Kilka tygodni temu do naszej redakcji dotarły sprzęty firmy Trust. Przyjrzyjmy się więc klawiaturze i dwóm myszkom bezprzewodowym.
Na naszym portalu sprawdzałem już wiele akcesoriów firmy Trust. Ostatnio miałem ogromną przyjemność wziąć pod lupę produkty z serii GX Trust dedykowanej graczom. W związku z tym znajdziecie moje testy podkładki na biurko, słuchawek czy – fenomenalnego – fotela dla fanów Mrocznego Rycerza. Wspomniany producent ma w swoim portfolio również urządzenia skierowane przede wszystkim do zwykłych użytkowników, czy pracy w biurze. To właśnie na tym aspekcie koncentrują się dziś opisywane akcesoria. Nie mają one zapewniać wybijającego się z tłumu wyglądu. Głównym wyznacznikiem jest szeroko rozumiana użyteczność. W tym artykule skupiam się na 3 produktach. Zajmijmy się więc nimi po kolei, a zacznijmy od klawiatury.
Klawiatura bezprzewodowa Trust Keyra

Na pierwszy ogień idzie zdecydowanie najbardziej oryginalnie prezentujący się produkt. Jest nim bezprzewodowa klawiatura określana jako model Keyra. Opakowanie jest dość standardowe. Widzimy wizualizację sprzętu oraz rozpisane jego najważniejsze według producenta cechy. Po zajrzeniu do środka – i zdjęciu materiałowego „pokrowca”, co jest miłym dodatkiem – naszym oczom ukazuje się jeden z bohaterów dzisiejszego artykułu. Pierwszym, co rzuca się w oczy jest zakręcony (tak, to odpowiednie słowo) kształt klawiatury.
Tak na dobrą sprawę klawiatura składa się z dwóch bloków połączonych nierozerwalnie w całość. Jak widać na zdjęciach, pierwszy z nich kończy się na klawiszach F6, 6, T, G, B oraz spacji. Drugi natomiast rozpoczyna się od F7, 7, Y, H, N oraz spacji. Część klawiszy jest powielona – przede wszystkim spacja – ale sam podział nie jest tak prosty, jak mogłoby się wydawać. Towarzyszy mu bowiem również wygięcie klawiatury. Dzięki temu jest ona dość wysoka, co zmusza nasze dłonie do specyficznego wygięcia. Prowadzi to docelowo do dużo mniejszego zmęczenia niż podczas pisania na standardowej klawiaturze. Można to porównać do układania dłoni na klawiszach pianina.

Nie ma też co spodziewać się, że od razu odnajdziecie się w nowym układzie – załamanie klawiatury i jej podział wymaga pewnego przestawienia pamięci mięśniowej. Minie nieco dni zanim będziecie w stanie wygodnie korzystać z Trust Keyra i trzeba mieć tego świadomość. Kiedy się to jednak stanie, to w moim przekonaniu – i ku mojemu zaskoczeniu – układ klawiatury Keyra jest dość wygodny. Nadal nie jestem przy tym niestety w stanie pisać na niej bezwzrokowo. Klawisze odznaczają się za to satysfakcjonującym i niemal bezgłośnym kliknięciem. Sprawia to wszystko, że jest to w zasadzie idealna klawiatura do biura oraz do namiętnego pisania w domu. Nie nadaje się ona natomiast w moim odczuciu do grania. Przerwa w bloku klawiatury jest jednak zbyt uciążliwa do grania bez patrzenia na klawisze.
Niewątpliwą zaletą jest za to kompatybilność z różnymi urządzeniami. W pamięci klawiatury możemy zachować przypisanie do dwóch urządzeń korzystających z łączności Bluetooth, a następnie przełączać się między nimi za pomocą dedykowanych przycisków na klawiaturze. Nie ma też problemu z wpięciem do jakiegoś urządzenia dołączonego do zestawu odbiornika 2.4 GHz. Co ważne, posiada on końcówki zarówno USB C, jak i USB A. Jest to więc niezwykle elastyczna klawiatura. Szkoda jednak, że do działania wymaga dwóch baterii AA. Znajdziemy je w zestawie, aczkolwiek jestem zwolennikiem ładowania przez USB C. Tu niestety trzeba wyposażyć się w baterie „paluszki” (albo oczywiście odpowiednie akumulatorki). Doceniam natomiast wkomponowaną na stałe w klawiaturę miękką (z tkaniny RPET) podpórkę pod nadgarstki. Jest bardzo wygodna, ale też zwiększa miejsce, którego wymaga na biurku Keyra. Warto mieć to na uwadze
Nie brakuje także podpórek na spodzie klawiatury, a dzięki 13 klawiszom multimedialnym możemy łatwo sterować między innymi odtwarzaniem i głośnością. Producent nie zapomniał też, niestety, o klawiszu Copilot. Przyznaję, że nigdy nie lubiłem tego przycisku i wyłączyłem go specjalnym skryptem zarówno w klawiaturze mojego laptopa, jak i w recenzowanej dziś klawiaturze. Nie znajdziemy tu żadnego dedykowanego oprogramowania, więc zewnętrzny skrypt jest koniecznym rozwiązaniem jeśli chcecie wyłączyć działanie jakiegoś klawisza. Plusem jest za to pełna klawiatura numeryczna, co przyda się przede wszystkim osobom często korzystającym z arkuszy kalkulacyjnych.


