Marka Battlefield jest z nami niemal od ćwierć dekady, Dziś przed wami moje osobiste doświadczenia z nią.
Jestem w tym wieku, który dał mi możliwość obserwowania i doświadczenia rozwoju marki od pierwszej odsłony. Od początku Battlefield był czymś innym od większości wojennych strzelanek, oferując ogromne starcia i choć wciąż jest grą casualową, to przez większość odsłon bardzo ugruntowaną w realiach i z zaawansowanymi mechanikami balansującymi nieraz na granicy symulacji. Oto jak ją wspominam.
Honorowe wzmianki, konsolowe exclusive’y i inne spin-offy
Na początek kilka tytułów niestety muszę opisać razem z jednego prostego powodu, z tych czy innych względów nie dane mi było w nie zagrać. Części żałuję, reszty nie za bardzo. Zacznijmy od Battlefield 2142, najbardziej futurystycznej odsłony cyklu i pierwszy z odważnych eksperymentów deweloperów. Gra, oferująca wizjonerskie pole bitwy niedalekiej przyszłości, została przyjęta dość ciepło, dając graczom połączenie futurystycznej technologii takiej mechy ze znaną i lubianą formułą serii. Co ciekawe, ostatnia aktualizacja do Battlefield 4 wprowadza łącznik fabularny między tą odsłoną, a resztą serii, przynajmniej tej współczesnej.
I choć żałuję, że nie dane mi było zagrać w 2142, to smutek ten nie jest tak ogromny jak wynikający z faktu, że ominęło mnie, przez brak posiadania w tamtych czasach konsoli, pierwsze Bad Company. Multiplayer, jeśli wierzyć znajomym którzy grali, jak to w BF, świetny, z masą zniszczeń i ciekawymi mapami. Jednak kogokolwiek bym nie spytał, wszyscy twierdzą jednogłośnie, że to jedna z najlepszych kampanii w historii marki. I nie mogę się z tym nie zgodzić choćby po obejrzeniu wszystkich przerywników i zagraniu w drugą odsłonę. Absolutny szczyt serii, jeśli chodzi o fabułę.
Tego samego nie mogę napisać o darmowych Battlefield Heroes i Play4Free, które ominąłem ze względu na koszmarną monetyzację. Dodatkowo Heroes było tytułem widzianym z trzeciej osoby i cukierkową grafiką, co odstraszyło mnie już totalnie. Nie twierdzę że było to zły tytuł, może poza aspektem pieniężnym, ale po prostu absolutnie nie dla mnie. Honorowa wzmianka należy się też Battlefield Online, czyli Battlefield 2 ale na silniku 2142. Niestety tytuł ten był ekskluzywny dla Korei Południowej.
Battlefield 1942 i Vietnam
Pierwsza odsłona, zatytułowana Battlefield 1942, była czymś nowym na rynku wieloosobowych starć. Gra, osadzona w realiach Drugiej Wojny Światowej, oferowała podejście bazujące na współpracy, a nie bieganie za zabójstwami niczym kurczak z odciętą głową. Głównie zadanie polegało na przejmowaniu baz przeciwnika, każda ze stron miała limitowaną ilość odrodzen, a pojazdy i klasy postaci, zwane też rolami, miały kluczowe znaczenie w przechyleniu szali zwycięstwa. Aspekt ten prędko stał się znakiem rozpoznawczym serii.
Battlefield Vietnam to więcej i lepiej tego samego, a akcja skoczyła w przód o prawie 30 lat, zabierając nas do dżungli Azji Południowo-Wschodniej. Bardziej współczesne pole walki zaoferowało nowe rozwiązania w pozbywaniu się przeciwników i walce o zwycięstwo. Nie było to jeszcze nic nowatorskiego w serii, ot inny teatr działań.
Battlefield 2
Co tu dużo pisać – absolutny szczyt jeśli chodzi o poziom serii. To tu narodziły się kultowe mapy jak Karkand czy Oman, do tego rekordowa ilość klas w serii (aż siedem) i umiejscowienie w czasach współczesnych. Do tego potężny, jak na tamte czasy, dodatek i pomniejsze DLC prezentujące nowe frakcje, pojazdy i inne elementy wzbogacające rozgrywkę. Tytuł ten stał się złotym standardem serii.
