Recenzja komiksu Venom. Tom 3 od Egmontu. Eddie Brock, Doktor Doom, Toxin, Czarna Wdowa i podróże w czasie. Sprawdzamy, czy Marvel znów gryzie.
Venom wraca z kolejną porcją kosmicznego chaosu, podróży w czasie i brutalnych starć symbiotów. Sprawdzam, czy „Venom. Tom 3” od Egmontu jest najlepszą odsłoną serii Marvel Fresh.
Zanim przejdziemy do Venoma. Tom 3
W pierwszej recenzji zwracałem uwagę, że Al Ewing i Ram V mieli naprawdę trudne zadanie. Przejęli Venoma po Donnym Catesie, który z symbionta zrobił niemal kosmiczną figurę. Tom 1 z serii Marvel Fresh próbował więc opowiedzieć dwie historie jednocześnie. Eddie Brock ruszył w kosmiczną podróż, a Dylan musiał odnaleźć się jako nowy Venom. Pomysł był ambitny, choć momentami mocno komplikował lekturę. Drugi tom jeszcze bardziej rozbudował mitologię symbiontów i przesunął serię w stronę psychologicznego horroru. „Venom. Tom 3” kontynuuje ten kierunek, ale robi przy tym coś bardzo ważnego – zaczyna porządkować większą historię.
Album od Egmontu zbiera zeszyty „Venom” #22–30 oraz „Free Comic Book Day 2023: Spider-Man/Venom” #1. Wydanie ma 240 stron i ukazało się 15 lipca 2026 roku.
Eddie Brock i szalona podróż w czasie
Najmocniejszym fundamentem tomu trzeciego pozostaje Eddie Brock. Bohater nadal funkcjonuje poza normalnym porządkiem czasu, a jego historia robi się coraz bardziej pokręcona. W pewnym momencie Eddie potrzebuje pomocy Doktora Dooma i trudno wyobrazić sobie lepszego partnera do takiej historii. Obaj ruszają w podróż przez kolejne epoki, a Ewing pozwala sobie na sporo absurdalnego humoru. Jednocześnie pod spodem cały czas pracuje znacznie poważniejszy temat przyszłości Eddiego i jego związku z Meridiusem. „Venom #25” szczególnie dobrze pokazuje, jak Ewing potrafi połączyć wielką mitologię z przygodową zabawą.

Ten fragment jest też znacznie łatwiejszy do przyswojenia niż wcześniejsze partie serii. Nadal trzeba pamiętać o wydarzeniach z poprzednich tomów, ale historia ma wyraźniejszy kierunek. Ewing coraz śmielej korzysta z marvelowej historii i lubi wrzucać czytelnika w miejsca, których kompletnie się nie spodziewamy. Szczególnie dobrze wypadają momenty z Doktorem Doomem. Ich relacja daje opowieści potrzebny luz, ponieważ sama mitologia Venoma potrafi przygnieść. Warto zwrócić uwagę na udane połączenie humoru, podróży w czasie i charakterystycznego dla Dooma ego.

Toxin, Dylan i Czarna Wdowa
Druga część albumu zmienia tempo. Historia skupia się mocniej na Dylanie, Toxinie oraz Natashy Romanoff. Pojawienie się symbionta związanego z Czarną Wdową jest jednym z ciekawszych pomysłów tego tomu. Marvel bawi się tutaj pytaniem, kto właściwie kontroluje kogo. Czarna Wdowa nie jest przecież przypadkową bohaterką, którą łatwo podporządkować obcej istocie. „Venom #27” właśnie na tym buduje napięcie, choć sam początek tego wątku nie jest idealny.

