Ace Combat, to najsłynniejsza seria zręcznościowej gry lotniczej, której korzenie sięgają lat 90. Pierwsze “Asy” pojawiły się na PSX w 1995 roku. Do 2006 roku gra ukazywała się tylko na konsolach PlayStation, przełomem była dopiero szósta cześć “Fieres of Liberation”, która trafiła w 2007 roku tylko na Xboxa 360. W między czasie powstały jeszcze dwie części na PlayStation Portable – pierwszą przenośną konsolkę Sony oraz w 2005 roku wydano Ace Combat nawet na kieszonkowego GBA. 2011 rok był przełomowy dla Namco Bandai, ich Ace Combat: Assault Horizon został wydany także na 3DSa, a dwa lata później po raz pierwszy na komputery osobiste.
Na nowe Ace Combat 7 przyszło nam czekać ponad 10 lat, czas ten liczę od premiery wspomnianego na początku Ace Combat 6: Fieres of Liberation z 2007 roku. Pomijam tutaj “Assault Horizon z 2011 roku, które skupiało się na prawdziwych konfliktach politycznych oraz Infinity z 2014 roku, które było gra free to play. Ace Combat 7: Skies Unknown, to dopiero pierwszy tytuł z tej popularnej serii, który ukazał się na konsolach nowej generacji, która trwa od 2014 roku, więc sporo czasu musieliśmy poczekać na pierwsze “Asy” na PS4 i Xboxa One. Za produkcje ponownie odpowiada Project Aces, a wydawcą jest jak zawsze Namco Bandai.
Ace Combat 7 podobnie jak szósta cześć skupia się na fikcyjnym konflikcie, fikcyjnych państw w świecie nazwanym Strangereal. Mamy rok 2019, dwa wielkie mocarstwa: na zachodzie królestwo Erusei, a na wschodzie federacje Osei toczą miedzy sobie wojnę. Powodem konfliktu jest winda kosmiczna wybudowana przez Osei, która został obstawiona wojskiem przy granicy królestwa Euresei. Gracz wciela się w pilota o pseudonimie Tiger i walczy po stronie federacji Osei. Fabuła składająca się z 20 misji niestety mnie nie porwała, scenki przerywnikowe, choć wykonanie fantastycznie, jak to ma miejsce głównie w japońskich grach, były dla mnie tylko wypełniaczem po między kolejnymi podniebnymi pojedynkami w fantastycznie zaprojektowanych myśliwcach, a tych nie brakuje. Niestety jedna scenka przerywnikowa ma ogromnego babola, jest nim pies, który został wklejony niczym w Paintcie, wszystko jest animowane, a pies w ostatnie chwili został wrzucony, jako zdjęcie JPEG, takiej wtopy dawno świat nie widział!
Zanim jednak przejdę do samolotów, to słów kilka o misjach w fabule, bo zostały one mocno urozmaicone. Naszym zadaniem nie będzie tylko eliminowanie kolejnych samolotów, czy helikopterów, ale sporą cześć stanową walki z bezzałogowymi dronami, które są bardzo szybkie i niczym snajper czekający pół dnia na oddany strzał, tak i my musimy odpowiednio się ustawić i wyczekać odpowiedni moment do zestrzelenia drona. W wielu misjach będziemy mieli do zniszczenia całe armie wojsk lądowych, jak działa przeciwlotnicze, czołgi, czy ciężarówki z rakietami a nawet okręty wodne, jak pancerniki, czy lotniskowce.
Kilka misji polega po prostu na zniszczeniu wszystkiego, co się rusza i do nas strzela, aby taka misja zakończyła się powodzeniem musimy pobić wymagany limit punktów w wyznaczonym czasie. Tak naprawdę każda misja jest na czas, tego zazwyczaj jest 15-20 minut, ale tylko w misjach na punkty może go nam zabraknąć. Nie brakuje tez misji eskortowania ważnego celu w powietrzu, a nawet osłaniana samochodu VIPa który jedzie przez wielkie miasto nocą – kapitalna i chyba moja ulubiona misja w Ace Combat 7. Są walki z bossami, ale jest ich bardzo mało, największe wrażenie wywarł na mnie pojedynek z Arsenal Bird (jego model jest w edycji kolekcjonerskiej), ogromnym statkiem powietrznym, napędzany wieloma śmigłami. Statkiem, który jest wyposażony w wiele bezzałogowych dronów, ogromny laser oraz ochronę pole magnetyczne o które możemy się nawet rozbić. Czasem przyjdzie nam nawet stoczyć pojedynek z jakimś futurystycznym myśliwcem, który jest zwinny niczym wspomniane wcześniej drony.
