Wo Long: Fallen Dynasty Complete Edition to kolejny w przeciągu miesiąca port soulslike’a na Switcha 2. Jak sprawdza się ta wersja gry?
Nintendo Switch 2 stał się w przeciągu ostatniego miesiąca konsolą, na której fani soulslike’ów mają możliwość zagrania w gry kojarzone do tej pory ze znacznie potężniejszymi sprzętami. Po świetnych portach Lies of P, a także Elden Ring: Tarnished Edition poprzeczka jest jednak zawieszona bardzo wysoko. Czy twórcy z Koei Tecmo i Team Ninja dostarczyli nam w Wo Long: Fallen Dynasty Complete Edition kolejną produkcję przenośną godną ogrania? Przekonajmy się.
Trzy Mroczne Królestwa



Wo Long zabiera nas do Chin z 184 roku, czyli okresu schyłku późniejszej dynastii Han. Kraj pogrąża się w chaosie, a rebelia Żółtych Turbanów staje się początkiem wydarzeń prowadzących do narodzin epoki Trzech Królestw. Team Ninja wykorzystuje historyczne postacie i wydarzenia, ale przepuszcza je przez charakterystyczny dla swoich produkcji filtr fantasy. Oprócz Cao Cao, Liu Beia czy Lu Bu spotkamy więc demony, potężnych wojowników i istoty związane z chińską mitologią. Wcielamy się w bezimiennego żołnierza milicji, który zostaje wciągnięty w wydarzenia związane z tajemniczym eliksirem i walką o przyszłość kraju.
Podobnie jak w innych produkcjach Team Ninja, historia ma przede wszystkim stworzyć odpowiednie tło dla kolejnych starć. Zamiast ogromnego otwartego świata otrzymujemy serię bardziej zwartych misji, które możemy wybierać z mapy. Taka konstrukcja dobrze pasuje do przenośnego charakteru Nintendo Switch 2, bo pojedynczą wyprawę możemy ukończyć w stosunkowo krótkim czasie.


Complete Edition dodatkowo zapewnia naprawdę sporo zawartości. Oprócz podstawowej gry dostajemy trzy duże dodatki: Battle of Zhongyuan, Conqueror of Jiangdong oraz Upheaval in Jingxiang, a także endgame’owe The Thousand-Mile Journey. Znajdziemy tu również dodatkowe bronie, nowe poziomy trudności, Divine Beasts i zawartość z kolaboracji między innymi z Nioh 2 oraz Lies of P.
Prym wiedzie walka



Jeżeli jest jeden element Wo Long, który naprawdę potrafi wciągnąć, to zdecydowanie jest nim walka. Team Ninja stworzyło system oparty przede wszystkim na odpowiednim zarządzaniu paskiem Spirit oraz odbijaniu ataków. Nie mamy tutaj klasycznej staminy znanej z wielu soulslike’ów. Zamiast niej musimy kontrolować pasek Spirit, który możemy zwiększać poprzez skuteczne atakowanie przeciwników i odbijanie ich ciosów. Jeżeli zaczniemy jednak bezmyślnie korzystać z mocniejszych ataków albo będziemy przyjmować kolejne uderzenia, sytuacja szybko może się odwrócić. Przełamanie naszego Spirit zostawia nas bezbronnymi, dlatego agresja musi iść tutaj w parze z odpowiednim wyczuciem czasu.


Deflect jest dzięki temu zdecydowanie ważniejszy niż klasyczny unik. Udane odbicie pozwala nie tylko uniknąć obrażeń, ale również zwiększyć własny Spirit i zmniejszyć Spirit przeciwnika. Kiedy odpowiednio go osłabimy, możemy wykonać Fatal Strike i zadać ogromne obrażenia. Początkowo system może wydawać się wymagający, ale po kilku godzinach zaczynamy rozpoznawać animacje przeciwników i reagować niemal automatycznie. Wtedy Wo Long potrafi być naprawdę satysfakcjonujący, szczególnie podczas walk z bossami. Team Ninja bardzo dobrze rozumie, że najlepszym sposobem na zachęcenie nas do nauki mechaniki jest stworzenie starć, w których opanowanie deflectu daje wyraźną przewagę.
System na systemie



