Marvel’s Wolverine to najbardziej brutalna gra Insomniac Games. Logan dostał liniową, filmową przygodę, w której świetna historia, kapitalna oprawa i brutalna walka przeplatają się z powtarzalnością oraz zbyt mocnym prowadzeniem gracza za rękę.
Marvel’s Wolverine – recenzja po przejściu całej historii
Nie jestem młodym graczem. Mam 39 lat, ale od pewnego czasu zdecydowanie mogę nazwać się młodym fanem Marvela. Moja przygoda z tym uniwersum zaczęła się stosunkowo niewinnie, bo od bety Marvel Rivals. Razem z kilkoma przyjaciółmi przepadliśmy w strzelance drużynowej od NetEase. Dzisiaj każdy\a z nas ma na koncie ponad tysiąc godzin. Marvel szybko przestał być dla mnie tylko kolejnym popularnym uniwersum.
W ciągu niespełna miesiąca obejrzałem najważniejsze filmy Marvela. Później zacząłem czytać, a nawet recenzować komiksy wydawane w Polsce przez Egmont i właśnie wtedy znacznie lepiej poznałem historię Wolverine’a. Przeczytałem między innymi cztery tomy, w tym kapitalną Broń-X, pokazującej genezę Logana. Od służby w armii, przez brutalne eksperymenty, aż po moment, w którym bohater odzyskuje, choć część kontroli nad własnym życiem. Marvel’s Wolverine korzysta z podobnych motywów, ale robi to znacznie bardziej hollywoodzko.

Insomniac Games nie próbuje stworzyć komiksu, który bezpośrednio przeniesiono na ekran. Zamiast tego dostajemy własną interpretację Logana. Momentami bardzo brutalną, momentami wzruszającą, a chwilami wręcz przesadnie słodką. Brakuje tu jednak pewnej subtelności, którą można znaleźć w najlepszych historiach o Rosomaku. Gra często przypomina animowany film Pixara, tylko taki, w którym bohater zamiast ratować świat z użyciem różnych emocji i przekazów, rozcina przeciwników adamantowymi szponami.
Logan, Victor, Jean Grey i reszta mutantów
W Marvel’s Wolverine wcielamy się oczywiście w Jamesa „Logana” Howletta. Insomniac przedstawia bohatera jako człowieka rozdartego między brutalną przeszłością, własnym gniewem oraz potrzebą znalezienia miejsca, które mógłby nazwać domem. Historia zabiera nas w kilka różnych lokacji i bardzo szybko pokazuje, że przeszłość Logana nie zamierza dać mu spokoju.

Jednym z najważniejszych elementów opowieści jest relacja Logana z Victorem Creedem. Ich wspólna historia otrzymała sporo miejsca i właśnie dzięki temu kolejne spotkania obu bohaterów mają odpowiedni ciężar. Victor nie pełni tutaj wyłącznie funkcji kolejnego przeciwnika. Ich relacja pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego Logan tak bardzo próbuje uciec od człowieka, którym kiedyś był.
Bardzo dobrze wypada również Mystique. Tiger także otrzymała interesującą rolę i przez całą kampanię potrafi przyciągnąć uwagę. Jednak prawdziwą gwiazdą drugiego planu pozostaje Jean Grey. Insomniac znakomicie buduje relację między Jean i Loganem. Jest w niej sporo emocji, napięcia i zwyczajnych, ludzkich momentów. Właśnie dlatego sceny z tą dwójką należą do najlepszych fragmentów całej produkcji.

Szkoda tylko, że twórcy nie poświęcili podobnej uwagi większej liczbie bohaterów. Poza Loganem i Jean wielu postaciom brakuje miejsca na rozwinięcie własnych historii. Część z nich pojawia się głównie po to, aby przeszkodzić Wolverine’owi, przekazać mu kilka mądrych rad albo skierować go w stronę kolejnego celu. Przy tak dużej liczbie znanych postaci chciałoby się zobaczyć trochę więcej.
Mimo tego sama historia potrafi wciągnąć. Jest filmowa, efektowna i bardzo sprawnie prowadzi nas przez kolejne wydarzenia. Ostatecznie właśnie fabuła pozostaje jednym z najmocniejszych powodów, dla których warto samemu przeżyć tę przygodę. Ukończenie kampanii zajęło mi ponad 20 godzin, choć czas może się różnić zależnie od tego, ile czasu poświęcimy na eksplorację i aktywności poboczne.
Insomniac porzuca otwarty świat
Największą zmianę widać jednak wtedy, gdy porównamy Marvel’s Wolverine z poprzednimi grami Insomniac Games. Marvel’s Spider-Man, Marvel’s Spider-Man: Miles Morales i Marvel’s Spider-Man 2 mocno stawiały na otwarty świat. Gracz mógł swobodnie przemierzać miasto, zatrzymywać przestępców, zbierać znajdźki i wykonywać kolejne aktywności.

