W drugiej połowie miesiąca na Nintendo Switch 2 trafiła gra LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza. Czy jest to wersja, którą warto mieć na swojej konsoli?
Nie zamierzam ukrywać prostego faktu – LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza bardzo spodobało mi się, kiedy przechodziłem tę grę na PS5. Perypetie kilkorga postaci w klockowej wersji świata znanego z filmów i komiksów DC Comics układały się w bardzo przyjemną całość. Więcej na ten temat napisałem oczywiście w mojej recenzji wspomnianej wersji gry. Do odpowiedniego artykułu możecie przejść z poniższego odnośnika.
Nie była to bynajmniej moja jedyna styczność z Dziedzictwem Mrocznego Rycerza. W minionym miesiącu miałem okazję Tryb Rozróby, co również opisałem w stosownym artykule. Nie ukrywam, że czekałem na tę produkcję w edycji dedykowanej Nintendo Switch 2. Kiedy więc udało mi się zdobyć kod recenzencki, z ogromnym zainteresowaniem pobrałem grę i włączyłem ją. Oto moje odczucia z przechodzenia LEGO Batman: Dziedzictwa Mrocznego Rycerza na nowej platformie.
Wydarzenia i historia

Historia pozostaje oczywiście taka sama, jak w przypadku recenzowanej już odsłony na PS5. Nie będę Was oczywiście odsyłał do tamtej recenzji, a zamiast tego przybliżę nieco zasady opowieści w tej produkcji. Naturalnie bez spoilerów. LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza przedstawia historię Bruce’a Wayne’a od jego dzieciństwa do dorosłości i działania jakom tytułowy obrońca Gotham. Najpierw zobaczymy jak wyglądały dziecięce lata bohatera, kiedy żywiołowo hasał po posiadłości Wayne’ów (a raczej jej przyległościach). Weźmiemy też udział w szkoleniu w górach, zmierzymy się z Jokerem (wielokrotnie), przyjmiemy pod swoje skrzydła Robina czy będziemy ścigać Pingwina w sekwencji inspirowanej filmem Batman z 2022 roku.

Wszystko to łączy się w jedną płynną całość i przyznaję, że obserwowanie fabuły zbudowanej z zmodyfikowanych wariantów znanych wydarzeń było dla mnie bardzo przyjemnym doświadczeniem. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę grę, aby zobaczyć, jak TT Games łączy wątki z wielu różnych źródeł – od filmów po gry i komiksy. Bardzo spodobały mi się również wydarzenia przedstawione w dodatku. Pozwalają nam poznać losy Harley Quinn i Jokera, a więc niedostępnych wcześniej postaci. Nie będę zdradzał, co dokładnie się z nimi dzieje. Mogę natomiast wspomnieć, że TT Games miało kolejne świetne pomysły na łączenie wielu źródeł – przede wszystkim filmów – i wykorzystanie ich w swojej autorskiej opowieści. Historia ta nie jest długa – trwa zaledwie nieco ponad 2 godziny – ale mimo tego bez wątpienia warto się nią zainteresować. Należy zastanowić się też, na czym polega rozgrywka. Jest ona tematem następnej części niniejszej recenzji.
Rozgrywka

Opisywany tytuł jest trzecioosobową grą akcji z elementami skradanki i RPG oraz przemierzaniem otwartego świata połączonymi z personalizacją pojazdów oraz postaci. Brzmi karkołomnie, prawda? Już rozbieram to zdanie na mniejsze elementy i tłumaczę, co mam na myśli. Większość misji będzie polegała na wybraniu się w odpowiednie miejsce i – co tu dużo mówić – wklepaniu kilku (ewentualnie kilkunastu bądź kilkudziesięciu) przeciwnikom. Walka bez dwóch zdań jest jednym z najważniejszych klocków budujących zestaw o nazwie ROZGRYWKA. Mamy do dyspozycji cios, kontrę, unik oraz szybkie wykorzystywanie gadżetów. Fani serii Batman: Arkham momentalnie poczują się tu jak w domu. Nie brakuje też możliwości wykonywania ataków kończących, co jest bardzo satysfakcjonujące. Nie jest niestety wolne od wad, ale do tego jeszcze przejdę.

