O Plants vs Zombies można powiedzieć jedno, jest to wojna, która tak naprawdę nigdy się nie kończy. Postawiono przede mną zadanie ocenienia kolejnej odsłony gry o zombie i roślinach.
Niektórzy by powiedzieli, że się z tego powodu cieszą, ja jednak jestem w tej drugiej grupie ludzi, którzy od dawna uważają, że mało zmienia się w tej grze. Gotowi na następną bitwę Plants Vs Zombies?
Pierwszą wadą, która pojawia się tutaj to fakt, że naprawdę nie ma tutaj niczego, co jest nowe.
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że jest to po prostu Garden Warfare, lecz z następnym numerkiem w tytule. Jakby osoby odpowiedzialne za tą grę, bały się, że ją zepsują, dodając coś innego.
Sprawdzone, to nie ruszamy, a i tak kupią. Trochę przypomina to Fifę i jej następne odsłony, prawda?
Ponownie naszym głównym zadaniem jest obrona (lub atak w zależności, po której to stronie stoimy) terenu i punktów kontrolnych.

Jednak gdy to się nam znudzi, mamy możliwość brania udziału w walkach na arenie, a tam to jest już jazda bez trzymanki, ponieważ gra zamienia się w shootra. Osobiście nie jestem fanem takich trybów, więc gdy to odkryłem, byłem sceptyczny.
Prawda jest taka, że nie wciągnęło mnie to na tyle, bym sam z siebie chętnie wracał do tego, ale miało to swoje momenty. Z faktu, że ta gra wiecznie była przerysowana, a jej koncepcja zabawna, trzymało mnie to przy niej trochę czasu.
Jeśli lubicie shootery i areny, to na pewno spędzicie w tym trybie trochę czasu, albo i jeszcze więcej jeśli naprawdę was pochłonie.

Wojna w wojnie
W każdej z rund musimy wybrać nową postać, co jest jednocześnie problemem, ale i urozmaiceniem, ponieważ rozgrywka jest wyzwaniem dla każdego, kto opanował tylko jedną postać.
Przynajmniej mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia, że było to dość niecodzienne dla mnie próbować postaci co rozgrywkę, bo generalnie, jak coś mi pasuje, to rzadko to zmieniam.
Tutaj muszę powiedzieć, ze generalnie ten tryb to urozmaicenie, lecz wydaje się ono średnio potrzebne.
Jednak spokojnie, starzy gracze (i nowi), znajdą tutaj też tryb dla jednego gracza.
Sam zająłem się nim na samym końcu, ponieważ cały czas miałem wrażenie, że go tutaj nie ma. Jednak gdy dobrze poszukamy i poczytamy opisy, dowiemy się, że on tam jest, lecz nie jest on specjalnie nowy i wciągający.

Generalnie, jeśli słyszeliście kiedykolwiek o Plants vs Zombies, w jakiejkolwiek formie, graliście (lub i też nie), to nic tak naprawdę nie tracicie, ponieważ idea gry wcale się nie zmieniła.
Jak jednak wygląda to na Switchu?
Zaskakująco dobrze. (Zarówno w trybie w docku, jak i poza nim). Gra działała płynnie, tylko czasem lubiła się zaciąć, lecz podejrzewam, że była to wina tylko i wyłącznie mojego internetu. Jeśli jesteście fanami tej produkcji i chcielibyście grać w nią w wersji zmniejszonej, śmiało kupujcie, bo jest dobra.
Moim jedynym problemem z tym, co oferuje ta gra, to fakt, że po prostu jest ona kalką poprzednika, co udowadnia, że ta seria jest po prostu skokiem na kasę. Smutne, bo rośliny i zombie zajmują w moim sercu dość spory kawałek.
Jednak prawda jest taka, że ten sentyment nie jest na tyle duży, bym teraz mówił o tym, w co grałem na Switchu w superlatywach. Po prostu nie miałoby to sensu, to wszystko po prostu ze sobą nie gra.
Jednak jeśli nie jesteście fanem Plants Vs Zombies, to darujcie sobie tę odsłonę i poczekajcie na następną lub zajmijcie się jakimś innym tytułem. I mówię to z pełną odpowiedzialnością.
Prawda jest taka, że Plants vs Zombies Battle for Neighborville Complete Edition to tytuł, który mało zmienia w nawiązaniu do poprzedników, co sprawia, że wielu graczy się od tej produkcji odbije i najpewniej do niej nie wróci.
Kod dostarczyło EA.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.