It Reaches studia Emberflight Games to survival horror o ambitnych inspiracjach. Być może zbyt ambitnych, co sprawdzimy w naszej recenzji.
Debiutancka produkcja Emberflight Games pod banderą wydawcy Perp Games chce być survival horrorem z krwi i kości. Wydane 26 maja It Reaches to gra obiecująca terroryzującą akcję z perspektywy policyjnej kamery protagonisty. Czy ambicje twórców spełniły się w gotowym produkcie? Przekonajmy się.
Fabuła


W It Reaches wcielamy się w funkcjonariusza policji, Jasona Thompsona. Podczas rutynowej interwencji na terenie opuszczonego szpitala trafiamy na pogłoski o eksperymentach na pacjentach placówki. Nie będziemy musieli czekać długo, by na własne oczy przekonać się o efektach makabrycznych testów na ludziach. Patrol Jasona zmieni się w koszmar pełny zdeformowanych monstrów czyhających w zakątkach szpitala.


Już po dość pretensjonalnym menu głównym możemy wyczuć, że mamy tu do czynienia z grą, która chce mieć jakieś głębsze dno. Im dalej wgłąb, tym bardziej widać inspirację klasykami pokroju Silent Hilla 2. Widać niestety również fakt, że dobre inspiracje nie wystarczą, by stworzyć dzieło stojące na własnych nogach. Fabuła podąża każdym możliwym schematem growego horroru psychologicznego i nie sili się w zasadzie na żadną oryginalność. Sam Jason nie ma zbytnio charakteru poza tym, że jest policjantem i ojcem – po tym krótkim opisie możecie się domyślić, o czym będzie narracja. Śmiem stwierdzić, że brak subtelności Emberflight Games zawstydziłby nawet wczesne Bloober Team.
Puste ręce



It Reaches to pierwszoosobowy survival horror, w którym widzimy akcję z perspektywy policyjnej kamery przymocowanej do munduru Jasona. Jak to przystało na ten gatunek, nie znajdziemy zbyt wielu zasobów, więc przez dużą większość rozgrywki naboje będą na wagę złota. Z reguły najlepszą metodą na przeciwników będzie zatem skradanie się, zwłaszcza że często konfrontacja kończy się natychmiastową śmiercią bohatera.
Niestety szybko okazuje się, że rozgrywka jest tu częścią horroru, i to nie w dobrym sensie. Sterowanie Jasonem jest toporne i często kończy się nieporadnym ślizganiem się po podłodze. System walki również pozostawia sporo do życzenia – zarówno przez lakoniczny arsenał, jak i brak różnorodności w typach przeciwników. Giwery dostaniemy bowiem aż dwie, rodzajów potworów napotkamy bodajże całe cztery. Sprawia to, że gameplay It Reaches jest skrajnie nudny, a przemierzanie kolejnych poziomów to przykry obowiązek, niżeli terroryzująca przyjemność. Mamy też mechanikę wstrzymywania oddechu, o której po dwóch godzinach rozgrywki zapomniałem zarówno ja, jak i twórcy.



Jako urozmaicenie rozgrywki twórcy przygotowali kilka zagadek logicznych, z których aktywnego użycia mózgu wymagały może dwie. Cała reszta to liniowy samograj, w którym problemy rozwiązujemy idąc po sznurku przed siebie. Najbardziej kreatywna sekwencja w grze przywołała mi na myśl Subway Surfers, co wywołało bardziej śmiech politowania, niż zachwyt.
Przyznam bez wstydu, że w pewnym momencie zacząłem traktować It Reaches jako dzieło z gatunku “tak złe, że aż śmieszne”. Drętwy gameplay w tandemie z niesamowicie sztampową i pretensjonalną fabuła ma tu mimo wszystko pewien specyficzny, niezamierzony przez twórców urok. Szkoda jednak, że nawet przy tak krótkim metrażu – ok. 5 godzin – gra zwyczajnie powiewa nudą na kilometr.
Policyjna perspektywa


Wizualnie produkcja Emberflight Games stoi na całkiem poprawnym poziomie. Największą robotę robi tu zdecydowanie zabieg osadzenia perspektywy w policyjnej kamerze, co rekompensuje mało dopracowane modele i tekstury. Trudno jednak odeprzeć wrażenie, że większość obiektów w grze jest generycznymi assetami niestworzonymi na potrzeby tego konkretnego tytułu. Objawia się to w warstwie artystycznej, która przez zdecydowaną większość doświadczenia jest na jedno kopyto. Po ukończeniu gry żaden kadr nie pozostał mi w pamięci.



Produkcja znacznie gorzej wypada technicznie. Nawet z nastawieniem na narrację liniową bez wielkich wizualnych wodotrysków dostajemy tu zaledwie 30 klatek na sekundę. Może i nie byłoby to bulwersujące, jednak na każdym kroku liczba ta spada, czasem wręcz drastycznie. Wygląda na to, że twórcy nie zoptymalizowali głównie przeciwników, gdyż każdy moment z nimi na ekranie dewastuje płynność rozgrywki.
Również o muzyce nie jestem w stanie powiedzieć nic dobrego. W kulminacyjnych momentach narracji towarzyszy nam bowiem monotonny utwór, który brzmi jak coś znalezionego w bezpłatnym repozytorium cyfrowym. Zachowuję tutaj dobrą wiarę i staram się zakładać, że twórcy nie korzystali w produkcji z AI.
Rzut okiem na błędy



Wspomniałem już o technikaliach w kontekście tragicznej optymalizacji gry. Nie są to niestety jedyne mankamenty techniczne, z którymi zmierzyłem się grając w It Reaches. Zaczynamy od mikroskopijnych napisów, które na moim monitorze 4K byłyby czytelne może z odległości 20 centymetrów. Nie da się zmienić ich wielkości, a głosy postaci są zmiksowane bardzo cicho, co prowadzi do ogólnej trudności ze zrozumieniem wymawianych słów.



Codziennością są również błędy pokroju przedmiotów znikających pod teksturami czy przeciwników utykających w miejscu (strzelanie jest tak nudne, że mogłoby to być plusem, ale każdy kolejny wróg na ekranie zabiera jakieś 15% płynności rozgrywki). Na jakieś 30 minut gry straciłem również swój podstawowy pistolet, co uniemożliwiło mi zbieranie doń amunicji. Po restarcie gry giwera wróciła bez nabojów, a po powrocie do punktu kontrolnego losowo dostałem 16 naboi. Nawet mnie to nie bulwersuje – zawiłość tego błędu była niesamowicie zabawna.
Podsumowanie


It Reaches to produkcja, po której nie oczekiwałem wiele poza przyzwoitym horrorem i kilkoma momentami strachu, które zapadną mi w pamięć. Dostałem niestety toporną grę bez polotu, której największą wartością okazała się jej kiepskość. Może faktycznie sprawdza się tu prawidłowość, że strach i śmiech to bardzo bliźniacze, nierozerwalnie połączone odczucia. Trzymam kciuki za twórców, że uda się wyciągnąć wiele cennych lekcji z takiego debiutu.
Egzemplarz recenzencki produkcji dostarczyło Perp Games.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.