Zastanawialiście się kiedyś, co by było gdyby Happy Tree Friends spotkało się z chodzoną bijatyką? Otrzymalibyśmy Shing!
Shing! to najnowsza produkcja w portfolio polskiego studia Mass Creation. Gra pozwala nam wcielić się w czworo wojowników, których zadaniem jest zwalczenie hordy demonów i odzyskanie wykradzionego Gwiezdnego Ziarna, od którego zależy oczywiście los wielu osób. Mając taką wizję celu, ruszamy w podróż, która zajmie nam dobre 7 godzin. Jest to dobry wynik – tytuł Polaków jest dzięki temu idealnie wyważony i nie zdąży się nam przejeść, a dodatkowo jest pozbawiony dłużyzn.
Rozgrywka skupia się na walce (w przeważającej części) i rozwiązywaniu zagadek logicznych. Te nie należą nigdy do skomplikowanych i nie minie wiele czasu, a odnajdziecie rozwiązanie. Można by się czepiać bardzo niskiego poziomu skomplikowania tych łamigłówek, ale byłoby to bardzo krzywdzące dla Shing! Ten element rozgrywki ma stanowić przełamanie sekwencji walk, wprowadzić pewne urozmaicenie i w tej roli sprawdza się wyśmienicie. Aby odsapnąć na chwilę od mordowania napierających na nas przeciwników, możemy też wziąć co jakiś czas udział w rozmowach między naszym czworgiem bohaterów. Są one w pełni opcjonalne, ale warto się na nie zdecydować. Raz, że dzięki nim poznajemy historię świata, do którego zostaliśmy wrzuceni, a dwa – rozmowy są nierzadko przepełnione humorem. Mam jedynie małą uwagę co do wykonania tych sekwencji dialogowych. Szkoda, że nie pokuszono się o dodanie do nich animacji i zamiast tego obserwujemy jedynie jak nasze postaci siedzą obok siebie, słuchając, co każda i każdy z wojaków mają do powiedzenia.
Pozostając przy animacjach, należy wspomnieć o bardzo dobrej grafice Shing! Dzieło niewielkiego polskiego zespołu twórców wygląda jak interaktywny film animowany. Postaci są przerysowane, co w połączeniu z często lejącą się krwią i latającymi członkami daje spójny obraz groteski. Bardzo spodobały mi się też scenki przerywnikowe. Charakteryzują się bardzo ładną kreską i wysokiej jakości animacją. Bardzo chętnie obejrzałbym film animowany inspirowany recenzowaną grą. Również tu występuje przerysowanie – na przykład biusty naszych żeńskich bohaterek podskakują zauważalnie przy każdym, nawet najmniejszym ruchu. Bohaterów, jak wspomniałem, jest czworo i są to postaci o tyle intrygujące wizualnie, co stereotypowe. Jest więc wiecznie żartujący Tetsuo, nieulękniony Wilhelm, zdeterminowana Aiko oraz groteskowo kobieca Bichiko. Postaci są dość karykaturalne, co bardzo dobrze pasuje do przyjętego stylu wizualnego.
Przejdźmy do najważniejszego elementu recenzowanego dzieła, decydującego o tym, czy będziemy chcieli do niego powracać, czy może zapomnimy o Shing! chwilę po uruchomieniu. Chodzi oczywiście o samą walkę. Na szczęście tę składową rozgrywki Mass Creation opracowało niemal perfekcyjnie. W produkcję możemy grać samemu lub lokalnie w trybie współpracy. O ile rozgrywka wieloosobowa jest oczywista pod tym względem, o tyle warto wyjaśnić kwestię wyboru postaci w przypadku samotnego przemierzania świata. Okazuje się, że początkowy asortyment bohaterów w menu wyświetlanym po zaznaczeniu misji na mapie nie wyklucza możliwości wcielenia się w pozostałych wojowników. Naciskając odpowiedni przycisk kierunkowy na D-Padzie, błyskawicznie przełączamy się na inną postać. Niejednokrotnie uratuje to Was przed porażką w poziomie. Każda z postaci ma bowiem osobny wskaźnik zdrowia. Szkoda jednak, że nie ma różnic w dostępnych ciosach, zależnie od bohatera, którego śledzimy. Kompani różnią się między sobą jedynie nałożoną skórką. Jest to zmarnowany potencjał, obok którego trudno przejść obojętnie.
Starcia w Shing! to przykład na prawdziwość zasady „łatwo się nauczyć, trudno opanować”. Naszą postacią poruszamy się za pomocą lewej gałki analogowej. Oprócz niej będziemy korzystać też ze skoków i mknięć pozwalających nam uniknąć ciosu Yokai lub przedostać się za pole siłowe. Do poradzenia sobie z falami przeciwników niezbędne będzie też blokowanie i parowanie ataków oraz wyprowadzenie celnych ciosów. Wykonujemy je, wychylając prawą gałkę analogową w różne kierunki. Wychylmy ją w górę, a podrzucimy przeciwnika w powietrze, gdzie możemy go dodatkowo okładać, a na końcu przykładowo wychylić gałkę w dół i wykonać tym samym atak pikujący. Przyzwyczajenie się do takiego sposobu wyprowadzania ciosów na pewno zajmie Wam nieco czasu, ale ostatecznie stanie się on czymś tak naturalnym jak oddychanie.
Trudności sprawią na pewno liczebność przeciwników i ich ataki. Na ekranie bardzo często dzieje się naprawdę sporo i ogarnięcie wszystkiego potrafi być wyzwaniem samym w sobie. Jedni przeciwnicy atakują nas zwykłymi ciosami, inni rzucają energetycznymi kulami, które musimy sparować, jeszcze następni szyją do nas z kuszy, czy stosują unieruchamiające nas ataki obszarowe. Rozpiętość ataków oponentów jest ogromna i na pewno Shing! nie pozwoli Wam się nudzić. Należy też wspomnieć o dość wysokim poziomie trudności. Nawet normalny jest wymagający, a mamy jeszcze dwa wyższe. Nie zdziwię się jeśli zdecydujecie się grać na najniższym poziomie trudności – i nie ma się co tego wstydzić. Jeśli te intensywne walki to dla Was za mało, to możecie jeszcze spróbować wykonać kilka wyzwań odblokowywanych w miarę rozwoju opowieści. Wykonanie wyzwania odblokuje dodatkową skórkę postaci. Cele wyzwań mogą być tak relatywnie proste jak wykonanie 10 ciosów na przeciwniku w powietrzu, czy wytrzymanie określonego czasu, ale znajdziemy też prawdziwe wyzwania – na przykład polegające na pokonaniu wszystkich nieprzyjaciół, nie otrzymując żadnego uderzenia.
Shing! to bardzo dobra gra, którą bez wahania polecam każdemu miłośnikowi dynamicznym gier akcji. Mimo stosunkowo wysokiego poziomu trudności, bardzo dobrze wspominam czas spędzony z dziełem Mass Creation. Wyprowadzanie ataków prawą gałką wciąga, a oprawa wizualna zachwyca. Bardzo podoba mi się też humor, na czele z nazwą jednego z bossów – Wykoparkotron. To bardzo dobra chodzona bijatyka, która może z powodzeniem walczyć o o pierwsze miejsce w kategorii „najlepsza gra niezależna”.
Grę do recenzji dostarczyło Mass Creation.




















Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.