Forza Horizon 6 zachwyca nie tylko japońskimi torami wyścigowymi, ale też świetnym feelingiem jazdy na kierownicach Direct Drive. Sprawdziłem pięć tras i pięć różnych zestawów simracingowych.
Przez lata seria Forza Horizon kojarzyła się przede wszystkim z ogromną mapą, festiwalem motoryzacji i luźnym podejściem do ścigania. Wielu graczy świetnie się w tym odnajdywało, ale część fanów motorsportu stale czekała na bardziej konkretne miejsca do walki o idealne okrążenia. Japonia okazała się idealnym kierunkiem dla takiej zmiany. Playground Games wrzuciło do Forza Horizon 6 (moja recenzja) kilka torów, które momentami przypominają starsze odsłony Forza Motorsport i bardzo trudno przejść obok nich obojętnie. Każdy z tych obiektów ma własny charakter, inne tempo jazdy i trochę inną filozofię projektowania zakrętów. Jedne zachęcają do agresywnego atakowania krawężników, inne do długich poślizgów bokiem. Właśnie przez tę różnorodność tory wyścigowe w Forza Horizon 6 potrafią zatrzymać gracza na długie godziny.
Hokubu Circuit przypomina klasyczne krótkie tory techniczne
Hokubu Circuit znajduje się w północno-wschodniej części mapy i już po pierwszym okrążeniu czuć, że projektanci chcieli stworzyć miejsce dla ludzi kochających czystą jazdę po asfalcie. Obiekt nie jest przesadnie długi, ponieważ szybkie auta potrafią zamknąć okrążenie w mniej niż minutę, ale praktycznie każdy zakręt wymaga koncentracji. Szczególnie końcówka toru daje ogromną satysfakcję, kiedy uda się idealnie trafić w linie przejazdu. Spore różnice wysokości dodatkowo utrudniają hamowanie i przez chwilę można odnieść wrażenie, że twórcy inspirowali się małymi japońskimi obiektami treningowymi. Co ważne, miejsce pozwala również brać udział w wyzwaniach jazdy na czas, więc szybko zaczyna się walka o kolejne ułamki sekund. Ruch uliczny praktycznie nie przeszkadza, a przez to Hokubu świetnie nadaje się do zabawy ze znajomymi. Nawet kilka spokojnych okrążeń wystarcza, żeby poczuć klimat bardziej zamkniętego torowego ścigania.
Logitech G System RS50 świetnie pasował do rytmu tego toru
Właśnie na Hokubu Circuit najbardziej spodobała mi się jazda zestawem Logitech G System RS50. Ten komplet ma bardzo przyjemny balans pomiędzy siłą a płynnością działania, więc ciasne sekcje toru dawały ogromną kontrolę nad samochodem. Szczególnie dobrze wypadały szybkie korekty kierownicą przy wyjściach z zakrętów. Krótszy techniczny obiekt błyskawicznie pokazuje, czy zestaw radzi sobie z detalami nawierzchni i tutaj Logitech naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Sam system nie próbował wyrywać rąk podczas agresywnej jazdy, ale jednocześnie świetnie przekazywał moment utraty przyczepności. Kilka okrążeń Nissanem GT-R NISSMO wystarczyło, żebym zaczął jechać coraz odważniej. Hokubu i RS50 stworzyły bardzo naturalne połączenie dla osób lubiących precyzyjne ściganie.
Sekibe Circuit stawia na szuter, brud i rajdowy chaos
Sekibe Circuit znajduje się przy południowo-wschodnim krańcu mapy i od pierwszych metrów jasno pokazuje, że asfalt nie będzie tutaj najważniejszy. Ten obiekt skupia się na luźnej nawierzchni, ciasnych zakrętach i ciągłej walce z przyczepnością. Kilka wariantów trasy dodatkowo sprawia, że tor szybko się nie nudzi, chociaż część układów pozostaje chwilowo zablokowana przez elementy wyznaczające trasę przejazdu. Mimo wszystko właśnie w tym miejscu najlepiej widać rajdowe korzenie japońskiej motoryzacji. Mitsubishi Evo odnalezione obok alei serwisowej nie pojawiło się tam przypadkiem. Klimat całego obiektu bardzo mocno przypomina nielegalne odcinki specjalne rozgrywane gdzieś w górach i lasach. Jazda bokiem przy dużej prędkości daje tutaj ogromną frajdę, szczególnie kiedy samochód walczy z nierównościami nawierzchni. Sekibe Circuit raczej nie będzie ulubionym miejscem fanów idealnie gładkiego asfaltu, ale osoby kochające szalone poślizgi prawdopodobnie spędzą tam mnóstwo czasu.
