Captain Tsubasa 2: World Fighters zabiera nas ponownie do szalonego świata piłki nożnej, w którym boiskowe prawa fizyki mają niewielkie znaczenie. Dla fanów anime przygotowano efektowne strzały, specjalne techniki, ponad 110 grywalnych zawodników i mnóstwo znajomych twarzy. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy ktoś – tak jak ja – od futbolu oczekuje również odrobiny taktyki. Po kilku meczach zrozumiałem, że najnowsza produkcja Tamsoft zdecydowanie bardziej celuje w miłośników Tsubasy niż fanów klasycznych gier piłkarskich.
Powrót do czasów dzieciństwa
Mam z Captain Tsubasą pewien problem. Bardzo dobrze pamiętam ten serial z dzieciństwa. Jako młody fan piłki nożnej z wypiekami na twarzy oglądałem kolejne mecze Tsubasy, Kojiro Hyugi i reszty bohaterów. W tamtych czasach niesamowite strzały, loty przez pół boiska i pojedynki rodem z superbohaterskiego anime wydawały mi się czymś absolutnie fantastycznym.

Dziś patrzę na futbol trochę inaczej. Regularnie gram i recenzuję kolejne odsłony FIFA oraz EA Sports FC, więc przyzwyczaiłem się do bardziej rozbudowanych systemów taktycznych. Właśnie z takim nastawieniem usiadłem do Captain Tsubasa 2: World Fighters na PS5 Pro. Nie oczekiwałem oczywiście symulatora, ale liczyłem na coś, co pozwoli mi poczuć choć odrobinę satysfakcji z budowania akcji. Szybko okazało się, że nie jest to ten rodzaj piłki nożnej.
Futbol, który bardziej przypomina bijatykę
Captain Tsubasa 2: World Fighters stawia przede wszystkim na zręcznościową, bardzo efektowną rozgrywkę. Mamy 11 zawodników po każdej stronie, formacje, podania, dryblingi i odbiory, ale podobieństwa do klasycznych gier piłkarskich właściwie tutaj się kończą. Najważniejszym elementem spotkań są specjalne umiejętności. Wykonujemy kolejne akcje, budujemy odpowiednie paski energii, a następnie odpalamy potężne strzały, podania czy odbiory. System łańcuchów dodatkowo nagradza nas za wykonywanie skutecznych akcji jedna po drugiej.

Mechanicznie ma to sens i po przejściu samouczka można całkiem szybko połapać się w zasadach. Problem w tym, że na boisku często robi się zwyczajnie chaotycznie. Momentami miałem wrażenie, że gram bardziej w bijatykę niż w piłkę nożną. Kombosy, specjalne ataki i reakcje przypominające rozwiązania z Mortal Kombat kompletnie nie trafiły w mój gust. Oczywiście wiem, że właśnie tego oczekują fani Tsubasy, jednak jako wielbiciel futbolu znacznie bardziej cenię możliwość rozegrania składnej akcji niż efektowne wciskanie kolejnych kombinacji.
Taktyka? Raczej jej tutaj nie szukajcie
Największym rozczarowaniem okazała się dla mnie właśnie kwestia taktyki. W teorii mamy ustawienia formacji oraz różne charakterystyki drużyn. Poszczególne zespoły potrafią też specjalizować się w określonych elementach gry. Przykładowo Hiszpania mocniej korzysta z podań i stylu przypominającego tiki-takę, a niektóre reprezentacje stawiają na fizyczność. Brzmi dobrze, prawda? Niestety, podczas normalnego meczu te elementy często giną pod natłokiem efektów specjalnych. Zamiast spokojnie budować akcję, znacznie częściej koncentrujemy się na tym, kiedy wykorzystać konkretną zdolność i jak odpowiedzieć na ruch przeciwnika. Do tego dochodzą paski energii, system łańcuchowy oraz mechanika bramkarzy, którzy mają własny pasek zdrowia.


