Na pewno niejeden gracz z chęcią sięga po gogle wirtualnej rzeczywistości, aby aktywnie spalać kalorie. A może warto sięgnąć po prawdziwy sprzęt treningowy? Zobaczmy, jak sprawdza się bieżnia FlexiSpot MotionX Pro. Zapraszam do mojej recenzji.
Nie ukrywam, że od ponad pół roku bardzo często korzystam z Meta Quest 3. Gogle te są jednym z moich podstawowych sposobów na gubienie wagi oraz budowanie mięśni. Dzięki grom takim jak PowerBeats VR, Vibe Punch oraz Smash Drums udało mi się przeprowadzić sporą rekompozycję, nie tylko zrzucając 30 kilogramów, ale i zwiększając udział mięśni. Nie zapominam też o zwiększonej aktywności w pracy, robiąc często kilkanaście kilometrów oraz pokonując dziesiątki pięter schodami. Czasem chciałoby się oczywiście pochodzić również bez wychodzenia z domu. Jest to zresztą bardzo interesującą perspektywą na jesień i zimę, kiedy pogoda za oknem teoretycznie zachęca do większego lenistwa. W związku z tym nie bez ciekawości skorzystałem z możliwości przetestowania stacjonarnej bieżni firmy FlexiSpot. Oto moje odczucia po przejściu na niej wielu tysięcy metrów w ciągu ostatnich tygodni.
Odpakowanie i pierwsze wrażenia

Pierwszym, co może nas uderzyć po odebraniu kartonu z bieżnią od kuriera jest jego waga. Wynosi ona bowiem aż 25 kilogramów, a więc zdecydowanie warto mieć ze sobą kogoś, kto pomoże nam przenieść zapakowane urządzenie. Nie znaczy to bynajmniej, że nie dacie rady zrobić tego samemu – ja uporałem się z tym bez pomocy – ale nie mogę powiedzieć, żeby było to komfortowe działanie. Zwłaszcza, że niestety producent nie pomyślał o wyposażeniu kartonu w jakieś specjalne uchwyty na dłonie czy innego rodzaju wyprofilowanie kartonu. Kiedy już go umieścimy w odpowiednim miejscu, otwieramy go oczywiście, a naszym oczom ukaże się jego zawartość. Jest dość oszczędna, ale nie znaczy to, że wewnątrz umieszczono tylko bieżnię. Oprócz niej znajdziemy bowiem na przykład instrukcję (w kilku wersjach językowych, ale nie w polskiej).

Warto zauważyć, że instrukcja zawiera również rozpiskę ćwiczeń na rozgrzewkę, co jest miłym dodatkiem. Szkoda natomiast, że nie ma w niej opisu zakodowanych 6 programów treningowych. Instrukcję wyposażono co prawda w szczegółową tabelkę przedstawiającą prędkości, przez jakie przechodzą programy.. Natomiast do ich słownego opisu musimy skorzystać ze strony urządzenia. Uważam, że dużo lepiej byłoby to ująć również w drukowanej instrukcji, która zyskałaby wtedy na przydatności.
Oprócz instrukcji i bieżni znajdziemy również specjalny klucz – popularny imbus, magnes bezpieczeństwa, lubrykant i pilota. W kolejnych akapitach opiszę, do czego wykorzystamy te elementy.
Podłączanie i wstępna konfiguracja

Recenzowana dziś bieżnia wymaga oczywiście podłączenia do prądu za pomocą dołączonego przewodu zasilającego. Wygląda on w zasadzie identycznie jak standardowe przewody od komputerów stacjonarnych. Podobnie jak w przypadku tych urządzeń, obok gniazda zasilania bieżni umiejscowiono przełącznik między pozycjami 0 i 1. Jak nietrudno się domyślić, służy on do umożliwienia płynięcia prądu między bieżnią, a kontaktem. Na bieżni, w górnej części nad samą bieżnią, znajdziemy też mały głośnik (bynajmniej nie służący do odtwarzania muzyki 😉). Z kolei na dolnej części, pod taśmą bieżni, umieszczono specjalne otwory.


