Pod koniec września ukazało się CONTROL Resonant. Sprawdźmy, czy to kolejna udana produkcja w portfolio Remedy.
Kilka lat temu po raz pierwszy mogliśmy odwiedzić Najstarszą Siedzibę w CONTROL. Główną bohaterką tej produkcji była oczywiście Jesse Faden. Miałem przyjemność recenzować dla Was tę grę, a moje wrażenia z jej przechodzenia znajdziecie w odpowiednim artykule. Zabierze Was do niego poniższy odnośnik.
Tytuł ten należał do tak zwanego Remedyverse. Jest to oczywiście uniwersum, w którym rozgrywają się produkcje studia Remedy – między innymi seria Alan Wake. Pod koniec września tego roku ukazała się trzecia odsłona (choć czy ktoś w ogóle pamięta jeszcze o FBC: Firebreak?) z cyklu CONTROL. Resonant, bo o grze o takim podtytule mowa, pozwala nam wcielić się w Dylana Fadena i wziąć udział w opowieści o nieco innej skali niż „jedynka”. Zobaczmy, czy warto zainteresować się tym tytułem. Zapraszam do lektury mojej recenzji.
Fabuła




Zaznaczę od razu, że CONTROL Resonant jest kontynuacją wydarzeń przedstawionych w pierwszym CONTROL-u. Wysoce wskazana jest więc znajomość historii z tej właśnie produkcji. Jeżeli jednak nie mieliście okazji zagrać w ten tytuł, to nic straconego. Przynajmniej z fabularnego punktu widzenia 😉 Już tłumaczę, co dokładnie mam na myśli. Mianowicie fińskie studio postanowiło zawrzeć w swoim najnowszym dziele podsumowanie wydarzeń z debiutu Jesse. Film ten możemy odtworzyć z pozycji odpowiedniej opcji w głównym menu, ale skrót da się obejrzeć również na YouTubie. Niżej znajdziecie wspomniany materiał z oficjalnego kanału Remedy.
Co do opowieści w Resonant, to muszę przyznać, że nie porwała mnie (przynajmniej początkowo). Zanim przejdę do dalszego opisu, uspokoję Was. Nie znajdziecie w moim artykule spoilerów fabularnych, wobec czego możecie czytać dalej bez obaw. Jak wspomniałem, w Resonant wcielamy się w Dylana. W związku z pewnymi wydarzeniami, jakich był siłą napędową w „jedynce”, nie wszystkie osoby, które spotyka darzą go zaufaniem. Niektóre odznaczają się wręcz pogardą do Dylana, ale czy możemy je za to winić? Moim zdaniem nie.
Spotkamy zarówno postaci nowe, jak i znanych bohaterów pierwszej odsłony. Ogólnie fabuła toczy się trzytorowo, ale nie mogę stwierdzić, aby którykolwiek z nich mnie od samego początku zainteresował. Na szczęście dużo lepiej robi się w drugiej połowie gry, aczkolwiek nadal nie jest poziom historii prezentowanej w serii Alan Wake. W moim przekonaniu w CONTROL Resonant nie gra się dla fabuły, ale dla rozgrywki i pewnych tajemniczych, a nawet wręcz kuriozalnych, decyzji projektowych. Za chwilę dowiecie się, co mam na myśli.
Walka




Dylan w odróżnieniu od swojej siostry korzysta przede wszystkim z tajemniczej broni do walki wręcz – Aberatora. W zasadzie jedynym, co łączy go z bronią służbową Jesse jest zmiennokształtność. Oznacza to, że nasz oręż może przyjmować różne formy i mają one ogromne znaczenie dla stylu walki oraz łączenia ataków. Na początku gry wybieramy jedną z 3 form, a potem w miarę postępu fabularnego będziemy mogli pozyskać dodatkowe umiejętności. Specjalne punkty rozwoju przeznaczymy też na alternatywne bronie. Pozwoli to nam aktywować różne rodzaje Aberatora w trakcie ataków kombinacyjnych lub po przytrzymaniu trójkąta na padzie DualSense.