Klawiatura Keyra jest udanym produktem, ale z pewnością nie jest to klawiatura uniwersalna. Moim zdaniem na pewno docenią ją programiści i osoby, które wiele piszą. Cicha praca i satysfakcjonujący skok klawiszy w połączeniu z kształtem wymuszającym odpowiednie ułożenie dłoni stanowi bardzo dobre połączenie. Jeśli jednak zależy Wam na standardowym kształcie klawiatury lub chcielibyście na niej grać, to raczej powinniście poszukać innego modelu. Nie mogę też przejść obojętnie obok bardzo wysokiej ceny. Wynosi ona aż około 300 złotych, co jest stanowczo zbyt wysoką ceną. Zwłaszcza, że Keyra nie jest podświetlana, Mając to na uwadze, z czystym sumieniem wystawiam nasze odznaczenia za jakość. Nie mogę za to docenić ceny. Trzeba dodać, że jest to stosunkowo ciężka klawiatura i waży 898 gramów.


Pełne informacje techniczne pod tym adresem.

Myszka bezprzewodowa Vyran

Skoro mamy już urządzenie, którym możemy porozumiewać się z komputerem za pośrednictwem wpisywanych komend, to skierujmy się w stronę akcesorium, które posłuży nam do dokładnego wskazania elementu, który nas interesuje. Jest nim oczywiście myszka, a konkretnie opisywany w tym miejscu model nazwany Vyran. Pod tą nazwą kryje się ergonomiczna bezprzewodowa mysz z przewijaniem Hyperscroll. Zaglądając do opakowania – utrzymanego w charakterystycznej stylistyce firmy Trust – znajdziemy bohatera tej części dzisiejszego artykułu zapakowanego w prosty worek. Oprócz niego (oraz oczywiście instrukcji) czekają na nas przejściówka USB-A na USB-C oraz kabel do ładowania. Przyglądając się myszce, w specjalnym wcięciu na spodzie znajdziemy mikroodbiornik USB-A.
Jak możecie pamiętać z mojej innej recenzji myszki ergonomicznej od Trust – w tym miejscu – do użytkowania tego gryzonia bez opóźnień byłem zmuszony wpiąć wspomniany odbiornik do portu USB komputera czy laptopa. Nie omieszkałem więc zacząć test Vyran od korzystania wyłącznie z łączności Bluetooth. Okazało się, że tym razem nie było najmniejszych zakłóceń w komunikacji i na dobrą sprawę można korzystać z takiej właśnie łączności, a odbiornik traktować wyłącznie jako ciekawostkę. Ewentualnie sięgnąć po niego, jeśli Wasze urządzenie nie jest wyposażone w Bluetooth. Pozwólcie, że przyjrzę się teraz myszce i opiszę wrażenia z jej użytkowania.
Pierwszym, co można powiedzieć na temat myszki Trust Vyran – i co wydaje się oczywiste – jest konieczność ułożenia dłoni bokiem (o 50 stopni).. Dzięki temu dłoń zauważalnie mniej się męczy i przyznaję, że już miesiące temu, podczas testowania poprzedniej myszki tego typu, musiałem przywyknąć do tej pozycji dłoni. Od tamtego czasu jednak regularnie korzystam właśnie z myszki bocznej i jest to dla mnie absolutnie najwygodniejsze możliwe rozwiązanie. Nie musiałem więc długo przestawiać się do recenzowanej dziś myszki. Jej kształt był dla mnie po prostu naturalny i z przyjemnością pewnie za nią chwyciłem. Podoba mi się w niej to, że kciuk ma dobre podparcie, które nie tylko zwiększa precyzję ruchów, ale też nie przesuwa naszego palca na żaden z dodatkowych przycisków.
Oprócz standardowych lewego i prawego (oraz, oczywiście, środkowego wkomponowanego w rolkę) znajdziemy też dwa przyciski na bokach. Służą jako przyciski Back oraz Next. Skojarzenia z przeglądaniem stron internetowych czy długich dokumentów wcale się tu nie kończą. Wróćmy jeszcze na chwilę do napomkniętej rolki. Jest nią metalowe kółko hyperscroll z funkcją pochylenia. Pozwala to z łatawością przewijać długie dokumenty – nie tylko pionowo, ale i poziomo. To szalenie wygodne rozwiązanie i przyznaję, że nawet wypełniając i przeglądając swój harmonogram na tegoroczny Gamescom z przyjemnością i naturalnie wykorzystywałem tę rolkę w obu płaszczyznach.

