Podczas tegorocznych targów Gamescom miałem okazję odwiedzić firmę ELO Gaming. Sprawdźmy dwa akcesoria tego producenta – kontroler mobilny oraz 140-watową ładowarkę.
ELO Gaming to producent, o którego portfolio mieliście już okazję czytać na naszym portalu. Było to oczywiście spowodowane moją wizytą w strefie firmy w minionym roku na Gamescomie. Mogłem tam przez chwilę sprawdzić prototyp nadchodzących okularów XR. Nie ukrywam, że wstępne wrażenie było bardzo pozytywne – między innymi spodobały mi się wyraźne, nasycone kolory. To naturalnie efekt zastosowanych świetnych ekranów OLED. Naturalnie targi rządzą się swoimi ograniczeniami i nie byłem wtedy w stanie dokładnie sprawdzić tych okularów pod wieloma względami. Do tego musiałbym je mieć w domu i móc spokojnie z nich korzystać. Niemniej jednak mogę Wam napisać co nieco na temat innych produktów z oferty ELO Gaming. Mam na myśli bohaterów dzisiejszego artykułu – kontroler Vagabond oraz ładowarkę Phase. Zapraszam do lektury moich recenzji.
ELO Gaming Vagabond


Jako że KONSOLOWE.info to portal, na którym zajmujemy się głównie grami, to nie mogłem odmówić sobie okazji sprawdzenia kolejnego akcesorium dedykowanego właśnie graniu. Tego typu urządzeniem jest właśnie Vagabond od ELO Gaming. Najprościej rzecz ujmując, kanadyjski producent wychodzi tu naprzeciw oczekiwaniom miłośników mobilnego grania. Zanim opiszę, jak w moim przekonaniu sprawdza się w tej roli, pozwolę sobie na przyjrzenie się samemu opakowaniu oraz zabezpieczeniu produktu i dodatkowym elementom.
O(d)pakowanie kontrolera

W opakowaniu z kontrolerem Vagabond od ELO Gaming znajdziemy oczywiście wspomniane urządzenie, ale nie tylko. Oprócz niego producent postanowił dodać standardową dokumentację techniczną, a także komplet aż 8 dedykowanych adapterów gumowych. Dzięki nim dostosujemy kontroler w zależności od urządzenia, z jakiego chcemy korzystać. Ponadto znajdziemy naklejkę z logo ELO oraz kartę gwarancyjną.

Samo opakowanie wygląda bardzo ładnie i pierwsze wrażenie jest niezwykle pozytywne. Litery są połyskujące, co może spodobać się niejednemu użytkownikowi. Najważniejsze są oczywiście odczucia z wykorzystywania urządzenia. To właśnie na nich skupię się w następnej części recenzji.
Wrażenia z użytkowania
Sprawdziłem Vagabond w kilku scenariuszach – przede wszystkim w natywnym graniu na smartfonie (Xiaomi 14T Pro) oraz zdalnym z PlayStation 5. Kontroler na jednym z boków ma wtyk USB C, dzięki któremu połączymy pada z naszym telefonem czy tabletem. Co ważne, wtyk ten jest odchylany pod kątem. Skutecznie minimalizuje to ryzyko wygięcia czy uszkodzenia portu w podłączonym urządzeniu, za co ELO Gaming dostaje ode mnie kolejnego plusa. Ramiona kontrolera rozszerzają się (do maksymalnie 35 cm), co pozwala na szeroki zakres dostosowania zgodności z naszymi sprzętami. Niezależnie od tego, czy podłączyłem tablet, czy smartfon, kontroler stabilnie trzymał się urządzenia.




Ogromną zaletą Vagabonda jest wyposażenie akcesorium w port USB C na obudowie. Pozwala to ładować smartfon lub tablet z maksymalną mocą 15 watów. Bardzo spodobało mi się też wykonanie uchwytów. Nie jest to niestety moc, która pozwala na jednoczesne ładowanie i granie. Port USB C w kontrolerze służy w zasadzie tylko do podtrzymania stanu naładowania akumulatora smartfona, ale lepsze to niż nic.

Dzięki teksturowanym i dużym gripom Vagabond pewnie leży w dłoniach i nie wyślizguje się z nich. Podobnie zresztą jak pełnowymiarowe gałki analogowe oraz spusty obsługujące efekt Halla. Zdecydowano się też na mechaniczne przełączniki pod przyciskami akcji, a co więcej – nie trzeba zdejmować etui, aby korzystać z kontrolera Vagabond. To teoretycznie drobna sprawa, ale przyznaję, że dzięki temu dużo lepiej korzysta mi się właśnie z dziś opisywanego kontrolera niż z Razer Kishi.


