Już jutro ukaże się Assassin’s Creed: Black Flag – Resynced. Czy warto sięgnąć po odnowioną wersję przygód Edwarda Kenway’a?
Assassin’s Creed to bez wątpienia jedna z najbardziej znanych serii gier. Tytuły z tego cyklu od wielu lat cieszą się niemałym zainteresowaniem, choć marka ta miała swoje wzloty i upadki. Jedną z absolutnie najlepszych odsłon – na pewno zgodzi się ze mną niejeden miłośnik Asasynów – jest Black Flag. Produkcja ta zadebiutowała jeszcze w 2013 roku i od tego czasu zajmuje wysokie miejsce w rankingach graczy. Po ponad dekadzie Ubisoft postanowił odświeżyć tę grę. Czy to dobra decyzja, a tym samym czy Resynced jest udanym powrotem? Niedługo się tego dowiecie.
Fabuła




Powinno to już być dla Was jasne, jeśli regularnie czytacie moje wpisy, ale pozwolę sobie na wspomnienie o tym na początku. Mianowicie nie znajdziecie tu spoilerów. Nie widzę żadnej przyjemności w psuciu komukolwiek zabawy z samodzielnego poznawania historii. Mogę jednak przybliżyć ogólne założenia opowieści bez wchodzenia w szczegóły wydarzeń. Zacznijmy oczywiście od podstaw. Głównym bohaterem Assassin’s Creed: Black Flag – Resynced jest Edward Kenway. Mężczyzna żyje z miłością swojego życia, Caroline, ale nie przestaje marzyć o lepszej przyszłości. Chce żyć w sławie i bogactwie i – według swojego mniemania – być godnym uczucia swojej żony. Kobieta jest z wyższych sfer, co daje okazję do sporadycznego pokazywania kontrastu między stopami życia społeczeństwa w złotych czasach piractwa.




Nie zagłębiając się w detale, Kenway postanawia zaciągnąć się do pracy na okręcie, by spełnić swoje marzenie. To właśnie jego morskie życie jest jednym z najważniejszych tematów opowieści. Przyznaję, że historia była dla mnie interesująca, aczkolwiek nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mało w niej „asasynowości”. Jasne, występuje tu wątek Templariuszy i konfliktu z Asasynami, aczkolwiek pierwsze skrzypce grają pirackie dzieje. Lata temu uważałem – i nadal podtrzymuję tę opinię – że Black Flag to świetna gra, ale słaby Asasyn.
Należy też zaznaczyć pewne różnice między Resynced, a „czwórką”. W Resynced nie ma widocznego podziału na sekwencje wspomnień – tu po prostu wykonujemy główne misje, a o tym, że jest akurat któraś sekwencja, dowiadujemy się wyłącznie z opisów odblokowywanych trofeów. Nie znajdziemy tu również wątków współczesnych – wycięto etapy w Abstergo, co w mojej ocenie jest świetną decyzją. Dzięki temu nie musimy porzucać historii Kenway’a tylko po to, żeby pochodzić po biurze organizacji. Sprawia to, że tym bardziej chce się po prostu grać w Resynced.
Rozgrywka




