Stellar Blade to tytuł, który na długo przed premierą podzielił zarówno społeczność gracz, jak i krytyków. Najnowsza gra ekskluzywna PlayStation wytacza swoją, własną ścieżkę i nie próbuje się nikomu przypodobać. Czy jednak poza piękną grafiką i ciekawym designem ma coś jeszcze do zaoferowania?
Trudne początku Eve
Żyjemy w czasach, w których bardzo ryzykowne jest płynięcie pod prąd. W czasach, w których w zasadzie wszystko może kogoś obrazić i zostać uznanym za nieprzyzwoite. Twórcy z koreańskiego studia Shift Up postanowili powołać do życia wizję odważną, na przekór wszystkim i wszystkiemu, swoim projektem starając się udowodnić, że w grach wideo nadal jest miejsce dla atrakcyjnych fizycznie postaci. Zresztą, azjatyckie gry słyną z pięknych kobiet i przystojnych mężczyzn od wielu już lat. Stellar Blade po prostu ma to szczęście w nieszczęściu, że jest wielką, ekskluzywną grą pod znanym wydawcą.
Jeśli mam być całkiem szczery to po prawdzie cieszy mnie taki obrót sprawy. Kontrowersje, które urosły w koło Stellar Blade przyczyniły się do znaczącego wzrostu popularności, tytułu Koreańczyków. Bardzo dobrze, bo przygoda Eve pod wieloma względami może się naprawdę podobać.




Ciekawy design Stellar Blade
Po graniu wielu godzin śmiało można stwierdzić, że tytuł nie należy do szczytowych osiągnięć. Jednocześnie trudno odmówić grze naprawdę dobrej oprawy audiowizualnej i niepowtarzalnego designu. Siłą rzeczy, to produkt koreański i nie często w grach wideo spotykamy się z wizjami twórców z tego kraju. Bardzo nad tym ubolewam, bo już Stellar Blade pokazało, że mają oni zupełnie inne, świeże spojrzenie na fantastykę.
Ziemia upadła. Została stracona i opanowana przez zmutowane monstra. W celu odbicia planety zostają wysłane specjalne oddziały złożone z prototypów jednostek bojowych. Do jednego takich oddziałów należy tytułowa Eve. Jak nie trudno się domyślić atak kończy się niepowodzeniem – delikatnie mówiąc – i nasza bohaterka pozostaje zupełnie sama. Tak przynajmniej początkowo myśli. Z opresji ratuje ją Adam, jeden z nielicznych ocalałych mieszkańców ziemi.
Fabuła gry wydaje się początkowo prosta, a narracja dawkowana jest bardzo oszczędnie. Przyznam, że pierwsza lokacja nie należy do super atrakcyjnych i miałem wrażenie, że została zrobiona na szybko. Nawet relacje Eve z Adamem, który obsługuje towarzyszącego jej drona, nie należą do szczególnie wciągających. Jednak im dalej, tym lepiej.
Stellar Blade pomimo zręcznościowej, dynamicznej formuły pod względem fabularnym rozwija się dość wolno i muszę przyznać, że z czasem bardzo doceniłem ten zabieg. Złapałem się na tym, że świat przedstawiony mnie wciągnął i z zaciekawieniem odkrywałem jego tajemnice. Niemrawe z początku postacie także nabierają rumieńców i zaczęło zależeć mi na ich losie. Zwłaszcza, że historia kryje, jak to zwykle bywa, drugie dno i nie wszystko jest takie jak początkowo się wydaje.




