Resonance: A Plague Tale Legacy zachwyca na PS5 Pro. Świetna fabuła, płynna walka, kapitalna grafika i muzyka sprawiają, że Asobo stworzyło czarnego konia 2026 roku.
Asobo Studio mocno zmieniło formułę A Plague Tale, ale zrobiło to zaskakująco dobrze. Resonance: A Plague Tale Legacy oferuje świetną fabułę, kapitalną oprawę, płynną walkę, znakomitą muzykę i eksplorację, która potrafi wciągnąć na długie godziny. Na PS5 Pro jest jeszcze piękniej, a całość może okazać się jednym z największych zaskoczeń 2026 roku.
A Plague Tale, jakiego jeszcze nie znacie
Po dwóch odsłonach serii można było zastanawiać się, w którą stronę pójdzie Asobo Studio. Resonance: A Plague Tale Legacy udziela na to pytanie bardzo konkretnej odpowiedzi. Twórcy nie próbują ponownie opowiedzieć historii Amicii i Hugo, lecz zabierają nas 15 lat przed wydarzenia znane z poprzednich części. W centrum wydarzeń znajduje się młoda Sophia, którą poznaliśmy w A Plague Tale: Requiem. Tym razem nie jest jednak kapitanem statku, lecz doświadczoną szabrowniczką, która trafia na tajemniczą Wyspę Minotaura. Mamy więc zupełnie nową historię, nowych bohaterów i nowe miejsce, a jednocześnie nadal czujemy charakterystycznego ducha serii.

Co ważne, znajomość Innocence i Requiem nie jest konieczna. Resonance działa jak nowe otwarcie, dzięki któremu do przygody mogą bez większych problemów dołączyć również osoby nieznające poprzednich części. Fabuła bardzo szybko łapie odpowiednie tempo i później praktycznie go nie traci. Przez około 20 godzin nie znalazłem tutaj słabszego fragmentu, który wybijałby mnie z historii. Dawno nie miałem gry, przy której cała kampania minęła mi tak szybko. Czułem się trochę tak, jakbym oglądał świetny serial na VOD i za każdym razem chciał od razu włączyć kolejny odcinek.
Sophia dostała zupełnie nową rolę
Największą zmianę widać oczywiście w samej Sophii. Asobo nie zrobiło z niej po prostu Amicii z innym wyglądem. Bohaterka jest młoda, ale silna psychicznie, sprawna i bardzo dobrze odnajduje się zarówno podczas walki, jak i eksploracji. W trakcie zwiedzania wyspy Sophia przypomina mi trochę Larę Croft, natomiast podczas starć można dostrzec w niej sporo Senuy z serii Hellblade. Taki zestaw skojarzeń najlepiej pokazuje, jak bardzo zmienił się charakter rozgrywki.


W poprzednich A Plague Tale momentami przeszkadzało mi zbyt wolne tempo. Tutaj problem znika. Sophia potrafi szybko przemieszczać się po lokacjach, wspinać, eksplorować ruiny i podziemia, a przede wszystkim bardzo dobrze walczy. Jej relacje z pozostałymi bohaterami również wypadają przekonująco. Co więcej, Resonance nie ma słabych postaci drugoplanowych. Każda z nich coś wnosi i trudno przypomnieć sobie moment, w którym któryś bohater pojawiał się wyłącznie po to, żeby wypełnić pustkę w scenariuszu.
Walka jest ogromnym krokiem naprzód
Walka okazała się dla mnie jednym z największych pozytywnych zaskoczeń. Operowanie mieczem jest bardzo płynne, podobnie jak parowanie i wykonywanie uników. System nie wymaga od gracza absurdalnej precyzji. Nie znajdziemy tutaj irytujących mechanik, w których musimy odbić cios w ułamku sekundy, jak w niektórych wymagających grach akcji. Resonance przede wszystkim chce, żeby walka sprawiała przyjemność.


Przeciwnicy również nie są wrzuceni do jednego worka. Na swojej drodze spotkamy między innymi łuczników, tarczowników oraz wojowników korzystających z dwóch sztyletów. Co jakiś czas Sophia odblokowuje nowe zdolności, więc system walki stopniowo się rozwija. Dodatkowo czekają na nas walki z bossami, głównie z ludzkimi przeciwnikami. Nie są one może rewolucją dla gatunku, ale bardzo dobrze urozmaicają przygodę.

Brakuje mi jedynie blokady kamery na przeciwniku. Przy kilku wrogach naraz takie rozwiązanie czasami ułatwiłoby kontrolowanie sytuacji. Trudno jednak traktować ten element jako prawdziwą wadę, ponieważ Resonance nie jest soulslike’em ani dynamiczną grą akcji pokroju Onimusha. Swobodna kamera dobrze pasuje do bardziej przygodowego charakteru produkcji.
Światło otwiera drogę do zagadek
Drugim filarem rozgrywki jest eksploracja oraz rozwiązywanie zagadek. Spora ich część wykorzystuje światło i możliwości tajemniczej minojskiej kuli. Przedmiot pełni oczywiście funkcję klucza do kolejnych fragmentów przygody, ale jednocześnie daje Sophii kilka interesujących możliwości. Możemy między innymi łączyć trzy punkty, podświetlać ukryte znaki oraz korzystać z lasera, który pozwala topić przeszkody.


Zagadki mają przyzwoity poziom trudności i przede wszystkim są logiczne. Nie zdarzyło mi się siedzieć przez kilkanaście minut nad rozwiązaniem, które wymagało absurdalnego pomysłu. Czasami sojusznicza postać podpowie rozwiązanie, co również dobrze wpływa na tempo zabawy. Twórcy zachowali przy tym odpowiednie proporcje pomiędzy walką i łamigłówkami, więc żaden z tych elementów nie zaczyna dominować nad całością.