A propos grania – na czym tak naprawdę polega rozgrywka w Assassin’s Creed: Black Flag – Resynced? Spieszę z wyjaśnieniem. Czarna Bandera to trzecioosobowa gra akcji w otwartym świecie osadzona w czasach Złotej Ery piractwa. Działamy w XVIII wieku, a więc w czasach, kiedy kolor skóry miał nie mniejsze znaczenie niż waga sakwy ze złotem. Warto mieć pewne podstawowe pojęcie o regułach, jakie obowiązywały wtedy na świecie. Nie brakuje odniesień do przesądów żeglarzy, jak również do więzi z morzem. To jedne z licznych elementów, które sprawiają, że immersja jest na niesamowicie wysokim poziomie. Nie mogę też nie docenić stylu rozgrywki.
Tę warto podzielić na dwa podstawowe segmenty – lądową oraz morską. Na lądzie poruszamy się oczywiście wyłącznie pieszo, aczkolwiek nie jest to w żaden sposób ograniczenie mobilności. Edward Kenway nie waha się skakać między dachami i wspinać po ogromnych budynkach. Często możemy w ten sposób zsynchronizować punkt widokowy lub znaleźć szantę (którą następnie musimy dogonić, aby ją odblokować). O szantach jeszcze napiszę w części poświęconej udźwiękowieniu. Teraz wrócę do przybliżania możliwości w miastach i na wyspach.
Aktywności w grze
Ubisoft, jak to miewa w zwyczaju, wypełnił swoją produkcję istnym zatrzęsieniem aktywności, które zapewniają rozgrywkę na dziesiątki godzin. Znajdziemy tu odszukiwanie skrzyni z monetami i skarbami, czy kompletowanie map skarbów. Następnie udajemy się w określone współrzędne i szukamy przedstawionej na szkicu miejscówki, by ostatecznie wykopać skarb. Popychając fabułę do przodu, odblokujemy swoją kryjówkę. Możemy odrestaurować w niej różnego rodzaju przybytki. Na przykład ulepszenie sklepu pozwoli nam pozyskiwać za reale coraz lepsze i rzadsze przedmioty. Kryjówkę możemy również dostosować wizualnie. Nie tylko postawimy precjoza na półkach, ale też wyeksponujemy pistolety, stroje i szpady. Warto zaznaczyć, że montując te przedmioty na hakach, nie znikają z naszego wyposażenia. Możemy również wieszać obrazy na ścianach – w tym imponujące portrety (nowość w Resynced) ważnych postaci.
Walka na lądzie




Jako pirat weźmiemy udział w licznych walkach – zarówno na pięści, jak i z wykorzystaniem broni siecznej. W tej odsłonie walka jest zręcznościowa i nastawiona na kontrowanie ciosów przeciwników, a następnie eliminowanie oponentów w efektownej serii szybkich zabójstw. Nie mogę jednocześnie odżałować braku możliwości wykorzystywania ukrytych ostrzy w starciach. Mam nadzieję, że zostanie to dodane w jakiejś aktualizacji (szanse na to są spore, jak wynika z wpisów w mediach społecznościowych). Można się również przekradać – schowamy się w wozie z sianem, przytulimy do ściany i dokonamy skrytobójstwa przeciwnika, czy skorzystamy ze strzałek usypiających. Nie można zapomnieć o klasycznym sabotowaniu dzwonów alarmowych, które cieszy tak samo jak ponad dekadę temu.
Zaplanowanie naszego skradania się ułatwia specjalny wzrok orła aktywowany przez naciśnięcie prawej gałki analogowej. Nie znaczy to jednak, że da się całkowicie unikać otwartych starć. W walce warto korzystać z pistoletów do szybkiego pozbywania się przeciwników. Nie tylko zabijemy za ich pomocą wrogów – przerwiemy także atak wyprowadzany na nas. Nie brakuje też wykorzystywania przeciwników w roli żywej tarczy. Szkoda natomiast, że nie możemy wykorzystywać walających się muszkietów w walce, jak w oryginalnym Black Flag. Co do pistoletów Edwarda – możemy mieć ich maksymalnie 4 na wyposażeniu. Ale jak wejść w posiadanie akurat takiej liczby? Już tłumaczę.
Ulepszenia




