Odnotowałem jakiś płacz o preordery.
Może nie tyle płacz, co nadmierne zainteresowanie w temacie. Kotaku wyskakuje z felietonem pt. „Stop Preordering Video Games”. Generalnie rozchodzi się o masę błędów na premierę, czekanie na łatki i ciągłe narzekanie na nieskończone produkcje. Coś w tym jest. Jednak jak to zazwyczaj bywa, są dwie strony medalu. Chyba Was dzisiaj zaskoczę, bo znajduję się po tej mniej hejterskiej stronie. Łagodnieję…
Pierwsza drużyna to gracze, którzy siedzą nad swoimi konsolami, kiwają głową zażenowani i mamroczą pod nosem, że tak nie może być. Batman usunięty ze sprzedaży na PC, Wiedźmin nie zalicza punktów doświadczenia, a Project Cars posadziło za kierownicą AI pijane małpy. „Przecież mogę zaczekać siedem lat, ściągnąć wszystkie patche i grać z przyjemnością!!!!!1111!!!”, „Nie za taką grę zapłaciłem!”… Zgadzam się. Jeżeli nie używa się mózgu podczas robienia zakupów, preorderując wszystkie gry po pierwszy trailerach, to siedzi się i płacze.
Druga drużyna to oczywiście ludzie inteligentni, których ostatnimi czasy brakuje praktycznie w każdej dziedzinie, gracze świadomi. Dlaczego miałbym nie zamówić preordera Fallouta 4? Przecież to Bethesda. Nie wierzę, żeby cokolwiek poszło nie tak. Co więcej, nie wierzę, żeby ta gra nie była aktualnie skończona. Dlaczego mam sobie odmówić Fify 16? Przecież EA ma już gotowych kilka części z wyprzedzeniem i nawet nie próbuje robić nadziei na jakiekolwiek łatki… Bo kupować trzeba z głową.
Moją jedyną porażką było Destiny. Dorwałem się do konsoli, nakupowałem największych cudów, wiedziałem i ogrywałem z błyszczącymi oczyma. Potem skuszony wizją alternatywy pecetowego WoW’a na moim nowym PS4 zamówiłem preorder Destiny. Nie mówię, że się źle bawiłem. Wręcz przeciwnie, bawiłem się doskonale. Przesiedziałem tam jakieś pięćdziesiąt godzin, przeżyłem wszystkie loot cave’y, a PVP wspominam do tej pory. Patrząc jednak na ten zakup przez pryzmat mijających miesięcy, zostałem pokonany przez hype.
Konsekwencje są bowiem ostatnią rzeczą, która liczy się w tym temacie. Nie wiem nawet, czy nie jest tą najważniejszą. Ufam Bethesdzie, jestem przyzwyczajony do „standardów” EA, pewnie zamówiłbym też Call of Duty, gdyby ktoś dorzuciłby mi ładne pudełko… Szacunkiem darzyłem też CDP Red, chociaż Wiedźmin nie było na tyle zbugowany, aby zmusić mnie do odłożenia go na później.
Preordery są sprawą oczywistą. Często kuszą jakieś steelbooki, mapy, soundtracki, możliwość zagrania jeszcze przed premierą… To wszystko kwestia sentymentu. Człowiek patrzy na trzeciego wiedźmina, TLG, kolejnego Deus Exa, przypominają mu się poprzednie tytuły i nie widzi potencjalnych problemów z nadchodzącymi sequelami. Trzeba trochę myśleć, a nie od razu siadać do komputera i zakazywać ludziom kupować preordery.
Żyjemy w czasach, w których ciągły dostęp do Internetu pozwala deweloperom na wypuszczanie gier wymagających większych poprawek albo po prostu reakcji na feedback. Nic z tym nie zrobicie. Jest to po prostu kolejny aspekt niezbędny do przeanalizowania przy okazji kolejnych potencjalnych zakupów.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.
ja tam nigdy w życiu nie złożyłem preordera na żadną grę i jakoś dobrze mi z tym:)