Onimusha: Way of the Sword to powrót kultowej serii Capcomu po wielu latach przerwy. Nowa odsłona oferuje świetny system walki, charyzmatycznego Miyamoto Musashiego i efektowną oprawę, ale nie wszystko wyszło równie dobrze. Szczególnie kamera potrafi zepsuć nawet bardzo udany pojedynek.
Onimusha: Way of the Sword to powrót, na który długo czekaliśmy
Capcom postanowił wskrzesić jedną ze swoich bardziej charakterystycznych serii. Onimusha: Way of the Sword nie próbuje jednak udawać, że mamy do czynienia z kolejną wielką produkcją nastawioną na setki godzin zabawy. Twórcy skupili się przede wszystkim na walce, atmosferze oraz opowieści osadzonej w mrocznej wersji feudalnej Japonii.

W centrum wydarzeń znalazł się Miyamoto Musashi. Historyczna postać otrzymała tutaj jednak zdecydowanie więcej charakteru, niż można byłoby oczekiwać po legendarnym samuraju. Musashi ma w sobie coś z Jackie Chana, a momentami przypomina nawet “pijanego piekielnie skutecznego mistrza sztuk walki“. Jest ironiczny, potrafi wyśmiać przeciwnika, srogo skrytykować napotkaną sytuację, a jednocześnie trudno go nie polubić.

Musashi niemal do wszystkiego podchodzi z obojętnością. Nie oznacza to jednak, że brakuje mu emocji. Wręcz przeciwnie. Jego charakter świetnie kontrastuje z mrocznym światem, w którym przyszło mu walczyć. A ten potrafi być naprawdę ponury.
Mroczna Japonia pełna demonów
Fabuła Onimusha: Way of the Sword zabiera nas do alternatywnej wersji Japonii. W 1582 roku kraj pogrąża się w chaosie, a nad światem pojawia się zagrożenie związane z demonicznymi Genmami. Musashi rusza w podróż, podczas której musi nie tylko rozprawić się z kolejnymi potworami, ale również odkryć tajemnice stojące za wydarzeniami.

Nie będę zdradzał zbyt wiele z historii, szczególnie że gra potrafi zaskoczyć. Warto jednak zaznaczyć, że Capcom nie stworzył kolorowej przygody samuraja. Fabuła jest mroczna, a podczas przemierzania kolejnych lokacji niejednokrotnie zobaczymy potwory torturujące ludzi. Kontrast między pięknem Japonii a brutalnością Genmów działa bardzo dobrze. Raz podziwiamy spokojną świątynię, innym razem trafiamy do miejsca, które wygląda jak wyjęte z koszmaru.
Zamek Nijo-jo, Góra Oe i ogromne Wschodnie Kioto
Eksploracja potrafi być jedną z większych atrakcji gry. Twórcy przygotowali kilka bardzo różnych miejsc, wśród których znalazły się między innymi Zamek Nijo-jo, Podziemne Laboratorium oraz Góra Oe. Lokacje potrafią wyglądać naprawdę pięknie. Szczególnie kiedy gra pozwala na chwilę zwolnić i przyjrzeć się otoczeniu. Nie wszystko jest jednak idealne.

Dużym hubem pozostaje Wschodnie Kioto. Problem polega na tym, że wracamy tam zdecydowanie zbyt często. Początkowo nie stanowi to większego problemu, jednak z czasem kolejne wizyty zaczynają wybijać z rytmu przygody. Szczególnie gdy pamiętamy, że wcześniej mogliśmy zwiedzać zupełnie inne, znacznie ciekawsze miejsca. Eksploracja sama w sobie nie jest też szczególnie wymagająca. Onimusha: Way of the Sword zdecydowanie mocniej stawia na walkę niż na skomplikowane zagadki czy wymagające odnajdywanie drogi.
Walka jest największą zaletą Onimusha: Way of the Sword
Tutaj Capcom naprawdę odrobił pracę domową. Podstawy są proste. Mamy ataki, blokowanie, uniki oraz parowanie, ale z czasem system walki zaczyna pokazywać swoje drugie oblicze. Najważniejszym elementem pozostaje oczywiście Issen, czyli charakterystyczne dla serii błyskawiczne kontrataki wykonywane w odpowiednim momencie. Issen daje naprawdę ogromną satysfakcję.

