Recenzja komiksu Moon Knight. Tom 3 od Egmontu. Sprawdzamy finał serii Jeda MacKaya oraz miniserię City of the Dead. Czy warto przeczytać?
Trzeci tom przygód Moon Knighta zamyka jeden z najlepszych współczesnych rozdziałów w historii tej postaci. Egmont zebrał zeszyty Moon Knight (2021) #25–30 oraz miniserię Moon Knight: City of the Dead #1–5, dzięki czemu czytelnicy dostają niemal kompletny obraz ostatnich miesięcy życia Marca Spectora. Czeka tu sporo akcji, jeszcze więcej emocji i historia, która potrafi zaskoczyć nawet długoletnich fanów Marvela.
Moon Knight dochodzi do końca swojej drogi
Jed MacKay od pierwszego tomu konsekwentnie budował własną wizję Moon Knighta. Zamiast kolejnego samotnego mściciela dostaliśmy bohatera, który stworzył własną rodzinę i znalazł miejsce w świecie. Poprzednie dwa tomy pokazały, że Misja Północy stała się czymś więcej niż tylko kryjówką dla nocnego strażnika. Była symbolem odkupienia i szansą dla ludzi, którzy nie mieli już dokąd pójść. Trzeci tom nie porzuca tych motywów. Wręcz przeciwnie, rozwija je aż do gorzkiego, ale bardzo satysfakcjonującego finału. Marvel od początku zapowiadał, że seria zmierza do wielkiego zakończenia i faktycznie trudno oprzeć się wrażeniu, że każdy rozdział prowadził właśnie do tych wydarzeń.

Po dwóch świetnych tomach przyszło godne zwieńczenie
Recenzując pierwszy tom, zwracałem uwagę przede wszystkim na odświeżenie całej postaci oraz znakomity klimat ulicznego Marvela. Drugi album jeszcze mocniej rozbudował drużynę Moon Knighta i udowodnił, że Jed MacKay potrafi pisać nie tylko efektowne pojedynki, ale również bardzo wiarygodne relacje między bohaterami. Trzecia odsłona zbiera wszystkie wcześniejsze wątki i zamienia je w spójną, emocjonalną całość. Żaden z poprzednich albumów nie traci przy tym znaczenia. Wręcz przeciwnie, finał pokazuje, że od początku mieliśmy do czynienia z przemyślaną historią, która zmierzała do konkretnego celu. Właśnie dzięki temu zakończenie wybrzmiewa tak mocno.
Śmierć, która naprawdę ma znaczenie
Największą siłą tego tomu pozostaje sposób prowadzenia bohaterów. MacKay nie próbuje szokować dla samego efektu. Każda decyzja Marca Spectora wynika z wcześniejszych wydarzeń, a jego relacje z Tigra, Reese, Hunter’s Moon czy Soldierem pokazują, jak bardzo zmienił się przez ostatnie lata. Nawet gdy historia skręca w stronę wielkich bitew i mistycznych starć z siłami Khonshu, nie gubi emocjonalnego ciężaru. Kilka scen naprawdę zostaje w głowie. Szczególnie końcówka udowadnia, że scenarzysta nie bał się postawić wszystkiego na jedną kartę.
Równie dobrze wypada warstwa wizualna. Alessandro Cappuccio ponownie zachwyca kadrami pełnymi kontrastów, mocnych cieni i charakterystycznej gry światłem. Każda walka wygląda dynamicznie, jednak równie mocno zapadają w pamięć spokojniejsze momenty. Mimika bohaterów oraz układ plansz sprawiają, że komiks czyta się bardzo płynnie. Kilka stron spokojnie mogłoby zawisnąć na ścianie jako plakaty.

City of the Dead znakomicie uzupełnia główną historię
Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że City of the Dead jest jedynie dodatkiem wrzuconym do albumu. Nic bardziej mylnego. David Pepose zabiera Moon Knighta do egipskiego świata umarłych i opowiada historię bardziej kameralną, lecz jednocześnie mocno osadzoną w mitologii tej postaci. Tempo jest nieco spokojniejsze, jednak dzięki temu łatwiej skupić się na psychice Marca oraz jego nieustannej walce z własnym przeznaczeniem.
Miniseria dobrze współgra z głównym cyklem, choć nie jest obowiązkowa do zrozumienia zakończenia. Stanowi jednak bardzo wartościowe rozwinięcie świata przedstawionego. Szczególnie spodobały mi się motywy związane z egipskimi bóstwami oraz liczne odniesienia do wcześniejszych historii Moon Knighta. Fani tej postaci z pewnością wyłapią wiele smaczków.


Bohaterowie z Marvel Rivals obecni w komiksie
Gracze Marvel Rivals odnajdą tutaj kilka dobrze znanych twarzy. Oczywiście najważniejszą pozostaje Moon Knight, którego komiksowa wersja świetnie pokazuje źródła jego niezwykłych umiejętności oraz skomplikowanej osobowości. W historii pojawia się również Black Panther, odgrywający ważną rolę podczas wydarzeń związanych z bogami i nadprzyrodzonym zagrożeniem. Na kartach albumu można spotkać także Doctor Strange’a, którego wiedza o magii okazuje się niezwykle cenna. Fani Iron Fista również dostaną krótki, ale przyjemny występ tej postaci. Dzięki temu osoby znające bohaterów przede wszystkim z Marvel Rivals zobaczą ich w zupełnie innym świetle i lepiej zrozumieją relacje łączące ich z uniwersum Marvela.
| Liczba stron | 312 |
| Wymiary | 16.7 x 25.5 cm |
| Scenarzysta | Jed MacKay, David Pepose |
| Ilustrator | Alessandro Cappuccio, Marcelo Ferreira, Federico Sabbatini, Alessandro Vitti |
| Tłumacz | Jacek Żuławnik |
| Typ oprawy | Miękka |
| Cena | od 89,99 zł |
Czy warto kupić Moon Knight. Tom 3?
Egmont zamknął jedną z najlepszych współczesnych serii Marvela w naprawdę udany sposób. Historia potrafi wzruszyć, zaskoczyć i dostarczyć widowiskowej akcji. Jednocześnie nie zapomina o bohaterach, którzy od pierwszego tomu stanowili serce całej opowieści. Rzadko zdarza się, aby trzytomowa seria utrzymała tak wysoki poziom od początku aż do samego końca. Moon Knight zdecydowanie dołącza do tego elitarnego grona.
Jeżeli polubiliście poprzednie albumy, trzeci tom jest zakupem obowiązkowym. Natomiast osoby dopiero poznające tę postać dostają świetny powód, aby sięgnąć po całą serię od początku. Tak właśnie powinno kończyć się dobrze napisane komiksowe opowieści.
Komiks do recenzji dostarczył polski wydawca, Egmont.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.

Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.