Mam jednak z Team Ninja jeden problem, który w Wo Long ponownie mocno daje o sobie znać. Studio uwielbia rozbudowywać swoje gry o ogromną liczbę systemów, statystyk i możliwości konfiguracji postaci. Dla części odbiorców będzie to ogromna zaleta, ale mnie osobiście ten sposób projektowania coraz bardziej męczy. Mamy pięć Virtues odpowiadających różnym aspektom rozwoju postaci, system Spirit, Morale Rank, Fortitude Rank, czary Wizardry, Martial Arts, Divine Beasts, różne rodzaje wyposażenia i kolejne modyfikatory, które możemy przypisywać przedmiotom. Samo wyposażenie możemy dodatkowo ulepszać i modyfikować poprzez system Embedment, a liczba dostępnych efektów sprawia, że bardzo łatwo zacząć traktować ekwipunek jak arkusz kalkulacyjny.


Nie oznacza to oczywiście, że system jest źle zaprojektowany. Wręcz przeciwnie, jego poszczególne elementy mają sens i potrafią współpracować ze sobą naprawdę dobrze. Problem polega na tym, że Wo Long: Fallen Dynasty momentami sprawia wrażenie gry, która koniecznie chce dać nam możliwość zmodyfikowania absolutnie każdego parametru. Jeżeli uwielbiamy tworzenie buildów i szukanie idealnych kombinacji efektów, możemy spędzić w menu mnóstwo czasu. Jeśli jednak chcemy po prostu znaleźć ciekawą broń, założyć ją i wrócić do walki, szybko zaczniemy tęsknić za czymś prostszym.
Ciekawym rozwiązaniem jest również Morale Rank. W każdej misji zaczynamy z określonym poziomem Morale, który zwiększamy podczas walki. Pokonywanie przeciwników pozwala nam stać się silniejszymi, ale śmierć może część tego postępu odebrać. Jednocześnie możemy zabezpieczać minimalny poziom Morale poprzez zdobywanie Battle Flags i Marking Flags. Mechanika zachęca więc do eksplorowania map i szukania dodatkowych punktów kontrolnych zamiast bezmyślnego biegania prosto do kolejnego bossa.
Przenośny problem optymalizacji
Sama gra jest więc całkiem solidnym przedstawicielem gatunku. Niestety, kiedy zaczynamy mówić o jakości portu, sytuacja robi się znacznie mniej przyjemna. Wo Long: Fallen Dynasty Complete Edition oferuje na Nintendo Switch 2 dwa tryby działania. Pierwszy koncentruje się na wydajności, natomiast drugi stawia na jakość obrazu i jest przeznaczony do grania w trybie telewizyjnym. Na papierze jest to rozsądne rozwiązanie, ponieważ pozwala nam wybrać priorytet zależnie od sposobu grania. Problem w tym, że żaden z tych wariantów nie zapewnia kompromisu, którego oczekiwałbym po nowej konsoli Nintendo.
Wydajność



Tryb wydajności zaczyna martwić właściwie od pierwszych minut. Już podczas tworzenia postaci zauważalna jest bardzo niska wyrazistość obrazu. Modele i elementy otoczenia wyglądają miękko, a szczegóły szybko znikają wraz z odległością. W czasie właściwej rozgrywki sytuacja nie poprawia się w sposób, który pozwoliłby zapomnieć o tych ograniczeniach. Wręcz przeciwnie, całość momentami bardziej przypomina mi kompromisy znane z pierwszego Nintendo Switcha niż poziom prezentowany przez najlepsze porty przygotowane z myślą o Switchu 2.


