W ofercie Egmontu niedawno pojawił się nowy tom z serii Injustice. Zobaczmy więc, co tym razem spotka Batmana, Supermana i innych bohaterów DC Comics.
Gry z serii Injustice to bez wątpienia jedne z najważniejszych produkcji z uniwersum DC Comics. Nie mam tu na myśli przynależności gatunkowej – są to przecież bijatyki, a więc dość prosty typ gry. Chodzi mi o wydarzenia przedstawiane we wspomnianym cyklu. Muszę tu powołać się na pewne sytuacje, do jakich doszło w tych grach. Od razu zaznaczam więc, że w tej recenzji znajdą się spoilery z bijatyk. Musicie więc mieć świadomość, że będę operował wydarzeniami przedstawionymi w uniwersum Injustice przed dziś recenzowanym tomem. Tyle tytułem wstępu i przejdźmy do właściwej recenzji komiksu.
Wydarzenia i zarys opowieści

Trzonem historii w Injustice 2: Tomie 1 jest oczywiście konflikt między Supermanem, a Batmanem. Pod koniec fabuły pierwszej gry Superman przekroczył pewną granicę i zrobił to w najgorszy możliwy sposób. Mianowicie zabił Jokera. Kryptończyk nie mógł opanować emocji po tym, jak błazen doprowadził do śmierci żony i nienarodzonego dziecka Kal-Ela. Superman postanowił też sięgnąć po władzę, by uchronić ludzi przed podobnym losem. Niestety nie podobało się to Batmanowi, który obawiał się, że nadmiar władzy sprawi, że jego dawny przyjaciel będzie niepowstrzymany.
Zaczął go postrzegać nie jako dawnego wspólnika w wielu bitwach, ale jako ostateczną broń masowej zagłady z zapalnikiem czasowym. Nie wchodząc zbytnio w szczegóły komiksów z serii Injustice, powstały dwa obozy. Nazwijmy je po prostu team Batman i team Superman. Koniec końców ekipa Batmana zdołała pokonać Supermana i uwięzić tego bohatera. Z grubsza rzecz biorąc, to tutaj rozpoczyna się akcja recenzowanego dziś tomu.
Na ponad 400 stronach, z jakich zbudowany jest Tom 1 czeka nas mnóstwo akcji i pełnych napięcia scen. Niemałe znaczenie dla fabuły ma Harley Quinn, aczkolwiek jakie dokładnie? To już musicie sami sprawdzić. Na kilkuset stronach zobaczymy powroty postaci, które – jak mogłoby się wydawać – powinny nie żyć. Jest to jednak dość logicznie wytłumaczone, biorąc pod uwagę realia znane z portfolio DC Comics. Tom składa się z 18 zeszytów, które pozwolą nam nie tylko widzieć rozwój podstawowego konfliktu. Nie brakuje mniejszych opowieści – wplecionych jednak cały czas w główną opowieść – poświęconych takim postaciom jak Green Arrow, Black Canary, Blue Beetle czy Legion Samobójców.
Dowiadujemy się też, jak istotną personą był dla niejednego bohatera Alfred Pennyworth. Znajdzie się także miejsce dla rozważań nad moralnością i argumentami obu stron. Nie zrozumcie mnie źle – to przede wszystkim komiks obfitujący w sceny akcji. Niemniej jednak fabuła nadal jest bardzo istotna i co istotne – niesamowicie wciągająca. Jestem ciekaw rozwoju wydarzeń i na pewno będę miał kolejny tom na swoim radarze.
Ilustracje

Scenariusz Toma Taylora świetnie się broni i zdecydowanie warto sięgnąć po Injustice 2: Tom 1 ze względu na fabułę. Nie jest to absolutnie jedyny argument przemawiający za tym tomem. Bardzo pozytywne wrażenie robią też ilustracje. Duet Bruno Redondo i Daniel Sampere robią świetną robotę i kadry są przedstawione fantastycznie. Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy była bardzo wysoka jakość kolorów. Wyraźnie widać, że są one utrzymane w nowoczesnym stylu, nie oglądając się na swoje pastelowe, nieco tandetne kolory sprzed niemal 100 lat. Uderzenia i wybuchy oraz pościgi przedstawiono z zachwycającą pieczołowitością i przywiązaniem do detali.
Często możemy zaobserwować akcenty na strojach czy elementach tła, które nie są bardzo istotne dla wydarzenia, ale jednocześnie sprawiają, że sceny wydają się niezwykle żywe. Należy też wiedzieć, że zdecydowanie nie jest to komiks dla najmłodszych czytelników. Zdarzają się – co prawda ocenzurowane, ale zawsze – wulgaryzmy. Ponadto, a może nawet przede wszystkim, natkniemy się też na bardzo brutalne momenty. Odcinanie kończyn, strzały w głowę czy wyraźnie pokazane rany – wszystko to jest tu na porządku dziennym. W moim rozumieniu jest to jednocześnie spora zaleta. Można odnieść wrażenie nie tyle czytania komiksu, czy oglądania filmu, co bycia w centrum akcji.
Podsumowanie


Injustice 2: Tom 1 nie jest krótkim komiksem. To ponad 400 stron w twardej oprawie (co w takim formacie jest naturalną decyzją wydawniczą), ale czytanie tego tomu jest prawdziwą przyjemnością. Kiedy już się za niego wziąłem, niechętnie odkładałem komiks, by brać się za wykonywanie codziennych obowiązków. Ostatecznie przeczytałem ten tom w dwóch posiedzeniach i nie żałowałem ani chwili spędzonej z Tomem 1. Powiem więcej – uważam ten komiks za jeden z najlepszych, jakie kiedykolwiek czytałem. Jakościowo stawiam go na równi między innymi z takimi Dziełami (przez wielkie „D”) jak Rok Zerowy, Śmierć w rodzinie, Człowiek, który się śmieje oraz Długie Halloween. Jeżeli znacie wydarzenia z gry (albo serii Injustice: Rok Pierwszy do Roku Piątego), to nie zastanawiajcie się i śmiało sięgajcie po pierwszy tom Injustice 2.
Co prawda na początku tego komiksu znajduje się podsumowanie wcześniejszych wydarzeń, ale uważam, że mimo tego należy samemu przeczytać wcześniej odpowiednie komiksy. Tom 1 jest niemal idealny i ma w moich oczach tylko jedną wadę – wysoką cenę. Prawie 200 złotych jako sugerowana cena to za dużo i jeśli zdążycie kupić go za 130 zł (na ile aktualnie wyceniono komiks na stronie Egmontu), to nie wahajcie się i śmiało go bierzcie. Nie powinniście być zawiedzeni. Ja nie jestem i z prawdziwą przyjemnością obserwowałem, w którym kierunku idzie historia. Nie pomyślałbym np. o – całkiem niezłym – wykorzystaniu Atoma i jego umiejętności, które widać na dość wczesnym etapie opowieści.
| Liczba stron | 444 |
| Wymiary | 17 cm x 26 cm |
| Scenarzysta | Tom Taylor |
| Ilustratorzy | Bruno Redondo, Daniel Sampere |
| Tłumacz | Tomasz Sidorkiewicz |
| Typ oprawy | twarda |
| Cena | od 121,99 zł |
Komiks do zrecenzowania zapewnił jego wydawca, Egmont.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.