Przez wiele lat obserwowałem rozwój marki Assassin’s Creed i wieść o następnych odświeżonych grach dostępnych na konsole obecnej generacji wcale mnie nie zdziwiła. Była wręcz wypadkową tego, co dziś wielu twórców gier uważa za coś normalnego.
Bycie fanem to czasem ciężki kawałek chleba. Niekiedy ciężko jest przejść obojętnie obok czegoś, co sprawia nam tak wiele przyjemności. Moja przygoda z serią Assassin’s Creed zakończyła się na Odyssey.
Obok III oraz Liberation (a do tej produkcji mam dalej mieszane uczucia, nawet lata po jej premierze) nie mogłem przejść obojętnie, bez zastanowienia się, czy następne odsłony z poprzedniej generacji mają inne przeznaczenie niż tylko dobicie i tak już umierającej marki. Oczywiście obok pozyskania dodatkowego zysku.
Co więc dobrego jest w Assassin’s Creed III REMASTERED?
Zacznijmy od tego, że ta gra jest świetnie odnowiona jak na dzisiejsze standardy jeśli chodzi o grafikę. Momentami nawet miałem wrażenie, że gram w tytuł z tego roku, a ekipa odpowiedzialna za każde drobne poprawki naprawdę się popisała i udowodniła, że potrafi stanąć na wysokości zadania. Przyjemnie było jeszcze raz zawitać do Bostonu, tętniącego podobnym jak wcześniej życiem. Fabuła oczywiście się nie zmienia i ponownie śledzimy losy młodego Connora Kenway’a. Bohater w wyniku zbiegu naprawdę strasznych życiowych okoliczności trafia pod skrzydła mentora zakonu skrytobójców i staje się z czasem mistrzem w sztuce zabijania. Cel od paru odsłon jest ten sam – pokonać tych złych. Historia rozwija się powoli, ale potrafi naprawdę trzymać człowieka przy konsoli. Jeśli gracie w tę część po raz pierwszy, to naprawdę warto jest poświęcić temu trochę czasu. Zwłaszcza, że jest to naprawdę dobra mieszanka kawałka przeszłości z przyszłością.
Jednak nie może być tak pięknie!
Niestety nie ma róży bez kolców. Ta produkcja cierpi na podobne problemy jak Batman: Return to Arkham; niektóre kosmetyczne zabiegi sprawiły, że gra traciła na klimacie otaczającego świata. Problem stanowiły też modele postaci. Emocje prezentowały się dziwaczne, a momentami zaskakiwały nawet schematy zachowania. Tutaj również mamy coś takiego, a to dla wprawnego oka po kilku godzinach przerywników filmowych oraz powtarzających się zadań może być po prostu męczące. Oczywiście nie są to tak olbrzymie błędy jak w przypadku Assassin’s Creed: Unity z PlayStation 4. Tam seria problemów związanych z grafiką zapoczątkowała wiele memów, które chyba nigdy nie znikną z internetu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mówię tutaj o dwóch tytułach, które różnią się między sobą poziomem technologicznym oraz nakładem pracy poświęconej teksturom modelów postaci. Chcę tutaj zaznaczyć, że gra była tak dobrze przygotowana graficznie, iż niepotrzebne były łatki poprawiające jej wygląd czy płynność, a dziś takie uaktualnienia na dzień premiery są standardem.
To gdzie jest wbity topór w nowym, ale starym Asasynie?
Dla wielu fanów marki oraz graczy, bawiących się z tą serią „z doskoku” to produkt, który dla firmy Ubisoft jest niczym kura znosząca złote jaja.
Szkoda, że i nawet takie źródło kiedyś wyschnie, a to niestety spotkało serię Assassin’s Creed już jakiś czas temu. Momentami zastanawiam się, czy Ubisoftu nie można porównać do Capcomu, który wielokrotnie pokazał, że słuchanie fanów jest dla nich nieopłacalne. Dopiero kiedy zauważyli, że jednak mają kłopoty dotarło do nich, że nie tędy droga i zaczęli wreszcie słuchać.
Tutaj niestety sytuacja jest identyczna. Udowadnia to założenie wielu ludzi, iż Ubisoft, podobnie jak Electronic Arts, nie potrafi i nie chce słuchać graczy, a jedynym celem, jaki mają jest zwiększenie zysku zamiast skupienia się na czymś naprawdę nowym, a co ważniejsze – unikatowym.
Z puntu widzenia gracza cieszę się, że tytuły poprzedniej generacji przechodzą drugą młodość na sprzęcie obecnej generacji. Ich nowe szaty udowadniają, że twórcy potrafią naprawdę przyłożyć się i pokazać, że są w stanie odnowić swoje poprzednie projekty. I to nawet do tego stopnia, że czasem ciężko jest uwierzyć, że niektóre tytuły mają już blisko dekadę na karku, a obecne pokolenia młodszych graczy mają do czynienia z naprawdę dobrym tytułem, którego nie można pominąć. Mówiąc niczym rasowy gracz: BĘDĘ GRAŁ W GRĘ!
