Wreszcie dostaliśmy na PlayStation 4 skradankę. Każda premiera produkcji z tego gatunku rodzi we mnie spore nadzieje – w końcu to bardzo rzadko eksploatowany gatunek – ale i obawy. Czy pozytywne wrażenia przeważyły w przypadku Aragami?
Wcielamy się w tytułową postać – jak jest ona określana, „mściwego ducha” dysponującego ciemnymi mocami. Przy czym nie chodzi o wątki okultystyczne, a o… cień. Składa się z niego cały bohater i wykorzystuje go do rozprawiania się z problemami. Aragami może poruszać się po całym terenie misji, czy to oświetlanym, czy wręcz przeciwnie. Jednak ważną przewagą mroku jest to, jak wiele możliwości nam daje. Będąc skrytym ładuje się nam moc, co bardzo ciekawie widać na pelerynie (skojarzenia z Podróżą są jak najbardziej na miejscu). Możemy ją spożytkować na przeteleportowanie się w inne ciemne miejsce (silnie przypominało mi to Mignięcie z Dishonored), przywołanie wspomagających nas w eliminowaniu przeciwników zwierząt, stworzenie kilkusekundowego cienia, pozbycie ciał przeciwników… Zastosowań jest sporo i wyglądają one bardzo ciekawie.
Rozgrywka jest wyłącznie skradankowa. Otwarta walka z oponentami, należącymi do armii światła, z góry skazana jest na porażkę. Jeden cios miecza, czy świetlista strzała od razu wysyłają naszego ducha w niebyt. Jesteśmy wobec tego niejako skazani na ciche przechodzenie każdego z kilkunastu poziomów. Jednak już to, czy przekradniemy się, oszczędzając każdego, czy może pozbywając wszystkich zagrożeń (za jedno i drugie podejście jest stosowany medal na końcu etapu) zależy już od nas. Istotne jest to, że każda z metod jest niesamowicie satysfakcjonująca i zapewnia niezłą dawkę adrenaliny.
Jak przystało na grę z dwudziestego pierwszego wieku, nie może obyć się bez rozwijania postaci. O ile jednak dostajemy punkty za odpowiednie nastawienie do napotykanych problemów, o tyle nie wpływają one na nasze umiejętności, a jedynie na ocenę przejścia misji. Aby zwiększać możliwości Aragamiego, musimy odnajdywać porozrzucane w świecie gry zwoje. Są one nierzadko bardzo dobrze ukryte, ale zdecydowanie warto ich szukać. Możemy wtedy dopasować Aragamiego do swojego stylu rozgrywki i, cóż, ułatwić sobie ją nieco. Śmiem twierdzić, że całkowicie „gołym” bohaterem nie tyle nie da się przejść produkcji, co jej ukończenie może być szalenie trudne.
Jeśli chodzi o kwestie audiowizualne, jest różnie. Samo udźwiękowienie jest dobre, muzyka i odgłosy są odpowiednie, jednak schody zaczynają się w sferze wizualnej. Nie da się ukryć, że styl graficzny robi wrażenie i sprawia, że gra będzie się starzała bardzo wolno. Nie można jednakże pominąć często występujących problemów z liczbą klatek na sekundę, błędnie wyświetlanych znaczników celów, czy niekiedy rozmazanych tekstur.
Podsumowując, Aragami stanowi udane dzieło. Hiszpanom nie udało się uniknąć błędów (inteligencja przeciwników jest nierówna – znalezione ciało wzbudza w nich alarm, ale obok plamy krwi przechodzą bez reakcji), ale ogółem miłośnicy skradanek powinni dać szansę recenzowanej grze. Jasne, nie jest to produkcja na poziomie Splinter Cell: Chaos Theory, gdzie natężenie światła i hałas otoczenia wpływały na nasze wykrycie, ale nadal można bardzo dobrze bawić się, wcielając się w ducha cienia.
Ocena portalu: 7.0
Dziękuję firmie Techland Wydawnictwo za zapewnienie kodu recenzenckiego



























Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.