Phantom Blade Zero obok Nioh 3 to jedna z najbardziej efektownych gier akcji tego roku. S-GAME przygotowało widowiskową produkcję z ogromnym arsenałem, świetną oprawą i walkami, które potrafią dostarczyć mnóstwo satysfakcji. Niestety, chaotyczna fabuła, problemy z nawigacją oraz przesadnie wytrzymali bossowie nie pozwalają mi wystawić wyższej oceny.
Phantom Blade Zero – miecz, krew i zemsta
S-GAME zabiera nas do fantastycznego świata inspirowanego chińską kulturą wuxia. Wcielamy się w Soul, wojownika, którego życie wywraca się do góry nogami po zdradzie i śmierci przywódcy jego klanu. Bohater otrzymuje drugą szansę, jednak ma przed sobą zaledwie 66 dni życia. W tym czasie musi odkryć prawdę, rozprawić się z przeciwnikami i znaleźć sposób na uniknięcie nieuchronnego końca. Brzmi interesująco, prawda?


Niestety, Phantom Blade Zero szybko pokazuje, że znacznie lepiej radzi sobie z opowiadaniem historii za pomocą miecza niż dialogów. Fabuła jest chaotyczna, a kolejne wydarzenia często trudno ze sobą połączyć. Gra przedstawia nam mnóstwo postaci, nazw własnych i wydarzeń z przeszłości, jednak nie zawsze robi to w zrozumiały sposób. W rezultacie trudno zaangażować się w historię Soula, nawet gdy na ekranie dzieje się coś naprawdę istotnego.
Nie ulega wątpliwości, że twórcy chcieli stworzyć rozbudowaną opowieść o zemście, honorze oraz tajemnicach chińskiego świata sztuk walki. Problem w tym, że narracja nie nadąża za świetną rozgrywką. W pewnym momencie przestałem szczególnie przejmować się kolejnymi zwrotami akcji. Chciałem po prostu ruszyć dalej i ponownie stanąć naprzeciwko kolejnego przeciwnika.

Walka, która potrafi uzależnić
Największą zaletą Phantom Blade Zero jest bez wątpienia system walki. S-GAME przygotowało niezwykle dynamiczną rozgrywkę, w której liczy się odpowiednie wyczucie czasu, refleks oraz umiejętne wykorzystywanie dostępnych kombinacji. Soul potrafi błyskawicznie przechodzić od ataku do obrony, a kolejne ciosy wyglądają niemal jak choreografia z filmu kung-fu. Co ważne, nie mamy tutaj do czynienia z kolejnym typowym soulslike’em, w którym każda akcja wymaga pilnowania paska wytrzymałości. Możemy znacznie swobodniej atakować, unikać ciosów i parować uderzenia przeciwników.


Walka daje mnóstwo satysfakcji, szczególnie kiedy zaczynamy rozumieć mechaniki i wykorzystywać je w praktyce. Dobrze wykonana kontra potrafi otworzyć przeciwnika na potężną serię ciosów, a odpowiednie wykorzystanie specjalnych zdolności pozwala błyskawicznie zmienić przebieg starcia. Jednocześnie gra nie wybacza bezmyślnego wciskania przycisków. Nawet zwykli przeciwnicy potrafią skutecznie nas ukarać, jeżeli zaniedbamy obronę.
Ogromne wrażenie robi również arsenał. Phantom Blade Zero oferuje ponad 50 broni, a każda z nich ma własny zestaw ruchów i unikalne kombinacje. Możemy korzystać z pojedynczych mieczy, dwóch ostrzy czy znacznie cięższego uzbrojenia. Ponadto dostępne Phantom Edges urozmaicają starcia dodatkowymi możliwościami. Niektóre pozwalają atakować z dystansu, inne pomagają przełamywać obronę albo zadawać obrażenia w wyjątkowo efektowny sposób. Właśnie tutaj produkcja S-GAME pokazuje swój największy potencjał.