Nie sposób nie wspomnieć też o Battlefield 2: Modern Combat, grze na konsole. Nie miała nic wspólnego z tytułem na PC, jednak nie dość, że była to pierwsza odsłona która ukazała się na konsolach to jeszcze zaoferowała, też jako pierwsza w serii, pełnoprawną kampanię dla pojedynczego gracza, do tego wcale niezłą.
Battlefield 3 i 4
Następne dwie numerowane odsłony to, w mojej opinii, właściwie wspólna całość, z niewielkimi tylko różnicami w balansie i wyposażeniu poszczególnych klas. Trójka zaoferowała nowe, ogromne mapy, powrót klasyków z Battlefield 2, więcej zniszczeń, cały dodatek poświęcony starciom na małym dystansie, a także Operacja Metro, najlepsza, moim zdaniem, mapa do starć piechoty w serii, oraz Battlelog, przeglądarkowy hub, służący też jako centrum społeczności, przeglądarkę serwerów i wiele innych funkcji.
Czwarta część za to przede wszystkim dostarczyła jeden z najbardziej zabugowanych startów tamtych czasów. Coś z czego EA zaczęło być sławne i mimo że finalnie była to świetna odsłona, to początki miała trudne.
Battlefield Hardline
Battlefield Hardline… Nie wiem czy to był pomysł żeby z serii militarnych strzelanek przełączyć się na policjantów i złodziei, ale mam do tej osoby kilka dość nieprzyjemnych słów. Czy odsłona ta wprowadza innowacyjne rozwiązania, nietuzinkowe tryby gry, a także zupełnie nowe mechaniki? Tak. Czy jest to dalej stary dobry Battlefield? Absolutnie nie.
Myślę, że gdyby gra ukazała się pod zupełnie innym tytułem jako nowe IP, miałaby znacznie większe szanse, niż mając na sobie znaczek BATTLEFIELD. Kampania była znośna, tyle z niej pamiętam i przyznam się, że nie mogłem się zmusić żeby pobrać tytuł ponownie i zagrać w niego choć chwilę na potrzeby tego tekstu. Najbardziej pozytywny jej element jest taki, że można dorwać ją obecnie dosłownie za kilka złotych, jeśli chcecie sprawdzić jak wyszedł ten spin-off.
Battlefield 1 i V
Battlefield 1 i V też muszę wrzucić do jednego worka, a to z tego prostego powodu, że od trybu wieloosobowego obydwu tytułów odbiłem się mocniej, niż piłka do zbijaka od mojego kałduna. Był to chyba efekt tego, że w tamtym okresie mocno mi się przejadł temat obu Wojen Światowych i nie byłem w stanie zdzierżyć myśli o spędzeniu bóg wie ilu godzin na tamtejszych polach bitwy. Owszem, muszę pochwalić devów za to, że nie poszli w pełni drogą nowszych odsłon Call of Duty, robiąc nierządnicę z logiki wsadzając do gry o tamtej epoce takie elementy jak celowniki kolimatorowe, czy inne konwersje, w zamian operując na bardziej historycznie ugruntowanych podstawach, przez większość czasu, ale to zmienia niewiele.
Jeśli zaś chodzi o kampanie w tych odsłonach, było całkiem znośnie. Zwłaszcza Gallipoli w 1 i bitwa o ciężką wodę w V, które zapamiętałem najlepiej, zapewne ze względu na fakt, że są to dość ważne i, moim zdaniem, za mało opowiadanie w podręcznikach do historii wydarzenia. Bardzo podobał mi się również fakt, że w obu tych tytułach nie było jednej długiej opowieści, a kilka mniejszych, pokazujących, oczywiście w sposób przekoloryzowany, skalę obu tych konfliktów i żyć w nich utraconych. To naprawdę wyjątkowe pod tym względem osłony i jedyne do tej pory dwa razy, kiedy to kampania dla pojedynczego gracza zrobiła na mnie większe wrażenie niż tryb wieloosobowy.
Battlefield 2042
Czego nie można powiedzieć o następnej odsłonie, która tego w ogóle nie miała. Battlefield 2042 to dość dziwaczny twór, który swego czasu broniłem przy okazji premiery, urzeczony przez pewne zmiany, które jednak szybko mi zbrzydły. Im głębiej wstecz patrzę po latach, jakie minęły od premiery, tym więcej widzę wad, kretyńskich decyzji i problemów, które realnie zaowocowały tym jak wielkie miałem problemy zaufać temu, co prezentować sobą będzie Battlefield 6. Nawet pobrałem grę raz jeszcze, żeby jakoś sobie umilić czas między betą BF6 a premierą pełnej wersji i… Cóż, nie pamiętam kiedy ostatnio jakaś gra tak szybko opuściła dysk konsoli tuż po odpaleniu.
