Po odpaleniu gry wita nas uczucie pewnego deja vu. Menu praktycznie niezmienione, wszystko pogrupowane podobnie jak rok temu, przeklikując się przez kolejne opcje można zastanowić się, czy na pewno odpaliliśmy świeżo zakupioną 27-kę, czy może przez przypadek kliknęliśmy w nieusuniętą jeszcze poprzedniczkę. To uczucie towarzyszy w większym lub mniejszym stopniu przez cały czas obcowania z grą, choć i nowości jest tu niemało.
NBA 2K27 – zmiany w rozgrywce
To, co najważniejsze, czyli sama rozgrywka, stoi na wysokim poziomie, a zmiany są odczuwalne. Piłka ma zauważalnie więcej swobody, zdarzają się sytuacje, że nikt nie zbierze i ta swobodnie odbija gdzieś po parkiecie. Ewidentnie trzeba wyczuć moment na zbiórkę, gdyż można się rozminąć z lecącą piłką, jak ta zatańczy na obręczy, zanim ostatecznie wypadnie z obręczy. Podobnie przechwyty działają lepiej – wreszcie próba odbioru piłki nie kończy się praktycznie zawsze faulem, ewidentnie lepiej to wyważono i jak naciśniemy przycisk przechwytu w momencie, gdy kozłujący kieruje piłkę w dół, mamy znacznie większą szansę na jej wyłuskanie niż w poprzednich częściach.

Warto odnotować też lepsze AI w tym roku. Jeśli ciągle gramy tą samą akcję (np. pick-n-rolla i wejście pod kosz), w końcu konsola zacznie przecinać podanie drugim obrońcą. Często walisz tróje z rogu? Po pierwszej-drugiej celnej pole gry zostanie tam zawężone. Koledzy z drużyny również lepiej wychodzą po zasłonach na czyste pozycje, jest w rozgrywce większa naturalność i płynność. Fajnie wyglądają też animacje, jak zawodnicy tracą równowagę przy liniach końcowych i próbują ratować piłkę przed autem. I tak już szeroki zakres animacji jeszcze się powiększył, widać to gołym okiem praktycznie od pierwszego wyjścia na parkiet.
Rzuty i system celowania
Od wielu edycji Visual Concepts starało się nas przyzwyczaić do rzutu prawą gałką. Dalej jest to możliwe, ale co ciekawe, rzucanie przyciskiem w tym roku wydaje się również dobrym rozwiązaniem. Fajnie, że dodano możliwość zrobienia step backu w wybranym kierunku – po prostu wskazujemy miejsce odejścia gracza i trzymamy kwadrat. Naturalnie i bardzo efektywnie. Sam system trafiania pozostał bez zmian, czyli albo załapiemy się na zielone pole, albo pudłujemy.

Wielkość zielonego pola zależy od danej sytuacji, umiejętności gracza, jego pozycji na parkiecie oraz od presji obrońcy. Zostaw Stephena Curry’ego na obwodzie niekrytego, a w 99% przypadków dostaniesz trójkę w plecy. LeBron to bestia pod koszem i tak dalej. Jeśli śledzicie NBA, to NBA 2K27 praktycznie idealnie odwzorowuje realnych zawodników, ich mocne, ale i słabe strony. Natomiast im bardziej jesteśmy kryci, tym zielone pole się zawęża i trudniej trafić.
Logiczne, ale też i eliminujące efekt losowości, który jest w koszykówce podczas rzutu. Jeśli trafisz w „zielone”, to rzut na bank wejdzie, choćby odbijał się kilka razy od deski czy piłka krążyła po obręczy jak cyrkowe rzuty Harlem Globetrotters. Wskaźnik wejdzie ci na białe pole, to wtedy nie ma na to w ogóle szans. Z edycji na edycję ten system coraz mniej mi się podoba i można byłoby się pokusić o jakieś zmiany, aby nie było to tak zero-jedynkowe.
Nowe ruchy i system kolizji
Z innych fajnych rzeczy, które robią furorę we współczesnym baskecie, to odwzorowanie zatrzymanego dwutaktu. Teraz po biegu i złapaniu piłki w dwie ręce, wychylając prawego analoga w wybranym kierunku, zawodnik może zrobić zwód na dwóch krokach i dopiero rzucić. Przyznam, że bardzo jest to satysfakcjonujące, jak uda nam się Lillardem zanurkować pod wielkimi ramionami Jokicia i wychodzimy na czystą pozycję. W ogóle system kolizji wygląda na bardziej naturalny i lepszy.

