Turtle Beach Command Series KB7 to nietypowa klawiatura TKL z ekranem dotykowym, przełącznikami Hall Effect i pollingiem 8K. W połączeniu z modułowym numberpadem KP7 tworzy bardzo rozbudowany zestaw. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy zamiast grania zaczynamy na nim pisać.
Turtle Beach KB7 i KP7. Zestaw, który od razu zwraca uwagę
Rynek klawiatur gamingowych jest dzisiaj wyjątkowo trudny do zaskoczenia. Mamy już ekrany, pokrętła, przełączniki magnetyczne, makra, światełka RGB praktycznie na każdym elemencie oraz rozbudowane profile. Turtle Beach postanowiło jednak połączyć kilka takich rozwiązań w jednym urządzeniu. Command Series KB7 to niskoprofilowa klawiatura TKL z 4,3-calowym ekranem dotykowym, a KP7 pełni funkcję modułowego numberpada i dodatkowego panelu sterowania.


Na papierze wygląda to naprawdę interesująco. KB7 korzysta z przełączników Titan Hall Effect, oferuje regulowany punkt aktywacji od 0,1 do 3,2 mm, Rapid Trigger, ReacTap oraz polling 8000 Hz. Do tego dochodzi aluminiowa (niestety zbyt cienka płyta), klawisze Double Shot PBT i kilka dodatkowych przycisków umieszczonych nad głównym blokiem. KP7 wykorzystuje podobne rozwiązania i można podłączyć go bezpośrednio do KB7 za pomocą bocznych szyn.
Cena sprawia jednak, że zaczynamy patrzeć na ten zestaw znacznie bardziej krytycznie. Sama KB7 kosztuje obecnie 209,99 euro, natomiast KP7 wyceniono na 109,99 euro. Razem daje to prawie 320 euro, więc nie jest to zakup, który można potraktować jako zwykłą ciekawostkę na biurko.


I właśnie dlatego przez ostatnie dwa tygodnie używałem zestawu nie tylko podczas grania. Klawiatura zastąpiła moje podstawowe urządzenie do pracy przy publikacjach na naszej stronie. Pisałem na niej newsy, dłuższe artykuły, wiadomości oraz teksty związane z recenzjami. Testowałem również w Diablo 4, Solasta II, 1666: Amsterdam oraz w najnowszym FPS-ie, Wardogs.
Opakowanie KB7 i KP7. Premium, ale bez przesady
Pierwszy kontakt z zestawem wypada całkiem dobrze. Pudełko KB7 jest ogromne i właściwie od razu wiadomo, że w środku znajduje się coś więcej niż zwykła klawiatura TKL. Na froncie producent pokazuje zarówno samo urządzenie, jak i charakterystyczny ekran, podkładkę pod dłonie oraz miejsce przygotowane pod KP7. Grafika jest czytelna i dobrze prezentuje najważniejsze elementy konstrukcji.


Po otwarciu pudełka nie znajdziemy jednak wielkiego festiwalu dodatków. Turtle Beach postawiło raczej na prostotę i odpowiednie zabezpieczenie sprzętu. Klawiatura leży w dużej, dopasowanej wkładce, a poszczególne elementy mają swoje miejsce. Producent ograniczył ilość plastiku, co akurat należy pochwalić, ponieważ przy sprzęcie tej klasy oczekuję przede wszystkim dobrego zabezpieczenia, a nie kilogramów folii.
W zestawie KB7 znajdziemy odłączaną podkładkę pod dłonie, przewód USB-C oraz adapter pozwalający wykorzystać dwa porty USB-A. Jest również dodatkowy zestaw teksturowanych nakładek WASD oraz ściągacz do klawiszy. Turtle Beach dorzuca także podstawową dokumentację. Zawartość odpowiada temu, czego można oczekiwać od drogiej klawiatury gamingowej, chociaż przy cenie przekraczającej 200 euro liczyłem na odrobinę więcej.


