Spędziłem 30 minut z demem Onimusha: Way of the Sword na PS5 Pro. Walka jest przystępna, świat przypomina rozwiązania znane z Elden Ring, a Capcom znów pokazuje, że nie boi się oddać gry w ręce graczy przed premierą.
Capcom coraz śmielej pokazuje swoje nadchodzące produkcje jeszcze przed premierą i trudno się za to na firmę nie uśmiechnąć. W czasach, gdy wiele wydawnictw ukrywa rozgrywkę do ostatniej chwili, japoński producent pozwala graczom samodzielnie sprawdzić, czego mogą się spodziewać. Niedawno świetnie zadziałało to w przypadku Pragmaty, której demo błyskawicznie przyciągnęło uwagę graczy i pomogło wspiąć się wysoko na listach życzeń. Można odnieść wrażenie, że Capcom liczy teraz na podobny efekt przy Onimusha: Way of the Sword. Szkoda jedynie, że przy Resident Evil Requiem firma obrała zupełnie inną drogę, ponieważ demo pojawiło się dopiero po premierze gry. Taki ruch zwyczajnie nie ma już większego wpływu na decyzje zakupowe graczy.

Miałem okazję spędzić z wersją demonstracyjną około 30 minut i przejść ją od początku do końca. Materiał nagrałem na PS5 Pro w trybie jakości z aktywną obsługą 120 Hz. Już po kilku minutach było jasne, że Capcom nie próbuje odtwarzać dawnych odsłon serii jeden do jednego. Twórcy zachowali charakterystyczny klimat Onimushy, ale jednocześnie dostosowali rozgrywkę do współczesnych oczekiwań. Efekt wypada zaskakująco naturalnie.

Dwie filozofie sterowania i bardzo przystępny system walki
Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę, były dwa dostępne układy sterowania. Gracze mogą wybrać schemat nastawiony bardziej na obronę albo wariant skupiony na agresywnym prowadzeniu walki. Dzięki temu każdy szybko znajdzie ustawienie odpowiadające własnym przyzwyczajeniom. Różnice nie są kosmetyczne, ponieważ wpływają na sposób prowadzenia pojedynków i budowanie rytmu starć.

Sama walka okazała się wyjątkowo łatwa do opanowania. Capcom pozostawia spore okno czasowe na skuteczny blok oraz unik, przez co już po krótkiej chwili można poczuć się pewnie podczas starć z przeciwnikami. Nie oznacza to jednak całkowitego braku wyzwania. Starcia wymagają obserwacji ruchów wroga, ale gra nie karze gracza za każdy najmniejszy błąd.
Pod względem poziomu trudności Onimusha: Way of the Sword przypomina mi bardziej Wuchang: Fallen Feathers niż Nioh 3. Produkcja studia Team Ninja jest znacznie bardziej bezwzględna i wymaga błyskawicznego refleksu niemal przez cały czas. Tutaj tempo pozostaje nieco spokojniejsze, a twórcy wyraźnie stawiają na szersze grono odbiorców. Dzięki temu nawet osoby, które dopiero zaczynają przygodę z tego typu grami, powinny odnaleźć się bez większych problemów.
Dwa poziomy trudności już na starcie
Demo pozwala wybrać jeden z dwóch poziomów trudności. Dostępny jest tryb historii oraz tryb akcji. Pierwsza opcja kierowana jest do osób, które chcą przede wszystkim poznać fabułę i świat gry. Druga stawia większy nacisk na walkę i częściej wymaga wykorzystania wszystkich dostępnych mechanik.

Taki podział wydaje się rozsądny. Coraz więcej producentów odchodzi od jednej sztywnej ścieżki trudności, ponieważ gracze mają bardzo różne oczekiwania. Jedni chcą wyzwania, inni po prostu dobrej przygody. Capcom pozwala obu grupom bawić się po swojemu i trudno mieć do tego jakiekolwiek zastrzeżenia.
Ołtarze przypominają ogniska z Elden Ring
Największe skojarzenia z gatunkiem gier akcji wywołał u mnie system ołtarzy rozsianych po świecie. Działają one niemal identycznie jak ogniska znane z Elden Ring i innych przedstawicieli tego nurtu. W takich miejscach można zapisać postępy, zarządzać przedmiotami oraz przygotować się do dalszej podróży.

Śmierć bohatera oznacza powrót do najbliższego aktywowanego ołtarza. Jednocześnie odpoczynek przy nim powoduje odrodzenie zwykłych przeciwników. Mechanika jest bardzo dobrze znana fanom gatunku, jednak sprawdza się tutaj równie dobrze jak w innych produkcjach. Dzięki niej eksploracja zyskuje odpowiednie napięcie, a każda dalsza wyprawa w nieznane niesie za sobą pewne ryzyko.
Prawdziwy sprawdzian zaczyna się przy bossie
Przez większość dema nie miałem większych problemów z przeciwnikami. Standardowi wrogowie pozwalają spokojnie nauczyć się wszystkich podstaw i eksperymentować z systemem walki. Sytuacja zmienia się jednak podczas starcia z bossem.

Właśnie wtedy zauważyłem, że leczenie bohatera nie aktywuje się natychmiast. Animacja trwa na tyle długo, że nieprzemyślane użycie przedmiotu leczniczego może skończyć się otrzymaniem kolejnego ciosu. Pojedynek wymaga większej cierpliwości i rozsądnego gospodarowania zasobami. Gra wyraźnie pokazuje, że choć przez większość czasu pozostaje przystępna, potrafi również postawić przed graczem konkretne wyzwanie.


Pierwsze wrażenia są bardzo obiecujące
Po ukończeniu całego dema pozostałem z bardzo pozytywnymi odczuciami. Capcom nie próbuje ślepo kopiować konkurencji, ale jednocześnie umiejętnie wykorzystuje rozwiązania, które gracze dobrze znają i lubią. Walka jest satysfakcjonująca, poziom trudności wydaje się dobrze wyważony, a system ołtarzy skutecznie zachęca do dalszej eksploracji.

Najważniejsze pozostaje jednak coś innego. Firma po raz kolejny pokazała, że nie boi się oddać swojej gry w ręce społeczności na długo przed premierą. Takie podejście buduje zaufanie i pozwala graczom samodzielnie ocenić jakość produkcji. Jeżeli pełna wersja utrzyma poziom widoczny w demie, Onimusha: Way of the Sword ma szansę stać się jednym z najciekawszych tytułów gry akcji tej jesieni.
Zobacz także mój materiał wideo z pełnego przejścia dema (około 30 minut rozgrywki), w którym prezentuję wszystkie najważniejsze mechaniki oraz starcie z bossem.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.