Możemy też nakładać specjalne efekty – na przykład podpalanie – na bronie. Aby tego dokonać, należy naturalnie odblokować umiejętność, a następnie wcisnąć przycisk R1. Dylan zacznie lekko płonąć, podobnie jak jego broń, a trafieni przeciwnicy będą kumulowali okresowy efekt podpalenia. Bardzo spodobało mi się również uderzenie w ziemię z wysokości – im wyżej będziemy, tym większe obrażenia zadamy w miejscu uderzenia pięścią. Możemy też gromadzić wzmocnienia naszych możliwości ofensywnych i defensywnych, więc zdecydowanie dobrym pomysłem jest wczytywanie się w opisy działania ataków i ruchów. Właśnie, co do ataków… Podstawowy cios jest przypisany domyślnie do kwadratu, natomiast pod O znajdziemy unik.




Trójkąt to alternatywna forma broni, którą możemy włączać w kombosy lub kończyć nią ataki kombinacyjne – zależnie od tego, kiedy wciśniemy lub przytrzymamy trójkąt. Ogólnie system walki jest dość prosty i mimo że jest widowiskowy, to brakuje mu jakiegoś większego wyzwania czy planu. Szkoda, wielka szkoda. Nie należy zapomnieć o przycisku X. Wciskając go, wykonamy skok (również podwójny), a przytrzymanie X sprawi, że będziemy się przez pewien czas unosić. Pomoże to nie tylko dostać się do latających oponentów, ale i przemierzać Manhattan. O tym jeszcze napiszę, ale na razie wrócę do sterowania i walk. Warto bowiem napomknąć także o L1 oraz lewej gałce analogowej (L3).
Pierwszy z tych przycisków służy do przechodzenia na inną powierzchnię. Należy zaznaczyć, że jedną z wielu umiejętności Dylana jest, najprościej ujmując, zmiana perspektywy lub grawitacji. Po odblokowaniu tej zdolności wystarczy nacisnąć L1, aby nagle zacząć biegać lub chodzić po ścianie prostopadłej do innej. Nie jest to niestety możliwe przy każdym przecinaniu się płaszczyzn, ale nie można mieć wszystkiego. Niemniej miejsc, w których możemy wykonać ten manewr jest mnóstwo i sprawia to, że zwiedzanie Manhattanu nie nudzi się. Fani filmu Incepcja z pewnością poczują się tu jak w domu. Muszę też opisać działanie wciśnięcia lewej gałki analogowej. Niekiedy możemy błyskawicznie przeskoczyć do specjalnych punktów na krańcach powierzchni – służy do tego właśnie L3.
Przyznaję, że świetnie bawiłem się, korzystając z tego ruchu, ale mam też pewne zastrzeżenie. Mam na myśli to, że wykończenie przeciwnika… również przypisano do L3. Sprawia to, że w ferworze walki zamiast dostać się do słaniającego się na nogach oponenta możemy uskoczyć w inne miejsce. Niby nie jest to nic wielkiego, ale potrafi zaburzyć naszą płynność starcia.
Eksploracja




Remedy w CONTROL Resonant postanowiło oddać nam do dyspozycji większy teren niż we wszystkich poprzednich swoich grach. Sprawia to, że przedostanie się z jednego końca miasta na drugi może zająć trochę czasu. I właśnie tutaj z pomocą przychodzą punkty szybkiej podróży. Ich rolę pełnią specjalne drzwi, które znajdziemy w różnych miejscach Manhattanu. Aby aktywować taki punkt (przez który widzimy zresztą przejścia w przejściu – bardzo fajny zabieg), trzeba po prostu podejść do drzwi i przytrzymać L1. Szkoda jednak, że nie możemy wybrać docelowego miejsca z mapy (wywoływanej panelem dotykowym kontrolera). Zamiast tego musimy podejść fizycznie do drzwi, wejść z nimi w interakcję i wtedy z listy odblokowanych miejsc wybrać docelowe. Po kilku sekundach – i ekranie ładowania – znajdziemy się w nowym obszarze.