Jednak, niestety, jako fan poddaję się w walce o to by Assassin’s Creed mogło przejść na od dawna zasłużoną emeryturę.
Mam wrażenie, że ekipa, która odpowiada za tworzenie fabuły w poprzednich odsłonach (oraz oczywiście obecnych) nie przewidziała tego, że odświeżanie jakiejś serii może skutkować mało zrozumiałą historią dla osób, które grały tylko w niektóre odsłony. W wypadku trylogii Ezio mieliśmy możliwość poznania całego zamkniętego elementu fabuły, która przeprowadziła gracza przez losy jednego ze skrytobójców. W przypadku Assassin’s Creed III mamy historię, która wydaje się być doczepiona do całości jako wypełniacz, który powoduje ostatecznie więcej chaosu niż faktycznie pozwala odnaleźć się w chronologii występującej między wszystkimi odsłonami.
Oczywiście mam świadomość, że wiele jest takich serii, w których fabuła przypomina swoją budową hiszpańskie telenowele. Jednak tutaj nie jest to aż tak skomplikowane, a jednak prześledzenie jej nie z podsumowania, które pojawia się na początku każdej odsłony jest lepsze, bo człowiek nie ma wrażenia, że ominęło go za dużo.
Może wielu z was się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że to, co dziś dzieje się z serią Assassin’s Creed przypomina trochę cykl filmów Resident Evil, w których praktycznie było to samo, ale inaczej podane na ekranie między nowymi hordami zombie.
Zarówno seria Assasssin’s Creed jak i Resident Evil mają jedną wspólną wadę, występującą, gdy seria jest coraz bardziej rozciągana. Sprawia to jedynie, że z odsłony na odsłonę dostajemy prawie to samo, jedynie minimalnie zmienione. Owszem, czasem w grze faktycznie pojawi się coś nowego, świeżego, ale nie jest to na tyle nowe, byśmy nie zauważyli, że dostajemy niemal to samo co roku.
Mówiąc jako fan: Zabijcie to zanim złoży następne jaja!
Nie mówię, że remastery to coś złego. Wiele z nich pozwala nam przeżyć wspaniałe przygody jeszcze raz, ale po lekkim liftingu. Jednak są takie momenty, kiedy tworzenie tego typu produkcji nie ma sensu – zarówno z punktu widzenia graczy, jak i życia marki, która każdemu już się dosłownie przejadła.
Oczywiście wspomniana przeze mnie seria Assassin’s Creed nie jest jedynym przykładem remasterów, które mają sens bytu do pewnego stopnia. Osobiście nie pogardziłbym dla przykładu pierwszymi trzema odsłonami Call of Dury:Modern Warfare na konsole obecnej generacji. Fakt, jedna już jest, ale o pozostałych możemy jak na razie tylko i wyłącznie pomarzyć. Nie da się też ukryć obawy, że twórcy przegną w drugą stronę. Wielokrotnie mówiłem o tym, że żałuję iż dałem się pociągnąć serii o skrytobójcach tak daleko, ponieważ teraz nie potrafię odnaleźć się w tym, co jest dobre, a co jest kopią ich schematu. Skończyło się tak, że fani po prostu przechodzą obok tego wszystkiego obojętnie. Nie tego chcemy, prawda?
Pozostaje pytanie: Czy remastery to przyszłość?
Tak, ponieważ stare gry do dziś dla wielu z nas są czymś, w co chcemy zagrać, ale nie zawsze możemy. Nie pozwala nam na to np. nowszy system operacyjny (jak Windows 10), który już nie jednemu człowiekowi napsuł krwi. Również gracze konsolowi, którzy nie mają już dostępu do poprzedniej generacji (PS2, PS3) nie pogardzą odświeżoną wersją, ponieważ to była dla nich dobra gra, a oni poświęcili jej spory kawałek swoich wspomnień i czasu.
Nie, bo wprowadzają chaos (obecnym i nowym graczom). Jest też ogólny niesmak, bo niektóre serie, jeśli nie są odświeżane (lub są odświeżane na siłę) dowodzą, że cykl dawno stracił jakiekolwiek szanse na świetlistą przyszłość. Dodatkowo pokazują, że tak naprawdę powstają tylko i wyłącznie dla zysku, a nie większego celu, który zadowoli wszystkich.
Patrząc jednak po ilości odświeżanych tytułów, które możemy obserwować na konsolach oraz komputerach osobistych można zauważyć jeszcze jedną rzecz, z której nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Modne ostatnio odświeżanie gier pokazuje, że niektóre serie, a raczej ich renoma, mimo upływu czasu dalej przyciągają tak samo jak w dniu swojej premiery. Nierzadko pierwotne wydanie miało miejsce nawet dekady wcześniej.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.