Moonlighter 2: The Endless Vault to kolejna przygoda kupca Willa. Za dnia prowadź sklep, a nocą wyruszaj na niebezpieczne wyprawy do lochów.
Minęło osiem lat od wydania pierwszej części Moonlighter od Digital Sun. Teraz hiszpańskie studio przygotowało dla nas kontynuację historii Willa – pełnego życia kupca, który kocha przygody i prowadzenie swojego sklepu. Zapewne mogliście już usłyszeć o tej grze, ponieważ od 2025 roku znajduje się ona we wczesnym dostępie, ale już za parę dni będziemy mogli zagrać w pełną wersję Moonlighter 2: The Endless Vault, czyli action RPG z elementami rogue-like.
Na wstępie zaznaczę, że nie miałam okazji zagrać w poprzednią odsłonę. Z tego powodu recenzja będzie pisana z perspektywy osoby, która po raz pierwszy ma kontakt z serią Moonlighter. A na pewno takich graczy trochę się znajdzie. Czy tytuł będzie wystarczająco ciekawy dla osoby niezaznajomionej z serią? Czy jednak jest tylko dla fanów, którzy już ogrywali produkcję od hiszpańskiego studia?

Fabuła
Fabuła gry nie należy do najbardziej skomplikowanych. Wcielamy się w Willa – kupca prowadzącego sklep w wiosce Rynoka. Niestety, miasteczko, podobnie jak znajdujące się wokół niego lochy, przejmuje zły kolekcjoner Moloch, co zmusza wszystkich do opuszczenia rodzinnego domu. Trafiamy do osady Tresna, w której Will i jego przyjaciele próbują się na nowo odnaleźć. Gdy staramy się powrócić do normalnego trybu życia i pogodzić się z losem Rynoki, do naszego bohatera przemawia tajemniczy sześcian, który w zamian za pokonanie jego wyzwań spełni nasze pragnienia. Od teraz naszym głównym celem jest jak najlepsze usprawnienie nowego sklepu oraz liczenie na to, że dla starego domu jest jeszcze nadzieja.
Przyznam, że historia gry nie jest szczególnie wciągająca, lecz nie jest to główny element tytułu. Mimo to daje nam krótkie wyjaśnienie, dlaczego i po co to wszystko robimy. Natomiast dużą zaletą są luźne i zabawne dialogi między bohaterami. Każdy z nich ma wyraźny charakter, który dodaje humoru do rozgrywki.

Gameplay
Rozgrywkę w Moonlighter 2 możemy podzielić na dwie główne części. Pierwsza to zarządzanie sklepem i sprzedawanie towaru. Natomiast druga polega na wyruszaniu na wyprawy do innych krain w celu zdobycia reliktów, którymi zapełnimy nasz asortyment. Dodatkowo te elementy możemy rozłożyć na jeszcze kolejne części. Ale o tym za chwilę.
Zarządzanie sklepem
Skupmy się najpierw na kapitalistycznej stronie gry, która była dla mnie jednym z najnudniejszych elementów. Zdobyte podczas nocnych wypraw skarby możemy umieszczać w gablotach. Potem ustawiamy odpowiednie ceny. Jeśli będzie za wysoka, ludzie wyjdą zirytowani ze sklepu. Natomiast jeśli będzie za niska, po prostu stracimy potencjalne pieniądze. Ta mechanika sprowadza się właściwie do zgadywania – najpierw ustawiasz jedną kwotę i patrzysz na reakcję, a potem ewentualnie zmieniasz, jeśli jest coś nie tak.
Dodatkowo w trakcie zmiany możemy spotkać specjalnych klientów. Gdy spełnimy ich oczekiwania, dostaniemy w zamian bonusy: zasoby lub atrybuty. Gra umożliwia nam także rozwijanie sklepu oraz jego dekorowanie.
Jeśli miałabym w skrócie opisać moje przemyślenia odnośnie tego elementu gry – niestety szybko się nudzi. Pierwsze parę dni było interesujące. Odgadywałam idealne ceny produktów, klientów pojawiało się coraz więcej i cieszyłam się, gdy pod koniec zmiany udało mi się dużo zarobić. Jednak po jakimś czasie ta część zaczyna się robić powtarzalna, a z coraz większą liczbą reliktów dni zaczynają się wydłużać.



Eksploracja lochów
Przejdźmy zatem do kolejnej części. Gdy skończymy naszą zmianę w sklepie i nastanie noc, bierzemy broń do ręki i ruszamy na wyprawę do innego wymiaru. Do wyboru mamy trzy: Kalinę, Galerię oraz Aeolię.
Każdy ze światów ma swój unikalny krajobraz, ale przeciwnicy są w nich dosyć podobni. Większość działa na podobnej zasadzie: albo robią na nas wyskok i czymś uderzają, albo strzelają do nas z dystansu. Oczywiście są wyjątki, ale nie jest ich zbyt wiele.
Z drugiej strony mamy bossów, którzy są bardzo dobrze zaprojektowani, unikalni oraz stanowią dla gracza niemałe wyzwanie. Każdy z nich ma swoją „arenę”, która zmienia się wraz z postępem walki. Ataki są pomysłowe, a cały pojedynek jest podzielony na fazy – jak to zwykle bywa przy takich przeciwnikach.


