Gears of War: E-Day wraca do korzeni, ale nie boi się wprowadzać dużych zmian. The Coalition stworzyło najbardziej satysfakcjonującą walkę w historii serii. Kampania zachwyca klimatem, swobodą i możliwościami rozwoju wyposażenia, choć kilka decyzji potrafi wybić z rytmu.
Na nowe Gears of War czekaliśmy naprawdę długo. The Coalition postanowiło nie kontynuować historii po wydarzeniach z Gears 5. Zamiast tego zabrało nas do samego początku wielkiej tragedii Sery. Gears of War: E-Day pokazuje nam o 14 lat młodszych Marcusa Fenixa i Doma Santiago podczas pierwszych dni inwazji Szarańczy. Akcja skupia się na Kalonie, która z normalnego miasta bardzo szybko zamienia się w pole jednej z największych katastrof w historii tego świata. Kampania wykorzystuje przy tym znane twarze, ale przedstawia je w zupełnie innej sytuacji niż ta, którą znamy z pierwszej części.

The Coalition nie tylko wróciło do korzeni, ale bardzo mocno rozwinęło fundamenty serii. E-Day jest bardziej dynamiczny, daje większą swobodę podczas walki i pozwala znacznie lepiej dopasować wyposażenie do własnego stylu rozgrywki. Jednocześnie twórcy nie porzucili najważniejszego elementu Gearsów, czyli ciężkiego, brutalnego systemu osłon. Właśnie połączenie starego z nowym sprawia, że strzelanie daje tutaj wyjątkową frajdę. Dla mnie Gears of War: E-Day to najlepsza strzelanka 2026 roku.
Powrót do czasów, gdy Marcus i Dom byli jeszcze młodzi
E-Day rozgrywa się podczas pierwszych dni Emergence Day. Marcus Fenix i Dom Santiago nie są jeszcze legendami, które pamiętamy z pierwszej części. Razem z Lucasem Reyesem i Mags Carter trafiają do Bravo Squad, próbując zrozumieć skalę zagrożenia, którego nikt wcześniej nie widział. Lokacja również odgrywa ogromną rolę, ponieważ Kalona nie jest kolejnym anonimowym zestawem poziomów. Twórcy pokazują miasto jeszcze przed jego całkowitym upadkiem, a następnie pozwalają obserwować konsekwencje kolejnych wydarzeń.


Dużą zaletę stanowi sposób prowadzenia historii. E-Day nie zasypuje nas niepotrzebnymi ekspozycjami, a wiele informacji poznajemy podczas przemierzania miasta i rozmów żołnierzy. Marcus oraz Dom zachowują się inaczej niż późniejsi, bardziej doświadczeni bohaterowie serii. W ich zachowaniu jest więcej niepewności, ale jednocześnie widać więź, która z czasem stanie się jednym z najważniejszych elementów całej opowieści. Kampania potrafi też pokazać ogrom wojny z perspektywy pojedynczego oddziału, zamiast robić z Bravo Squad grupę superbohaterów.
Kalona daje więcej swobody
Największą zmianą w strukturze kampanii okazują się fragmenty miasta. E-Day nadal pozostaje liniową grą, jednak pomiędzy kolejnymi celami otrzymujemy większe obszary Kalony. Możemy wybrać trasę, zajrzeć w boczną uliczkę, pomóc innemu oddziałowi albo poszukać dodatkowego wyposażenia. Twórcy w ten sposób dają nam namiastkę większej swobody bez zamieniania Gearsów w pełnoprawny otwarty świat.

Momentami miałem wręcz skojarzenia z The Division 2. Oczywiście skala i konstrukcja obu produkcji są zupełnie inne, ale sposób rozmieszczenia dodatkowych aktywności przywodził mi na myśl przemierzanie kolejnych fragmentów miasta. Główny cel zawsze pozostaje jasny, natomiast po drodze możemy odbić w bok. Takie rozwiązanie dobrze działa szczególnie wtedy, gdy chcemy poprawić swoje wyposażenie.
Wreszcie możemy grać ulubioną bronią
System wyposażenia to dla mnie jedna z najważniejszych zmian w E-Day. W poprzednich odsłonach często musieliśmy dostosowywać się do tego, jakie bronie akurat leżały na mapie. Tutaj możemy przygotować własny zestaw i wracać do niego przy składach z zapasami. Zmieniamy tam uzbrojenie, uzupełniamy amunicję i korzystamy z odblokowanych modyfikacji. Co najważniejsze, gra pozwala rozwijać konkretne bronie, zamiast zmuszać nas do ciągłego szukania nowego egzemplarza.