Walka
Twórcy nie ukrywali, że inspirowali się NieR: Automata i widać to w wielu miejscach. Osobiście zawsze powtarzam, że jeśli się od kogoś uczyć, to tylko od najlepszych. Shift Up odrobiło pracę domową i zachowało unikalną tożsamość swojego tytułu. Przez co jak przypuszczam zostanie on zapamiętany przez graczy. Zapożyczenia widać głównie w trakcie eksploracji i mechanice walki. Zacznijmy przewrotnie od końca.
Starcia są dynamiczne, jednak niepozbawione taktyki. Bezmyślne szarżowanie na wroga nie ma tu najmniejszego sensu, nie mówiąc już o pojedynkach z potężnymi bossami, które nawet na najniższym poziomie potrafią dać w kość. Początkowo Eve nie dysponuje wielkim wachlarzem ruchów i zdolności, przez co wydaje się nieco ograniczona ruchowo i sztywna. Ma to jednak na celu nauczenia gracza i opanowania do perfekcji blokowania oraz robienia uników. Z czasem za zdobyte punkty doświadczenia nabywa się wiele przydatnych ataków, dzięki, którym walki diametralnie się zmieniają.
Co ciekawe, wielu wrogów po wykupieniu odpowiedniej zdolności da się pokonać bez walki. No właśnie… da się, choć jest to dość trudne i miałem wrażenie, że atak z zaskoczenia zwyczajnie nie reagował na czas. Warto jednak wiedzieć, że opcja taka w ogóle istnieje. Ogólnie rzecz ujmując samej walce często bliżej do gatunku soulslike niż do tradycyjnych slasherów. Choć zdecydowanie poziomem trudności Stellar Blade nie stanowi aż takiego wyzwania.




Eksploracja
Odrywanie świata gry daje satysfakcję, choć na dłuższą metę okazuje się, że pod względem sekretów ma on niewiele do zaoferowania. Mimo wszystko czerpałem przyjemność z badania każdej dziury i uliczki. W dużej mierze było to zasługą poszukiwań kolejnych elementów kosmetycznych dla Eve. Ubrań jest naprawdę dużo i nie stanowią one jedynie swoich kolorystycznych wariantów. Dodatkowe elementy takie jak kolczyki, jedynie dopełniają całości. Można wręcz pokusić się o tezę, że mamy tutaj do czynienia z fantastycznym pokazem mody.
Zawiedziony byłem jednocześnie układem niektórych lokacji. W tym aspekcie wyraźnie widać, że twórcy muszą się jeszcze wiele nauczyć. O ile same miejscówki są naprawdę ślicznie wykonane, tak poszczególne przejścia, czy skróty mogły zostać w nich lepiej ulokowane. Podobnie sprawa wygląda w czasie korzystania z drabinek i wszelkiej maści uchwytów do przeskakiwania. Eve nie reaguje na nie płynnie i czasem trzeba odwrócić się kilka razy, by z nich skorzystać. Bohaterka ponadto potrafi pływać i nurkować. Jednak ten temat pozostawmy na tym, że po prostu umie to robić, bo nie jest to element gry, z którego chciałem i dużo korzystałem.
Na uwagę zasługuje natomiast oprawa muzyczna gry. W odblokowywanych obozach możemy przesłuchać kilku utworów, a w czasie podróży towarzyszy nam przeważnie piękna, spokojna oprawa dźwiękowa. Warto zauważyć, że tytuł posiada oryginalną koreańską ścieżkę dubbingową. Jeśli więc chcecie usłyszeć jak Eve brzmi w oryginale macie taką możliwość.




Nie tylko piękna Eve
Stellar Blade to nie tylko piękna, ale całkiem interesując gra, która prawdopodobnie przypadnie do gustu graczom szukającym dobrej akcji i niepozbawionej emocji rozrywki. W recenzji nie wspomniałem o błędach, bo zwyczajnie przez większość czasu na poważniejsze nie natrafiłem. Co prawda można przyczepić się nieco nienaturalnie, wręcz śmiesznie poruszających się włosów Eve. Czasami jakaś akcja nie załapie tak, jak byśmy sobie tego zażyczyli. Jednak ogólnie rzecz biorąc pod względem technicznym to bardzo dobra, wręcz rzemieślnicza robota.
Przygoda Eve nie jest growym objawieniem. Nie próbuje wymyślać koła na nowo. Jest po prostu dobre w swoich założeniach. Studio Shift Up udowodniło, że ma w sobie duży potencjał i po takim debiucie będę na pewno wyczekiwał na jego kolejny projekt.
Warto spędzić kilkanaście godzin w towarzystwie Eve. Nie tylko dlatego, że pod względem estetycznym to gra, którą wręcz chce się oglądać. To przede wszystkim ciekawa wizja, okrojona unikalnym designem. Może i nie powali nikogo na kolana fabułą, pod względem walki jest na rynku wiele bardziej dopracowanych tytułów. Mimo wszystko Stellar Blade zasługuje na poznanie i raczej na pewno nie uznacie czasu spędzonego z grą za stracony.




Grę do recenzji dostarczyło PlayStastation Polska.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.