Całkowity brak kampanii, zamiast klasycznych ról – specjaliści niczym z hero shooterów, napompowane mapy 128 vs 128, które były zwyczajnie puste… Jedyne co miało jako taki sens w tej odsłonie, to tryb Portal. Wszystko inne, choć przyznaję że początkowo uległem czarowi, chyba przez pragnienie kolejnej odsłony we współczesnych czasach, było gigantycznym krokiem wstecz, Mechanicznie też było tak sobie, do tego agresywna monetyzacja, idiotyczne skórki postaci rodem z CoD, po prostu jeden wielki, chaotyczny i absolutnie nieudany eksperyment. Jedyne Hardline sprawia, że nie jest on u mnie na samym dole, jeśli chodzi o ocenę wszystkich gier z serii.
Battlefield 6
Dlatego też byłem bardzo sceptycznie nastawiony do Battlefield 6, co szybko zmieniło się w momencie zagrania w betę. Na pierwszy rzut mamy tu wszystko, o co gracze proszą od jakiegoś czasu – powrót współczesnego pola walki, zbalansowane klasy, bardziej przyziemne podejście do monetyzacji i skinów. Wszystko mogłoby wskazywać na hit. Rzeczywistość okazała się jednakże nieco bardziej skomplikowana i choć wielu zachwyca się tym tytułem, start miał on mocno wyboisty, a i teraz studio będzie musiało się napracować, żeby odzyskać zaufanie graczy.
Z jednej strony mamy naprawdę solidne fundamenty w postaci odnowionego trybu Portal, wspomnianych klas żołnierzy i zróżnicowanych trybów, rozbudowane zniszczenie terenu, a także oddania w ręce graczy znakomitego narzędzia do tworzenia niecodziennych meczy. Z drugiej jednak znów niemała monetyzacja, za którą skrywają się najlepsze elementy kosmetyczne, w dodatku nakierowana na FOMO, by jak najwięcej wydusić z gracza. Do tego dochodzą niesławne już wyzwania, za którymi zamknięto sporo wyposażenia klas i uzbrojenia, a które jeszcze długie tygodnie po starcie były albo zepsute, albo wymagały nieludzkiego wręcz grindu i wyciągania prawie że nierealnych wyników, co zaowocowało powstaniem farm botów, które z kolei blokowały poważnym twórcom wrzucanie rzeczy na Portal. Nie wspomnę już o tym, że gunplay na sporej części broni był lekko mówiąc spaprany, a pojazdów, zwłaszcza latających, po dziś dzień nie udało im się przywrócić do sensownego poziomu.
Darmowy tryb battle royale
Cieszy mnie fakt, że twórcy robią wiele, żeby to naprawić, natomiast uważam, że dałoby się tego uniknąć, gdyby tytuł był testowany dłużej i na szerszym gronie graczy. Mam nadzieję że uda im się załatać wszystko zanim fani odbiją się w pełni od tej odsłony i EA przestanie widzieć sens w utrzymywaniu jej przy życiu. Dużo może tu pomóc RedSec, darmowy tryb battle royale. Przyznam szczerze, że gry BR są absolutnie nie dla mnie i odbiłem się mocno od każdej, której próbowałem…
Aż do RedSec. Na pewno duża zasługa leży po stronie ekipy z którą zanurzyłem się w walkę o przetrwanie, niemniej prawdą jest, że nigdy jeszcze tak dobrze nie bawiłem się w grach z mechaniką battle royale i wracam do niej kiedy tylko mam okazję. Czego nie mogę powiedzieć o kampanii dla pojedynczego gracza. Kontynuuje ona historię z 3 i 4 numerowanej odsłony serii, ale jakoś niemrawo. Szczerze mówiąc skończyłem ją tylko i wyłącznie dla skórek postaci i broni i absolutnie nie kupiłbym gry tylko dla niej.
Podsumowanie moje przygody
Podsumowując, seria ta miała swoje wzloty i upadki przez ponad dwie dekady obecności na rynku. Obecnie tendencja jest raczej zwyżkowa i pozostaje mieć nadzieję, że tak się utrzyma. Oby EA nie spoczęło na laurach, wiedząc że nie ma obecnie za bardzo konkurencji jeśli chodzi o casualowe pole bitwy na tak dużą skalę.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.

Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.