Wolverine idzie w zupełnie innym kierunku. Nie mamy tutaj wielkiej mapy, po której możemy godzinami podróżować. Zamiast tego dostajemy liniowe poziomy, zamknięte lokacje i bardzo konkretnie wyznaczoną trasę. W teorii świetnie pasuje to do charakteru Logana. Wolverine nie potrzebuje przecież kolejnej wielkiej piaskownicy. Chce dostać się do celu, rozprawić z każdym, kto stanie mu na drodze, i ruszyć dalej.
Problem pojawia się wtedy, gdy liniowość zaczyna być zbyt mocno widoczna. Czasami naprawdę miałem wrażenie, że przemierzam korytarz od jednej walki do drugiej. Fragment eksploracyjny, walka, krótka scena, kilka metrów marszu, kolejna walka. Później wszystko zaczyna się od nowa. Insomniac potrafi przełamać ten schemat efektowną sceną akcji, ale nie zawsze robi to wystarczająco często.

Nie oznacza to jednak, że rezygnacja z otwartego świata była błędem. Wręcz przeciwnie. Skupienie się na jednej historii pozwoliło twórcom przygotować kilka naprawdę spektakularnych sekwencji. Marvel’s Wolverine jest dzięki temu bardziej skoncentrowany. Nie trzeba co kilka minut zaglądać na mapę i sprawdzać, czy przypadkiem nie ominęliśmy kolejnej ikonki.
Grafika na poziomie adamantium
Jeśli miałbym wskazać jeden element, w którym Marvel’s Wolverine robi na mnie największe wrażenie, byłaby to oprawa graficzna. Na PS5 Pro Insomniac pokazuje absolutnie najwyższą klasę. Poziom szczegółowości potrafi być wręcz obsesyjny.

Fantastycznie wyglądają twarze bohaterów. Jeszcze lepiej prezentują się pomieszczenia, lokacje oraz efekty związane z walką. Wolverine zostawia po sobie prawdziwy bałagan. W wielu pomieszczeniach możemy zrobić totalną destrukcję otoczenia, a kolejne starcia potrafią zamienić schludną lokację w kompletną ruinę.
Szkoda tylko, że nie możemy wykorzystać większej liczby przedmiotów jako broni. Przy tak dużej liczbie elementów otoczenia aż prosi się o możliwość podniesienia krzesła, kawałka metalu czy innego przedmiotu i rzucenia nim w przeciwnika. Logan zdecydowanie nie miałby z tym problemu.
Na PS5 Pro szczególnie dobrze prezentują się efekty odbić i oświetlenie. Lustro wody potrafi wyglądać fenomenalnie. Powierzchnia odbija nie tylko sam świat, ale także światła oraz cienie. Wszystko odbywa się przy bardzo dobrej płynności i wysokiej jakości obrazu. W mojej ocenie jest to jeden z najbardziej imponujących pokazów możliwości obecnej generacji konsol.
Delikatne ząbkowanie można natomiast zauważyć na niektórych lustrach w pomieszczeniach. Nie zmienia to jednak ogólnego odbioru. Marvel’s Wolverine wygląda fantastycznie i pod względem technicznym jest jednym z najładniejszych tytułów Insomniac Games.


Walka jest brutalna. I właśnie o to chodzi
Wolverine bez brutalnej walki nie miałby większego sensu. Na szczęście Insomniac bardzo dobrze rozumie tę zasadę. Logan nie walczy elegancko. On wpada między przeciwników, wymachuje szponami i zostawia za sobą krwawy ślad.

Pierwsze godziny są pod tym względem świetne. Każde kolejne starcie daje sporo satysfakcji. Możemy korzystać z ataków podstawowych, uników, parowania oraz specjalnych zdolności. Wolverine posiada również wskaźnik furii, który stopniowo wypełnia się podczas walki.
Po osiągnięciu odpowiedniego poziomu Logan może uruchomić wyjątkowo efektowne ataki. Wtedy naprawdę czujemy, że sterujemy Wolverine’em. Przeciwnicy dosłownie rozpadają się pod naporem jego szponów, a ekran potrafi zamienić się w krwawą demonstrację siły Rosomaka.