Najbardziej podobała mi się jednak sama eksploracja. Gra została podzielona na 14 rozdziałów, podczas których odwiedzamy wyspę, ruiny oraz podziemia. Nie musimy przy tym bez końca wracać do wcześniej odwiedzonych miejsc. Każdy kolejny fragment przygody przynosi nowe lokacje, a ciekawość naprawdę się opłaca. Zwiedzanie nie jest więc wyłącznie drogą od jednej areny do kolejnej.
Wyspa Minotaura zachwyca
Świat Resonance jest jedną z największych zalet produkcji. Minojska mitologia bardzo dobrze współgra z uniwersum A Plague Tale i pozwala Asobo stworzyć coś, czego wcześniej w tej serii nie widzieliśmy. Ruiny, podziemia oraz tajemnicze konstrukcje budują świetny klimat, a całość dodatkowo wzmacniają wizje Tezeusza.


Co ciekawe, wizje nie są wyłącznie efektownymi scenkami. Twórcy wykorzystują je również do zaprezentowania dodatkowej rozgrywki osadzonej w czasach gladiatorów. Takie fragmenty bardzo dobrze przełamują główną przygodę i sprawiają, że historia nie ogranicza się do jednego schematu.
Grafika i światło robią ogromne wrażenie
Resonance: A Plague Tale Legacy to jedna z najładniejszych gier, jakie miałem okazję ostatnio sprawdzać. Na PS5 Pro grałem w trybie jakości i ani przez moment nie czułem potrzeby przełączania się na tryb wydajności. Obraz pozostaje bardzo płynny, a jednocześnie możemy cieszyć się wysoką jakością oprawy.


Największe wrażenie robią modele postaci, szczegółowość lokacji oraz światło. Właśnie oświetlenie jest tutaj prawdziwym mistrzostwem. Światło nie tylko buduje atmosferę, ale również stanowi ważny element rozgrywki. Efekt potrafi zachwycić szczególnie podczas eksplorowania ruin i podziemi.


Animacje również stoją na bardzo wysokim poziomie. Sophia porusza się naturalnie i płynnie, co dodatkowo podkreśla jej sprawność podczas walki oraz eksploracji. Na PS5 Pro całość prezentuje się naprawdę kapitalnie.
Muzyka na poziomie Wiedźmina 3
Za muzykę ponownie odpowiada Olivier Derivière, który pracował również przy poprzednich odsłonach serii. Tym razem kompozytor mocno wykorzystuje śródziemnomorskie i starożytne brzmienia. W ścieżce dźwiękowej pojawia się między innymi absolutnie cudowny dla ucha grecki chór, tradycyjne instrumenty oraz carnyx (róg wojenny).

Efekt jest absolutnie fantastyczny. Muzyka idealnie pasuje do wydarzeń na ekranie, wzmacnia atmosferę ruin, walk i bardziej emocjonalnych scen. W mojej ocenie jest to poziom muzyki, który kojarzę z najlepszymi momentami z Wiedźmina 3. Ścieżka dźwiękowa nie próbuje kraść show, ale często robi dokładnie to, czego oczekuję od dobrej muzyki w grze, buduje emocje, powoduje ciarki i zostaje w głowie.
Polskie napisy i epicki finał
Resonance nie otrzymało polskiego dubbingu, ale gra oferuje polskie napisy. Nie jest to więc produkcja pozbawiona lokalizacji dla naszego rynku. Podczas całej przygody nie miałem też problemów z tempem narracji czy zrozumieniem wydarzeń.

Największą nagrodą za ukończenie kampanii okazuje się finał. Zakończenie jest epickie, ale jednocześnie bardzo emocjonalne. Nie będę oczywiście zdradzał szczegółów, jednak Asobo potrafiło zamknąć tę historię w sposób, który naprawdę zostaje w pamięci. Po napisach końcowych miałem przede wszystkim poczucie, że spędziłem z tą ekipą zdecydowanie za mało czasu. Swoją drogą napisy w końcowe w grze, to nie czarna ściana tekstu. To bonusowy rozdział z eksploracją wyspy i przesuwającymi się napisami po prawej stronie ekranu. Wspaniałe docenienie wszystkich pracowników, którzy pracowali nad grą.


Czy Resonance jest czarnym koniem 2026 roku?
Przed premierą trudno było przewidzieć, że Resonance: A Plague Tale Legacy okaże się aż tak dobrą grą. Podobne zaskoczenie pamiętam z ubiegłego roku przy Clair Obscur: Expedition 33. W obu przypadkach mamy produkcję, która nie była oczywistym faworytem przed premierą, a później bardzo szybko zaczęła być wymieniana wśród najlepszych gier 2025 roku.
Resonance ma wszystkie argumenty, żeby powalczyć o podobny status. Dostajemy świetną fabułę, kapitalną grafikę, doskonale napisane i zagrane postacie, fenomenalną muzykę, bardzo dobrą eksplorację oraz przyjemny system walki. Co najważniejsze, Asobo nie komplikuje rozgrywki na siłę. Gra chce być przyjemną przygodą i dokładnie tym się staje.

Resonance: A Plague Tale Legacy to dla mnie bez wątpienia hit mijających wakacji i jedna z największych niespodzianek 2026 roku. Asobo Studio udowodniło, że zmiana formuły może nie tylko zadziałać, ale wynieść serię na zupełnie nowy poziom. Jeśli tegoroczne rozdanie nagród GOTY przyniesie nominację dla Sophii, absolutnie nie będę zaskoczony. A wy, zanim ruszycie do szkoły, ostatnie dni wakacji spędzicie koniecznie na Wyspie Minotaura.
Grę do recenzji dostarczyło Focus Entertainment
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.