Jak dobrze ustawimy się wysokim zawodnikiem, to rozgrywający nie wjedzie pod kosz, ale chwila odpuszczenia i mniejszy rozgrywający płynnie prześlizguje się po biodrach rywala. W tej parkietowej beczce miodu są też łyżki dziegciu. W okolicach 3. i 4. kwarty, jak jest faul przy rzucie, konsola często bierze czas i robi zmiany. Wybija to strasznie z rytmu, bo animacje trwają długo i w tym momencie akurat nie można ich przeklikać. Drobnostka, ale irytująca.
Zdarzało się to również pod koniec NBA 2K26, także może to jakieś nietrafione zmiany w AI, które usuną patchem. Ponadto, po raz pierwszy od wielu lat zdarzają się okazjonalnie dziwne, nienaturalne animacje, a raz nawet kamera zanurkowała pod parkiet. Na szczęście to miejsce podczas przerwy, no ale nie zdarzało się to we wcześniejszych edycjach, które słynęły z dopieszczenia najdrobniejszych detali.
Większy nacisk na defensywę
Z innych ciekawych usprawnień jest na pewno większy nacisk na defensywę. Radosne wejścia pod kosz, gdy są obrońcy w pomalowanym, często kończą się stłamszeniem i efektownym blokiem. Lepiej czuć masę graczy, ale też ich szybkość i np. fizycznością LeBrona można zdominować obrońcę, by w następnej akcji zatańczyć jak na łyżwach przez zwody atakującego.

Nowy system wsadów
Przed premierą dużo dyskusji było odnośnie do zmiany systemu wsadów, że nie będą one wchodzić z automatu, tylko też zostaną oparte o wskaźnik celności. Spieszę donieść, że w przypadku otwartych pozycji zielone pole jest na tyle szerokie, że trzeba się postarać, aby w nie trafić (acz dalej jest możliwe, szczególnie w online, jak nam najbardziej zależy na punktach). Natomiast jak się ma obrońcę na plecach czy obok siebie lub chce się zrobić efektowny plakat, to wtedy wskaźnik się odpowiednio zmniejsza i można spudłować.
Choć w poprzedniczkach też czasem dunki nie wchodziły, to jednak było to na tyle rzadko, że paka stanowiła najpewniejszy sposób zdobywania punktów. Teraz wymaga to ciągłej uwagi, a przeskoczenie nad obrońcą Ja Morantem daje mega radochę. Zmiana zdecydowanie na plus.
NBA 2K27 – mnogość trybów gry
W NBA 2K zawsze było co robić i nie inaczej jest w najnowszej edycji. Rozmaitych trybów i ich wariacji jest na tyle dużo, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Od zwykłego meczu wybranymi drużynami, przez granie online z innymi graczami w trybie normalnym, jak i Blacktop (streetball w różnych odmianach od 1 na 1 do 5 na 5), po prawdziwe behemoty zawartości, czyli MyNBA, MyTeam czy MyCareer.

Mnóstwo jest również opcji nauki gry. Od tutoriali dla początkujących, średniozaawansowanych do prosów, podobnie jak w zeszłym roku są minigry (bardzo fajne), pokazane całe sterowanie. Do tego możliwość zagrania treningowego meczu czy wyjście na parkiet dowolnym zawodnikiem i luźne rzucanko, sprawdzenie jego gorących i zimnych stref. Warto się przyłożyć do poznania ulubionych drużyn i zawodników. AI nie odpuszcza i już na poziomie Pro trzeba wiedzieć, co się robi, aby wygrać.
Poziomów trudności jest tradycyjnie 6 i najniższy to samograj, a najwyższy to soulsy gier sportowych. Jest też WNBA, czyli kobieca koszykówka. Warto spróbować, bo panie są drobniejsze od graczy NBA i to czuć na boisku. Jest więcej przestrzeni na boisku i samych rzutów, mniej fizyczności i paczek. Przyznam, że podoba mi się ta zmiana akcentów i od czasu do czasu lubię dla relaksu pyknąć meczyk Indiana Fever i Sophie Cunningham. Choć jej sławnego gestu wskazującego jeszcze w grze nie widziałem.
MyCareer Eras – historia NBA
W tym roku chyba najfajniejsza opcja to MyCareer Eras, które umożliwia dołączenie swoim graczem do wybranej drużyny z różnych okresów NBA. Poczynając od Magic vs. Bird Era (1984), Jordan Era (1991), Kobe Era (2003), LeBron Era (2010) i Steph Era (2016). Z wiernie historycznie odwzorowanymi składami i wymianami, tak byśmy mogli jak najgłębiej uczestniczyć w historii NBA.