Ponad 50 broni i swobodne eksperymentowanie
Tak rozbudowany arsenał mógłby być problematyczny, gdyby gra zmuszała nas do trzymania się jednego zestawu przez całą przygodę. Na szczęście twórcy pomyśleli o graczach, którzy lubią eksperymentować. Możemy resetować ulepszenia broni i odzyskiwać wykorzystane materiały. Dzięki temu nie musimy obawiać się, że inwestycja w nowe ostrze okaże się błędem.


To rozwiązanie szczególnie doceniłem podczas kolejnych godzin rozgrywki. Wystarczy znaleźć broń, która odpowiada naszemu stylowi, a następnie sprawdzić jej możliwości w praktyce. Gdy pojawia się coś ciekawszego, możemy bez większych konsekwencji zmienić wyposażenie. Nie musimy też rozpoczynać kolejnego przejścia, aby sprawdzić inne konfiguracje.
Ważną rolę odgrywają również punkty kontrolne. W każdym z nich możemy ulepszać broń, kupować potrzebne materiały oraz sprzedawać niepotrzebne przedmioty. Dzięki temu przygotowanie do kolejnego starcia nie wymaga długiego powrotu do bezpiecznej lokacji. System rozwoju jest czytelny, a jego obsługa nie komplikuje niepotrzebnie rozgrywki. Szkoda jedynie, że fabuła nie potrafi dorównać pomysłowym mechanikom walki.

Bossowie, których długo zapamiętam
Phantom Blade Zero oferuje wiele pojedynków z bossami. Część z nich naprawdę zapada w pamięć, zarówno dzięki efektownym animacjom, jak i wyjątkowym zestawom ataków. Twórcy nie ograniczyli się do przeciwników, którzy po prostu zadają coraz większe obrażenia. Kolejne starcia wymagają od nas poznawania nowych mechanik, odpowiedniego reagowania i wykorzystywania dostępnych możliwości.


Niestety, nie wszystkie pojedynki zaprojektowano równie dobrze. Niektórzy bossowie mają absurdalnie długie paski zdrowia, a problem zauważymy już podczas pierwszego większego starcia. Nawet kiedy dobrze radzimy sobie z unikami i parowaniem, walka potrafi ciągnąć się w nieskończoność. Zamiast ekscytującego pojedynku otrzymujemy momentami zwyczajną próbę cierpliwości.
Nie oznacza to jednak, że poziom trudności jest źle dobrany w całej produkcji. Phantom Blade Zero oferuje kilka ustawień trudności, a sam system walki daje wystarczająco dużo narzędzi, by poradzić sobie z wymagającymi przeciwnikami. Problem dotyczy raczej proporcji. Niektóre starcia powinny być krótsze, szczególnie gdy mechanicznie nie wprowadzają niczego nowego.
Eksploracja i mapa, która potrafi zirytować
Phantom Blade Zero nie prowadzi nas wyłącznie po liniowych korytarzach. Kolejne lokacje oferują dodatkowe ścieżki, sekrety, materiały oraz misje poboczne. Warto zaglądać w boczne przejścia, ponieważ można tam znaleźć przydatne przedmioty i nowe wyzwania. Eksploracja potrafi być naprawdę przyjemna, zwłaszcza gdy trafiamy na efektownie zaprojektowane miejsca.

Niestety, nawigacja nie należy do mocnych stron gry. Ręcznie rysowana mapa wygląda klimatycznie, ale w praktyce powoduje sporo problemów. Nie zawsze łatwo zorientować się, gdzie aktualnie się znajdujemy i którędy powinniśmy dotrzeć do celu. Szczególnie mocno odczułem to podczas wykonywania misji pobocznych. Zamiast skupić się na odkrywaniu świata, czasami musiałem zastanawiać się, jak właściwie dotrzeć do konkretnego miejsca.
Brak odradzania się przeciwników stanowi natomiast ciekawą decyzję projektową. Po oczyszczeniu lokacji nie musimy ponownie walczyć z tymi samymi grupami wrogów. Możemy spokojnie wrócić po pominięte przedmioty, a dodatkowo nie tracimy zdobytych dusz po śmierci. Phantom Blade Zero nie próbuje więc naśladować wszystkich rozwiązań znanych z soulslike’ów. Szkoda jedynie, że podczas eksploracji zdarzają się niewidzialne bariery i drobne problemy techniczne, które potrafią wybić z rytmu.