Niestety, mniej więcej w połowie gry zaczynają pojawiać się problemy. Przeciwnicy robią się coraz bardziej wytrzymali, a sama walka zaczyna tracić świeżość. Najbardziej denerwowali mnie znikający ninja, snajperzy oraz gąbczaste roboty. Szczególnie te ostatnie potrafią skutecznie zmęczyć. Walka z niektórymi robotami sprowadza się bowiem do wielokrotnego okładania metalowego ramienia. I znowu. I jeszcze raz. Przy dłuższej kampanii zaczyna to zwyczajnie męczyć.
Dużym problemem jest także tempo odblokowywania niektórych mechanik. Możliwość odbijania pocisków, czy to za pomocą szponów, czy odpowiednio wykonanego uniku, otrzymujemy moim zdaniem zdecydowanie zbyt późno. Umiejętność bardzo dobrze pasuje do Logana, więc chciałbym korzystać z niej znacznie wcześniej.
Bossowie potrafią zachwycić, ale kamera czasem przegrywa
Starcia z bossami należą do najbardziej widowiskowych fragmentów gry. Insomniac potrafi odpowiednio podkręcić tempo, wykorzystać otoczenie i stworzyć sceny, które wyglądają niemal jak gotowe sekwencje filmowe.

Nie wszystko działa jednak idealnie. Kamera podczas niektórych pojedynków potrafi kompletnie zgubić przeciwnika. Problem robi się jeszcze większy, gdy akcja przenosi się blisko ziemi. Wtedy kamera schodzi zdecydowanie zbyt nisko i musimy ręcznie poprawiać jej położenie prawym analogiem. Nie psuje to całkowicie zabawy, ale podczas bardziej intensywnego starcia potrafi zirytować. Szczególnie gdy wiemy, co chcemy zrobić, ale zamiast przeciwnika oglądamy kawałek podłogi.
Rozwój Wolverine’a i Techniki
System rozwoju nie jest przesadnie skomplikowany, ale daje kilka interesujących możliwości. Techniki pozwalają rozwijać kolejne elementy wyposażenia oraz zdolności Logana. Całość uzupełniają Adaptacje działające niczym pasywne wzmocnienia.

Możemy między innymi zmniejszyć obrażenia otrzymywane podczas walki wręcz, odzyskiwać zdrowie po udanym parowaniu czy wydłużyć okno czasowe potrzebne do wykonania konkretnej akcji. Dzięki temu każdy może trochę inaczej podejść do kolejnych starć. System nie jest jednak na tyle rozbudowany, aby całkowicie zmienić sposób grania. Bardziej nagradza za rozwijanie postaci niż zmusza do eksperymentowania. W przypadku takiej liniowej produkcji nie jest to jednak duży problem.
Koszmarne Chaty są ciekawym dodatkiem
Podczas przygody znajdziemy także 14 Koszmarnych Chat. Są to specjalne portale, które przenoszą Logana do osobnych wyzwań. Zazwyczaj znajdują się niedaleko głównej ścieżki, więc nie trzeba przeprowadzać wielkich poszukiwań, aby je znaleźć.


W środku czekają różne testy. Czasami musimy szybko pokonać przygotowaną trasę parkourową, innym razem zmierzymy się z kolejnymi falami przeciwników. Niektóre wyzwania potrafią potrwać nawet około 20 minut. Traktuję je jednak przede wszystkim jako urozmaicenie głównej kampanii. Nie wszystkie wyzwania są równie interesujące, a część z nich może sprawiać wrażenie zwykłego zapychacza. Mimo wszystko dobrze, że Insomniac nie ograniczył całej rozgrywki wyłącznie do kolejnych etapów fabularnych.
Czy Wolverine prowadzi gracza za rączkę?
Jedną z rzeczy, które najbardziej rzuciły mi się w oczy, jest sposób prowadzenia gracza. Insomniac zdecydowanie nie chce, abyśmy się zgubili. Czasami robi to jednak aż za dobrze. Gra bardzo często podpowiada nam, gdzie iść oraz co zrobić. Nawet wtedy, gdy odpowiedź wydaje się oczywista. W produkcji o tak liniowej konstrukcji nie jest to konieczne. Gracz spokojnie poradziłby sobie bez części komunikatów i wskazówek.