Możemy włożyć w nie imbus i przekręcić odpowiednio – zgodnie z napisem na naklejce na bieżni – jeśli taśma znosi nas za bardzo na lewo lub prawo. Musiałem na początku mojego korzystania z tego sprzętu przekręcić imbusem. Za to zrobieniu tego nie musiałem już powtarzać procesu nawet po wielu sesjach. Producent w zestawie dołącza też specjalny lubrykant i zaleca nasmarowanie nim dolnej części taśmy bieżni co 25 kilometrów.

Szkoda jednak, że bieżnia nie ma jakiegoś własnego licznika i sami musimy o tym pamiętać. Wokół bieżni przebiega specjalny uchwyt, który pociągamy po prostu w górę i podnosimy go. Otrzymamy w ten sposób poręcz przed naszymi oczami. Można na niej zamontować też specjalną dołączoną plastikową podkładkę. Da się na niej umieścić pilota z zestawu, tablet, telefon czy książkę. Jest to więc bardzo przydatne akcesorium. Szkoda jednak, że montuje się ono na bardzo mocny ścisk, który wymaga pewnego samozaparcia. Nie byłem też w stanie wymontować tego oparcia po zamontowaniu, wręcz wciśnięciu, go. Warto mieć to na uwadze. Kończąc opisywanie wstępnego przygotowania bieżni, nie mogę nie wspomnieć o specjalnym czerwonym „korku” na magnes.

Umieszczamy go po prawej stronie poręczy na odpowiednim magnetycznym elemencie, a końcówkę „korka” przyczepiamy do naszego ubioru za pomocą klipsa. Jeśli byśmy się przewrócili, a tym samym „korek” straciłby kontakt z magnetyczną podstawą, bieżnia automatycznie by się wyłączyła. To świetne rozwiązanie, które łapie ode mnie sporego plusa.
Programy i obsługa bieżni FlexiSpot MotionX Pro

Sięgając po bieżnię FlexiSpot MotionX Pro, należy mieć świadomość pewnej istotnej kwestii. Mianowicie, jest to dość podstawowe urządzenie tego typu. Nie znajdziecie tutaj modułu Bluetooth ani specjalnej dedykowanej aplikacji. Ba, nie da się nawet ustawić profilu i parametrów użytkownika. Dlatego też absolutnie nie należy polegać na pokazywanych na wyświetlaczu bieżni spalonych kaloriach. Bez możliwości ustawienia naszej płci, wzrostu i wagi spalone kcal nie pokrywają się po prostu z rzeczywistością. Z tego powodu moim zdaniem posiłkowanie się dodatkowo inteligentną opaską lub zegarkiem korzystającym z naszych danych i mierzących nasz puls jest absolutną koniecznością, jeśli chcemy wiedzieć, ile kalorii spaliliśmy na bieżni. Nie oznacza to wcale, że wyświetlacz bieżni nie dostarczy nam żadnych informacji. Jest on duży i wyraźny, więc doskonale może nam mówić, ile trwa nasz bieg (ewentualnie ile zostało do końca wybranego programu), Pokaże też, ile wynosi nasza wybrana prędkość poruszania się (do maksymalnie 10 km/h), czy też jaką pokonaliśmy odległość.

Dobrze jest też zapoznać się z listą oferowanych programów. Znajdziemy tu 6 programów, a moim absolutnie ulubionym jest właśnie ostatni. Trwa on 30 minut i co pewien czas zwiększa naszą prędkość aż do 6 km/h, a następnie spowalnia naszą prędkość etapami aż do początkowej. Zaręczam, że można się wtedy nieźle spocić (a o to przecież chodzi). Co istotne, zmiana prędkości nie następuje nagle – słyszymy przed nią 4 piknięcia w sekundowych odstępach.

Doceniam też producenta za dodanie kółek na dole bieżni (oczywiście tylko z jednej strony, żeby nie poruszała się po całym pokoju, kiedy z niej korzystamy). Znacząco usprawnia to wyciąganie i podłączanie bieżni. Nawet moja żona nie miała z tym problemu, co dowodzi, że przenoszenie bieżni nie stanowi wielkiej trudności niezależnie od naszej siły. Dzięki niewielkiej grubości mogłem bezproblemowo trzymać bieżnię pod kanapą w salonie i przechowywanie jej jest świetnie rozwiązane. Wiedzcie jednocześnie, że producent nie zaleca kładzenia bieżni inaczej niż na płasko bez dodatkowego zabezpieczenia. Maksymalny doradzany czas pracy wynosi około 100 minut, a waga użytkownika – 120 kilogramów.