Trudno opisać uczucie, kiedy przeciwnik rozpoczyna atak, a my w ostatniej chwili wykonujemy idealną kontrę. Sekunda. Błysk ostrza. Przeciwnik pada. Takie momenty sprawiają, że kolejne starcia chce się rozgrywać coraz lepiej. Parowanie i Deflect (odbicia) różnią się wystarczająco, żeby korzystanie z obu mechanik miało sens. Samo parowanie jest jednak łatwiejsze i w wielu sytuacjach będzie pierwszym wyborem gracza.

Ważna jest również Stamina. Nie odgrywa ona aż tak dużej roli jak chociażby w Nioh czy Sekiro, ale zdecydowanie warto mieć ją na oku. Nie możemy bez końca machać mieczem, blokować i wykonywać uników. Odpowiednie zarządzanie wytrzymałością pozwala zachować kontrolę nad pojedynkiem. Przeciwnicy również wymagają pewnego dostosowania stylu walki. Czasami lepiej wykorzystać odbicie, innym razem trzeba odskoczyć i poczekać na okazję do ataku. System nie jest może najbardziej skomplikowanym rozwiązaniem tego typu, ale daje wystarczająco dużo możliwości.
Bossowie pokazują prawdziwe oblicze gry
Zwykli przeciwnicy? Tutaj jest zdecydowanie zbyt łatwo. Eksploracja oraz większość standardowych starć przypomina momentami easy mode. Można sprawnie eliminować kolejne grupy Genmów, wykorzystując podstawowe mechaniki i Issen.

Sytuacja zmienia się jednak przy bossach. Na normalnym poziomie trudności niektórzy potrafią dać naprawdę mocno w kość. Kilku przeciwników ma dwie fazy, a ich ataki wymagają poznania odpowiednich schematów. W jednym przypadku musimy skupić się na parowaniu, w innym znacznie lepiej sprawdzi się unik. Czasami natomiast trzeba sięgnąć po łuk i trafić w konkretny, wrażliwy punkt. Nie każdy boss oferuje idealną różnorodność. Zdarza się, że schemat walki sprowadza się głównie do parowania i unikania. Mimo tego większość większych pojedynków potrafi dostarczyć sporo emocji.
Kamera potrafi zepsuć nawet najlepszą walkę
I tutaj dochodzimy do największego problemu Onimusha: Way of the Sword – praca kamery. W trakcie walki kamera nie odbija się odpowiednio od ścian. W małych pomieszczeniach potrafi ustawić się w taki sposób, że nasza postać zwyczajnie znika z ekranu. Nie widząc naszej postaci, nie wiemy, jak zareagować na tak przeciwnika, a po chwili oglądamy ekran śmierci.
Brzmi jak drobiazg? W praktyce potrafi być bardzo frustrujący. Szczególnie boli to podczas starć, w których liczy się precyzja i odpowiedni moment reakcji. Trudno wykonać perfekcyjny Issen, jeżeli kamera właśnie postanowiła pokazać nam ścianę. W małych pomieszczeniach zdarzają się sytuacje zwyczajnie niesprawiedliwe. Mam nadzieję, że Capcom poprawi ten element aktualizacją, bo sama walka zasługuje na znacznie lepszą prezentację.
Miyamoto Musashi i moce Oni
Musashi nie jest bezbronnym samurajem. W trakcie przygody zdobywa kolejne możliwości związane z mocą Oni. System dusz jest ważnym elementem rozgrywki. Pokonani przeciwnicy pozostawiają między innymi żółte, czerwone, niebieskie oraz purpurowe dusze. Możemy je pochłaniać i wykorzystywać na różne sposoby.