Vagabond ma też konfigurowalne łopatki tylne. Kontroler jest też stosunkowo lekki – waży zaledwie 198 gramów – i ma gniazdo słuchawkowe, co w dobie ostatnich smartfonów jest dodatkową zaletą i de facto nawet sposobem na oglądanie filmów na naszym smartfonie z podłączonymi przewodowymi słuchawkami.
Aplikacja ELO Evolution



Aby w pełni wykorzystać możliwości zapewniane przez kontroler Vagabond zdecydowanie warto pobrać dedykowaną mu darmową aplikację EVO Evolution. Po zainstalowaniu jej należy się zalogować. Możemy do tego wykorzystywać nasze konta Google, Twitch czy zarejestrować się adresem mailowym. Nie bez kozery napisałem, że możemy. Nie ma bowiem takiego obowiązku i bez żadnego problemu da się po prostu wybrać konto gościa. Co prawda nie zarejestrujemy wtedy urządzenia (aby wygodnie korzystać z dwuletniej gwarancji), ale obsługa gier będzie zapewniona. Jest to w moim przekonaniu świetne podejście i nawet jeśli chcielibyście grać w podróży bez dostępu do internetu, to Vagabond zapewnia taką możliwość.
Przejdźmy teraz do szczegółów aplikacji. W ustawieniach wybierzemy swój profil – podamy imię, nazwisko, a także płeć i datę urodzenia. Pozwoli to wyświetlać w niższej części aplikacji sugerowane gry. Nie ma też żadnych przeszkód w dodaniu swoich zainstalowanych ze sklepu Google Play gier. Wedle zapewnień producenta działa to także z urządzeniami Apple, aczkolwiek ja w mojej recenzji skupiam się na tym, co mam – a więc na urządzeniu z Androidem.




Dodałem między innymi Hitmana: Absolution (którego mobilną wersję recenzowałem w tym miejscu) oraz Titan Quest i Game of Thrones: Kingsroad. Pozwoliło mi to bardzo wygodnie przechodzić do listy aplikacji z pomocą odpowiedniego przycisku na kontrolerze. Tak naprawdę Vagabond upodabnia korzystanie z kontrolera do grania na konsoli przenośnej, co jest jedną z największych zalet urządzenia. Grając przez PS Remote Play w NHL 27, czy The Blood of Dawnwalker czułem się, jakbym grał na następcy PS Vita.
Ładowarka Phase

Jako że smartfon umieszczony w kontrolerze Vagabond można ładować (i korzystać z niego w podróży, co już opisałem), to może przydałaby się odpowiednia ładowarka? Potencjalnie dobry produkt do tego celu ma w swoim portfolio ELO Gaming. Mam na myśli adapter o wdzięcznej nazwie Phase. Jego opakowanie nie skrywa wielu rzeczy. Znajdziemy w nim po prostu samą kostkę – a tak przynajmniej wydaje się na pierwszy rzut oka. Oczywiście styl opakowania jest tak samo ładny jak w przypadku kontrolera, nie brakuje również dokumentacji technicznej. Po chwyceniu ładowarki natychmiast można odczuć jej zadziwiająco wręcz dużą wagę. Wynosi ona aż około 300 gramów. Może jednak jest to akcesorium, które będzie w stanie zastąpić potężne zasilacze laptopowe? Niedługo wyjawię Wam odpowiedź na to pytanie.

Oględziny ładowarki pozwalają zauważyć między innymi kilka wolnych portów. Są to: 1x USB C (z PowerDelivery 3.1), 2x USB C 2.0, 1x USB A oraz zwijany zintegrowany kabel USB C. Na szczególną uwagę zasługuje właśnie ten zwijany kabel. Ma on długość około pół metra i przyznaję, że jest moim zdaniem świetnym rozwiązaniem. Dzięki temu, że jest on na stałe przyczepiony do kostki, nie ma sytuacji, w której chcecie coś naładować, a nie możecie, bo nie macie na podorędziu odpowiedniego przewodu. Ogromnym plusem jest konstrukcja kabla. Pewnie siedzi on w naszym urządzeniu, a kiedy chcemy – zwijamy go po prostu puszczając. Wchodzi wtedy w odpowiednie miejsce w stacji jak kabel od odkurzacza.
Niemałe znaczenie ma również fakt, iż kabel siedzi w odpowiednim wyżłobieniu na ładowarce. Nie będzie niepotrzebnie zwisał, a poza tym jest to świetne rozwiązanie na czas transportowania ładowarki. Bardzo wygodne jest też dołączenie 4 wtyczek. Dzięki temu jesteśmy w stanie korzystać z tej ładowarki zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Azji, Australii oraz Europie. Jeśli obawiacie się konieczności przewożenia ze sobą 4 końcówek, to absolutnie nic takiego.