Wspomniałem wcześniej również o skradance i personalizacji. Już rozwijam te tematy. Jeśli przedostaniemy się za oponenta (lub nad czy pod niego) bez zauważenia, możemy nacisnąć R, by bezgłośnie się go pozbyć. Naturalnie należy zrobić to w taki sposób, aby nie dostrzegł nas kolega upatrzonej ofiary. Skradanie nie jest w żadnym razie tak rozbudowane jak w serii Batman: Arkham, ale wprowadza przyjemne urozmaicenie rozgrywki. Przemierzając Gotham, będziemy mogli zbierać znajdźki oraz specjalne klocki. Natkniemy się również na zwykłe klocki i to w ilościach nierzadko przekraczających setki tysięcy. Możemy je spożytkować na udekorowanie naszej kryjówki, ale też na wykupienie nowych pojazdów, czy strojów.

Mnie szczególnie przypadł do gustu strój dla Batmana dostępny dzięki najnowszemu dodatkowi. Chodzi mi o strój upodabniający te postać do Batmana, który się śmieje. Możecie to zresztą zobaczyć na zrzutach ekranu, które dołączyłem do tej recenzji. Moim zdaniem niejedna scena bardzo korzysta na przebraniu Mrocznego Rycerza w ten właśnie strój. Szczególnie spodobała mi się scena, w której Batman (w filmowej wersji z 2022 roku) idzie spokojnie do przewróconego samochodu z Pingwinem. Już w oryginale z Pattinsonem scena ta miała rewelacyjny klimat. Dodatkowo potęguje go strój Batmana, który się śmieje. Przyznaję, że chętnie nagrałbym krótki film przedstawiający ten fragment gry. Nie jestem niestety w stanie – LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza na Nintendo Switch 2 ma zablokowane nagrywanie filmów i da się jedynie uchwytywać zrzuty ekranu. Szkoda, wielka szkoda. Pozwolę sobie jednak wstawić choć małą galerię kadrów z tej sceny.



Jeżeli mało by Wam było klocków, to możecie (jeśli macie to DLC) wybrać z głównego menu Tryb Rozróby. Będziecie w nim siać zniszczenie jako Harley Quinn oraz Joker, a zebrane w zadanym limicie czasowym – o ile ewakuujemy się z miasta w porę – klocki zasilą nasze konto. Ten tryb jest świetnym sposobem na tak zwane grindowanie klocków, choć jednocześnie tkwi w nim moim zdaniem mocno niewykorzystany potencjał. Przede wszystkim dotyczy on samej grywalności wspomnianego dwojga postaci. Wcielimy się w nie wyłącznie w tym specjalnym trybie.
Szkoda, że TT Games nie pokusiło się o rozszerzenie opowieści o nową historię poświęconą tym przestępcom oraz nie dorzucono ich do grywalnej puli (anty)bohaterów w Gotham w standardowym trybie. Sprawia to, że odczuwa się niedosyt, grając nimi wyłącznie w Trybie Rozróby. Z jednej strony fajnie, że nie tylko Joker i Harley dostają specjalne stroje (inspirowane między innymi Legionem Samobójców, czy Batmanem vs. Dracula). Jest to jednak drobna niedogodność, z którą szybko można się pogodzić. Po prostu chcąc zwiedzać wydzieloną sekcję miasta jako ten duet, musimy pamiętać o wybraniu Trybu Rozróby.
Grafika i udźwiękowienie

Kwestie techniczne to największe zastrzeżenie, jakie mam do LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza na Nintendo Switch 2. Absolutnie nie dlatego, że gra wygląda źle Jestem wręcz w stanie stwierdzić, że graficznie nie odstępuje wiele od poziomu, do jakiego można przywyknąć, grając w ten tytuł na PS5. Zwłaszcza, że mówimy o dużo mniej zasobożernej konsoli oraz o w zasadzie miniaturowym sprzęcie. Efekty świetlne i odbicia widoczne w wodzie sprawiają świetne wrażenie. Podobnie jak bardzo ładne peleryny postaci, ewidentnie przypominające materiały tego, co można znaleźć w niejednym fizycznym zestawie LEGO. Krople deszczu przesuwające się po bohaterach także nie dają powodów do narzekania. Nie mogę natomiast nie doczepić się do działania gry na Nintendo Switch 2. Podczas rozgrywki najczęściej gramy w 30 klatkach na sekundę. Występowały jednak sytuacje – głównie kiedy szybko zbierałem sporo wypadających klocków w Gotham, walcząc jednocześnie z wieloma przeciwnikami – w których kilkusekundowe spadki klatek poniżej 30 FPS były odczuwalne.