Ekwipunek
Przed przejściem przez portal możemy wziąć ze sobą jedną z czterech broni. Są to: miecz krótki, miecz długi, włócznia oraz rękawice. Oczywiście wraz z postępem gry ulepszamy nasz ekwipunek, co dodaje różne efekty. Tytuł zachęca nas do grania różnym uzbrojeniem, ponieważ każdej nocy jedna z nich otrzymuje dodatkowe bonusy.
Każda z broni jest dobrze zbalansowana – mają swoje zalety i wady. Jeśli poświęcimy trochę czasu na naukę ich użytkowania, z pewnością przełoży się to na lepsze podejścia. W innych produkcjach rogue-like zawsze mam swoich faworytów – tak tutaj nie jestem w stanie zdecydować, z czego najlepiej mi się korzysta, ponieważ każda z nich jest bardzo dobra na swój sposób.



Mapa
Jak to z rogue-like’ami bywa, w trakcie podejścia możemy natrafić na różne rodzaje pomieszczeń. Moonlighter 2 nie jest tutaj wyjątkiem. Możemy trafić na pokoje ze skarbami, napotkać postaci, które dadzą nam efekty na broń, czy też otrzymać bonusy do znajdowania reliktów.
Ciekawym zabiegiem jest ograniczenie liczby rodzajów atrybutów, jakie można zdobyć w danym przejściu. Na przykład w rundzie A będziemy trafiać tylko na efekty Piany i Zranienia, a w innym podejściu na Podpalenie i Truciznę. Nie byłam przekonana do tego pomysłu. Często byłam zirytowana, gdy w konkretnym runie natrafiłam na same atrybuty, za którymi nie przepadałam.

Relikty
Przejdźmy w końcu do reliktów, czyli najlepszej według mnie części Moonlighter 2. Do dyspozycji mamy nasz plecak, w którym musimy jakoś pomieścić znajdowane skarby. Miejsce jest ograniczone (oczywiście później mamy możliwość jego ulepszenia), tak więc trzeba uważnie przemyśleć, co chcemy ze sobą zabrać.
Jednak co najlepsze jest w tym wszystkim: każdy relikt ma swój stopień rzadkości, poziom jakości oraz umiejętności. Tutaj zaczyna się widoczna różnica między światami – zależnie od wymiaru, przedmioty będą miały inne efekty. Nie będę wdawać się w szczegóły i opisywać każdej z nich, bo zajęłoby to dużo linijek, ale każda z mechanik została dobrze zaprojektowana i po prostu bardzo przyjemnie układa się relikty do plecaka i głowi nad tym, jak to wszystko rozmieścić, aby zdobyć jak najlepsze statystyki. W każdym przejściu miałam straszną ochotę na ciągłe zbieranie skarbów i zabawę w układanie ich, niestety kosztem tracenia ulepszeń do broni, aby w końcu pokonać jakiegoś bossa. Jest to dla mnie zdecydowanie najlepsza część gry.


Kwestie techniczne
Zacznijmy od plusów – sterowanie w Moonlighter 2 jest bardzo proste i przyjemne. Jest łatwe do opanowania i nie sprawia większych problemów, nawet w największym chaosie na mapie. Miałam tylko drobne uwagi dotyczące możliwości spadania gracza z planszy, ponieważ zdarzało mi się to dosyć często. Przy ogromnej ilości potworów łatwo się zagubić i zrobić przewrót w nie tę stronę co trzeba.
Niestety jeśli chodzi o minusy, to zwróciłam uwagę na problemy z wczytywaniem gry, które jest trochę za długie. Parę razy miałam sytuację, że podczas ładowania wszystko się zacięło i byłam zmuszona do zresetowania. Oczywiście skutkowało to utratą reliktów z podejścia.
Strefa audiowizualna
Oprawa graficzna w Moonlighter 2 utrzymana jest w prostyym stylu 3D, z żywymi kolorami oraz z rzutu izometrycznego. Muszę przyznać, że gdy zobaczyłam, jak wyglądała grafika w poprzednim tytule – żałowałam, że twórcy nie pozostali przy tym stylu graficznym. Mimo tego, grafika w drugiej części nie jest zła, lecz dla mnie utraciła swój urok.
Co do warstwy dźwiękowej, to nie mam żadnych zastrzeżeń. Muzyka jest przyjemna, pasuje do gry i wpływa na immersję. Nie ma może kawałków, które zapadają na dłużej w pamięć, ale nie ma także sytuacji, gdy utwory wybijają z rozgrywki, bo nie pasują do sceny.

Podsumowanie
Produkcja Digital Sun z pewnością ma swoje zalety i wady. Bardzo mocną stroną są mechaniki związane z reliktami, które są dobrze zaprojektowane i po prostu przyjemne. Niestety minusem jest zmiana stylu graficznego. Mało tego, główny sens gry, jakim jest prowadzenie sklepu, po jakimś czasie robi się monotonny i nużący.
Moonlighter 2: The Endless Vault to gra, w której na pewno można spędzić wiele godzin na podróżowaniu po wymiarach, kombinowaniu, jak upchać wszystkie relikty do plecaka, a potem na sprzedawaniu ich w najlepszej cenie. Jest to tytuł godny polecenia dla fanów rogue-like’ów, którzy szukają tytułów w stylu Hadesa czy Cult of the Lamb. Mimo że jest to kontynuacja, nowi gracze bez problemu odnajdą w fabule i mechanikach.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.