Za mną pierwszy tydzień z grą Marathon. Jak sprawuje się kolejna strzelanka ekstrakcyjna na konsolach?
Trzeba przyznać, że gatunek strzelanek ekstrakcyjnych rośnie nam na konsolach w zaskakująco szybkim tempie. Kurz po premierze ARC Raiders jeszcze nie opadł, a już możemy sprawdzać swoje siły w kolejnym tytule w tym gatunku. Czy stworzony przez Bungie Marathon ma swoje miejsce na rynku? Czy może część graczy miała rację i będzie to “Concord 3”? Sprawdźcie nasze wrażenia po pierwszym tygodniu gry.
Fabuła
Nie wiem, czy wiecie, ale Marathon jako seria ma już ponad 30 lat. W 1994 roku ukazała się pierwsza gra z serii i była to jednoosobowa strzelanka science-fiction osadzona w roku 2794. Współczesna gra ma miejsce prawie sto lat później, w 2893 roku, a głównym miejscem akcji jest Tau Ceti IV, skolonizowana w oryginalnej grze przez ludzi planeta.
Jako Runner, czyli cybernetyczna powłoka, wysyłani jesteśmy na powierzchnię Tau Ceti VI, w celu odkrycia, co stało się z ludźmi. Kontakt z nimi urwał się już jakiś czas temu, ale sygnał alarmowy na nowo wzbudził zainteresowanie Ziemii kosmiczną kolonią.
Fabułę odkrywać będziemy poprzez wykonywanie kontraktów, a także znajdywanie specjalnych unikatowych przedmiotów. Przybliżą nam one historię kolonii, a z czasem pozwolą pewnie także dotrzeć do prawdy. Do tego jednak jeszcze daleko!
Rozgrywka
“Nowy” Marathon to strzelanka z elementami ekstrakcji, działająca tylko w wersji online. Gracze wybierają powłokę (z aktualnie 6 dostępnych), kontrakt i wyposażenie, a następnie pojawiają się na wybranej mapie w jednym z punktów startowych.
Rundy trwają 25 minut, a wszyscy gracze (poza Rookiem, ale o nim później), zaczynają w tym samym czasie. Podobnie jak w Call of Duty, tak i tu, gra czeka, aż wszyscy dołączą do gry. Pierwsze punkty ekstrakcji pojawią się po 5 minutach, ostatnie cztery minuty przed końcem. Czy uda nam się pokonać innych graczy i roboty UESC, by uciec z lootem? Oto jest pytanie!
Gra wspiera rozgrywkę Solo i w Trójkach. Istnieje możliwość wejścia do gry jako duo, ale za przeciwników będziemy mieć głównie pełne składy. Jak można by się spodziewać od współczesnego tytułu, mamy tu opcję pełnego cross-playu pomiędzy konsolami i PC (choć istnieje opcja włączenia jedynie konsolowych lobby).
Frakcje
W Marathon do czynienia będziemy mieli z sześcioma różnymi przyjaznymi nam frakcjami. Każdą z nich levelować będziemy osobno, poprzez wypełnianie kontraktów i specjalne interakcje ze światem. W zamian za to kupować będziemy ulepszenia, jak wzmocnienia naszej postaci, czy dostęp do nowych rzeczy w zbrojowni. Kaźda ścieżka ulepszeń frakcji będzie miała też swoje kamienie milowe, które zazwyczaj ulepszą Rooka.


Każda z frakcji ma też swój sklep. Kupimy tam bronie, apteczki, tarcze, czy amunicje. Niektóre przedmioty dostępne będą u kilku różnych frakcji, niektóre będą unikatowe. I jeśli zastanawiacie się, jaki jest sens kupowania amunicji od innych postaci – oprócz często limitowanych zasobów, jest jeszcze opcja wymiany, a każdy szukać będzie czegoś innego.
Plansze frakcji na pierwszy rzut oka mogą przytłaczać, bo dzieje się tam dość sporo, ale po kilku godzinach gry i wymaganego klikania, ogarniemy już, co i jak i gdzie.
Kontrakty
Jak i frakcje, tak i kontrakty. Misje w grze podzielone są na priorytetowe i poboczne. Te pierwsze to misje fabularne, wykonywane w konkretnej kolejności w obrębie każdej frakcji. Na początku więc eksplorować będziemy głównie misje dla CyAc, co pozwoli nam “nawiązać połączenia” z pozostałymi.