ELO Gaming postawiło bowiem w swojej ładowarce na fenomenalne w swojej prostocie rozwiązanie. Mianowicie wszystkie wtyczki są na stałe częścią kostki, a my decydujemy tylko o tym, którą chcemy wysunąć. Służy do tego suwak, który musimy wcisnąć i wypchnąć nim – bardzo płynnie – odpowiednie bolce (jasno oznaczone literami regionów kontaktów). Po wysunięciu wtyczki pewnie siedzi ona w swoim miejscu i nie cofnie się do wnętrza kostki dopóki nie wciśniemy odpowiedniego suwaka i nie przesuniemy nim z powrotem. Co istotne, nie można wysunąć kilku bolców z różnych regionów naraz. Uważam to za genialny bajer i jedną z najważniejszych cech ładowarki Phase. Jak to było, jedna by wszystkie związać i w ciemności ładować? Czy jakoś tak…

Nie należy pomijać również kwestii bezpieczeństwa, które porusza ELO Gaming w swoim produkcie. Adapter Phase wyposażono w ochronę przeciwprzepięciową, przeciążeniową, termiczną oraz zwarciową. Wasze podłączone sprzęty powinny więc być bezpieczne nawet przy chwilowych wahaniach dostarczanego prądu. Obudowę stworzono z wysoce odpornego na wysoką temperaturę trudnopalnego poliwęglanu. Co prawda nagrzewa się ona nieco podczas ładowania sprzętów, aczkolwiek, ale ani trochę nie zbliża się do temperatur osiąganych przez wiele konkurencyjnych ładowarek (nawet stuwatowych). Absolutnie nie będziecie czuli nieprzyjemnego ciepła ładowarki, korzystając z Phase’a. Szybkie ładowanie odbywa się tak, jak powinno – bez najmniejszego problemu ładowałem zarówno swój smartfon Xiaomi 14T Pro, jak i smartwatch Xiaomi Watch 5, powerbank, a nawet laptopa Gigabyte AERO X16. To zdecydowanie produkt wart rozważania jeśli szukacie uniwersalnej ładowarki. Nie tylko podróżnej, ale i na co dzień. Mało tego – w zestawie z ładowarką znajdziemy nawet dwa bezpieczniki, które możemy przechowywać w Phase.
Podsumowanie




Jak widzicie, jestem bardzo zadowolony z opisywanych dziś produktów. Zarówno kontroler, jak i ładowarka odznaczają się świetną jakością wykonania i są niezwykle przydatnymi akcesoriami dla podróżujących graczy. Nie bez znaczenia jest niestety cena. Każdy z tych sprzętów kosztuje około 400 złotych. O ile w przypadku Vagabond jest ona akceptowalna, a nawet niższa niż kontrolera Razer Kishi, o tyle ładowarka jest niestety trochę za droga. Nie zdziwiłbym się jeśli właśnie z tego powodu wiele osób odbiłoby się od tego akcesorium. Nie twierdzę bynajmniej, że nie są to dobre produkty. Co to, to nie. Jeżeli próg cenowy Was nie odstrasza, to zdecydowanie warto sięgnąć po Vagabond i Phase. To bardzo dobre akcesoria, które uprzyjemniają niejedną podróż.

Ogromną zaletą Phase’a jest uniwersalność – zarówno w kontekście regionów i kontaktów, jak i dostępnych portów. Nie można także pominąć wielu zastosowanych zabezpieczeń. Ja z ogromną przyjemnością korzystałem z tych urządzeń i wiem, że wykorzystam je jeszcze w niejednej podróży – między innymi w pociągu (Vagabond), jak i na przyszłorocznym Gamescomie. Na targi zamierzam wziąć właśnie Phase’a i zostawić w domu potężny zasilacz laptopa. Oba akcesoria są rewelacyjnymi towarzyszami delegacji i jestem pewny, że przydadzą się niejednemu naszemu czytelnikowi. Oczywiście jestem otwarty na Wasze ewentualne pytania związane z tymi produktami. Zadajcie je w komentarzach, a ja postaram się na nie odpowiedzieć jeśli tylko będę w stanie.
Akcesoria do zrecenzowania dostarczył ich producent, firma ELO Gaming.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.