PlayStation 4 dostało w końcu futurystyczną grę, w której można omijać, jak i walczyć z przeciwnikami wręcz. Czyżby Deus Ex miał wcześniejszą premierę? Oczywiście nie, mowa o Republique. Czy te przygody są czymś, na co powinni czekać gracze na całym świecie? Dowiecie się tego z recenzji.
W Republique gracze wcielają się w postać Hope – mieszkanki Metomorphosis. Jest to miasto, w którym coś takiego jak wolność słowa jest pojęciem może nie obcym, co wymierającym. Odpowiednie służby nieustannie kontrolują przepływ listów, książek, wszystkiego, co mogłoby zagrozić złudzeniu idealnego społeczeństwa. Wystarczy jeden niewłaściwie zrozumiany przez strażników wyraz, by kogoś ukarać. Taką ofiarą jest właśnie Hope – poznajemy ją w momencie pojmania, gdy sama nie jest świadoma, że zrobiła coś niezgodnego z panującymi zasadami. Bohaterka ląduje w celi, ale oczywiście długo w niej nie zabawi.
Po pewnym czasie kontaktuje się z nią haker, porozumiewający się za pomocą kamer. To właśnie jego poczynaniami będziemy kierowali w głównej mierze. Gałka analogowa pada powoduje przesuwanie rejestrowanego obrazu, przyciski „w górę” i „w dół” na d-padzie służą do powiększania i pomniejszania podglądu, a kontekstowe przyciski kontrolera umożliwiają wchodzenie w interakcje. Należy bowiem wiedzieć, że kamera umożliwia nam szereg działań – zaczynając od otwierania zamkniętych drzwi, poprzez zdalne podłączanie do innej pobliskiej kamery, na skanowaniu elementów otoczenia kończąc. Warto nieco rozwinąć temat kamer, ponieważ to na nim opiera się trzon rozgrywki.
Bardzo często zdarza się, że Hope musi dostać się za zamknięte drzwi, których nie da się zhakować. Musimy poznać wtedy odpowiednią kombinację klawiszy, by wprowadzić ją na klawiaturze kodowej i „legalnie” otworzyć drzwi. W poszukiwaniu kombinacji nieodzowne są oczywiście kamery. Odpowiednio nimi operując i przybliżając obraz możemy odnaleźć przyczepioną do monitora kartkę z zapisanymi na niej kilkoma cyframi. Ku mojej uldze, wszelkie notatki zostały umieszczone w sensownych miejscach. Nie znajdziemy tu takich kwiatków, jak na przykład PIN przypięty do kija od szczotki, co potrafi niekiedy być zmorą gier przygodowych (którą w pewnym sensie również jest Republique). W pozyskiwaniu informacji przydatne są także palce Hope. Po zakradnięciu się za strażnika ma ona możliwość dokonania kradzieży kieszonkowej – znaleziska mogą być tak niepotrzebne jak dyskietka z nagraną poprzednią grą autorskiego studia (co stanowi miły rodzaj znajdziek), ale także tak przydatne jak chociażby gaz pieprzowy. Warto bowiem zaznaczyć, że (mimo że bohaterka nie jest tak sprawna w walce jak Adam Jensen, czy Sam Fisher) w przypadku wykrycia naszej postaci przez strażnika możemy się przed nim obronić, pryskając mu w twarz owym gazem (zakładając oczywiście, że go posiadamy, nie występuje często). Daje nam to czas na ucieczkę w z góry upatrzone miejsce (zazwyczaj szafkę), ale także rozzłaszcza oponenta, co sprawia, że będzie nas bardziej intensywnie szukał. Każde wykrycie i pochwycenie Hope doprowadza do zaprowadzenia jej do celi (z której naturalnie uciekamy) i pozbycia jej wszelkich precjozów (strażnik przeszukuje nas wykrywaczem metalu). Szkoda jednak, że nie pokuszono się o nieco większe dopieszczenie tego elementu, sprawienie, by gracz nie chciał znaleźć się w zamknięciu. Niestety, jedyne, co nas czeka to dotarcie do poprzedniego miejsca i wykonywanie zadań od nowa. Trochę mała kara jak na poważne przewinienie w aż tak inwigilowanym społeczeństwie, nie sądzicie?
Sama fabuła produkcji przedstawia się bardzo dobrze. Od samego początku zostajemy rzuceni w wir wydarzeń i wcześniejszej historii dowiadujemy się ze znajdowanych tu i ówdzie wycinków gazet, plakatów (są one wykonane rewelacyjnie, w bardzo istotny sposób pogłębiają poczucie immersji i nie ukrywam, że często grałem dalej tylko po to, by odkrywać coraz to nowe reklamy), czy rozmów strażników. Aktorstwo również jest silnym punktem produkcji. Każda postać jest wiarygodna, autentyczna w swej kreacji i nie sposób nie docenić zaangażowania ludzie odpowiedzialnych za tę grę. Stworzyli świat spójny, niejasny, nieco niepokojący potencjalnym odzwierciedleniem go w przyszłości i nieziemsko wciągający.
Całości dopełnia bardzo dobra muzyka. Tworzy poczucie zagubienia, niekiedy nawet mistycyzmu i wyobcowania w społeczeństwie. Społeczeństwie, którego jesteśmy częścią, ale także jednostką. I to taką, która nic nie znaczy. Czapki z głów przed twórcami za wykreowanie tak przekonywującego uniwersum.
Strona graficzna Republique wygląda dobrze, ale nie wybitnie. Widać, że tytuł tworzony (i początkowo był tak wydany) na smartfony i nierzadko można odnaleźć niewyraźne, rozmazane tekstury. Bohaterowie posiadają także nieco za mało detali (zwłaszcza ich stroje). Nie da się jednak nie zauważyć, że gra nie została po prostu przeniesiona z mobilnego urządzenia na dużą konsolę, jednakże równocześnie widać jej korzenie. A może tak miało być? Oceńcie sami na podstawie okalających recenzję zrzutów ekranu i materiału filmowego z rozgrywki.
Republique to bez wątpienia udana produkcja. Przedstawiona wizja futurystycznego świata wciąga i nie pozwala się od niej oderwać. Występują oczywiście drobne mankamenty, jednakże nie psują one ogólnego odbioru całości i polecam tę grę wszystkim fanom tytułów poświęconych możliwej przyszłości, a także cyber-punku. Mimo że nie występuje on w standardowej formie, nie mogłem się oprzeć wrażeniu obcowania z dziełem inspirowanym serią Deus Ex. Zdecydowanie warto zagrać.
Dziękuję firmie Camouflaj za dostarczenie kopii recenzenckiej










Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.