Problem dotyczy także niektórych zagadek i interakcji ze środowiskiem. Zamiast pozwolić nam samodzielnie dojść do rozwiązania, gra potrafi niemal natychmiast wskazać właściwy kierunek. Zabiera to odrobinę satysfakcji z samodzielnego odkrywania kolejnych fragmentów poziomu.
QTE, czyli mechanika, której mogłoby nie być
Nie jestem fanem QTE i Marvel’s Wolverine zdecydowanie nie zmienił mojego zdania. W grze znajdziemy kilka takich sekwencji, ale ich znaczenie jest właściwie żadne. Najbardziej irytuje fakt, że możemy się pomylić bez większych konsekwencji.

W takiej sytuacji trudno zrozumieć, po co w ogóle użyto tej mechaniki. Sekwencja wygląda efektownie, ale kiedy wiemy, że nawet błędne naciśnięcie przycisku nie ma większego znaczenia, szybko przestajemy się nią przejmować. Wolałbym, żeby twórcy przeznaczyli ten czas na dodatkowe elementy walki albo bardziej interesujące fragmenty eksploracji.
Wybitne aktorstwo głosowe
Aktorstwo głosowe stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie. Szczególnie dobrze wypada Logan, ale również pozostali bohaterowie otrzymali świetne głosy. Emocje są przekonujące, a sceny dialogowe potrafią naprawdę wciągnąć.

Przyznam jednak, że początkowo próbowałem grać z polskim dubbingiem. Polska wersja jest przyzwoita, ale wystarczyło, że zobaczyłem Troya Bakera na ekranie, żebym natychmiast przełączył się na angielskie głosy i polskie napisy. W tym przypadku oryginalny dubbing po prostu bardziej mi odpowiada. Szczególnie w scenach z Loganem oraz Jean Grey. Ich relacja dzięki temu jeszcze mocniej wybrzmiewa.
Marvel’s Wolverine nie jest idealny
Największym problemem gry pozostaje powtarzalność. Początek potrafi zachwycić, lecz wraz z kolejnymi godzinami coraz mocniej widzimy schemat, według którego Insomniac zbudował rozgrywkę. Liniowa konstrukcja pomaga w prowadzeniu fabuły, ale jednocześnie ogranicza możliwości. Niektóre misje są do siebie zwyczajnie zbyt podobne. Czasem wystarczy zmienić lokację i przeciwników, żeby dostać praktycznie ten sam zestaw aktywności.

Mimo wszystko trudno odmówić grze filmowego rozmachu. Są momenty, kiedy siedziałem przed monitorem i po prostu podziwiałem to, co dzieje się na ekranie. Insomniac doskonale wie, jak budować widowisko. Problem w tym, że pomiędzy tymi wielkimi scenami znajduje się trochę zbyt dużo powtarzalnej walki.
Czy warto zagrać w Marvel’s Wolverine?
Tak, szczególnie jeśli jesteś fanem Wolverine’a i Marvela. Insomniac stworzył grę, która bardzo dobrze oddaje brutalność Logana. Jednocześnie dostaliśmy ciekawą historię, świetną relację z Jean Grey, bardzo dobre aktorstwo oraz bez wątpienia najlepszą oprawę graficzną obecnej generacji konsol.

Nie jest to jednak nowy poziom gier akcji. Po zachwycie pierwszymi godzinami przychodzi moment, kiedy zaczynamy zauważać ograniczenia systemu walki. Wrogowie powtarzają się zbyt często, niektóre starcia trwają zdecydowanie za długo, a liniowa konstrukcja chwilami zamienia się w przemarsz od jednej areny do drugiej. Marvel’s Wolverine przypomina więc dobrze zrealizowany hollywoodzki kasowy film. Dostarcza emocji, wygląda fenomenalnie i potrafi zrobić ogromne wrażenie. Nie wszystkie elementy utrzymują jednak ten sam poziom przez całą kampanię.

Dla mnie największą wartością pozostaje sam Logan. Wreszcie dostaliśmy dużą produkcję, w której możemy poczuć jego siłę, brutalność i charakter. Szpony nie są tutaj wyłącznie efektownym gadżetem. Stanowią podstawę całej rozgrywki. To bardzo dobra i niezwykle efektowna gra akcji, która świetnie wykorzystuje postać Logana, choć z czasem zaczyna cierpieć przez powtarzalność, liniowość oraz zbyt nachalne prowadzenie gracza do celu.
Grę do recenzji dostarczyło PlayStation.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.

Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.