Podobnie jak klawiatura Keyra, myszka Vyran pozwala sprarować i przełączać się między maksymalnie trzema urządzeniami – zarówno dzięki łączności Bluetooth, jak i z wykorzystaniem dołączonego odbiornika 2.4 GHz. Co istotne, myszki można używać podczas ładowania. Na gryzoniu znajdziemy też diodę – informuje ona jednak zaledwie o niskim poziomie naładowania baterii i brakuje mi tu pośrednich stanów, o których informowałby nas inny kolor diody. Z drugiej strony według zapewnień producenta wbudowany akumulator pozwala na nawet 6 miesięcy użytkowania! Oczywiście nie byłem w stanie tego jeszcze sprawdzić, ale jeśli coś się zmieni, to za kilka miesięcy na pewno zaktualizuję tę recenzję.
Mogłem natomiast przetestować kulturę pracy akcesorium. Z przyjemnością informuję, że nie słyszałem absolutnie żadnego odgłosu kliknięcia, ani rolki myszki. Jeśli zależy Wam na pracy w absolutnej ciszy, to zdecydowanie warto rozważyć tę myszkę. Zwłaszcza, że pozwala też regulować szybkość kursora od 1,000 do 4,800 dpi w 5 stopniach. Można jej więc w moim przekonaniu używać nawet do rywalizacyjnych gier. Nie bez znaczenia jest stosunkowo niska waga, która wynosi zaledwie 132 gramy.


Myszka bezprzewodowa Trust Vyran to świetne, uniwersalne akcesorium i jedno z najlepszych urządzeń tego typu, z jakich miałem przyjemność korzystać. Z największą przyjemnością jestem w stanie zarekomendować je każdemu – czy to graczom, czy pracownikom biurowym, czy zwykłym użytkownikom. Jestem pewny, że wszyscy znajdą w Vyranie coś dla siebie. To po prostu doskonała myszka, której bez wahania wystawiam nasze odznaczenia zarówno za jakość, jak i cenę.


Na tej stronie możecie oczywiście zapoznać się z pełnymi danymi technicznymi.
Bezprzewodowa myszka Trust Zevo

Ostatnim akcesorium, które mam dziś do opisania jest druga myszka przewodowa od Trust w zestawieniu. O ile jednak poprzedni model był dość niestandardowy ze względu na ergonomiczny kształt, o tyle w przypadku Zevo mamy do czynienia z bardziej klasycznym podejściem do tematu. Nie znaczy to bynajmniej, że nie wprowadzono pewnych udogodnień. Mam na myśli chociażby delikatnie wysunięty w bok fragment podstawy. Może się wydawać, że to drobnostka, ale zapewniam Was, że dzięki niemu kciuk wygodnie spoczywa na myszce. Tym samym dłoń męczy się zdecydowanie mniej niż w przypadku zwykłych gryzoni.
Trust bynajmniej nie wymyśla tu koła na nowo, ale nie sposób odmówić firmie szukania przydatnych usprawnień. Takim jest właśnie ta, nazwijmy ją, wypustka. Szkoda natomiast, że samo opakowanie ma dość ubogą zawartość. Tak naprawdę w prostym kartonie (na którego wierzchu jest oczywiście charakterystyczny dla tej firmy nadruk z wizualizacją sprzętu oraz przedstawieniem najważniejszych cech) umieszczono tylko krótką instrukcję, myszkę oraz kabel do ładowania.

Myszka łączy się z naszymi sprzętami na kilka sposobów. Najbardziej wygodnym jest moim zdaniem Bluetooth. Myszka zapamiętuje dwa urządzenia połączone tą metodą i przełączamy się między nimi, naciskając odpowiedni przycisk na dole Zevo (obok sensora). Natomiast przytrzymanie tego przycisku przez 4 – 5 sekund włącza tryb parowania Bluetooth. Proces ten jest szybki i bezproblemowy. Jeśli preferujecie łączność radiową – albo Wasz sprzęt nie ma po prostu modułu Bluetooth – to w podstawie myszki znajdziemy wkomponowany odbiornik USB o częstotliwości 2,4 GHz. Ogromny plus należy się też za akumulator i ładowanie, które za chwilę Wam przybliżę.

