„Przeznaczenie X. Grzechy Sinistera” od Egmontu rozwija wątki ze „Świtu X” i „Rządów X”, a przy okazji pokazuje mroczne wersje mutantów znanych z Marvel Rivals.
„Przeznaczenie X. Grzechy Sinistera” od Egmont nie przypomina klasycznej historii o X-Men, gdzie dobro walczy ze złem i po kilku zeszytach wszystko wraca do normy. Kieron Gillen, Al Ewing i Si Spurrier wrzucają czytelnika w kompletnie rozjechaną przyszłość, w której Mister Sinister wygrał praktycznie wszystko. Świat mutuje, galaktyki płoną, a bohaterowie zmieniają się w dziwne hybrydy i kosmiczne potwory. Chaos? Ogromny. Jednak właśnie dzięki temu ten album czyta się tak dobrze. Kolejne rozdziały przeskakują między dekadami i pokazują, jak bardzo jeden człowiek potrafił zatruć całe uniwersum mutantów.


Największe wrażenie robią trzy poboczne serie: „Immoral X-Men”, „Nightcrawlers” oraz „Storm & the Brotherhood of Mutants”. Każda ma trochę inny klimat. „Nightcrawlers” przypomina momentami horror science fiction, bo obserwujemy pokręcone eksperymenty Sinistera i mutantów składanych niczym części zamienne. „Storm & the Brotherhood of Mutants” stawia bardziej na widowiskową walkę o przetrwanie, a „Immoral X-Men” świetnie pokazuje polityczne bagno i kompletny rozpad dawnych ideałów X-Men. Rzadko trafia się event, który naprawdę czuje się jak koniec świata. Tutaj ten ciężar wisi praktycznie nad każdą stroną.

Fani Marvel Rivals rozpoznają kilka ważnych twarzy
Gracze Marvel Rivals znajdą tutaj sporo znajomych bohaterów. Największą rolę odgrywa Storm, czyli Ororo Munroe. Komiks pokazuje ją jako zmęczoną wojną liderkę, która nadal próbuje ratować resztki świata mutantów. Nightcrawler również dostaje ogrom czasu ekranowego, choć jego alternatywne wersje bywają naprawdę niepokojące. Pojawia się też Mystique, Emma Frost, Professor X czy Sinister, którego można spokojnie uznać za największą gwiazdę całego albumu.


Fani gry dostaną coś więcej niż zwykłe rozpoznawanie postaci. Komiks rozwija relacje, pokazuje bardziej brutalne decyzje bohaterów i mocniej wchodzi w mutantową politykę. Marvel Rivals stawia głównie na efektowne starcia oraz charakterystyczne umiejętności postaci, natomiast „Grzechy Sinistera” dorzucają cięższy klimat i kilka naprawdę chorych pomysłów z klonowaniem oraz mieszaniem DNA mutantów. Wagnerine czy inne hybrydy Nightcrawlera wyglądają jak pomysły wyciągnięte z koszmaru fana X-Men. I właśnie o to tutaj chodzi.
Jeden z najlepszych etapów ery Krakoa
Album nie jest łatwy dla nowych czytelników. Znajomość „Świtu X” oraz „Rządów X” mocno pomaga, ponieważ scenarzyści praktycznie od razu wrzucają nas w środek wielkiej mutantowej układanki. Mimo tego historia ma świetne tempo, dużo mocnych dialogów i kilka obrazów, które zostają w głowie na długo. Szczególnie końcówka z „Sins of Sinister: Dominion” bardzo dobrze spina cały ten szalony eksperyment.


„Przeznaczenie X. Grzechy Sinistera” przypomina moment, gdy twórcy Marvela dostali pełną swobodę i poszli o kilka kroków za daleko. Na szczęście wyszło z tego coś naprawdę świeżego. Fani Marvel Rivals spokojnie znajdą tu nowe spojrzenie na swoich ulubionych mutantów, a wielbiciele X-Men dostaną jeden z najbardziej odważnych komiksów ostatnich lat.
| Liczba stron | 324 |
| Wymiary | 16.7 x 25.5cm |
| Scenarzysta | Kieron Gillen, Al Ewing |
| Ilustrator | Lucas Werneck, Paco Medina, Andrea DiVito |
| Tłumacz | Marek Starosta |
| Typ oprawy | miękka ze skrzydełkami |
| Cena | od 90,99 zł |
Komiks do recenzji dostarczył polski wydawca, Egmont.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.

Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.