Sam przez niemal trzy czwarte kampanii korzystałem z karabinu snajperskiego. Miałem ogromną frajdę z eliminowania przeciwników z dystansu i nie musiałem rezygnować z ulubionego stylu gry tylko dlatego, że projekt poziomu przewidział inną broń. Rozwój dodatkowo zachęca do eksperymentowania. Możemy zwiększyć obrażenia, poprawić celność, zmienić właściwości idealnego przeładowania albo dostosować broń do walki zza osłony.
W poprzednich Gearsach często dostosowywaliśmy się do tego, co leżało nam pod nogami. W E-Day broń zaczyna być dostosowana do nas. I właśnie dlatego system nie sprawia wrażenia dodatku wrzuconego na siłę. Przekłada się bezpośrednio na sposób prowadzenia kolejnych starć.
Taktyczne gadżety zmieniają sposób walki
The Coalition poszło jeszcze dalej. W kampanii pojawia się sprzęt taktyczny, który możemy wykorzystywać podczas walki. Dostajemy między innymi rozwiązania pozwalające wykrywać przeciwników, leczyć sojuszników, wspierać oddział czy utrudniać życie Szarańczy. Pojawiają się też bardziej ofensywne gadżety, w tym miny oraz automatyczne działka strażnicze.

Nie każda potyczka wymaga korzystania z nich, ale dobrze przygotowany zestaw potrafi zdecydowanie zmienić przebieg starcia. Szczególnie dobrze wypada połączenie gadżetów z systemem osłon. Możemy przygotować pozycję, kontrolować przejście i zmusić przeciwników do wyjścia z bezpiecznego miejsca. W większych fragmentach Kalony takie możliwości mają jeszcze więcej sensu.
Pancerz również możemy rozwijać
Na podobnej zasadzie działają modyfikacje pancerza. Możemy poprawiać jego możliwości i dostosowywać je do własnej taktyki. Modyfikacje znajdziemy w kufrach rozsianych po mieście albo otrzymamy za wykonywanie zadań pobocznych. Nie zamienia to E-Day w grę RPG. Jest raczej lekką warstwą progresji, która daje dodatkowy powód do zaglądania w boczne zakamarki. Co więcej, wpływ modyfikacji faktycznie czuć podczas rozgrywki.

Zadania poboczne mają jeden problem
Większe obszary Kalony naturalnie zachęcają do wykonywania dodatkowych aktywności. Część z nich przypomina jednak miniaturową wersję trybu Hordy. Trafiamy na miejsce, rozpoczynamy walkę i musimy przetrwać kolejne fale przeciwników. Sama mechanika sprawdza się bardzo dobrze, ale podobna konstrukcja powtarza się na tyle często, że po pewnym czasie zaczyna być zauważalna.

Nagroda wynagradza jednak wysiłek. Za wykonywanie takich aktywności otrzymujemy między innymi ulepszenia wyposażenia, więc nie są one całkowicie oderwanymi od reszty kampanii przerywnikami. Gracz może więc sam zdecydować, czy chce pędzić do głównego celu, czy poświęcić trochę czasu na rozwój ekwipunku. Taka opcjonalność dobrze pasuje do nowej konstrukcji kampanii.
Eksploracja potrafi zepsuć atmosferę
Tutaj pojawia się jedna z niewielu rzeczy, które naprawdę mnie irytowały. E-Day bardzo często przypomina o znajdujących się w pobliżu skrzynkach. Sygnały dotyczące ukrytego wyposażenia pojawiają się zdecydowanie zbyt często, a wszystkie znajdźki są od razu oznaczone na mapie. Zamiast samemu obserwować otoczenie, szybko zaczynamy reagować na kolejne komunikaty sugerujące, że gdzieś obok znajduje się coś wartego zebrania.

Sam system nie jest zły. Problem polega na jego zestawieniu z atmosferą kampanii. Przed chwilą obserwujemy chaos inwazji, rozpaczliwe komunikaty o pomoc, śmierć cywilów i ogromne zagrożenie, a za chwilę gra przypomina nam o kolejnej skrzynce znajdującej się kilka metrów dalej. Czasem naprawdę wybijało mnie to z powagi wydarzeń. Wolałbym mniej komunikatów i większe zaufanie do spostrzegawczości gracza.
Najlepsza walka w historii Gearsów
Jeśli miałbym wskazać jeden element, który przekonał mnie do E-Day najbardziej, bez wahania wybrałbym walkę. The Coalition przebudowało fundamenty systemu, zachowując charakterystyczne strzelanie zza osłon. Pojawiają się płynniejsze przejścia między osłonami, niższe przeszkody, ślizganie, skakanie oraz większa liczba możliwości poruszania się po arenach. Walka dzięki temu jest bardziej dynamiczna, ale nadal pozostaje bardzo „gearsowa”.