Manhattan obfituje zresztą w okazje do odciągania nas od głównej opowieści. Nadmienię tu od razu, że można swobodnie zwiedzać miasto i wykonywać zadania dodatkowe nawet po ukończeniu – stosunkowo długiej – kampanii. Za to studiu Remedy należy się spory plus. Nie we wszystkich grach – jak na przykład w recenzowanym przeze mnie w minionym miesiącu The Blood of Dawnwalker – studia stawiają na takie podejście. Przemierzając Manhattan, możemy natknąć się na przykład na specjalne taksówki. Po wejściu do takiego pojazdu zostaniemy zabrani w tajemnicze miejsce, z którego będziemy musieli znaleźć sposób na wydostanie się. Posłuży nam do tego odkrycie pewnej nieregularności w kilku zaparkowanych na ulicy taksówkach. Szukanie rozbieżności przyda się też w aktywności o nazwie Przełamanie wzorca. Polega na zlokalizowaniu kilku tak samo wyglądających obiektów i wykryciu odstępstw od schematu poruszania się.




Nie będę oczywiście wymieniał wszystkich opcjonalnych zadań, jakich możemy się podejmować. Uważam, że część z nich warto odkryć samemu. Przytoczę jednak przykłady jeszcze kilku. Jednym z moich ulubionych zadań – ze względu przede wszystkim na moje zamiłowanie do tych zwierząt – jest pomaganie tajemniczemu psu. Natkniemy się na łkającego psa, który zgubił swoją zabawkę. Możemy więc odszukać ją i przynieść do kojca psiaka. Co dalej będzie się z tym wiązało? Tego nie zdradzę… Fajne są też zamknięte małe pomieszczenia – bary, galerie, pralnia – w których należy odnaleźć jakąś metodę na otwarcie ukrytego przejścia.
Czasem będziemy musieli podświetlić odpowiednie obrazy, kiedy indziej na przykład włączyć i wyłączyć odpowiednie urządzenia czy wpisać wymagany kod na klawiaturze. Nieodzowne przy tym będzie dokładne przeczesywanie danej lokacji, aby znaleźć jakieś poszlaki. Świetne jest to, że w takich małych zagadkach Remedy w najmniejszym nawet stopniu nie prowadzi nas za rękę. Sami musimy poszukać zapiski i połączyć kropki w jedną całość.




Kończąc już pomału kwestię eksploracji świata, warto jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy. Mianowicie wykonywanie aktywności w każdej z dzielnic Manhattanu zwiększa nam nasze doświadczenie w danej sekcji. Możemy w ten sposób wbić maksymalnie po 15 poziomie dzielnic, a każdy poziom zapewnia przydatne nagrody. Niektóre progi oznaczają większe nagrody z pokonywania p;rzeciwników, inne na przykład odblokowanie alternatywnego stroju dla Dylana czy pojawienie się automatu do gry (pełniącego funkcję miejsca do wyzwań wyścigów lub walki). Ulice miasta (oraz przestrzeń powietrzna) pełne są oponentów, których pokonywanie zapewnia nam punkty rozwijania dzielnic, więc możemy w zasadzie walczyć kiedy tylko chcemy. Przydatne jest również szukanie sklepów, w których możemy wykupić specjalne surowce oraz odblokować ulepszania zdrowia i mocy. Eksploracja zdecydowanie popłaca w CONTROL Resonant.
Kwestie techniczne




Recenzowana dziś gra oferuje dwa tryby działania na podstawowej wersji konsoli PlayStation 5 (a właśnie na takim sprzęcie grałem). Są to Jakość i Wydajność. Pierwszy tryb oznacza maksymalnie 30 klatek na sekundę oraz rozdzielczość 2160p, natomiast drugi wiążę się z ograniczeniem rozdzielczości do 1440p oraz 60 klatek na sekundę. Z recenzenckiego obowiązku sprawdziłem oba te tryby, ale muszę przyznać, że zdecydowaną większość moich kilkudziesięciu godzin z grą spędziłem w trybie wydajności. W mojej ocenie zaledwie 30 FPS w tak dynamicznej produkcji jak CONTROL Resonant jest niewystarczającą ilością.
Da się co prawda grać w trybie jakości, aczkolwiek nie jest to moim zdaniem najlepsze doświadczenie z wyżej podanego powodu. Na szczęście gra wygląda bardzo ładnie również na zwykłej konsoli PS5, choć nie ukrywam, że brakuje mi trochę ray tracingu. Według informacji studia Remedy – o czym pisałem w tym newsie – jest on dostępny między innymi na PS5 Pro, więc warto mieć to na uwadze.




