy powtarzać ten sam fragment. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Takie rozwiązania kiedyś były częścią doświadczenia. Dzisiaj są zwyczajnie frustrujące.
Halo: Campaign Evolved na PS5 Pro nie jest już rewolucją
Największy problem z oceną Halo polega na tym, że musimy jednocześnie patrzeć na dwie gry. Pierwsza to produkcja, która kiedyś zmieniła sposób grania w konsolowe FPS-y. Druga to kampania, którą uruchamiamy w 2026 roku. Z perspektywy historii Halo jest niezwykle ważne. Wpływ tej gry na branżę trudno przecenić. Regenerująca się tarcza, ograniczony ekwipunek, sposób projektowania starć i sterowanie stały się fundamentem wielu późniejszych produkcji.
Problem w tym, że współczesne gry wykorzystały te pomysły i poszły znacznie dalej. Kiedy więc po raz pierwszy odpalamy Halo dzisiaj, nie czujemy już tej rewolucji. Zamiast niej widzimy solidny fundament, na którym inni zbudowali swoje znacznie większe konstrukcje.
Czy warto zagrać w Halo: Campaign Evolved?
Tak, ale z pewnym zastrzeżeniem. Jeżeli jesteście fanami Halo albo chcecie zobaczyć jedną z najważniejszych strzelanek w historii, zdecydowanie warto dać tej kampanii szansę. Trudno zrozumieć współczesne FPS-y bez poznania produkcji, która wpłynęła na ich rozwój. Jeżeli jednak oczekujecie od gry doświadczenia na poziomie współczesnych strzelanek, możecie się rozczarować.
Halo: Campaign Evolved ma świetne strzelanie, bardzo dobrą sztuczną inteligencję, genialną muzykę i kilka naprawdę pamiętnych fragmentów. Jednocześnie potrafi męczyć powtarzalnością, backtrackingiem i chaotycznymi starciami z Potopem.

Nie przeszkadza mi, że gra jest stara. Przeszkadza mi natomiast, kiedy jej wiek zaczyna bezpośrednio wpływać na przyjemność z rozgrywki. I właśnie tutaj pojawia się moja największa wątpliwość. Halo jest bez wątpienia klasykiem. Nie każdy klasyk musi jednak nadal być wybitną grą.
Dzisiaj Master Chief nadal potrafi strzelać jak należy, ale jego pierwsza wielka kampania nie zachwyca już tak, jak kiedyś. Doceniam jej znaczenie, świetne fundamenty i ogromny wpływ na branżę. Jednocześnie nie zamierzam przymykać oka na to, że Biblioteka, Potop czy powtarzalne lokacje nagle przestały być problemem tylko dlatego, że mówimy o legendzie.
Grę do recenzji dostarczył XBOX.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.