Czerwone dusze służą między innymi do wymiany na przedmioty. Możemy również korzystać z mocy Oni oraz specjalnych broni. Wśród nich znalazły się Dwie Gwiazdy, Bicz Wiatru, Ziemiowstrząsy, Ognisty Flet oraz Migająca Pustka. Każda broń oferuje własne możliwości i pozwala inaczej podejść do wybranych sytuacji.

Jest także Przebudzenie Oni, czyli swoista ostateczna forma Musashiego. Po jego aktywowaniu (L3+R3) otrzymujemy między innymi nieograniczone Zarżenie, automatyczne wchłanianie dusz oraz łatwiejsze wykonywanie seryjnych Issenów. To bardzo przyjemne narzędzie, szczególnie gdy na ekranie pojawia się większa grupa przeciwników lub oczywiście na bossów.

Ulepszamy sprzęt i amulety
Rozwój postaci nie kończy się na zdobywaniu kolejnych broni. Możemy ulepszać wyposażenie przy pomocy odpowiednich materiałów. Miecz zwiększa atak, ubiór poprawia zdrowie i wydolność, a rękawica podnosi moc Oni. Ważną rolę odgrywają również amulety. Różne przedmioty wpływają na podstawowe statystyki Musashiego, a ich rozwijanie pozwala lepiej dopasować bohatera do własnego stylu gry. System nie jest przesadnie rozbudowany. I dobrze. Way of the Sword nie próbuje zamienić się w kolejną grę RPG z pięcioma ekranami ekwipunku i setkami niemal identycznych przedmiotów.


Onimusha: Way of the Sword wygląda świetnie na PS5 Pro
Na PS5 Pro produkcja Capcomu prezentuje się bardzo dobrze. Gra oferuje tryb jakości oraz wydajności i, co najważniejsze, oba pozwalają komfortowo uczestniczyć nawet w wymagających pojedynkach z bossami. Nie mamy więc sytuacji, w której musimy poświęcić płynność obrazu, żeby cieszyć się oprawą graficzną.


Świat jest szczegółowy, modele postaci prezentują się bardzo dobrze, a oświetlenie świetnie buduje atmosferę. Szczególnie efektownie wypadają większe lokacje, w których można dostrzec ogrom pracy artystów. Na PS5 Pro Onimusha: Way of the Sword jest jedną z tych produkcji, przy których naprawdę warto zatrzymać się na chwilę i popatrzeć na otoczenie.
Czy warto zagrać w Onimusha: Way of the Sword?
Capcom stworzył bardzo udany powrót marki, która zdecydowanie zasługiwała na kolejną dużą odsłonę. Największą siłą gry pozostaje walka. Issen daje ogromną satysfakcję, parowanie działa bardzo dobrze, a bossowie potrafią konkretnie przetestować nasze umiejętności. Świetnie wypada również sam Musashi. Jego poczucie humoru dobrze równoważy mroczną historię, w której nie brakuje brutalnych scen. Do tego dochodzi piękna Japonia, kilka interesujących lokacji oraz bardzo dobra oprawa na PS5 Pro.
Szkoda, że eksploracja nie jest bardziej wymagająca, a zwykli przeciwnicy potrafią być zbyt łatwi. Największym problemem pozostaje jednak kamera. W ciasnych pomieszczeniach potrafi odebrać przyjemność nawet z bardzo dobrego starcia.

Mimo tych wad 8,5/10 wydaje się oceną w pełni zasłużoną. Onimusha: Way of the Sword nie jest grą idealną, ale kiedy ostrze Musashiego przecina kolejnego przeciwnika, a my wykonujemy perfekcyjny Issen, przypominamy sobie, po co właściwie uruchomiliśmy tę produkcję.
Grę do recenzji dostarczyła CENEGA.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.