Zawsze marzyłeś, aby zagrać u boku Larry’ego Birda czy Magica Johnsona? Chcesz sprawdzić się w dynastii Bullsów? A może dołączyć do Big 3 z Miami i obok Wade’a, Bosha i LeBrona spróbować zgarnąć tytuł? Warto dodać, że poszczególne ery mają swoje filtry wizualne podczas meczu (można wyłączyć), co jeszcze bardziej buduje klimat. Są również charakterystyczne momenty sezonów bazujące na prawdziwych wydarzeniach.
Tworzenie własnego zawodnika
Drobną niekonsekwencją jest fakt, że startując stworzonym przez siebie graczem, zaczynamy ze statystykami na poziomie 60 i wygryzamy w rotacji jednego członka podstawowej piątki. W normalnym świecie taki ogórek nie mógłby nawet podawać piłek na treningu. A tu cyk i na przykład Shawn Kemp siada na ławę, a my naszym graczem ledwo trafiamy spod kosza. Sporo czasu upływa, zanim będziemy na poziomie pozostałych członków z drużyny i pierwsze mecze to trochę droga przez mękę.

Swojego zawodnika możemy zbudować samemu totalnie od podstaw, ale również jest nowa opcja bazująca na rolach, jakie chcemy, żeby zawodnik pełnił na boisku, i jego charakterze oraz stylu gry. Gra podpowiada, jaką mieszankę otrzymamy, bazując na trzech znanych graczach z NBA. Bardzo fajna opcja, pozwalająca zaoszczędzić czas i kombinowanie z naprawdę mnóstwem dostępnych opcji.
The City w NBA 2K27
Jest również kolejna edycja The City z usprawnionym poruszaniem się, bardziej zwartą strukturą, a zarazem dająca więcej możliwości. Poza standardowymi meczami 2v2, 3v3 czy 5v5 są również treningi strzeleckie czy atletyczne oparte na zróżnicowanych minigierkach. A nawet rozrywki typu gokarty.
Wszystko spoko, ale poruszanie się w tym trybie jest jakieś koślawe i dopóki nie wyjdziemy na boisko. Mam wrażenie brnięcia w zwolnionym tempie i jakby postać miała bezwładność czołgu przy skręcaniu. Rozumiem chęć oddania kultury streetballu, niestety samo wykonanie do mnie nie przemawia.
Fire & Concrete – nowa historia
Nie mogło zabraknąć również kariery o nazwie „Fire & Concrete”. W tym roku mamy aż 11 epizodów do przejścia (około dwa razy dłuższy od zeszłorocznego). W tym możliwość przejścia części tego trybu w co-opie, gdyż naszemu bohaterowi towarzyszy jego kumpel Trace Miller. Historia to typowe ode zera do bohatera i pogramy od szkoły średniej, przez G-League aż do parkietów NBA.

MyNBA – nowe możliwości
W MyNBA świetną opcją jest możliwość wybrania dowolnego prawdziwego gracza w wariancie początku kariery (niższe statystyki) lub w szczycie kariery. Mega sprawa dla fanów NBA i poszczególnych zawodników. Jeśli marzyłeś, aby wejść w olbrzymie buty Giannisa Antetokounmpo albo dowolnego innego gracza, wreszcie masz taką możliwość.
MyTeam – budowanie drużyny marzeń
MyTeam to klasyczna karcianka o budowaniu własnej drużyny marzeń. Bazująca na paczkach z kartami rozgrywka pozwala zmodyfikować praktycznie każdy element klubu i składu ze znalezionej w blistrach zawartości. Możliwości modyfikacji jest to prawdziwe zatrzęsienie, możliwość dostosowania praktycznie każdego elementu klubu, składu czy nawet parkietu cieszy, acz potrzeba poświęcić tu sporo czasu.