Nie zabrakło także elementów zręcznościowych z których słynie seria Ace Combat, w siódmej części będziemy lecieć przez wąski kanion, nocą unikając reflektorów helikopterów, lub będziemy gonić za dronem w wąskim tunelu przeznaczonym dla samochodów. Nie od dzisiaj wiadomo, ze Ace Combat, to takie trochę Dark Soulsy dla fanów lotnictwa. Gra jest zrobiona na silniku Unreal 4, dzięki czemu w grze pojawiają się fantastyczne warunki pogodowe, jak deszcz, czy burza z piorunami. Latanie w chmurach może spowodować oblodzenie naszego samolotu, przez co będzie trudniejszy w manewrowaniu, ale z drugiej strony chmury są najlepszą kryjówką przed niebezpieczeństwem ze strony wrogich samolotów.
Jest jedna bardzo trudna misja właśnie podczas burzy, gdzie tracimy radar i całe namierzanie na wrogie samoloty, a każde uderzenie pioruna w nasz samolot powoduje jego opadnięcie o kilka metrów i chwilowy brak sterowności. Do tego fantastyczne efekty burzy piaskowej, pod którą musimy lecieć znajdując się 100 metrów na ziemią i niszczyć pojazdy lądowe. Niestety Ace Combat 7 cierpi na dziwne skoki poziomu trudności, jak wspomniana misja w burzy gdzie co chwile tracimy radar, czy ta z burzą piaskową, gdzie musimy lecieć nisko w kiepskiej widoczności. Same walki z dronami tez są mocno frustrujące, ganianie się z nimi przez kilka minut, to nic ciekawego. Problem mam także z punktami kontrolnymi, którą są rozmieszczane nieregularnie, a czasem wręcz ich nie ma przez całą misje.
Ale jeszcze większy problem mam z sojuszniczymi samolotami, które zachowują się, jak liście na wietrze, po prostu sobie latają, nie biorąc udziału w walce. Nie wspierają gracza, gdy jest w niebezpieczeństwie, nawet gdy są w pobliżu. Strasznie frustrująca sytuacja spotkała mnie pod koniec jednej z misji, gdzie zostało zestrzelić mi już tylko dwa bombowce. Lece w ich stronę, za mną są dwa myśliwce wroga, a za nimi sześć moich sojuszniczych jednostek. Myśle sobie, pewnie ich zestrzelą, lecę dalej. Oberwałem dwoma rakietami, uszkodzenia na poziomie 67%. Musiałem szybko zawrócić, zniszczyć te dwa myśliwce i dopiero mocno już uszkodzony mogłem zaatakować wrogie bombowce. To niesamowite, jak sojusznicze jednostki nic w tej grze nie pomagają.
Samoloty zostały podzielone na trzy kategorię: myśliwskie, wielozadaniowe oraz szturmowe. W środ nich znajdziemy wiele popularnych modeli produkcji amerykańskich, rosyjskich i europejskich, jak F-15E Strike Eagle, F-22A, Mirage 2000-5, Rafaele M, Typhoon, czy nawet nowoczesny Su-57. Natomiast Boening F/A 18F Super Hornet, to wyjątkowy uniwersalny myśliwiec, którym możemy wykonać trze misje na PlayStation VR. Nie brakuje tez klasyków w stylu amerykańskiego Fairchilda A-10C z lat siedemdziesiątych, który jest samolotem szturmowy bliskiego wsparcia, idealnie nadaje się do niszczenia dużej liczby celów naziemnych, czy Mig29A – rosyjska jaskółka z 1977 roku. Każdy samolot ma fantastycznie odwzorowany kokpit, po którym możemy się rozglądać prawy analogiem. Jest jeszcze widok FPP, na którym widzimy tylko sam celownik, prędkościomierz oraz wysokościomierz.
Samoloty odblokowujemy w specjalnym drzewku między wykonanymi misjami, za które otrzymujemy kredyty. Im lepiej nam pójdzie, im więcej i szybciej wrogich jednostek zniszczymy, tym kredytów będzie więcej. Zaczynamy od samolotów powolnych, mało zwrotnych o małym uzbrojeniu i pancerzu, ale praktycznie po każdej misji możemy sobie pozwolić na nowy model lub na modyfikacje do ulubionej maszyny. Modyfikacje kupujemy raz i możemy je wykorzystać w każdym samolocie. Modyfikacje dzielą się na te od lepszej zwrotności i przyśpieszania, przez wytrzymalszy pancerz po silniejsze uzbrojenie i jego większa ilość.