Misje są przeróżne, od interakcji ze specjalnymi sprzętami na mapie, przez pokonywanie wrogich jednostek, przez poszukiwania konkretnych surowców czy ogólnie lootowaniu. Część zadań wymagać będzie od nas przetrwania, inne wykonania wszystkich części zadania podczas jednej rundy, a jeszcze inne będziemy mogli wykonywać “na raty”.
Tych, którzy w strzelankach ekstrakcyjnych najbardziej gonią za innymi graczami, na pewno ucieszą zadania szykowane przez Arachne. Większość z nich skupiać się będzie na walkach PvP.
Grając w zespole, postęp większości zadań naliczać się będzie wszystkim tym, którzy mają aktywny konkretny kontrakt. Bo, co może trochę uciążliwe, aktywne można mieć tylko jedno zadanie. Każdy grający pewnie nie raz pomyślał, że fajnie by było mieć ich więcej, ale w ten sposób przynajmniej nie jesteśmy w stanie wszystkiego skończyć w tydzień czy dwa.
Bronie i gadżety
Powiem Wam, że po 50 godzinach spędzonych w grze (!), wciąż spora część arsenału nie jest jeszcze dla mnie dostępna. Mam poziom 34 z sezonie, CyAc na poziomie 23 i większość frakcji pomiędzy 6 a 13, a nadal dużo jeszcze przede mną.
Broni w grze jest sporo i odblokowuje się je na kilka różnych sposobów:
- część odsłoni się wraz ulepszeniem frakcji,
- niektóre znajdziemy w przepustce sezonowej (schematy są w darmowej wersji),
- większość będzie potrzebować znalezionego na mapie schematu.
Unikatowość broni zależy jedynie od jej akcesoriów, więc nawet najtańszy i najbardziej podstawowy pistolet maszynowy może być rzadki czy epicki, jeśli będzie miał gadżety wysokiego poziomu. Warto więc pamiętać, którymi brońmi, nawet w podstawowych wersjach, dobrze nam się strzelało.




Gadżety do broni, gadżety postaci, tarcze i amunicje odblokowywać będziemy w ścieżce rozwoju frakcji, z poziomu na poziom czując się coraz bardziej konfortowo na Tau Ceti IV.
Sponsorowane wyposażenie
Jeśli nie chce Wam się myśleć, źle Wam dzisiaj idzie, albo chcecie polatać po mapie, porobić zadania i nie czuć zbyt wielkiej presji, możecie wejść do gry ze sponsorowanym wyposażeniem. Będzie się ono zmieniać w sklepie podczas dziennej rotacji i za darmo da Wam broń, amunicję, skrzynię z amunicją i prawie-zużyte leki.
Sponsorowane zestawy można też kupić, za 2.5 tysiąca lub 4 tysiące kredytów. Będą one miały wtedy zazwyczaj drugą broń, więcej amunicji i bardziej przydatne gadżety, jak granaty czy implanty. Jest to nadal fajna i szybka opcja na dołączenie do gry.
Jedynym minusem sponsorowanych zestawów jest brak możliwości dorzucenia czegoś ze swojego ekwipunku. Nie możemy więc dołożyć sobie amunicji, czy założyć większego plecaka.
Powłoki
Na ten moment mam już kilka swoich ulubionych i naprawdę chętnie opowiem Wam o nich w osobnym wpisie. Niektóre z powłók lepiej nadają się do gry solo, inne znacznie bardziej przydadzą się w zespole. W mojej czołówce aktualnie znajdują się:
- Triage (medyk)
- Assassin
- Vandal (bardzo dynamiczna postać)
- Recon
Oprócz nich, mamy jeszcze:
- Destroyer
- Thief
Same powłoki będą dodawane do gry wraz z jej rozwojem. Kolejną mamy zobaczyć chyba jeszcze w tym sezonie.

Każda z powłok ma swoje specjalne unikatowe umiejętności i chyba nie ma złego wyboru. Jest tylko co najwyżej nieodpowiedni do Waszego stylu gry. Grając nie zauważyłam dominacji, którejś konkretnej, a w ciągu zaledwie kilku gier jestem w stanie spotkać każdego z wymienionej szóstki.