Przy strzałach pojawia się również prosty system wyboru kierunku obrony. Musimy odpowiednio zareagować na wskazanie pojawiające się przed bramkarzem. Jeśli dobrze odczytamy sytuację, ograniczymy straty energii. Mechanika działa, ale z czasem zaczyna być powtarzalna. Samouczek trzeba jednak pochwalić. Jest przystępny i dobrze tłumaczy najważniejsze zasady. Nawet osoba, która wcześniej nie miała kontaktu z poprzednią odsłoną, powinna szybko zrozumieć podstawy.

Kampania zdecydowanie za dużo mówi
Captain Tsubasa 2: World Fighters ma całkiem sporo zawartości fabularnej. Historia kontynuuje wydarzenia z Rise of New Champions, a jednocześnie pozwala stworzyć własnego zawodnika. W kampanii pojawiają się znane postacie, nowe mecze i kolejne fragmenty historii związanej z Tsubasą oraz jego rywalami. Dla fanów anime może być to duży plus. Ja natomiast bardzo szybko zacząłem zerkać na zegarek. Gra jest zwyczajnie przegadana, a kolejne dialogi potrafią mocno spowolnić tempo zabawy. W niektórych momentach nawet podczas rozgrywania meczu pojawiają się dłuższe przerwy i rozmowy bohaterów.


Rozumiem, skąd taki kierunek. Captain Tsubasa zawsze był przecież bardziej opowieścią o bohaterach niż realistycznym futbolem. Mimo wszystko przydałoby się trochę lepsze wyczucie proporcji. Szczególnie że sama rozgrywka nie oferuje aż takiej różnorodności, aby po kolejnej przerwie fabularnej z niecierpliwością wracać na murawę.
Jest efektownie, ale nie zachwyca
Pod względem oprawy graficznej Captain Tsubasa 2: World Fighters wygląda przyzwoicie. Cel-shading dobrze pasuje do stylistyki anime, a podczas specjalnych strzałów gra potrafi naprawdę mocno przypominać serial. W takich momentach widać najwięcej charakteru całej produkcji. Spokojniejsze sceny wypadają już znacznie bardziej przeciętnie. Niektóre lokacje i modele postaci nie robią szczególnego wrażenia, szczególnie jak na współczesną produkcję. Zdecydowanie lepiej wypadają natomiast same akcje na boisku.


Warto też wspomnieć o liczbie zawodników. Twórcy przygotowali ponad 110 grywalnych postaci, 22 reprezentacje narodowe oraz kilka drużyn klubowych. Jest więc czym grać, zwłaszcza jeśli ktoś dobrze zna uniwersum Captain Tsubasa.
Captain Tsubasa 2: World Fighters – czy warto?
Captain Tsubasa 2: World Fighters nie jest złą grą. Wręcz przeciwnie, widać tutaj sporo pracy i szacunku do materiału źródłowego. Problem polega na tym, że jej najważniejsze założenia zwyczajnie nie trafiły w moje oczekiwania. Fani anime powinni znaleźć tutaj sporo powodów do zadowolenia. Jest Tsubasa, są znane postacie, specjalne techniki, efektowne gole i długa kampania. Dla nich cała ta przesadzona otoczka może być największą zaletą gry.
Zwykły fan piłki nożnej może jednak szybko się odbić od tego systemu. Jeśli szukacie rozbudowanej taktyki, przemyślanych schematów rozegrania i poczucia kontroli nad całym zespołem, lepiej pozostać przy EA Sports FC albo innych klasycznych produkcjach sportowych. Captain Tsubasa 2: World Fighters chce być przede wszystkim widowiskiem.
Nie grałem w pierwszą część i właśnie dlatego podchodziłem do tej produkcji bez większych oczekiwań. Chciałem po prostu spróbować czegoś nowego w gatunku gier sportowych. Ostatecznie dostałem ciekawostkę, która przypomniała mi o dzieciństwie, ale nie przekonała mnie do swojego pomysłu na piłkę nożną.
Grę do recenzji dostarczyła CENEGA
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.