MOZA Racing R3 RS053 (XBOX) Świetnie oddała charakter rajdowej jazdy
MOZA Racing R3 RS053 (XBOX) okazała się zaskakująco dobrym partnerem dla Sekibe Circuit. Ten zestaw nie próbuje udawać sprzętu kosztującego kilka razy więcej, ale właśnie przez swoją bezpośredniość daje mnóstwo frajdy podczas jazdy po luźnej nawierzchni. Każde zerwanie przyczepności czułem niemal natychmiast, a kierownica bardzo szybko reagowała na gwałtowne ruchy samochodu. W rajdowych autach takie zachowanie robi ogromną różnicę. Szczególnie dobrze wspominam długie poślizgi Subaru Imprezy, kiedy trzeba było jednocześnie kontrolować gaz i kontrę kierownicą. MOZA Racing R3 RS053 (XBOX) świetnie radziła sobie także z szybkimi zmianami kierunku. Sekibe Circuit dzięki temu nabierał bardziej brutalnego i surowego charakteru. Właśnie taki klimat najbardziej pasuje do rajdowego chaosu w Forza Horizon 6.
Shimanoyama Drift Circuit wygląda jak plac zabaw dla drifterów
Japonia bez driftingu praktycznie nie istnieje, więc obecność toru stworzonego pod jazdę bokiem wydawała się czymś oczywistym. Shimanoyama Drift Circuit przypomina bardziej techniczny tor kartingowy niż klasyczny obiekt wyścigowy, ale właśnie w tym tkwi jego największa siła. Trasa jest bardzo ciasna, pełna zmian wysokości i krótkich sekcji wymagających błyskawicznej reakcji kierownicą. Mocne samochody potrafią tam zrobić kompletny chaos, dlatego znacznie lepiej odnajdują się lżejsze konstrukcje nastawione na kontrolowane poślizgi. Długie łuki pozwalają efektownie utrzymywać auto bokiem, a jazda w tandemie wygląda momentami jak scena wyciągnięta prosto z filmu Tokio Drift. Playground Games wyraźnie chciało oddać hołd japońskiej kulturze driftu i trudno uznać ten pomysł za przypadkowy. W dodatku sam tor położono w centralnej części mapy, więc łatwo do niego wracać podczas zwykłej eksploracji świata. Kilka minut jazdy wystarcza, żeby zrozumieć, że Shimanoyama powstało głównie dla stylu, widowiskowości i dobrej zabawy.
Turtle Beach VelocityOne Race KD3 dał mnóstwo zabawy w driftach
Turtle Beach VelocityOne Race KD3 całkiem przyzwoicie odnalazł się właśnie na Shimanoyama Drift Circuit. Ten zestaw ma bardziej rozrywkowy charakter niż część droższych konstrukcji, ale w Forza Horizon 6 działało to nawet na plus. Kierownica przyzwoicie wyczuwała moment przejścia auta w poślizg, a szybkie kontry dawały sporo satysfakcji nawet podczas agresywnych przejazdów. Największą frajdę sprawiały dłuższe łuki, gdzie można było utrzymywać samochód bokiem przez kilka sekund bez większego stresu. KD3 nie najgorzej pasuje do luźniejszego klimatu całego toru. Shimanoyama nie wymaga perfekcji znanej z symulatorów i właśnie dzięki temu tani zestaw od Turtle Beach pozwalał po prostu dobrze się bawić. Czasami dokładnie o takie doświadczenie chodzi w serii Horizon.
Soni Circuit może być najlepszym torem w całej grze
Soni Circuit bardzo szybko wyrasta na faworyta wielu graczy i szczerze trudno się temu dziwić. Tor znajduje się niedaleko Hokubu, ale oferuje znacznie bardziej widowiskowy charakter jazdy. Widok na Tokio i górę Fuji robi ogromne wrażenie, natomiast sama nitka toru świetnie łączy szybkie fragmenty z technicznymi sekcjami wymagającymi precyzji. Szczególnie efektowny okazuje się ostry nawrot po zjeździe w dół, bo właśnie tam często dochodzi do późnych ataków przy hamowaniu. Końcówka okrążenia także zasługuje na uwagę. Długi zakręt z wieloma punktami szczytu wygląda niepozornie, ale idealny przejazd daje ogromną satysfakcję. Soni Circuit ma w sobie coś z dawnych torów znanych z klasycznych gier wyścigowych. Nie jest przesadnie szeroki, nie próbuje być nowoczesnym obiektem z Formuły 1 i właśnie dzięki temu pozostaje bardzo naturalny. Wielu graczy prawdopodobnie zacznie traktować ten tor jako miejsce do testowania nowych samochodów.
