Sierpień to gorący okres dla fanów soulslike’ów, zwłaszcza na konsoli Nintendo. Jak sprawuje się Lies of P: Complete Edition na Switchu 2?
Wakacje już od dawna przestały figurować w kalendarzu wydawniczym jako okres ogórkowy pozbawiony większych premier gamingowych. W tym roku prym zdają się wieść soulslike’i, które wyrastają jak grzyby po deszczu. W zeszłym tygodniu dostaliśmy Mortal Shell II, które spotkało się z szerokim uznaniem wśród graczy oraz krytyków. Posiadacze Nintendo Switch 2 również są rozpieszczani – już w tym tygodniu na konsolce ogramy Elden Ring: Tarnished Edition, a na początku miesiąca premierę miało Lies of P: Complete Edition. Jak sprawuje się przenośna wersja reinterpretacji historii Pinokia?
Gepetto pilnie poszukiwany



Jeżeli jakimś zrządzeniem losu nie słyszeliście jeszcze o Lies of P, spieszę z krótkim wyjaśnieniem. Produkcja Round8 Studio jest bowiem jednym z najlepszych soulslike’ów ostatnich lat. Zamiast kopiować średniowieczne fantasy FromSoftware, twórcy przenieśli formułę do mrocznego, inspirowanego belle époque Krat.
Wcielamy się tutaj w P, mechaniczną marionetkę, która trafia do miasta opanowanego przez zbuntowane kukły. Szybko okazuje się, że za intrygą stoi znacznie większa tajemnica. Historia wykorzystuje motywy znane z Pinokia, ale nie ogranicza się do prostego przeniesienia bajki na ekran.



To właśnie tutaj Lies of P od początku wyróżnia się na tle konkurencji. Gra korzysta z fundamentów soulslike’ów, ale kreuje przy tym własną tożsamość. Krat, jego architektura, projekty przeciwników i historia tworzą spójną światotwórczą całość. Nie jest to kolejna produkcja, której twórcy desperacko krzyczą w próżnię, że też potrafią stworzyć Dark Souls.
Przenośny P



Round8 Studio szybko rozwiewa największą obawę co do portu Lies of P: Complete Edition na bardziej ograniczony sprzęt. Produkcja działa tu naprawdę zaskakująco dobrze. W obydwu trybach zabawy (dock i handheld) otrzymujemy trzy różne ustawienia graficzne: Jakość, Zbalansowany oraz Wydajność. Moim wyborem był oczywiście ten ostatni – twórcy celują tu w 60 klatek na sekundę kosztem obniżenia jakości obrazu. Reszta opcji działa tak jak powinna, ale w tak skupionej na refleksie gracza produkcji więcej klatek zawsze wygrywa.
Lies of P wymaga bowiem precyzyjnego blokowania, parowania, uników i odpowiedniej reakcji na ataki groźnych przeciwników. Właśnie dlatego możliwość grania w 60 FPS zrobiło tu na mnie aż takie wrażenie – pierwszy Switch nigdy nie oferował tak dobrego doświadczenia w produkcjach multiplatformowych.
KomPromisy



Oczywiście nie możemy oczekiwać, że Switch 2 nagle zmieni się w PlayStation 5. Opcja wydajności całkiem mocno obniża jakość obrazu. Tekstury są mniej szczegółowe, część modeli wygląda gorzej, a w oddali pojawiają się uproszczenia, zwłaszcza w cieniach. W trybie zadokowanym różnica jest mniej widoczna – gra broni się tam nawet w porównaniu z kilkukrotnie potężniejszym sprzętem.



Podczas normalnego grania przestaje mieć to większe znaczenie. Krat nadal wygląda genialnie. Architektura zachowuje swój charakter, projekty przeciwników pozostają czytelne, a najważniejsze elementy otoczenia nie zostały całkowicie poświęcone na rzecz wydajności. Mam wrażenie, że widać tu efekty pracy włożonej w portowanie gry na MacBooki z czipami serii M. Twórcy nauczyli się ogrywać specyfikę sprzętu na swoją korzyść na poziomie, który zawstydza niezmiennie kiepskie wysiłki FromSoftware.
Legion w moich rękach



Soulslike’i zaskakująco dobrze sprawdzają się w formie przenośnej. Wiem to z autopsji, bo sam po raz pierwszy przekonałem się do pierwszego Dark Souls dopiero w wersji Remastered na pierwszego Switcha. Małym zaskoczeniem będzie zatem, że Lies of P to kolejna gra, która na handheldzie rozwija swoje skrzydła. Możliwość odpalenia takiego tytułu w łóżku czy w podróży pozostaje magiczna nawet po tak długim obcowaniu z przenośnymi konsolami.



Warto również wspomnieć, że w pakiecie Complete Edition otrzymujemy kompletne doświadczenie, wraz z obszernym rozszerzeniem Overture. Jest to zatem naprawdę ogrom zawartości – podstawka na spokojnie zajmie nam kilkadziesiąt godzin, z DLC dopełniającym grę o kolejne lokacje i bossów. Ponadto mamy tutaj również wprowadzone razem z dodatkiem opcje wyboru poziomu trudności, które pomogą mniej doświadczonym graczom wkluczyć się w świat soulslike’ów.
Jeśli nie mieliście jeszcze okazji zagrać w Lies of P, trudno mi wyobrazić sobie lepszy moment na nadrobienie zaległości. Nigdy bym się tego nie spodziewał, ale Nintendo Switch 2 powoli zmienia się w najlepszą platformę dla soulsiarzy.
Egzemplarz recenzencki gry dostarczyła Cenega.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.