Jeśli spróbowalibyście sobie wyobrazić grę typu Monopoly z dodatkiem walki kartami, a do tego całą w oprawie fantasy, to otrzymalibyście właśnie Culdcept BEGINS. A jest to kolejna odsłona prawie 20-letniej serii.
Nie znam chyba nikogo, kto nie wiedziałby czym jest Monopoly. Lecz kto by pomyślał, aby zamiast kupowania domków, przejmować planszę za pomocą fantastycznych stworzeń, które walczą ze sobą o teren? Culdcept BEGINS to planszówkowo-karciana gra strategiczna osadzona w magicznym świecie, w którym są Cepterzy – osoby potrafiące oswajać istoty pomagające w zdobywaniu terytoriów.
Nie jestem wielką fanką gier strategicznych. Nie grałam, ani nie znałam wcześniej serii Culdcept. Jednak to, co zachęciło mnie do sprawdzenia tego tytułu, to urocza, charakterystyczna oprawa wizualna. Czy sam wygląd wystarczył, aby przekonać mnie do niej? Odpowiedź brzmi: tak.

MAGICZNA HISTORIA
Zacznijmy od fabuły. Wcielamy się w młodego ucznia Akademii Cept – Kamru, który szkoli się, na przyszłego Ceptera w królewskiej gwardii. Lecz sama szkoła to nie wszystko – naszego bohatera dręczą wspomnienia o jego ojcu. Ma także niezrozumianą chęć zdobywania wiedzy o Originie. Jest on pierwszym Cepterem, który założył Akademię i ogromnie przyczynił się do wygrania Ośmioletniej Wojny. Jednak kim jest dokładnie? To zostawiam już wam do odkrycia.
Poza prywatnymi problemami Kamru, szybko okazuje się, że kraina Barvashka, która niegdyś funkcjonowała w spokoju, znowu jest w niebezpieczeństwie. Tajemnicza frakcja postanawia wskrzesić zapieczętowanego boga, który ześle na tereny królestwa pożogę i zniszczenie.
Prowadzenie fabuły jest dosyć proste – między rozgrywkami mamy dialogi, przez które dowiadujemy się wszystkiego. Moją uwagę zwrócił jeden szczegół. Gra trochę za bardzo daje nam do zrozumienia o co chodzi w historii. Za to bohaterowie wydają się wiedzieć o wiele mniej niż my. Postaci ciągle kwestionują i zastanawiają się nad tajemnicami, gdy gracz już 3 sceny wcześniej zdążył łatwo połączyć kropki i poznać rozwiązanie. Taki zabieg często wytrącał mnie z immersji i sprawiał trudności w nawiązaniu emocjonalnej więzi z bohaterami. Jednak pomijając ten mały minus, fabuła jest przyjemna, ciekawa i w niektórych momentach potrafi zaskoczyć. Mimo tego widać, że narracja nie jest tu głównym punktem gry.

RZUCAJ KOŚĆMI, WALCZ KARTAMI
Najwięcej uwagi warto poświęcić rozgrywce. Jak już wspominałam, jest to połączenie Monopoly z karcianką, w której budujecie talie i walczycie kartami. Głównym celem jest zdobycie wymagającej ilości Całkowitej Magii, którą otrzymujemy dzięki przejściu całej mapy, czy przejmowaniu terytorium. Każdy mecz ma swoją unikalną planszę, która nie zawsze jest zwykły kwadratem – czasem są to różne kształty, które mogą się ze sobą krzyżować lub być zupełnie rozdzielone. Takie “niezwyczajne” warianty umożliwiają nam na swobodny wybór strony, w którą chcemy się udać. Dodatkowo na mapie mogą pojawiać się specjalne pola, które dają bonusy, czy przenoszą nas do innego segmentu planszy. Takie urozmaicenie rozgrywki jest mocną stroną gry i już wyróżnia ją od zwykłego Monopoly.
Ale jak wygląda runda? Pierwszy etap to rzut kością i przemieszczanie się po planszy. I tutaj zaczyna się zabawa – gdy trafimy na puste pole, to po prostu przejmujemy je kładąc kartę Istoty na kafelek. Jeśli jest ono zajęte, wtedy musimy, albo pokornie zapłacić Magią, albo wywalczyć terytorium z rąk wroga.
Gdy wybierzemy drugą opcję, rozpocznie się faza walki – osoba atakująca wybiera kartę, którą przeprowadzi atak oraz przedmioty wzmacniające, aby zbić całe HP karty przeciwnika. Jeśli się to nie uda, rundę wygrywa broniący, który nie oddaje swojego pola. W sytuacji gdy nie będziemy walczyć, ani nie przejmiemy żadnego pola, mamy możliwość ulepszenia posiadanych terytoriów.