CONTROL Resonant ukazało się w polskiej wersji językowej (z napisami) i ogólnie rzecz biorąc nie mam większych zastrzeżeń do jakości. Zdarzają się co prawda literówki, ale nie są one częste i nie przeszkadzają w odbiorze gry. Jako że przygotowano dla nas setki dokumentów, które możemy przeczytać, obecność spolszczenia jest bardzo dużą zaletą. Podobnie zresztą jak jakość udźwiękowienie. Odgłosy wydawane przez Syk, czy muzyka podczas starć brzmią niezwykle klimatycznie i z pewnością najlepiej zaopatrzyć się w dobre słuchawki lub zestaw głośników. Podoba mi się też – znane na przykład z serii Alan Wake – przywiązanie studia do piosenek w swojej grze. Odpowiednie utwory pasują do wydarzeń i stanowią swoisty komentarz do tego, co widzimy.
Wielka szkoda za to, że nie znajdziemy tu niczego nowego od Poets of the Fall (czy też Old Gods of Asgard). To dla mnie niesamowicie niewykorzystana szansa. Muszę też napisać o niekiedy problematycznym oświetleniu, które potrafi wyglądać po prostu brzydko. Nie jest to coś, co uniemożliwia granie, ale jednak burzy immersję. Nie przypadł mi również do gustu etap zmieniający nieco formułę rozgrywki i styl grafiki oraz pespektywę. Bez wdawania się w szczegóły, był on dla mnie zwyczajnie nudny i niepotrzebny.




Z drugiej strony słowa uznania należą się Remedy za szerokie opcje personalizacji. Dzięki nim jesteśmy w stanie między innymi przypisać przyciski do funkcji w sterowaniu, włączyć ułatwienia wizualne czy dostosować poziom trudności. Bez problemu da się włączyć nieśmiertelność, zabijanie przeciwników jednym uderzeniem, czy zwiększyć lub zmniejszyć przyjmowane przez nas obrażenia, zadawane obrażenia, dostosować prędkość pocisków przeciwników i stopień regeneracji mocy, czy okno perfekcyjnego uniku. Pozwala to nie tylko zmniejszyć, ale też zwiększyć, jeśli tylko chcemy, poziom trudności. Warto też zaznaczyć, ze asysty i ustawienia dostępności nie wpływają na trofea/osiągnięcia. Możemy dostosować rozgrywkę jak tylko chcemy i nadal zdobywać wszystkie odznaczenia.
Podsumowanie




CONTROL Resonant to kolejna udana gra studia Remedy, ale nie jest ona w moim przekonaniu najlepszą pozycją w dorobku Finów. Walki wciągają i mogą się podobać – zwłaszcza po odblokowaniu dodatkowych ataków i umiejętności – ale po pewnym czasie zaczynamy zauważać prostotę mechaniki starć oraz niewielką różnorodność animacji wykończeń przeciwników. Fabuła również nie jest rewelacyjna i przyznaję, że wydarzenia ostatecznie przestały mnie interesować. Grałem dla rozgrywki i odkrywania pobocznych aktywności na terenie Manhattanu. Na pewno warto zagrać w tę produkcję, ale nie uważam jej za najlepszą grę roku. Jest dobra, czas mija przy niej szybko, nieraz potrafi zaskoczyć (między innymi zmianami płaszczyzn jak w Incepcji).




Trochę jednak brakuje do miana najlepszego tytułu Remedy. Szkoda też, że nie ma jeszcze Trybu Fotograficznego. Został zapowiedziany jako darmowa aktualizacja, ale jednak jego obecność na premierę byłaby dużo lepszym rozwiązaniem. Ogromną zaletą jest mnogość opcji personalizacji, która może być wyznacznikiem pod tym względem dla wielu studiów. Tak w zasadzie to tak, jakbyśmy mieli trainer na konsolach. Czy zamierzacie z niego korzystać? Dajcie nam znać w komentarzach.
Kod recenzencki dostarczyła agencja Tara Bruno PR.

Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.