Myszka bezprzewodowa Trust Zevo określana jest jako urządzenie odznaczające się ultraszybkim ładowaniem. Nie mogłem więc nie sprawdzić jednej z najważniejszych cech tego sprzętu. Przede wszystkim bardzo podoba mi się prosty, czytelny wyświetlacz na górnej części gryzonia. Pomiędzy lewym i prawym przyciskiem myszy (a zarazem pod rolką myszki oraz przyciskiem zmiany czułości) znajduje się wspomniany wyświetlacz. Pokazuje nam on, w jakim stopniu naładowana jest myszka. Widzimy tu konkretną procentową wartość, a nie jedynie „widełki”, co charakteryzuje urządzenia stosujące różne kolory diody do informowania nas o poziomie naładowania akumulatora.
W Zevo mamy jasny, dokładny komunikat. Podoba mi się też to, że podczas codziennej pracy ani trochę ta informacja nie rozprasza. Spoczywa bowiem ukryta pod naszymi palcami. Szkoda jednocześnie, że informacja ta jest wyświetlana jedynie podczas ładowania myszki. Nie można sprawdzić poziomu jej naładowania za pomocą dedykowanego przycisku. Szkoda. Fajnie natomiast, że wyświetlacz pokazuje też cyfrę 1, 2, 3 lub 4 podczas przełączania DPI. Producent zapewnia, że myszki można używać do maksymalnie 24 dni. Zależy to oczywiście przede wszystkim od rodzaju łączności oraz przyjętych DPI.
Słowa uznania należą się też ładowaniu. Jeśli rozładujecie opisywany model, to wystarczą zaledwie trzy minuty (!) do pełnego naładowania wbudowanego akumulatora. Zgadza się – tylko 3 minuty. W tym czasie można też normalnie korzystać z myszki, jednocześnie ją ładując. Przyznaję, że bardzo miło zaskoczyła mnie ta szybkość ładowania. W związku z tym naturalne jest to, że producent chwali się tym osiągiem nawet przy nazwie sprzętu. Za nieco ponad 100 złotych może warto rozważyć zakup, jeśli zależy Wam na błyskawicznym ładowaniu i stosunkowo długim korzystaniu ze sprzętu na jednym ładowaniu.

Pozostaje jeszcze przybliżyć nieco danych technicznych. Mianowicie prędkość kursora jest regulowana w 5 poziomach – najniższy to 800 DPI, a najwyższy sięga 4000 DPI. W moim przekonaniu wystarczy to do grania w perwszoosobowe strzelanki (jak na przykład Counter Strike: Global Offensive, czy Overwatch 2), aczkolwiek jeśli szukacie sprzętu dla e-sportowca, to nie powinien to być Wasz pierwszy wybór. Niemniej na codzienny użytek jak najbardziej można zainteresować się modelem Zevo. Nadaje się on też do biura – podobnie jak wcześniej opisywane sprzęty – klawiatura oraz myszka ergonomiczna – myszka Zevo jest w zasadzie bezgłośna. Dotyczy to niemal każdego – oprócz rolki – przycisku. Pamiętajcie też, że Trust nie oferuje dedykowanego oprogramowania dla żadnego z tych sprzętów i ewentualna konfiguracja przycisków musi się odbywać w odpowiednich grach czy zewnętrznych aplikacjach. Sporą zaletą myszki Zevo jest także niewielka waga. Wynosi ona tylko 69 gramów.

Uważam, że Trust Zevo zdecydowanie jest warte nieco ponad 100 złotych, na jakie sprzęt ten został wyceniony. Za tę kwotę otrzymujemy bardzo wygodną, cichą myszkę, której ładowanie jest imponująco błyskawiczne. Moim zdaniem idealnie sprawdzi się ona przede wszystkim na wyjazdach. Na przykład na rozpoczynającym się już za półtora tygodnia Gamescomie. Na pewno przygotuję dla Was sporo artykułów z tych targów, wobec czego już teraz zachęcam do regularnego zaglądania na nasz portal. Chętnie dowiem się też, czy któryś z recenzowanych dziś sprzętów szczególnie Was zainteresował. Oczywiście możecie również zadawać pytania, a ja postaram się na nie odpowiedzieć. Sekcja komentarzy jest dla Was.


Tu możecie sprawdzić wszystkie dane techniczne myszki.
Podsumowanie
Jak widać, Trust stara się dostosowywać swoją ofertę i trafiać ze swoim portfolio do wielu grup docelowych. Nie zawsze się to udaje – klawiatura jest wyraźnie nastawiona na pracę biurową (nawet pomimo obecności kilkunastu klawiszy multimedialnych). Za to jedna z myszek jest uniwersalnym akcesorium, które moim zdaniem powinno spodobać się absolutnie każdemu użytkownikowi. A który z opisywanych dziś sprzętów najbardziej Was zainteresował? Dajcie nam znać w komentarzach. Oczywiście chętnie odpowiem też na pytania, a więc nie wahajcie się ich zadawać.
Sprzęt do zrecenzowania dostarczył jego producent, firma Trust.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.