Samoloty odblokowane w kampanii możemy wykorzystać w trybie wieloosobowym, który został podzielony na dwa deathmatche. Możemy zagrać drużynowo czterech na czterech lub Free For All – ośmiu graczy, każdy na każdego. Bitwy są bardzo krótkie i kończą się niestety po kilku minutach, zazwyczaj zdarzy skończyć się czas, niż gracze zdobędą wymaganą ilość punktów. Tryb wieloosobowy jest świetny jeszcze do farmienia kredytów, które możemy przeznaczyć na odblokowanie lepszych samolotów, czy uzbrojenia. W multiplayerze nie ma żadnego matchmakingu, są pokoje, takie same jak w Gran Turismo Sport. To założyciel pokoju dyktuje zasady, decyduje o trybie, mapach, a nawet o tym, czy gracze mogą korzystać z pocisków, czy bomb specjalnych. Aby rozgrywka była w miarę sprawiedliwa możemy samoloty modyfikować do konkretnej liczby punktów i tym sposobem mamy pokoje dzielące się na samoloty do 2000, 2250, 2500 oraz takie bez limitu. W hangarze możemy sobie przygotować kilka gotowych modeli samolotów w różnych modyfikacjach, dzięki czemu zawsze będziemy mieli gotowy samolot na odpowiedni tryb rozgrywki.
Na koniec zostawiłem wrażenia z grania na PlayStation VR. A te mam po prostu fantastyczne! Imersja i poczucie wolności gdy lata się nad rzeką jest świetne. Możliwość rozglądania się w kabinie na tyle ile pozwala nam szyja jest absolutnie świetne. Start z lotniskowca, to coś, co każdy fan lotnictwa chciałby przeżyć, choćby nawet w symulatorze, a jeszcze po wykonaniu misji mamy możliwość lądowania na tym samym lotniskowców, a wszystko to mając widok z kabiny pilota. Ace Combat 7 w trybie VR oferuje tylko trzy misje i jeden samolot, a nim jest F/A 18F Super Hornet. Jednak to wystarczy, aby Ace Combat 7 zostało dla mnie najlepszą grą na PSVR z pojazdami. Wrażenia z lotu nad ziemią z duża prędkością są dużo lepsze niż prowadzenie pojazdów w GT Sport, czy Driveclub. Gdy ukończymy misje na PSVR, to odblokujemy sobie możliwość swobodnego lotu na terenach z tych misji. Po ukończeniu tych trzech misji VR czuje ogromny niedosyt i jest mi nawet smutno, że całej gry nie można ukończyć na goglach PSVR. Capcom już pokazał Residentem 7, że można zrobić świetne grę, która będzie się świetnie prezentować na konsoli oraz goglach PSVR. Pokazał, że cały tytuł można przenieść na VR. Mam nadzieję, że deweloper skupie się w najbliższych tygodniach na urozmaiceniu trybu VR, bo ta gra i fani lotnictwa, którzy wiele lat czekali na nowe Ace Combat po prostu na to zasługują.
Ace Combat 7, to świetna gra dla fanów lotnictwa, chociaż nie jest pozbawiona uciążliwych wad, które wpływają na rozgrywkę, jak nierówny poziom trudności, kiepsko rozmieszczone punkty kontrolne, czy coś czego zupełnie nie rozumiem, czyli sojuszniczce samoloty-boty, które nie biorą udziału w bitwie, tylko sobie latają. Pomimo tego, że sami musimy zniszczyć setki wrogich samolotów oraz wojsk lądowych, czy okrętów, to bitwy są widowiskowe i wciągające, chociaż poziom trudności czasami płata figle. Fabuła także nie wciąga, mimo, że scenki filmowe są wykonane fantastycznie, to w głowie już rozmyślałem, jaki samolot i jakie uzbrojenie przygotuje na kolejną misję. Ace Combat 7, to także kapitalna gra na PSVR, startowanie z lotniskowca, zestrzelenie kilku samolotów, następnie powrót na lotniskowiec, to coś fenomenalnego! Trzymam mocno kciuki, aby deweloper jeszcze bardziej rozbudował ten tryb o nowe samoloty i misje.
Grę do recenzji dostarczyła Cenega, dziękujemy też PlayStation Polska za wypożyczenie zestawu PSVR

















Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.