Chcąc wycisnąć z Assassin’s Creed: Black Flag – Resynced maksimum, zdecydowanie warto zainteresować się ulepszeniami. Nie dotyczą one rozwijania drzewek umiejętności. Takowych nie ma po prostu w recenzowanej produkcji. Zamiast tego postawiono na – zgodne z oryginałem – wytwarzanie coraz to lepszych sakw czy rozwijanie wyposażenia naszego okrętu, Kawki. Do produkcji kabur i sakw potrzebne są skóry zwierząt. Aby je pozyskać, musimy po prostu upolować danego zwierzaka. Możemy go zabić, walcząc bronią sieczną lub strzelając do niego z naszego pistoletu. Następnie podchodzimy do truchła i skórujemy je. Ostatnim krokiem jest naciśnięcie panelu dotykowego na kontrolerze DualSense i wybranie opcji wytwarzania wyposażenia. Stąd można, bez wydawania ani reala, wytworzyć nowe elementy. Na mapie świata znajdziemy informację o tym, jakie zwierzę działa w danym regionie, co ułatwia polowanie. Zwierzęta lądowe bynajmniej nie są jedynymi, na jakie możemy się zasadzać. Pozwala nam to płynnie przejść do rozgrywki na morzu.
Wojaże w Assassin’s Creed: Black Flag – Resynced




Zgodzicie się chyba ze mną, kiedy napiszę, że nie mogłoby być gry o piratach bez zdobywania siedmiu mórz? Ubisoft zdaje sobie z tego sprawę i oddał do naszej dyspozycji okręt o nazwie Kawka. Na początku nie warto się porywać na jej pokładzie na coś więcej niż kutry kupieckie, ale kiedy już zamontujecie lepsze działa, taran czy osłony kadłuba, to bez wątpienia zaczniecie siać postrach w sercach innych żeglarzy. Warto zaznaczyć, że w Resynced każde działo ma alternatywny tryb strzału i moim zdaniem należy je odblokowywać. Aby było to możliwe, trzeba wykonywać specjalne misje dla pozyskiwanych Oficerów (co też stanowi nowość w Czarnej Banderze). Podczas żeglowania możemy nacisnąć prawą gałkę analogową, aby sięgnąć po lunetę.
Można przybliżać z niej widok, a skupiając się na celu, dowiemy się jaki rodzaj okrętu mamy na oku (oraz co przewozi, co jest istotną informacją w kontekście zbierania surowców na rozwijanie Kawki), czy jaka wyspa majaczy w oddali. Nadal możemy też polować z harpunem (który też da się ulepszać) oraz nurkować w zasadzie w dowolnym miejscu na przepastnych Karaibach. Nie tylko za pomocą dzwona nurkowego, ale i samodzielnie w poszukiwaniu skarbów. Co ważne, w opcjach znajdziemy możliwość włączenia nielimitowanego powietrza pod wodą. Nie ukrywam, że bardzo podobało mi się obserwowanie, jak Ubisoft podszedł do tego remake’u. Nie stara się wymyślać koła na nowo, ale też nie stroni od wnoszenia zmian w rozgrywce. I wiecie co? Są to zmiany sensowne oraz przydatne.
Grafika i udźwiękowienie




Oryginalny Black Flag zadebiutował już 13 lat temu i o ile wtedy wyglądał naprawdę imponująco, o tyle nie sposób dziś zachwycać się tą oprawą wizualną. Na szczęście Ubisoft stanął na wysokości zadania, tworząc Resynced. Przede wszystkim – grałem na podstawowej wersji konsoli PlayStation 5 – zawarł trzy tryby, które możemy wybierać. Pierwszy z nich stawia na najwyższą jakość grafiki, ale ogranicza FPS do 30. Dużo ciekawsze są moim zdaniem dwa kolejne – Wydajność oraz Zrównoważony. Pierwszy z nich wiążę się z 60 klatkami na sekundę kosztem mniejszej ilości efektów śledzenia promieni. Natomiast drugi to mój absolutny faworyt. Zapewnia rozszerzony Ray Tracing wraz z 40 klatkami na sekundę.
To właśnie w ten sposób przechodziłem grę i z tego trybu pochodzą zrzuty ekranu w tej recenzji. Pamiętajcie jednocześnie, że aby móc korzystać z trybu Zrównoważonego, musicie mieć ekran obsługujący VRR, 120 Hz odświeżania oraz port HDMI 2.1. Przez kilkadziesiąt godzin, jakie spędziłem w wirtualnej skórze Edka ani razu nie zauważyłem spadku klatek na sekundę. Jednocześnie szkoda, że mimo wybrania w ustawieniach zarówno efektów dotykowych, jak i adaptacyjnych spustów, nie odczuwałem ich obecności. Zdecydowanie nie jest to poziom Astro Bota czy świetnego (między innymi pod tym względem) Deathloop.