Rook
Specjalna powłoka w Marathon, porównywana ciut do Scava w Escape from Tarkov. Wrzucona późno do gry (15-8 minut przed końcem) postać ma wylosowaną broń i parę rzeczy w ekwipunku. Jej głównym zadaniem jest jednak lootowanie, dlatego startuje ona z plecakiem! Dodatkowe 16 slotów jest niezwykle pomocne.
Wraz z odblokowywaniem kamieni milowych frakcji, będziemy w stanie ulepszyć także swojego Rooka. Doda to do jego ekwipunku trochę leków czy gadżetów, ułatwiających przetrwanie.
W trakcie samej rozgrywki Rook traktowany jest jak reszta Runnerów, więc UESC nadal traktować będzie go jako wrogą jednostkę. Tu na pomoc przyjdą na szczęście jego umiejętności, pozwalające oszukać AI gry na krótki czas.
Przyznam, że nie spędziłam z Rookiem jeszcze wystarczająco dużo czasu. Wiem jednak, że lootowanie jest w tej grze kluczowe, a jego postacią jest to faktycznie o wiele łatwiejsze. Marathon nie ma systemu tworzenia przedmiotów, nie ma wymiany na surowce, a mnóstwo rzeczy potrzebnych nam będzie do kupowania ulepszeń. Gra na szczęście pozwala nam śledzić potrzebne materiały, a także wyświetla wskazówki, gdzie powinniśmy ich szukać. Uff. Bardzo przydatne.
Sterowanie na kontrolerze
Co ciekawe, parę rzeczy na kontrolerze jest rozwiązanych co najmniej nie-idealnie. Nie wiem dlaczego, ale od Bungie i Sony spodziewałabym się czegoś ciut lepszego.
Przycisk interakcji i przeładowania jest ten sam. To akurat dość typowe w strzelankach na kontolerze, ale, bronie energetyczne przy przeładowaniu tracą cały pozostały w baterii ładunek, więc bardzo często liczyć się będzie nasz refleks w anulowaniu tej akcji.
Samo lootowanie też wymagałoby paru poprawek. Przycisk do podniesienia czegoś z podłogi jest inny, niż ten, gdy otwarty mamy jakiś kontener. Próbując kliknąć ten sam przycisk w drugim przypadku, wyrzucimy loot na podłogę!
Poza tymi dwoma problemami, reszta jest całkiem logiczna. Umiejętności aktywuje się na bumperach, a dodatkowe interakcje zawsze i tak wyświetlą nam odpowiednią ikonkę w interfejsie.
Oprawa graficzna
To jeden z tych aspektów Marathon, obok których ciężko przejść obojętnie. Albo się kocha te brutalistyczne wręcz, neonowe kolory, albo ciężko je przełknąć. Bo jest dziwnie, inaczej i moim zdaniem przepięknie.
Chociaż sama grafika w grze często sprawia wrażenie rozmytej (szczególnie modele postaci, nawet przy podglądaniu skórek), a sam świat wygląda, jakby pokryty był poranną mgiełką, nadal wygląda to wszystko bardzo dobrze. Tekstury są wysokiej jakości, napisy czytelne, a świat pełen detali.



Dostępne na ten moment trzy mapy bardzo się od siebie różnią. Perimiter to dość skalisty teren, z rozsianymi strategicznie większymi budynkami i siecią tuneli. Dire March to z kolei bardzo zielony, rozległy i głównie płaski teren, na którym znajdziemy placówki często związane z badaniem roślin. Outpost to ciasna i niebezpieczna mapa, na której budynki chronić nas będą przez śmiercionośnymi warunkami panującymi na zewnątrz podczas wielokrotnch wydarzeń.
Wrażenia
Zaznaczę, że to wczesne wrażenia i że o Marathonie na pewno będę Wam jeszcze tutaj pisać. W detalach, bo tutaj, pomimo tak wielkiej ściany tekstu, starałam się skupić na ogółach, nie szczegółach.
Czy muszę mówić, że się zakochałam? Chyba nie. Chociaż nie grałam w Destiny czy Halo, a ostatnie miesiące spędzałam codziennie w ARC Raiders, aktualnie nie umiem się odkleić. 50 godzin nabitych w ciągu tygodnia mówi chyba samo za siebie?