KP7 prezentuje się podobnie. W pudełku znajduje się sam keypad, osobny przewód, podkładka pod dłonie, dodatkowe nakładki i ściągacz. Nie ma tutaj żadnego etui, dodatkowych akcesoriów czy efektownego dodatku, który szczególnie wyróżniłby zestaw. Nie jest źle, ale przy zakupie obu urządzeń jednocześnie oczekiwałbym czegoś więcej.
Jakość wykonania robi dobre pierwsze wrażenie
Sama KB7 prezentuje się bardzo dobrze. Konstrukcja łączy aluminiową płytę z plastikowym korpusem, a całość jest stosunkowo smukła. Niskoprofilowa konstrukcja wygląda nowocześnie i nie przypomina typowej, ciężkiej klawiatury gamingowej. Ciekawym dodatkiem są brązowe elementy na górnej części obudowy, które mają przypominać drewno.
Klawiatura nie jest jednak tak kompaktowa, jak sugeruje określenie TKL. Producent zostawił sporo miejsca wokół głównego bloku, a dodatkowo nad klawiszami znajdziemy pasek sterowania multimediami. Z prawej strony znajduje się ekran dotykowy, natomiast na górze umieszczono między innymi pokrętło głośności i przyciski multimedialne. Konstrukcja waży 858 gramów bez podpórki i 1120 gramów z nią.


Podoba mi się także system modułowych szyn. KP7 można zamontować po prawej albo lewej stronie KB7, co jest ciekawym ukłonem w stronę użytkowników preferujących inne ułożenie stanowiska. Po połączeniu oba urządzenia wyglądają jak jeden produkt. Nie mamy więc wrażenia, że po prostu postawiliśmy obok siebie dwa niezależne akcesoria.
Podpórka pod dłonie jest wykonana z miękkiego, półprzezroczystego materiału i współpracuje z podświetleniem RGB. Nie wykorzystuje klasycznych magnesów. Zamiast tego wpina się w obudowę i trzyma całkiem pewnie. Sama powierzchnia jest przyjemna, choć nie nazwałbym jej wyjątkowo miękką.
Na spodzie znajdziemy dwustopniowe nóżki. Pozwalają ustawić klawiaturę praktycznie płasko albo pod większym kątem. W moim przypadku wyższe ustawienie okazało się wygodniejsze. Przy dłuższej pracy różnica jest zauważalna.
Komfort pisania rozczarował mnie najbardziej
Tutaj dochodzimy do największego problemu KB7. Przełączniki Hall Effect są szybkie, lekkie i bardzo responsywne, ale kompletnie nie przypadły mi do gustu podczas codziennego pisania. Niskoprofilowe klawisze mają stosunkowo płaską powierzchnię, a moje palce bardzo często ześlizgują się z nakładek. Przy graniu nie stanowi to większego problemu. Przy pisaniu kilku tysięcy słów dziennie już zdecydowanie tak.
W przypadku mojej pracy różnica jest szczególnie odczuwalna. Na naszej stronie codziennie powstają newsy, recenzje i dłuższe materiały, więc klawiatura musi dobrze radzić sobie z wielogodzinnym pisaniem. Przy KB7 znacznie częściej poprawiałem literówki. Kilka razy wciskałem również Caps Lock zamiast sąsiednich klawiszy. Nie chodzi więc o pojedyncze przyzwyczajenie, ale o problem, który regularnie pojawiał się podczas pracy.