Później robi się znacznie ciekawiej. Venom i Toxin muszą współpracować, aby uratować jedną z najważniejszych bohaterek Marvela przed kolejnym symbiotycznym zagrożeniem. Grønbekk stawia na bardziej klasyczną akcję, co stanowi przyjemną odmianę po skomplikowanych pomysłach Ewinga. Nie wszystkie decyzje scenariuszowe trafiają w dziesiątkę, ale dynamika między bohaterami działa. Toxin dostaje przy okazji więcej charakteru, a Dylan nie jest już tylko dodatkiem do historii ojca.
Rysunki nadal robią różnicę
Warstwa wizualna pozostaje mocnym punktem całej serii. Ramón F. Bachs, Ken Lashley, Sergio Davíla i Cafu prezentują różne podejście do Venoma, ale każdy z nich dobrze rozumie jego charakter. Szczególnie Cafu świetnie wypada w scenach z Eddiem. Jego Venom jest masywny, brutalny i jednocześnie bardzo ekspresyjny. Różnice między artystami nadal jednak wpływają na spójność albumu. Na szczęście nie przeszkadza to aż tak bardzo, jak w poprzednim tomie.

Venom z Marvel Rivals i Carnage z Marvel Tōkon – czy komiks zainteresuje graczy?
Venom od dawna żyje nie tylko na kartach komiksów. W Marvel Rivals jest jedną z najbardziej charakterystycznych postaci, a jego potężna sylwetka i agresywny styl walki świetnie pasują do tego, jak przez lata przedstawiano symbionta. Z kolei Marvel Tōkon: Fighting Souls wprowadza do swojej obsady Carnage’a, czyli jedną z najbardziej nieprzewidywalnych i brutalnych postaci związanych z Venomem. Czy osoby poznające tych bohaterów przede wszystkim za sprawą gier znajdą coś dla siebie w „Venom. Tom 3”? Zdecydowanie tak, choć komiks pokazuje ich świat z zupełnie innej perspektywy. Venom jest tutaj przede wszystkim częścią większej, momentami naprawdę dziwacznej historii o symbiontach, ich pochodzeniu, relacjach z gospodarzami oraz konsekwencjach działań Eddiego i Dylana.
Nie brakuje efektownych przemian, brutalnych starć i charakterystycznego czarnego humoru, ale równie ważne są relacje między bohaterami oraz rozbudowana mitologia. Fani Venoma z „Marvel Rivals” mogą więc lepiej zrozumieć, skąd wzięła się część jego charakterystycznych cech, natomiast miłośnicy Carnage’a z „Marvel Tōkon” dostaną okazję, by zobaczyć, jak mocno jego historia jest związana z całym rodem symbiontów. Nie oznacza to jednak, że Carnage jest tutaj głównym bohaterem – jego obecność i znaczenie dla uniwersum warto traktować raczej jako element większej układanki. Co ważne, „Venom. Tom 3” nie wymaga znajomości obu gier, ale jeśli właśnie dzięki nim zainteresowaliście się tymi postaciami, komiks może być bardzo dobrym kolejnym krokiem.
Venom. Tom 3, czy jest najlepszy?
„Venom. Tom 3” nadal nie jest komiksem dla każdego. Marvel nie zamierza wracać do prostych historii o Eddiem, który po prostu bije kolejnego potwora. Zamiast tego dostajemy podróże w czasie, alternatywne wersje bohaterów, rozbudowaną mitologię oraz kolejne eksperymenty z symbiontami. Tym razem jednak wszystko zaczyna układać się w bardziej satysfakcjonującą całość. Najbardziej podoba mi się właśnie większa pewność scenariusza i zdecydowanie mocniejszy Eddie Brock. Dylan oraz Czarna Wdowa również dostają swoje momenty, choć ich historia jest nieco bardziej nierówna. Fani poprzednich tomów powinni być zadowoleni, natomiast nowym czytelnikom zdecydowanie polecam rozpoczęcie od pierwszego tomu.
| Liczba stron | 240 |
| Wymiary | 16.7 x 25.5 cm |
| Scenarzysta | Al Ewing, Torunn Gronbekk |
| Ilustrator | Ramón F. Bachs, Ken Lashley, Sergio Davíla, Cafu |
| Tłumacz | Zofia Sawicka |
| Typ oprawy | Miękka |
| Cena | od 69,99 zł |
„Venom. Tom 3” nie upraszcza tej serii. Wręcz przeciwnie, nadal lubi komplikować życie czytelnikowi. Tym razem jednak chaos ma więcej sensu, a Al Ewing coraz lepiej pokazuje, co chce zrobić z Venomem.
Komiks do recenzji dostarczył polski wydawca, Egmont.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.