Thrustmaster EVO Racing i T598 pokazały pazur na szybkich łukach
Soni Circuit najbardziej zapamiętam jednak z jazdy zestawem Thrustmaster EVO Racing wraz z bazą T598 i modułem Raceline LC Upgrade. Ten komplet bardzo dobrze radzi sobie podczas mocniejszego hamowania i szybkich zmian kierunku, więc techniczne sekcje toru dawały mnóstwo satysfakcji. Szczególnie podobało mi się wyczucie przedniej osi przy wejściu w szybkie zakręty. T598 potrafi bardzo płynnie przekazywać informacje o zachowaniu samochodu, a jednocześnie nie męczy podczas dłuższej jazdy. W połączeniu z bardziej wymagającym układem Soni Circuit cały zestaw sprawiał wrażenie wyjątkowo spójnego. Hamowanie przed nawrotem dawało ogromną pewność siebie, zwłaszcza przy mocniejszych autach klasy S1 typu Mercedes-AMG – GT. Właśnie tutaj najlepiej czułem, że Forza Horizon 6 coraz bardziej zbliża się do pełnoprawnych gier torowych. Thrustmaster idealnie podkreślał ten charakter.
Legend Island Circuit brzmi jak spełnienie marzeń fanów supersamochodów
Legend Island Circuit pozostaje najbardziej spektakularnym obiektem spośród wszystkich opisanych torów. Problem polega wyłącznie na tym, że początkowo pozostaje niedostępny i trzeba zapracować na możliwość wjazdu do tej części mapy. Nagroda wydaje się jednak warta wysiłku. W przeciwieństwie do wcześniejszych torów Legend Island stawia przede wszystkim na prędkość, szerokie łuki i jazdę mocnymi samochodami. Można spotkać się z opiniami, że przypomina Magarigawa Club, czyli ekskluzywny japoński obiekt znany z bardzo nietypowego projektu. Fragment trasy poprowadzony nad wodą brzmi wręcz absurdalnie, ale właśnie takie pomysły idealnie pasują do klimatu Forza Horizon 6. Tunel, szybkie sekcje i ogromna przestrzeń sprawiają, że ten tor wygląda dla mnie jak połączenie Circuit de Monaco z francuskim Le Castellet. Jednocześnie cały czas zachowuje japoński charakter i mocno odróżnia się od europejskich czy amerykańskich obiektów znanych z innych gier. Playground Games wyraźnie chciało stworzyć miejsce, które gracze będą wspominać jeszcze długo po premierze.
Fanatec DD Pro 8Nm aż prosi się o jazdę po Legend Island
Właśnie na Legend Island Circuit najlepiej odnalazł się mój najnowszy zestaw Fanatec ClubSport Formula V2.5 X, ClubSport Pedals V3 oraz baza DD Pro z Boost Kit 8 Nm. Szybkie sekcje toru i ogromne prędkości świetnie pokazywały możliwości mocniejszego Direct Drive. Kierownica bardzo dokładnie przekazywała moment przeciążenia samochodu przy szybkich łukach, a mocniejsze auta z klasy hipercar-ów, jak Ferrari FXX-K Evo dawały wręcz absurdalną frajdę. Szczególnie imponująco wypadały długie zakręty nad wodą, gdzie można było poczuć pełną stabilność samochodu przy wysokiej prędkości. ClubSport Pedals V3 świetnie współpracowały z bardziej agresywnym hamowaniem przed technicznymi fragmentami trasy. Legend Island wygląda momentami jak tor stworzony specjalnie pod mocniejsze zestawy Direct Drive z kierownicami typu GT/F1.
Forza Horizon 6 coraz mocniej flirtuje z Forza Motorsport
Najciekawsze w tym wszystkim pozostaje jednak coś innego. Tory wyścigowe w Forza Horizon 6 nie wyglądają jak zwykłe dodatki wrzucone na mapę przy okazji projektowania otwartego świata. Widać, że twórcy świadomie chcieli przyciągnąć również fanów bardziej klasycznego ścigania. Krótsze techniczne obiekty, szutrowe sekcje, miejsca stworzone pod drifting i szybkie nitki dla supersamochodów budują zaskakująco szeroki zestaw doświadczeń. Seria Horizon nadal pozostaje festiwalem motoryzacji pełnym luźnej zabawy, ale jednocześnie coraz śmielej zagląda w stronę motorsportu. Wielu graczy prawdopodobnie właśnie na takie połączenie czekało od dawna.
A jakie są wasze ulubione tory w Forza Horizon 5? Strefa komentarzy jest do waszej dyspozycji.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.

Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.