Grind i VC w NBA 2K27
Wszystkie tryby przeszły mniejszy lub większy facelifting, ale jedna rzecz się nie zmieniła – grind. Dalej za wszystko płacimy wirtualną walutą VC, ta co prawda wpada za wykonywanie rozmaitych aktywności w grze. Jednak ceny są na tyle wysokie, że albo mamy cierpliwość wołu, albo oczywiście mamy możliwość zakupu monet za prawdziwą kasę.
Czy tak powinno być w produkcie premium? Polemizowałbym. Jest to słabo wyważone i każda nowa koszulka, buty, podniesienie statystyk na wyższych poziomach swojego gracza czy paczka kart do MyTeam oznacza naprawdę sporo czasu włożonego w grind. Albo szerokiego otwarcia portfela.
NBA Today i NBA 2K TV
Po starcie sezonu dojdą jeszcze mecze w ramach NBA Today, czyli możliwość rozgrywania pojedynków, które aktualnie dzieją się na parkietach najlepszej ligi świata, wraz z dostosowanym do sytuacji komentarzem. Lubię ten tryb i już czekam na jego powrót. Można już grać po sieci z innymi graczami, ale tu sugeruję najpierw trochę meczów offline. Poznanie własnej drużyny, gdyż poziom trudności w grze online jest ustawiony w okolicy All-Star a Superstar i naprawdę można się zdziwić, że wcześniej wpadało. A teraz nie wchodzi praktycznie nic.

Są też już dostępne pierwsze epizody NBA2K TV, czyli specjalnie przygotowywanego show telewizyjnego, gdzie znajdziecie wywiady z koszykarzami, znanymi graczami 2K i porady od twórców z Visual Concepts. Jak widać, na ilość zawartości nie można narzekać.
NBA 2K27 – oprawa graficzna i dźwiękowa
Oprawa graficzna nie różni się wiele od tej z zeszłego roku. Oczywiście jest odrobinę ładniej i bardziej szczegółowo. Jednak jakby dać laikowi do porównania wideo czy screenshoty z obu wersji, nie jestem pewien, czy zawsze wskazywałby właściwie. Oprawa dźwiękowa, jeśli chodzi o same hale, jest lepsza, można usłyszeć różnice między arenami i charakterystyczne dla nich elementy.
Komentarz zyskał nowe teksty, ale jest mocno podobny do zeszłorocznego. Natomiast przerywniki między kwartami czy w trakcie meczu to z małymi zmianami praktycznie 1 do 1 to samo w stosunku do poprzednich edycji. Szkoda, bo seria FC pokazuje, że można robić niby to samo, a jednak co roku lepiej i inaczej.

Powtórki i prezentacja meczów
Ze świecą szukać tu ujęć z kamery FPP czy jakichś analiz taktycznych akcji, rysowania strzałek, głębszych statystyk danego rzutu. Studio między meczowe jest dokładnie to samo od wielu lat, oczywiście z nowymi tekstami, ale jego struktura jest identyczna. Szkoda, bo to już nuży, a możliwość obejrzenia efektownych akcji w ciekawej formie jest jak dla mnie solą sportówek.
Sterowanie powtórkami jest dalej nieintuicyjne jak zawsze i szybko odechciewa się kombinowania. Na drugim biegunie jest tryb Photo Moments i Highlights Builder. Tu paroma kliknięciami można zobaczyć fajne ujęcia z różnych kątów czy zrobić widowiskową powtórkę. Tylko dlaczego wideo wtedy jest bez dźwięku, to pozostanie zagadką. Dobór muzyki to kwestia subiektywna, ale jest kilkadziesiąt mniej i bardziej znanych kawałków i od czasu do czasu usłyszymy coś fajnego.

NBA 2K27 – czy warto kupić?
Zmiany i usprawnienia przedstawione w NBA 2K27 sprawiają, że nie chce się wracać do poprzedniej edycji. Ale nie są one na tyle znaczące, żeby lecieć od razu do sklepu po nowy tytuł (póki jeszcze są pudełka w sklepach oczywiście). Zeszłoroczna edycja bardziej podobała mi się względem poprzedniczki, w tym roku przeskok jest jakby mniejszy.
Przydałoby się większe odświeżenie formuły, a najlepiej już jakaś solidna konkurencja w kategorii wirtualnej koszykówki. NBA 2K27 jest to dalej dobra gra, która odwdzięczy się fanom koszykówki najlepszym gameplayem ever. Jednak w tym roku mam wrażenie, że ten MVP stara się przejść przez sezon minimalnym wysiłkiem i zbliża się bardziej do końca kariery niż do kolejnego pierścienia. Dalej jest dobry i miło się go ogląda, ale mamy obawy, czy pokaże jeszcze coś spektakularnego w przyszłym sezonie.
Grę do recenzji dostarczyła CENEGA.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.