Klawisze PBT same w sobie są dobrej jakości. Nie mam zastrzeżeń do materiału ani wykonania. Problemem okazał się przede wszystkim ich kształt, wysokość i bardzo lekki charakter przełączników. Podczas szybkiego pisania palce nie zawsze trafiają dokładnie tam, gdzie powinny. Można się do tego przyzwyczaić, ale ja po dwóch tygodniach nadal nie osiągnąłem komfortu, którego oczekuję od podstawowej klawiatury.
Co ciekawe, moje odczucia są tutaj zdecydowanie bardziej krytyczne niż opinie części innych recenzentów, którzy doceniali płynność niskoprofilowych przełączników. I właśnie pokazuje to, jak bardzo indywidualna jest kwestia klawiatury.
W grach KB7 pokazuje zupełnie inne oblicze
W grach sytuacja wygląda znacznie lepiej. Hall Effect jest tutaj bardzo dobrym rozwiązaniem. Możliwość ustawienia punktu aktywacji praktycznie pod każdy klawisz daje sporą swobodę. Rapid Trigger również ma sens przede wszystkim w dynamicznych produkcjach, gdzie szybkie zmiany kierunku mogą mieć znaczenie.
W Diablo 4 korzystałem z KB7 podczas najnowszego 15. sezonu i gry łotrzycą. Tutaj bardzo szybka reakcja klawiszy jest po prostu przyjemna. Nie potrzebowałem jednak ekstremalnie niskiego punktu aktywacji. Przy zbyt czułym ustawieniu łatwo bowiem o przypadkowe aktywacje.
Solasta II pokazuje inną stronę tego zestawu. Gra wymaga dużej liczby skrótów i często przełączania się między różnymi funkcjami. Właśnie w takich sytuacjach ekran oraz dodatkowe przyciski zaczynają mieć sens. Podobnie wygląda sytuacja w 1666: Amsterdam, gdzie dodatkowe przypisania mogą ograniczyć konieczność korzystania z kombinacji klawiszy.
Najbardziej klasyczne zastosowanie znalazłem jednak w Wardogs. W najnowszym FPS-ie niskoprofilowe przełączniki i Rapid Trigger sprawdzają się znacznie lepiej niż podczas pisania. Ruchy są szybkie, a klawiatura dobrze reaguje na krótkie naciśnięcia. Tutaj trudno mieć większe zastrzeżenia.
Ekran dotykowy ma potencjał, ale Swarm II nadal przeszkadza
4,3-calowy ekran jest największym wyróżnikiem KB7. Można na nim uruchamiać profile, makra, aplikacje, skróty czy informacje dotyczące komputera. Sam panel reaguje szybko i jest wystarczająco duży, żeby korzystanie z niego nie było męczące. Problem leży gdzie indziej – i wcale nie w tym, że czasem działa, a czasem nie.


Oprogramowanie Turtle Beach jest rozwijane, ale nadal znajduje się zdecydowanie zbyt daleko od poziomu, którego oczekuję przy sprzęcie kosztującym takie pieniądze. Podczas testów trafiałem na sytuacje, w których aplikacja zachowywała się niestabilnie. Czasem konfiguracja wymagała dodatkowego klikania, a część funkcji nie jest tak intuicyjna, jak powinna.



Największy niedosyt pozostawia jednak sam ekran. Możliwości personalizacji są znacznie mniejsze, niż sugeruje marketing produktu. Sprzęt ma potencjał, żeby zastąpić część funkcji Stream Decka, ale potrzebuje znacznie bardziej rozbudowanego ekosystemu. Przy obecnym stanie Swarm II często miałem wrażenie, że ekran jest ciekawym dodatkiem, który czeka dopiero na właściwe wykorzystanie.




Brakuje mi również polskiej wersji językowej oprogramowania. Dla części użytkowników nie będzie to problem, jednak w przypadku tak rozbudowanego sprzętu i aplikacji zarządzającej wieloma funkcjami lokalizacja powinna być już standardem.


Nie oznacza to, że Swarm II nie potrafi niczego. Możemy zmieniać punkt aktywacji, konfigurować Rapid Trigger, ReacTap, makra, profile oraz RGB. Można też przypisywać różne działania do klawiszy i tworzyć dodatkowe warstwy funkcji. Sama lista możliwości wygląda dobrze. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy z nich korzystać na co dzień.

KP7. Więcej niż zwykły numberpad
KP7 jest jednym z ciekawszych elementów całego zestawu. Oczywiście możemy potraktować go jako klasyczny numpad, ale byłoby to trochę marnowanie jego możliwości. Znajdziemy tutaj dodatkowe klawisze funkcyjne, pokrętło, przycisk oraz wysuwany element przeznaczony pod kciuk. Całość również korzysta z przełączników Hall Effect i polling rate 8K.


