Opus: Prism Peak zabiera gracza w czarującą podróż przez świat pełen wspomnień, widziany w kliszy aparatu.
Nieczęsto grywam w symulatory chodzenia. Nie jest to spowodowane niechęcią do owego gatunku, lecz faktem, że gry, które do niego należą wydają mi się w pewnym sensie puste. Po Opus: Prism Peak sięgałam jednak chętnie, ponieważ dodatkowa mechanika robienia fotografii, którą stoi cała gra wydała mi się niezwykle ciekawa. Jak się później okazało nie stała się ona jedyną rzeczą, która sprawiła, że tytuł niezwykle mnie zauroczył.
Fabuła



Gracz wciela się w postać Eugene’a – 40-letniego byłego fotografa i właściciela upadłej kawiarni z bagażem doświadczeń. W wyniku niewyjaśnionych okoliczności w trakcie drogi powrotnej do swojego rodzinnego miasta, trafia do równoległego świata. Miejsce zamieszkane jest przez antropomorficzne duchy. Wiele z nich zdaje się być znajome Eugene’owi.
Wierną towarzyszką podróży bohatera jest Ren – dziewczynka bez wspomnień, która musi się udać na najwyższy szczyt krainy.
Eugene nie znalazł się w świecie duchów przypadkiem. Jego podróż oraz napotykane przez niego duchy sprawiają, że mierzy się on ze swoją bolesną i trudną przeszłością za sprawą tworzonych przez niego fotografii.
Wspomnienia, o których woli się zapomnieć



Nietrudno odnieść wrażenie, że motyw pamięci jest co rusz podkreślany przez fabułę gry. Fotografie są dla głównego bohatera sposobem na rozprawienie się z winami młodości, a także tragediami przeżywanymi przez niego w późniejszym życiu. Bardzo szybko gracz odkrywa przenośne znaczenie krainy duchów, a także, kogo reprezentują spotykane przez Eugene’a duchy. W przypadku tej produkcji fabuła nie opiera się na plot twistach, niesamowitych zwrotach akcji. Domyślamy się, jakie jest jej znaczenie od samego początku, ale nie odbiera to przyjemności z doświadczania historii, którą opowiada gra. Płyniemy przez nią z zaciekawieniem, poznając kawałek po kawałku życie głównego bohatera, jak i jego samego. Nie muszę raczej wspominać, że w trakcie rozgrywki będzie wiele okazji do wzruszeń, biorąc pod uwagę charakter całej produkcji. Im dłużej grałam, tym trudniej było mi oderwać ręce od klawiatury.
Główny bohater



Chciałam poświęcić więcej czasu szczególnie Eugene’owi jako bohaterowi. Mam wrażenie, że nieczęsto w takich produkcjach, jak Opus: Prism Peak, spotykamy się z bohaterem powyżej trzydziestki. Wiek bohatera i jego doświadczenie jest jednak dużym atutem. Jego doświadczenia, a także przeżywane emocje zdają się być o wiele bardziej autentyczne, głębsze. Sądzę, że w przypadku tej produkcji, zwłaszcza starsi gracze będą w stanie utożsamić się z bohaterem. Być może zostaną poruszeni przez fabułę jeszcze bardziej niż ja.
Postać Eugene’a ma jednak to „coś”, co sprawia, że jego przeszłość zdaje się nam szczególnie bliska, niezależnie od wieku.
Uśmiech proszę! *pstryk*



Jak wspomniałam wcześniej główną mechaniką produkcji jest fotografia. Gracz musi szczególnie uważać, by nie pominąć ważnych ujęć i uchwycić wszystko, co istotne. Każdy pominięty kadr to jedno zapomniane wspomnienie, do którego nie mamy wglądu. Znacznie ogranicza to fabułę gry, dlatego należy fotografować jak najwięcej! Zdjęcia są również sposobem, w który gracz poznaje postaci napotkane przez niego w krainie duchów i poznaje ich przeszłość.
W trakcie rozgrywki gracz jest w stanie odblokować upgrade’y aparatu i dodatkowe ulepszenia, które sprawiają, że robienie zdjęć staje się prostsze i przyjemniejsze. A przynajmniej tak ma być zasadzie. Im dalej posuwa się fabuła, tym robienie zdjęć staje się coraz trudniejsze. Co chwilę trzeba zmieniać ustawienia aparatu, aby dostosować go do oświetlenia, zmieniać soczewki, itp. W teorii być może miało to wprowadzać nieco różnorodności do rozgrywki, w praktyce jednak staje się to nieco upierdliwe. W trakcie gry odnosiłam wrażenie, jakoby wszystkie te utrudnienia psuły rytm historii, ponieważ zamiast w pełni ją chłonąć, byłam zirytowana tym, że po raz trzeci muszę zrobić zdjęcie tego samego pomieszczenia bądź rzeczy.
Mistyczne notatki oraz znajdźki


Notatki, do których ma dostęp gracz wprowadzają element łamigłówkowy w grze. Za pomocą notesu oraz run ukrytych w świecie gracz poznaje kolejne elementy fabuły. Są również pewnego rodzaju urozmaiceniem pod kątem mechanik. Podobało mi się, że gra nie skupia się jedynie na fotografii. Motyw notesu, w którym umieszczamy swoje fotografie wydał się przyjemnie nostalgiczny.
Podsumowanie
Opus: Prism Peak jest wzruszającą i niezwykle wciągająca opowieścią, widzianą przez obiektyw aparatu. Przy tym nie wpada w ckliwe rejony, a jest zaskakująco autentyczna i prawdziwa. Każda napotkana postać wzbudza w graczu pozytywne uczucia, również, mając własną historię do opowiedzenia.
Mechanika fotografii jest integralną częścią fabuły, a nie jedynie ciekawym gimmickiem. W późniejszym etapie gry niestety bywają sytuacje, w których może zirytować i zaburzyć płynność rozgrywki.
Grę polecam wszystkim, którzy spragnieni są produkcji skupiających się na doświadczeniach głównej postaci, w stylu slice-of-life.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.