Bardzo istotną częścią pirackiego życia są oczywiście szanty. Nie brakuje ich w Assassin’s Creed: Black Flag – Resynced. Przemierzając ogromne odległości i poszukując łatwych łupów (oraz okazji do abordażu, łupienia fortów, czy legendarnych okrętów do zatopienia w walce lub łowców piratów czyhających na naszą głowę), możemy słuchać wiele szant. Jedną z najbardziej korzystnych zmian w tym remake’u jest dodanie „odtwarzacza” szant. Naciskając odpowiedni przycisk na padzie, wywołamy specjalne koło sterowane, z którego wybierzemy, którą konkretnie szantę chcemy słyszeć. Dzięki temu mogłem kiedy tylko chciałem słuchać (i nucić, co tu dużo mówić) Z pijanym żeglarzem czy Rzuć ją, Johnny. Głosy postaci są oczywiście na świetnym poziomie (tak samo jak w oryginale, choć – naturalnie – ze względu na dodatkowe zadania w Resynced nagrano też dodatkowe kwestie dialogowe) i łatwo można wczuć się w klimat pirackich opowieści, śledząc historię. Nie brakuje też charakterystycznych dźwięków wydawanych przez szybujące wokół punktów widokowych orły.
Personalizacja w Assassin’s Creed: Black Flag – Resynced




Przemierzając Karaiby, często natkniemy się na okazje do gromadzenia i wydawania reali. W skrzyniach (zakopanych, pod wodą, ukrytych na wyspach i w miastach) znajdziemy często ubiór dla Kenway’a lub elementy dekoracyjne dla Kawki. Mogą to być alternatywne malowania żagli lub inny galion, ale personalizacja wcale się tu nie kończy. Możemy również znaleźć błyskotki, jakie możemy przypisać do Edwarda (maksymalnie dwie), a sporą część elementów wyposażenia da się też zmienić wizualnie. Od samego początku dostępna jest tu transmogryfikacja, a więc zachowanie parametrów danego elementu z przypisaniem mu wyglądu innego elementu wyposażenia. Trzeba bowiem wspomnieć, że – podobnie jak na przykład w Assassin’s Creed: Shadows – bronie często zapewniają konkretne premie. Jedna z nich jest w stanie przywracać nam część zdrowia po powaleniu przeciwnika, a inna zbierać łupy z pokonanych wrogów automatycznie. Występują więc tu elementy RPG, ale nie są one w moim przekonaniu nachalne.




To nie jedyne, co chciałem napisać na temat personalizacji. Ubisoft zrobił, co tylko mógł, aby każdy mógł dostać takiego Asasyna, jakiego tylko sobie wymarzył. Zacznijmy od sterowania. Nie tylko możemy całkowicie zmodyfikować sterowanie na padzie, ale też po prostu korzystać z klawiatury i myszki. Gra bez problemu przełącza się w locie między tymi urządzeniami i każdy może grać tak, jak tylko chce. Nie ma przeszkód w wykonywaniu części sekwencji za pomocą pada, a innej z wykorzystaniem klawiatury i myszki. Ja uważam, że pad jest jak najbardziej wystarczający do tej gry, aczkolwiek doceniam udogodnienia dla innych osób. Podoba mi się też – po wybraniu takiej opcji – dwukrotne naciśnięcie prawej gałki analogowej do ukrycia interfejsu lub wyświetlenia go. Szkoda natomiast, że w lewym górnym rogu nawet przy wyłączeniu interfejsu i tak widać oznaczenie R3.




