Targi Gamescom pozwoliły mi zasiąść w fotelu zakręconego taksówkarza i sprawdzić, jak gra się w Crazy Taxi: World Tour. Zapraszam do mojego artykułu.
Kolejnym punktem na mojej Gamescomowej mapie w środę była sesja z Crazy Taxi: World Tour. Seria ta zadebiutowała dekady temu i nie ukrywam, że z wielką przyjemnością włączałem grę na komputerze, by odprężyć się po szkole. Kiedy więc dowiedziałem się, że SEGA pracuje nad nową odsłoną z tej serii, wiedziałem, że po prostu muszę w nią zagrać. Okazją ku temu były właśnie wspomniane targi. Udałem się w umówione miejsce, rozsiadłem się w fotelu i…
Momentalnie przeniosłem się do mojej młodości! Axel za kółkiem, zielone włosy stoją na sztorc i niestraszny im żaden wiatr, a w słuchawkach słyszę The Offspring – All I Want. Nostalgia odpalona na maksymalnym poziomie. Sterowanie nie wymyśla – nomen omen – koła na nowo. Wykorzystujemy więc lewą gałkę analogową do wybierania kierunku poruszania się taksówki, prawy spust pozwala nam przyspieszać, natomiast lewym spustem hamujemy. To jednak nie koniec możliwości związanych z decydowaniem o sposobie jazdy. W Crazy Taxi: World Tour możemy również wykonywać tak zwane zwariowane skoki, zwariowane hamowanie i zwariowany drift.
Pierwszy z ruchów jest przydatny do złapania większego czasu jazdy, kiedy wyskakujemy na niższą ulicę, by dalej mknąć przed siebie. Zwariowane hamowanie pozwala nam natychmiast zatrzymać pojazd, dzięki czemu na przykład poślemy naszego pasażera daleko i wysoko… Tak… Natomiast drift to, cóż, drift – odpowiednie jego łączenie zapewnia nam nabijanie licznika combo drifru. Przekłada się to na więcej monet na naszym koncie. Przyznaję, że nie wiem jeszcze – bądź co bądź miałem ograniczony czas na przemierzanie miasta na Gamescomie – do czego przydadzą się te monety. Umówmy się jednak: zawsze lepiej mieć ich więcej niż mniej, prawda? 😉
Crazy Taxi: World Tour oferuje nam otwarty świat, przez który możemy jeździć i wykonywać zadania właściwie z dwóch grup. Pierwsza z nich polega po prostu na dowiezieniu zabranego klienta do jego wymarzonego miejsca. Cel wskazuje nam wielka strzałka na górze ekranu. Ponadto przed zatrzymaniem się przy pasażerze widzimy małą strzałkę informującą o kierunku następnego celu. Pozwala to oczywiście odpowiednio ustawić się, aby ruszyć przed siebie kiedy tylko ktoś wejdzie do naszej taryfy. Nie wspomniałem jednak o zapięciu pasów nie bez kozery.
Oprócz podstawowych celów – a więc wykonywania zadań taksówkarza – mamy też specjalne zadania. W ich ramach musimy na przykład dostarczyć pizzę (i to dziesiątki opakowań), zniszczyć kubły na śmieci (aby odpowiednia osoba mogła zebrać śmieci i zyskać w oczach szefa…), driftować z fanem baletu, czy… wyrzucić klienta w powietrze, hamując. Szaleństwo to idealnie słowo w kontekście tej gry, ale też dzięki temu tak przyjemnie mi się grało. Jasne, może jakieś znaczenie miał mój sentyment, ale nie zmienia to faktu, że bardzo czekam na tę grę. Udostępnione demo może i nie było idealne – zdarzały się nieco rozmazane elementy i tekstury mogłyby być lepszej jakości.
Nie miało to jednak żadnego wpływu na przyjemność z rozgrywki. Ta była na najwyższym poziomie i momentalnie poczułem się odprężony, grając w Crazy Taxi. To może być bardzo fajna gra do włączenia po cięższym dniu, aby zrelaksować się i wykonywać kursy czy wyzwania w specjalnych misjach. Na to właśnie liczę i Gamescom utrzymał moje pozytywne nastawienie do tej produkcji. Fani zręcznościówek zdecydowanie powinni obserwować tę grę.
Kiedy zagramy?
Crazy Taxi: World Tour ukaże się w przyszłym roku na konsolach PlayStation 5, Xbox Series X|S, Nintendo Switch 2 oraz komputerach. Nie znamy jeszcze dokładnej daty premiery, ale na pewno będę Was o niej informował. Zachęcam więc do regularnego zaglądania na nasz portal i do mediów społecznościowych.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.