Phantom Blade Zero na PS5 Pro – piękna i dobrze zoptymalizowana
Pod względem oprawy graficznej Phantom Blade Zero robi bardzo dobre wrażenie. Świat gry łączy tradycyjne chińskie motywy z bardziej fantastycznymi elementami, a kolejne lokacje potrafią zachwycić szczegółowością. Efektowne animacje walki, bogate oświetlenie i widowiskowe sceny sprawiają, że produkcja S-GAME prezentuje się naprawdę znakomicie. Szczególnie dobrze wypadają pojedynki z bossami, podczas których gra pokazuje pełnię swoich możliwości.

Na PlayStation 5 Pro nie mam większych zastrzeżeń do optymalizacji. Dostępne tryby graficzne pozwalają dopasować obraz do własnych preferencji, a każdy z nich prezentuje się bardzo dobrze. Niezależnie od wybranego wariantu Phantom Blade Zero zachowuje wysoką jakość oprawy i płynność, która ma ogromne znaczenie w tak dynamicznej grze. Nie zauważyłem problemów, które skutecznie odbierałyby przyjemność z rozgrywki.
Warto również pochwalić ścieżkę dźwiękową. Muzyka znakomicie podkreśla klimat świata i nadaje walkom odpowiednią intensywność. Podczas eksploracji potrafi być spokojna i nastrojowa, natomiast w trakcie starć z bossami nabiera znacznie większej energii. Efekty dźwiękowe towarzyszące kolejnym uderzeniom również robią swoje. Phantom Blade Zero potrafi sprawić, że nawet zwykła walka z grupą przeciwników staje się małym widowiskiem.

Niestety, zabrakło polskiej wersji językowej. Przy tak chaotycznej fabule polskie napisy mogłyby znacząco ułatwić śledzenie wydarzeń. Nie jest to problem, który przekreśla całą produkcję, jednak trudno go zignorować. Szczególnie że gra opiera się na licznych dialogach, nazwach własnych i wydarzeniach z przeszłości.
Czy warto zagrać w Phantom Blade Zero?
Phantom Blade Zero to bardzo dobra gra akcji, która zachwyca przede wszystkim walką. Ogromny arsenał, efektowne animacje i zapadające w pamięć pojedynki z bossami sprawiają, że trudno oderwać się od ekranu. S-GAME przygotowało również piękną oprawę graficzną, świetną muzykę oraz dobrze przemyślany system rozwoju. Na PlayStation 5 Pro produkcja prezentuje się znakomicie, a optymalizacja nie przeszkadza w czerpaniu przyjemności z rozgrywki.

Nie wszystko jednak działa tak, jak powinno. Chaotyczna fabuła, nieczytelna mapa i niektóre przesadnie długie starcia skutecznie odbierają część satysfakcji. Drobne problemy techniczne również potrafią zirytować, choć nie są na tyle poważne, by przekreślić całą przygodę.
Mimo tych niedociągnięć Phantom Blade Zero zdecydowanie zasługuje na uwagę fanów dynamicznych gier akcji. Nie jest to kolejny soulslike, a produkcja, która stawia na swobodę walki, widowiskowość i eksperymentowanie z bronią. Gdyby twórcy lepiej dopracowali narrację oraz kilka elementów eksploracji, mielibyśmy do czynienia z prawdziwym hitem. Ostatecznie otrzymujemy świetną grę, która nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału.
Grę do recenzji dostarczyło S-GAME
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.