Nie omieszkałem naturalnie sprawdzić opisywanej bieżni w zestawieniu z wirtualną rzeczywistością oraz graniem. VR jest w moim przekonaniu zaledwie ciekawostką w kontekście FlexiSpot MotionX Pro. Brak Bluetooth ogranicza opcje sensownego wykorzystywania bieżni do aplikacji korzystających z wirtualnej lub mieszanej rzeczywistości. Jeśli jednak chcielibyście coś oglądać w goglach, to oczywiście jest to możliwe, aczkolwiek zdecydowanie zalecam wtedy korzystanie z mieszanej rzeczywistości. Nie ma też problemu z graniem na konsoli – mogłem zarówno grać w NHL 26 (Go Habs Go!), jak i chodzić, spalając jednocześnie kalorie. Nie biegałem wtedy na bieżni, ale granie na konsoli oraz użytkowanie bieżni jest jak najbardziej sensownym i wykonalnym zestawem.

Zdecydowanie polecam posiadanie przy sobie dołączonego pilota. Tylko za jego pomocą możemy zwiększać i zmniejszać prędkość poruszania się, czy wybrać program. Naturalnie można też biegać bez programu tylko po ustawieniu prędkości, ale bez pilota tego nie zrobimy. Tak na dobrą sprawę nie ma możliwości kompletnego pominięcia wykorzystywania pilota, co jest pewnym mankamentem. Zwłaszcza, że wchodzi do niego zwykła płaska bateria. Szkoda, że nie pokuszono się o akumulator ładowany przez USB C. Doceniam za to dodanie specjalnej powleczonej miękkim materiałem żyłki, dzięki której możemy zawiesić sobie pilota na nadgarstku.

Choć ja na ogół i tak trzymałem to urządzenia na wspomnianej wcześniej plastikowej podstawce. Gorzej, kiedy powiesiłem na niej też ręcznik, który utrudniał mi swobodny dostęp do pilota. Co prawda można go umieścić na magnesie nieopodal wyświetlacza. Nie jest to jednak w moim przekonaniu optymalne miejsce kiedy korzystamy z bieżni i chcemy coś zmienić za pomocą pilota.
Jakość wykonania i kompromisy

Bieżnia FlexiSpot MotionX Pro posiada specjalne wyciągane nóżki na przodzie, dzięki którym możemy ją postawić pod kątem wynoszącym 7%. Pozwala to spalić w ciągu pół godziny kilkadziesiąt kalorii więcej niż na płasko (choć wiele zależy oczywiście od wybranej przez nas prędkości poruszania się taśmy bieżni). Mimo wszystko wolałem nie korzystać z takiego wzniesienia dla prędkości od 7 km/h wzwyż. Musiałem wtedy biegać i, co tu dużo mówić, nie miałem zaufania do tych plastikowych nóżek i niejako skakania na bieżni. Naturalnie kiedy położyłem podstawki na płasko, to już mogłem z zaufaniem do siebie biegać nawet z maksymalną prędkością 10 km/h. Nie długo, bo jest to dla mnie ogromne wyzwanie, ale czego się nie robi dla testów 😉 Muszę też zwrócić uwagę na kilka bardzo istotnych z mojego punktu widzenia wad. Przede wszystkim uchwyt dość mocno chybocze się podczas przytrzymywania się w trakcie biegu i szybkiego chodzenia.