Ważną rolę odgrywają również przeciwnicy. Szarańcza nie zachowuje się jak grupa bezmyślnych celów. Przeciwnicy korzystają z osłon, próbują flankować i zmuszają nas do zmiany pozycji. Różne typy wrogów wymuszają natomiast inne podejście do starcia. Dzięki temu walka przypomina układanie małej taktycznej łamigłówki.
Perfekcyjne przeładowanie nadal daje ogromną satysfakcję i co ważne, możemy teraz animację ustawić np. w dolnej środkowej części ekranu. Nowe rozwiązania sprawiają jednak, że nie wystarczy już tylko dobrze celować i skutecznie przeładowywać broń. Trzeba również odpowiednio ustawić się na arenie, wybrać najlepsze wyposażenie i obserwować sytuację. Gears of War: E-Day jest w tym zakresie najbardziej elastyczną odsłoną serii.

Grafika robi ogromne wrażenie
Na Xbox Series X testowałem wszystkie trzy tryby graficzne. Tryb Jakość celuje w 30 klatkach na sekundę, Wydajność w 60 FPS, natomiast Zrównoważony wykorzystuje ekran 120 Hz i celuje w 40 FPS.
Podczas kampanii najczęściej wybierałem Zrównoważony. 30 FPS w strzelance tego typu wyraźnie mi przeszkadzało, natomiast 60 FPS wiązało się z zauważalnym pogorszeniem jakości obrazu. Czterdzieści klatek okazało się dla mnie rozsądnym środkiem. Tryb Wydajność zdecydowanie docenią natomiast osoby nastawione przede wszystkim na szybkość reakcji, szczególnie podczas rozgrywki PvP i Hordę.


PC pokazuje jeszcze więcej możliwości. Na moim zestawie z Radeonem RX 9070, Core i5-12400F i 32 GB RAM testowałem grę w 2560 × 1440, na ustawieniach Ultra, z ray tracingiem ustawionym na Ultra, FSR 4 w Quality oraz generowaniem klatek. Benchmark pokazał średnio 62 FPS-y wyświetlanego obrazu, około 124 FPS-y po włączeniu generowania klatek oraz około 87 FPS-ów renderowania GPU. Taki wynik daje bardzo dobrą jakość obrazu i płynność, choć warto pamiętać, że liczba generowanych klatek nie jest tym samym co natywna wydajność renderowania.


Kalona potrafi zachwycić
Duże znaczenie ma również sama oprawa miasta. Twórcy mogą wykorzystać przestrzeń z samochodami, budynkami, gruzem i licznymi elementami zapewniającymi osłonę. Jednocześnie zniszczenia pozwalają pokazywać postępującą katastrofę. Niestety sami mamy bardzo mały wpływ na destrukcję otoczenia. Kalona z kolejnymi wydarzeniami przestaje przypominać miejsce, które znamy z wcześniejszych fragmentów kampanii.




Najbardziej podobały mi się jednak momenty, w których gra zamyka nas w mniejszych przestrzeniach. Wtedy E-Day potrafi być naprawdę niepokojące. Ciemne wnętrza, ograniczona widoczność i pojawiająca się znikąd Szarańcza budują napięcie znacznie lepiej niż większe miejskie areny. Szczególnie na ekranie OLED widać wyraźnie, że twórcy chcieli połączyć charakterystyczną dla serii brutalną akcję z atmosferą pierwszych chwil katastrofy.
Czy warto zagrać?
Gears of War: E-Day nie jest bezbłędne. Powtarzalne zadania poboczne, zbyt częste sygnały o pobliskich skrzynkach oraz automatyczne oznaczanie znajdziek na mapie potrafią odebrać część przyjemności z eksploracji. Kampania również nie zawsze wykorzystuje większe przestrzenie w takim stopniu, jak można byłoby oczekiwać.


Niewielka liczba minusów nie zmienia jednak najważniejszego. E-Day jest znakomitym shooterem i bardzo udanym powrotem jednej z najważniejszych serii na konsolach Xbox. Kampania ma charakter, system walki daje ogromną satysfakcję, a możliwość rozwijania własnego wyposażenia sprawia, że po raz pierwszy od dawna mogłem niemal przez całą grę korzystać z dokładnie tych broni, które najbardziej mi odpowiadały.
The Coalition nie próbowało wymyślić Gearsów od nowa. Zamiast tego przebudowało elementy, które przez lata zaczęły się starzeć. Dzięki temu E-Day jednocześnie przypomina pierwszą część i daje wyraźnie nowocześniejsze doświadczenie. Nie ulega wątpliwości, że mamy tutaj do czynienia z najlepszą strzelanką, w jaką grałem w 2026 roku.






Gears of War: E-Day pokazuje, jak powinien wyglądać powrót klasycznej serii. Zachowuje ciężar i brutalność Gearsów, a jednocześnie oferuje bardziej dynamiczny ruch, większą swobodę oraz najlepszy system wyposażenia w historii cyklu. Kilka decyzji dotyczących eksploracji niepotrzebnie rozbija klimat, lecz świetna walka, atmosfera i satysfakcjonująca progresja zdecydowanie dominują nad tymi problemami.
Grę do recenzji dostarczył XBOX
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.