Ciekawy świat, AI które jest faktycznie wyzwaniem, kontrakty, które wymagają eksploracji mapy i trochę szczęścia. PvP jest satysfakcjonujące, a milion implantów i innych modyfikatorów sprawia, że nie ma dwóch takich samych gier. Szkoda tylko, że nie ma strzelnicy czy jakiegoś “placu zabaw”, gdzie można by pobawić się wyposażeniem, by nauczyć się broni, dostępnych w nich wariantów, czy samych powłok i ich umiejętności.
W grze dzieje się bardzo dużo, a sama nauka lootowania zajmie Wam parę gier. Co zbierać, czego nie, co jest ważniejsze? Liczyć się będzie nie tylko kolor, ale także typ zebranego przedmiotu. W drodze do ekstraktu nie raz, nie dwa, zastanowicie się, czy lepiej wziąć ten przedmiot o wysokiej wartości, czy lepiej mieć dodatkową paczkę amunicji. Jak często będzie to właściwa decyzja?
Historia w grze jeszcze na mnie czeka. Specjalne przedmioty mają swoje historie, które możemy odsłuchać nawet w formie audio. I może pamiętacie, że głosów w grze użyczyły takie gwiazdy jak Roger Clark czy Jennifer English. Jest to więc produkcja na wysokim poziomie, której słucha się z przyjemnością. Tylko kwestia znalezienia czasu, by wsiąknąć w fabułę.
Na konsolach gra działa w stabilnych 60 klatkach na sekundę, bez opcji czy planów na 120. Wszystko jednak działa naprawdę płynnie i nie przeszkadza.
Na ten moment jedyne napotkane problemy techniczne to “wysypywanie się” gry, zarówno na PC, jak i na konsoli, przy interakcji z mapą czy przy lootowaniu. Możliwość ponownego połączenia się do rozgrywanej rundy w każdym z tych przypadków zakończyła się sukcesem. Chociaż tyle.
Podsumowanie
Marathon ma ogromny potencjał i tyle do odkrycia! Obok naprawdę wciagającej i satysfakcjonującej rozgrywki, jest też ciekawy i inny. Świat gry wyraźnie odstaje od większości produkcji i naprawdę jest powiewem świeżości. A to jeszcze nie wszystko, tylko zaledwie początek.
Sam pierwszy sezon to jeszcze “edgame” oraz gry rankingowe, które pojawią się w tym miesiącu. I planowana już na przyszły miesiąc kolejna aktualizacja. Trwające około trzech miesięcy sezony raczej nie rozczarują nas swoją zawartością. Warto wiedzieć, że w tym przypadku nic nie stracicie, nawet dołączając do świata gry później. Bungie trochę inaczej poprowadzi tu fabułę.
Jeśli nie mieliście szansy sprawdzić gry podczas Server Slam, naprawdę radziłabym każdemu jakoś pograć kilka godzin przed zakupem. Chociaż tytuł nie jest specjalnie drogi, zdania ogólnie są dość podzielone. Ja polecam go z całego serca, ale… dobrze radzę sobie w PvP i spędziłam trochę godzin w Tarkovie, więc nic mnie tu trudnością nie odstrasza. Przerażał mnie jedynie interfejs, w którym tyle się dzieje, że człowiek przez pierwsze godziny ma wrażenie, że nic nie wie. Czułam się głupia, czasem może i za stara. Ale to minęło, na szczęście, i teraz już wiem, czego i gdzie szukać, a zastanawiam się już tylko nad tym, dlaczego dalej brakuje mi niestabilnego żelu. Eh.






A jeśli zastanawiacie się, kiedy najlepiej dołączyć do gry – każdy sezon to wymuszony wipe. Jeśli teraz jeszcze się wahacie, wraz z każdym sezonem będziecie mieli szansę dołączyć do gry, gdzie każdy zaczyna od nowa. Bo co kwartał, wraz z nowym sezonem, resetuje się poziom postaci, postęp we frakcjach, a także zgromadzone i odblokowane zasoby. Jedyne co zatrzymujemy to: kupione skórki, waluta premium, wpisy w kodeksie, osiągnięcia i odblokowane frakcje.
Grę do recenzji udostępniło Bungie

Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.