Nie ma przeszkód w swobodnym wymachiwaniu rękami bez przytrzymywania się uchwytu, ale ja jednak preferowałem zwiększoną stabilność oferowaną właśnie przez ten uchwyt. Na szczęście nie zdarzyło się, żeby sam się złożył. Do tego trzeba przytrzymać specjalny pomarańczowy element przy siłowniku na dole – ale jednak nie sposób nie dostrzec tego chybotania. W moim przekonaniu zdecydowanie przydałby się również uchwyt na butelkę z wodą czy dedykowane miejsce na przewieszenie ręcznika.
To drugie można oczywiście obejść, wieszając sobie ręcznik na szyi, ale jednak uchwyt na wodę byłby bardzo przydatny. Należy również zauważyć, że jeśli odłączymy magnetyczne zabezpieczenie, to cały nasz trening jest resetowany na wyświetlaczu. Wolałbym, aby wchodził wtedy w tryb pauzy. Muszę też odnieść się do informacji producenta, według której bieżnia jest bardzo cicha. Owszem, istotnie jej dźwięk absolutnie nie przeszkadza w codziennej pracy.
Dotyczy to jednak zaledwie prędkości do około 3-4 km/h. Powyżej bieżnia jest wyraźnie słyszalna i ewentualne programy, jakie oglądacie trzeba po prostu konsumować ze zwiększoną głośnością. Nie ulega jednakże wątpliwości, że w przypadku produktu tego typu, który można bez problemu dostać nowy w sklepach za nieco ponad 700 złotych muszą być pewne kompromisy. Takim na pewno jest również dość krótki pas – można na nim wygodnie spacerować, ale już bieganie (które naturalnie wydłuża krok) jest pewnym wyzwaniem. Wolałbym również, aby szerokość była nieco większa – 43 cm to trochę za dużo jak na mój gust. Da się tu oczywiście biegać i chodzić, ale jednak chociaż 4-5 centymetrów więcej dużo by poprawiły w kontekście wygody.
Podsumowanie
W ogólnym rozrachunku bieżnia FlexiSpot MotionX Pro jest bardzo udanym sprzętem, który zdecydowanie jest wart swojej ceny. Za 720 złotych dostajemy wygodne w przechowywaniu wspomożenie treningów i kolejny sposób na spalanie kalorii. Magnetyczne zabezpieczenie jest genialne w swojej prostocie, a zaprogramowane programy pozwalają korzystać z automatycznego urozmaicania naszej sesji bez konieczności ręcznego zmieniania prędkości. Ogromną szkodą jest brak ustawiania profili, a tym samym niewiarygodne mierzenie spalonych kalorii bez posiłkowania się zewnętrznymi urządzeniami. Przydałby się również uchwyt na napój wkomponowany w ramę. Jej obecność jest zresztą jednym z powodów, dla których warto rozważyć właśnie model Pro. Oprócz ramy ma też na przykład maksymalną prędkość wynoszącą 10 km/h w przeciwieństwie do bazowego maksimum 6 km/h.

Na pewno nie jest to najlepsza, najbardziej zaawansowana bieżnia na świecie. Jednak jest ona według mnie jak najbardziej wystarczająca do domowego zastosowania. Dzięki niej byłem w pół godziny spalać około 400 kalorii. Jest to więc bardzo dobry wynik i na pewno warto rozważyć ten produkt, jeśli chcecie dbać o swoją wagę, nie musząc wychodzić na zewnątrz czy do siłowni. Zwłaszcza, że bieżnię tę można bardzo wygodnie przechowywać i wyciągać. Niżej możecie zobaczyć wszystkie dane techniczne bieżni.


Inne produkty w ofercie FlexiSpot
Jeśli jesteście ciekawi innych produktów z oferty firmy FlexiSpot, to warto przypomnieć sobie test, jaki napisał Konrad. Miał okazję zajmować się fotelem Lotus Pro XR6. Swoje odczucia opisał w tym artykule. Zwrócił także uwagę na biurko stojące premium z serii E7. Oto jego opis:
Świetnym kompanem dla tego fotela byłoby Biurko Stojące Premium z Serii E7, które należy do najpopularniejszych modeli w ofercie FlexiSpot. Elektryczna regulacja wysokości pozwala błyskawicznie przejść z pracy na siedząco do pracy na stojąco, a solidna konstrukcja zapewnia wysoką stabilność nawet z ciężkim zestawem komputerowym i kilkoma monitorami. Taki zestaw sprawia, że w ciągu dnia można wygodnie pracować przy biurku, a po skończonych obowiązkach dosłownie obrócić się o kilka kroków i odpocząć w Lotus Pro podczas gry na Nintendo Switch 2, PlayStation Portal albo seansu filmowego. Jeżeli szukacie kompletnego wyposażenia domowego gabinetu lub pokoju gracza, warto przyjrzeć się również biurku E7. Więcej informacji o modelu znajdziecie na stronie producenta: Biurko Stojące Premium z Serii E7.
Bieżnię do przetestowania dostarczył jej producent, firma FlexiSpot.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.

Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.