Recenzja komiksu Batman. Miasto szaleństwa od Egmontu. Christian Ward łączy Batmana z kosmicznym horrorem, tworząc jedną z najbardziej niezwykłych historii o Gotham.
Gotham zawsze było mroczne, ale Christian Ward postanowił zejść jeszcze głębiej. „Batman. Miasto szaleństwa” od wydawnictwa Egmont zabiera Mrocznego Rycerza do świata kosmicznego horroru, psychologicznego niepokoju i surrealistycznych wizji.
Gotham skrywa więcej tajemnic, niż sądziliśmy
Przez dekady twórcy popkultury przedstawiali Gotham jako miasto zbudowane na strachu, korupcji i przemocy. Christian Ward postanowił jednak dodać do tej mieszanki coś znacznie bardziej niepokojącego. Pod ulicami Gotham istnieje bowiem inne miasto. Zniekształcone, chore i żyjące własnym życiem. Właśnie stamtąd nadciąga nowy koszmar, który przypomina Batmana, ale jednocześnie stanowi jego całkowite przeciwieństwo. Już sam pomysł brzmi intrygująco. Na szczęście Ward potrafi przekuć go w historię, która przyciąga uwagę od pierwszych stron.


Historia rozwija się wokół kilku równoległych wątków. Batman bada dziwne wydarzenia związane z Harveyem Dentem. Trybunał Sów próbuje kontrolować sytuację pod miastem. Jednocześnie młody chłopak przybywa do Gotham z własnym planem zemsty. Początkowo te elementy wydają się od siebie odległe, lecz z czasem zaczynają tworzyć spójną układankę. Dzięki temu komiks utrzymuje dobre tempo i regularnie podsuwa nowe tajemnice.
Christian Ward tworzy prawdziwy horror
Największą siłą „Miasta szaleństwa” pozostaje atmosfera. Ward doskonale rozumie, że horror nie potrzebuje ciągłych scen przemocy. Znacznie skuteczniej działa poczucie niepewności. Podczas lektury często miałem wrażenie, że Gotham samo obserwuje bohaterów. Ulice przypominają żywy organizm, a budynki wyglądają jak fragmenty koszmarnego snu.

Kosmiczny horror w komiksach superbohaterskich nie zawsze działa. Wielu twórców sprowadza go do macek i dziwnych potworów. Ward idzie krok dalej. Stara się pokazać coś, czego nie da się do końca zrozumieć. Batman trafia bowiem na zagrożenie wykraczające poza jego doświadczenie detektywa i wojownika. Dzięki temu nawet on wydaje się chwilami bezradny. A przecież właśnie takie momenty należą do najciekawszych w historiach o Mrocznym Rycerzu.
Nie wszystko działa jednak idealnie. Scenariusz momentami za bardzo tłumaczy własne pomysły. Niektóre dialogi wyjaśniają rzeczy, które ilustracje zdążyły już przekazać czytelnikowi. W kilku miejscach brakowało mi większej dawki niedopowiedzeń. Szczególnie pod koniec widać, że trzy zeszyty to trochę za mało dla tak ambitnej koncepcji. Kilka wątków zasługiwało na dodatkowy oddech.

Rysunki, które zostają w głowie na długo
Nawet jeśli fabuła nie przekona każdego czytelnika, oprawa graficzna broni ten album niemal samodzielnie. Christian Ward odpowiada nie tylko za scenariusz, ale również za rysunki i kolory. Dzięki temu całość ma niezwykle spójny charakter. Każda plansza wygląda jak starannie przygotowany obraz. Niektóre rozkładówki spokojnie mogłyby zawisnąć na ścianie w formie plakatu.

Szczególnie imponują sceny rozgrywające się w Dolnym Gotham. Ward wykorzystuje intensywne kolory, nieregularne kadry i surrealistyczne kształty. Efekt przypomina mieszankę twórczości Dave’a McKeana, H.P. Lovecrafta i klasycznych historii o Batmanie.
Czy warto sięgnąć po Batman. Miasto szaleństwa?
„Batman. Miasto szaleństwa” nie jest komiksem dla każdego fana superbohaterów. Osoby oczekujące klasycznego śledztwa, pościgów i pojedynków z Jokerem mogą poczuć się zaskoczone. Christian Ward proponuje coś znacznie bardziej eksperymentalnego. Łączy psychologiczny horror, kosmiczne zagrożenie i mroczną mitologię Gotham. Czasami przesadza z liczbą pomysłów, a finał pozostawia lekki niedosyt. Mimo tego trudno przejść obok tego albumu obojętnie.
| Liczba stron | 175 |
| Wymiary | 21.6×28.5cm |
| Scenarzysta | Christian Ward |
| Ilustrator | Christian Ward |
| Tłumacz | Tomasz Sidorkiewicz |
| Typ oprawy | Twarda |
| Cena | od 69,99 zł |
Egmont dostarczył polskim czytelnikom bez wątpienia bardzo ciekawy komiks o Batmanie. Jeżeli cenicie nietypowe interpretacje znanych bohaterów, a dodatkowo lubicie historie inspirowane twórczością Lovecrafta, ten album powinien znaleźć się na waszej półce.
Komiks do recenzji dostarczył polski wydawca, Egmont.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.