Pozwolę sobie zatrzymać się jeszcze na chwilę przy kwestii starć z falami oponentów. W “dużym” wariancie LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza nie miałem na ogół problemu z utrzymywaniem mnożnika kombinacji spokojnie powyżej 30. Na Nintendo Switch 2 niestety występuje pewne opóźnienie między naciśnięciem przycisku, a akcją – minimalne, ale wystarczalne, by kontra była wykonana za późno. Nie jest to kwestia sprzętowa – sprawdzałem zarówno zewnętrzny kontroler, jak i Joy-Cony 2. Ewidentnie większa liczba klatek na sekundę bardzo by pomogła. Skorzystałyby na tym też wyścigi w mieście.
Łatwiej byłoby się poruszać i brać zakręty, a w takim stanie, w jakim dostaliśmy tę grę nie ukrywam, że trudno jest mi zmuszać się do podejmowania się opcjonalnej aktywności. Nie dlatego, że aktywność ta jest niemożliwa do wykonywania. Bynajmniej – jeśli macie recenzowaną grę wyłącznie na Nintendo Switch 2, to – nie mając porównania z innymi wariantami – jak najbardziej da się grać. W zaledwie 30 klatkach na sekundę, ale da się. Jeżeli jednak macie tę produkcję również na innej platformie, to przeskok na Nintendo Switch 2 może być dla Was dość bolesnym doświadczeniem.

Na szczęście są też dobre strony, które trzeba docenić. Ogromny plus należy się za polską wersję językową. Sięgając po LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza, otrzymujemy ten sam wysoki poziom spolszczenia, co na większych wersjach gry. Nadal możemy wybrać osobno język napisów i dialogów. Nie brakuje tu pełnego spolszczenia, co cieszy tym bardziej, że na Nintendo nie zawsze było z tym tak dobrze, jak na innych platformach. Oprócz tego port ma takie same ułatwienia dostępności, jak wcześniejszy wariant z PS5/Xbox Series/PC. Możemy więc ustawić specjalne kolorowanie obiektów na ekranie zależne od naszych trudności z percepcją, czy dostosować rozmiar interfejsu i napisów.
Szczególnie to ostatnie ustawienie jest moim zdaniem bardzo ważne w kontekście grania w trybie przenośnym. Zwiększenie napisów daje dużo wyższy poziom wygody niż normalny rozmiar czcionki. Doceniam także możliwość zmienienia sterowania i dostosowania przypisania akcji do przycisków. Szkoda jednak, że nie pokuszono się o dodanie obsługi ekranu dotykowego. Mógłby on uprzyjemnić korzystanie z mapy miasta oraz wybieranie strojów czy ulepszeń postaci.
Podsumowanie

LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza to bardzo porządnie napisany port świetnej gry przeniesionej na Nintendo Switch 2. Niestety pod pewnymi względami nie spełnia pokładanych w nim przeze mnie nadziei. Najbardziej boli liczba klatek na sekundę. Przez właściwie cały czas nie widzimy ponad 30 FPS. Jednak nie to jest najgorsze. Problem w tym, że nawet w zamkniętych poziomach, poza otwartym miastem Gotham występuje odczuwalnie mniej niż 30 klatek na sekundę. Szczególnie przeszkadza to w walce i wyścigach. Nie znaczy to bynajmniej, że to zła gra i nie skreśla jej automatycznie. Podobnie jak jej „duża wersja”, przedstawia interesującą fabułę oraz sporo mrugnięć okiem do fanów DC Comics.

Nie brakuje także szeroko zakrojonej personalizacji, trybu fotograficznego oraz rozgrywki dwuosobowej. Jeśli nie mieliście okazji zagrania na PS5, Xbox Series czy PC, to zdecydowanie można rozważyć zakup wersji na Nintendo Switch 2. Nie jest tak udana jak chociażby Assassin’s Creed Shadows czy Cyberpunk 2077: Ultimate Edition. Na szczęście nie jest też tak źle, jak w przypadku Batman: Arkham Knight na Nintendo Switch 😉 Czy to wystarczający argument? Odpowiedź musicie znaleźć sami.
Kod recenzencki zapewniło WB Games.


Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.