Jest ono oczywiście niewidoczne w trybie fotograficznym. Skrót do niego znajdziemy w ustawieniach i przypisano go do jednoczesnego wciśnięcia lewej i prawej gałek analogowych. W trybie fotograficznym możemy dostosować przysłonę, pole widzenia, filtry, czy winietę. Nie jest to najbardziej rozbudowany tryb fotograficzny, jaki widziałem (świetny jest na przykład w Cyberpunk 2077), ale wciąż pozwala na szerokie dostosowanie kadru, jaki chcemy uchwycić. Wróćmy teraz jeszcze na chwilę do personalizacji. Możemy zadecydować o tym, jakie konkretnie elementy interfejsu widzimy – powiadomienia, kompas (minimapa w rogu nie występuje w Resynced), paski zdrowia przeciwników, podpowiedzi do sterowania itp. Generalnie cokolwiek widzicie na ekranie, tylko od Was zależy czy będzie się na nim znajdowało.




Wybierzemy także punkt martwej strefy drążka kontrolera, a także postawimy na nowoczesny lub zaawansowany parkour. Ten drugi zapewnia nam oczywiście dużo większą kontrolę nad ruchami Kenway’a i dodaje między innymi możliwość odbijania się od ścian oraz skakania w bok. Możemy też skoczyć w dowolnym momencie. Po drugiej stronie parkourowej monety znajdziemy przytrzymywanie X, aby poruszać się przed siebie i pokonywać przeszkody. Jest również automatyczne śledzenie ruchu postaci (jeśli tylko chcemy). Największą zaletą personalizacji jest dla mnie jednak zdecydowanie wyłączenie efektów świetlnych oraz spowolnienia czasu dla kontr.
Nie podobało mi się to w prezentacjach przedpremierowych i bez wahania z największą przyjemnością wyłączyłem te rozbłyski. Niewątpliwie dobrze jest poświęcić nieco czasu na dostosowanie pod siebie gry. Zwłaszcza, że można też wpłynąć na poziom trudności pewnych elementów. Nie zapomniano także o osobach niedostrzegających wszystkich barw. Możemy aktywować odpowiednie filtry obrazu, ułatwiające takim graczom postrzeganie świata, a tym samym umożliwiającym wręcz granie w tę produkcję. Pod kątem udogodnień dostępności Ubisoft może być stawiany jako wzorowe studio.
Podsumowanie




Z największą przyjemnością mogę napisać, że Assassin’s Creed: Black Flag – Resynced to jeden z najlepszych remake’ów gier, jakie miałem okazję sprawdzać. Broni się on pod niemal każdym względem. Od kwestii technicznych i działania po personalizację, na nowościach w rozgrywce kończąc. Bardzo podoba mi się brak misji w Abstergo (choć pewne sekwencje Abstergowe są, ale nie nudzą) oraz nieco większa przystępność misji. 13 lat temu, kiedy podczas misji skradankowej przeciwnicy nas wykryli, oznaczało to niepowodzenie. W 2026 roku w Resynced musimy wtedy po prostu walczyć i w inny sposób wejść w posiadanie wymaganych informacji. Fajnie też, że wcześniej wchodzimy w posiadanie linki z hakiem oraz rozbudowano historię i dodano Oficerów na Kawce.
Wybór konkretnej szanty to kolejna ogromna zaleta. Nie mogę za to nie doczepić się słabego wykorzystania efektów dotykowych i adaptacyjnych spustów. Niesmak pozostawia również brak walki za pomocą ukrytych ostrzy. Drobne mankamenty nie są bynajmniej w stanie przesłonić obrazu całości. Assassin’s Creed: Black Flag – Resynced to świetny remake, po który bez wahania warto sięgnąć. Ja świetnie bawiłem się na Karaibach i na pewno spędzę tu jeszcze wiele godzin. Zwłaszcza, że – jak w Shadows – są tu misje w ramach Projektów i można zdobywać (bezpłatnie) nagrody w ramach specjalnych wydarzeń. Bez wątpienia nie będziecie się nudzić w Black Flag. Bandera na maszt!
Kod recenzencki zapewnił Ubisoft.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.