Jest to szczególnie rozczarowujące, ponieważ niedawne Elden Ring: Tarnished Edition pokazało, że nawet ogromna produkcja FromSoftware może wyglądać na tej konsoli naprawdę dobrze. Resident Evil Requiem również udowadnia, że Switch 2 jest w stanie zaoferować znacznie bardziej przekonującą jakość obrazu. Na tym tle Wo Long wypada po prostu słabo. Nie chodzi nawet o porównywanie pojedynczych tekstur czy liczenie pikseli. Wystarczy spojrzeć na ekran, żeby zauważyć, że obraz jest zdecydowanie zbyt miękki, niczym patrzenie na świat bez okularów korekcyjnych.
Jakość


Tryb jakości prezentuje się trochę lepiej, ale trudno uznać go za rozwiązanie problemu. Obraz jest wyraźniejszy, dzięki czemu modele postaci i otoczenie wyglądają korzystniej. Ceną jest jednak jeszcze większe ograniczenie płynności, a w przypadku gry tak mocno opartej na precyzyjnym odbijaniu ataków jest to bardzo trudny kompromis. Wo Long nie jest powolnym RPG, w którym kilka dodatkowych milisekund opóźnienia nie robi większej różnicy. Tutaj cały system walki opiera się na odpowiedniej reakcji na animację przeciwnika.
Wolne klatki
Co gorsza, żaden tryb nastawiony nie jest w stanie zapewnić stabilnej płynności. Spadki klatek są zauważalne i potrafią przeszkadzać szczególnie podczas bardziej intensywnych starć. W normalnej produkcji moglibyśmy potraktować to jako drobną wadę techniczną, ale w Wo Long ma ona bezpośrednie przełożenie na rozgrywkę. Jeżeli próbujemy odbić konkretny atak, a w tym samym momencie płynność zaczyna wyraźnie spadać, tracimy część kontroli, której gra wymaga od nas praktycznie przez cały czas.


Szkoda, ponieważ właśnie Wo Long wydaje się produkcją stworzoną do grania przenośnego. Misje są zwarte, kolejne starcia można wykonywać w krótszych sesjach, a możliwość rozwijania postaci i kompletowania wyposażenia bardzo dobrze sprawdza się podczas grania poza telewizorem. Nintendo Switch 2 daje nam możliwość zabrania całej tej produkcji ze sobą i sam pomysł jest zdecydowanie atrakcyjny.


Mały ekran rzeczywiście pozwala częściowo ukryć problemy z jakością obrazu, ale nie jest w stanie zamaskować spadków płynności, nawet z VRR. W dynamicznych starciach nadal je zauważymy, a wraz z nimi pojawia się irytacja, której w tak wymagającej grze zwyczajnie nie powinno być. Twórcy postawili tu ewidentnie na upscaling bez sprawiedliwej, dedykowanej konsoli optymalizacji.
To właśnie tutaj Wo Long wypada słabiej od najlepszych portów na Switcha 2. Sama możliwość uruchomienia gry przenośnie nie jest już wystarczającym argumentem. Nowa konsola Nintendo pokazała, że możemy oczekiwać czegoś więcej. Jeżeli dostajemy wersję dużej gry przygotowaną specjalnie dla Switcha 2, chcemy widzieć różnicę względem pierwszej generacji sprzętu.
Solidna gra, przeciętny port
Wo Long: Fallen Dynasty Complete Edition nie jest złą grą i zdecydowanie nie zasługuje na odrzucenie. System walki pozostaje jej największą zaletą, a satysfakcja wynikająca z prawidłowego odbijania ataków potrafi wynagrodzić wiele godzin nauki. Dodatkowa zawartość sprawia również, że Complete Edition jest bardzo bogatym pakietem, obejmującym podstawową grę, wszystkie trzy DLC, endgame’owe The Thousand-Mile Journey, dodatkowe bronie, poziomy trudności i zawartość kolaboracyjną.
Nie jestem jednak przekonany, że właśnie tę wersję powinny wybrać osoby mające dostęp do mocniejszego sprzętu. Na obecnych konsolach możemy doświadczyć Wo Long w znacznie lepszej jakości, a Switch 2 nie daje tutaj argumentu, który pozwoliłby łatwo przymknąć oko na techniczne problemy. Przenośność jest atrakcyjna, ale nie wystarcza, kiedy musimy jednocześnie zaakceptować miękki obraz i niestabilną płynność.
Egzemplarz recenzencki gry dostarczyło Koei Tecmo Europe.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.