BUDUJ TALIE
Poza samą walką o teren i zdobywaniem Magii, mamy cały system budowania własnych, unikalnych zestawów kart. W grze jest setki Istot, Zaklęć czy Przedmiotów, które dostajemy po wygranych rundach, kupujemy w sklepie czy losujemy ze skrzynek. Dodatkowo możemy nazwać naszą talię i wybrać jej opakowanie. Z pewnością fani deck buildów poczują się tu jak u siebie i spędzą dziesiątki godzin przy tej aktywności.
Cały gameplay mimo, że nie jest skomplikowany, jest ciekawy i przyjemny. Tutorial został zaprojektowany bardzo dobrze – krok po kroku wprowadza kolejne mechaniki. Dzięki temu nawet nowi gracze szybko odnajdą się w zasadach. Jak już się z nimi oswoimy, to tytuł potrafi bardzo wciągnąć w wir walki, biegania po planszy i krzyczenia na kości, bo wylosowały trójkę, a nie piątkę.

CHARAKTERYSTYCZNA KRESKA, WCIĄGAJĄCA MUZYKA
Skoro grafika przekonała mnie do zagrania, to warto coś o niej wspomnieć.
Na początku styl graficzny wydawał się intrygujący i unikalny. Oczywiście taki pozostał. Niestety oprawa wizualna ma swoje minusy. Są nim głównie tła i postaci trzecioplanowe. Zaczynając od pierwszego punktu, sama sceneria jest przyjemna dla oka, jednak gdy są na niej NPC, można zauważyć dużą różnicę w jakości. Wtedy obrazy wydają się być niewyraźne, jakby były w mniejszej rozdzielczości niż bohaterowie. Za to elementy, które pojawiają się na warstwie wyżej, czyli ludzie czy stworzenia wyglądają na bardzo ostre, co gryzie się z otoczeniem.
Drugim problemem są wspomniane osoby trzecioplanowe, które są takie same. Już w drugiej scenie gry mamy do czynienia z sytuacją, w której widzimy ten sam model na jednym ekranie z ponad 5 razy. Dodatkowo, dalsze postaci miały wyraźnie widoczne klatki w animacji. Jest to szczegół, który niektórzy mogą po prostu zignorować. Mimo wszystko, jest zauważalny i były różne sposoby na uniknięcie tego problemu.

Z drugiej strony designy głównych bohaterów są bardzo dobrze zrobione. Każda z postaci jest unikalna i wyróżnia się od innych, jednocześnie zachowując ten sam styl graficzny. To samo można powiedzieć o kartach Istot. Potworów jest setki, a każdy z nich ma parę słów o sobie. W grze mamy 5 rodzajów istot: wodne, ogniste, ziemne, powietrzne i ogólne. Wyglądy kart są tak zrobione, że bez czytania opisu od razu można domyślić się z jakiego “gatunku” jest nasz stwór.
Do strefy audialnej nie mam żadnych zarzutów. Muzyka bardzo pasuje do fantastycznego świata gry i gdy gracz skupia się na rozgrywce, to soundtrack wręcz wtapia się w gameplay, co wprowadza odbiorcę w jeszcze większą immersję. Wiele razy złapałam się na tym, że nawet nie zauważyłam, że gra aktualnie muzyka. Dla mnie jest to pozytywny aspekt, bo świadczy o tym, że współgra ze sceną i nie wybije mnie z rozgrywki.



PODSUMOWANIE
Pomimo, że nie przepadam za grami strategicznymi, to ten tytuł należał do jednych z przyjemniejszych, w które grałam ostatnimi czasy. Rozgrywka potrafi naprawdę wciągnąć, a muzyka i grafiki kart są ogromnym atutem tej produkcji. Żałuję, że fabuła i narracja na tle innych aspektów wypada gorzej, jednak dalej potrafi zaciekawić, czy nawet zdziwić gracza. Jest to na pewno tytuł, który w dobry i przystępny sposób może wprowadzić nowych odbiorców.
Culdcept BEGINS to idealna produkcja dla fanów serii, ale także dla nowych graczy. W tytule na pewno odnajdą się wielbiciele strategicznych gier karcianych, czy też – jak ja – osoby, które po prostu zachęciła oprawa audiowizualna i są otwarte na różne gatunki.
W najnowszą produkcję NEOS Corporation możecie zagrać już teraz na Nintendo Switch 1 i 2. Natomiast posiadacze komputerów będą musieli jeszcze trochę poczekać. Premiera Culdcept BEGINS na PC odbędzie się w czwartym kwartale tego roku. Dokładnej daty niestety nie znamy.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.