Podczas grania KP7 może pełnić funkcję dodatkowego panelu skrótów. W Diablo 4 można przypisać tutaj najczęściej wykorzystywane funkcje. W grach strategicznych albo RPG zastosowań jest jeszcze więcej. Możemy też odłączyć KP7 i używać go jako samodzielnego urządzenia.
Szkoda tylko, że jego cena jest wysoka. Przy obecnej cenie katalogowej 109,99 euro trudno traktować KP7 jako zwykły dodatek do KB7. Razem oba urządzenia tworzą naprawdę ciekawy zestaw, ale jednocześnie stają się kosztownym eksperymentem.
Turtle Beach KB7 kontra Corsair Galleon 100 SD
W tym miejscu trudno nie wspomnieć o klawiaturze Corsair Galleon 100 SD, którą niedawno testowałem. Oba urządzenia próbują rozwiązać podobny problem, czyli połączyć klasyczną klawiaturę z dodatkowym panelem sterowania. Podejście obu firm jest jednak zupełnie inne.
Galleon 100 SD stawia na zintegrowany Stream Deck, natomiast Turtle Beach buduje własny ekosystem oparty na ekranie i modułowych akcesoriach. Corsair w moim przypadku znacznie lepiej sprawdził się podczas codziennego pisania. Klawiatura była wygodniejsza, a system dodatkowych przycisków szybko wszedł mi w nawyk.
KB7 wygrywa natomiast tam, gdzie liczy się Hall Effect, regulowany punkt aktywacji oraz Rapid Trigger. Jest również bardziej elastyczna pod względem fizycznej rozbudowy dzięki KP7. Galleon jest za to większym i cięższym urządzeniem, które od początku sprawia wrażenie sprzętu przeznaczonego do wielogodzinnej pracy.
Różnica jest więc dość prosta. Turtle Beach bardziej przypomina gamingowe centrum dowodzenia, natomiast Corsair lepiej łączy funkcje gamingowe z typową pracą przy komputerze. Dla dziennikarza spędzającego wiele godzin na pisaniu ma to naprawdę duże znaczenie.
Czy Turtle Beach Command Series KB7 + KP7 jest warte swojej ceny?
Turtle Beach stworzyło bardzo interesujący zestaw, ale mam wrażenie, że firma próbuje sprzedać nam przede wszystkim jego potencjał. Sama konstrukcja jest solidna, przełączniki Hall Effect działają bardzo dobrze, polling 8K brzmi świetnie, a możliwość rozbudowy o KP7 jest naprawdę ciekawa. Ekran dotykowy również potrafi być użyteczny – gdy wszystko dobrze działa.

Problem zaczyna się wtedy, gdy zestaw stawiamy obok produktów premium, które kosztują podobne pieniądze. Wtedy niedopracowany soft Swarm II zaczyna mocno przeszkadzać. Dodatkowo komfort pisania nie spełnił moich oczekiwań, a przecież klawiatura za ponad 200 euro powinna dobrze sprawdzać się nie tylko podczas grania.
KB7 poleciłbym przede wszystkim graczom, którzy świadomie szukają przełączników Hall Effect, Rapid Trigger i dodatkowych funkcji dostępnych z poziomu urządzenia. Osoby pracujące na komputerze przez wiele godzin powinny natomiast przed zakupem koniecznie sprawdzić, czy odpowiada im bardzo płaska i śliska konstrukcja klawiszy. W moim przypadku właśnie ten element najbardziej obniżył ocenę całego zestawu.

Turtle Beach ma tutaj bardzo dobry fundament. Potrzebuje jednak dalszego rozwoju Swarm II, lepszej obsługi ekranu oraz dopracowania całego ekosystemu. Gdy tylko producent poprawi te elementy, a robi to cały czas, KB7 stanie się znacznie ciekawszym wyborem. Na dziś dostajemy świetną technologię zamkniętą w produkcie, który nie zawsze potrafi wykorzystać własny potencjał.
Słuchawki na testy dostarczyła firma Turtle Beach.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.