„Avengers. Niemożliwe Miasto. Tom 1” miał otworzyć nowy rozdział dla najpotężniejszych bohaterów Marvela. Jed MacKay dostał do dyspozycji potężny skład, kosmiczne zagrożenie i pomysł na historię rozpisaną na większą skalę. Problem w tym, że pierwsze sześć zeszytów serii oraz „Timeless” #1 kompletnie mnie nie przekonały. Fabuła często sprawia wrażenie przypadkowej, a bohaterom brakuje chemii, którą powinni mieć Avengers.


Nowi Avengers, ale gdzie podziała się drużyna?
„Avengers. Niemożliwe Miasto. Tom 1” zbiera zeszyty „Avengers” #1–6 z 2023 roku oraz „Timeless” #1 z 2022 roku. Jed MacKay przejął serię po Jasonie Aaronie, a wraz z C.F. Villą dostał zadanie zbudowania nowej drużyny. W jej skład wchodzą między innymi Kapitan Marvel, Iron Man, Thor, Kapitan Ameryka, Czarna Pantera, Szkarłatna Wiedźma i Vision. Brzmi świetnie, prawda? Na papierze zdecydowanie, bo trudno narzekać na sam zestaw nazwisk. Problem zaczyna się wtedy, gdy bohaterowie muszą faktycznie działać razem.

Mam wrażenie, że MacKay bardziej ustawił figury na planszy, niż stworzył prawdziwy zespół. Poszczególne postacie mają swoje momenty, ale zdecydowanie za rzadko czuć między nimi relacje. Brakuje mi swobody, charakterystycznych rozmów i zwykłego poczucia, że patrzę na grupę ludzi, którzy znają się od lat. Każdy wykonuje swoją część zadania, po czym historia pcha go dalej. Avengers powinni być czymś więcej niż siedmioma bardzo znanymi bohaterami stojącymi obok siebie.
Wielki pomysł nie wystarczy
Pierwszy tom chce być ogromny już od pierwszych stron. Najpierw pojawia się Terminus, później Tribulation Events, a następnie Ashen Combine oraz Impossible City. Sam pomysł na grupę wielowymiarowych zagrożeń, które atakują miasta, ma potencjał na naprawdę efektowną sagę. MacKay próbuje też nadać historii większą skalę, łącząc wydarzenia z przyszłością Marvela i motywami znanymi z „Timeless”.

Niestety, podczas lektury kilka razy zastanawiałem się, po co właściwie oglądam kolejną scenę. Fabuła przeskakuje między pomysłami, zagrożeniami i kolejnymi walkami, ale nie buduje przy tym odpowiedniego napięcia. Narracja chce być epicka, jednak często staje się zwyczajnie chaotyczna. Niektóre elementy wyglądają jak zapowiedź czegoś znacznie większego, zamiast pełnoprawnej historii. Właśnie dlatego „Niemożliwe Miasto” odbieram bardziej jako długi prolog niż satysfakcjonujący pierwszy rozdział nowej serii.
„Ponadczasowy” nie pomaga
Wydawałoby się, że „Timeless” #1 powinien dobrze przygotować czytelnika do wydarzeń z „Avengers”. Jed MacKay przedstawia w nim Kanga i jego poszukiwanie tak zwanego Missing Moment, a przy okazji pokazuje fragmenty możliwej przyszłości Marvela. Koncepcyjnie brzmi to bardzo dobrze, szczególnie dla osoby, która lubi wielkie komiksowe tajemnice.

Mam jednak problem z umieszczeniem tego materiału w jednym tomie. Zamiast uporządkować całość, „Timeless” jeszcze bardziej komplikuje odbiór. Czytelnik dostaje mnóstwo sugestii, wizji i zapowiedzi, ale niewiele z nich od razu przekłada się na emocje. Pojedyncze pomysły są ciekawe, tylko trudno zbudować z nich jedną spójną opowieść. Przy pierwszym tomie nowej serii oczekiwałbym większej klarowności.
Graficznie jest lepiej, niż fabularnie
Warstwa graficzna ratuje kilka fragmentów. C.F. Villa dobrze radzi sobie z przedstawieniem potężnych bohaterów i naprawdę dużych scen walki, a Impossible City ma odpowiednio dziwny, kosmiczny charakter. W kolejnych zeszytach pojawia się Ivan Fiorelli, co oczywiście daje trochę inny wygląd historii. Zmiana nie niszczy komiksu, ale przy tak chaotycznej fabule nie pomaga w budowaniu spójnego wrażenia.

Podoba mi się szczególnie skala niektórych pojedynków. Thor, Szkarłatna Wiedźma czy Iron Man dostają sceny, które mogą robić wrażenie na pojedynczych planszach. Problem polega na tym, że nawet świetny kadr nie naprawi dialogów i konstrukcji całego rozdziału. „Avengers” chcą być jednocześnie kosmiczną epopeją, historią o końcu świata i początkiem wielkiego planu. W rezultacie żadna z tych rzeczy nie wybrzmiewa tak mocno, jak powinna.
A co z fanami Marvel Rivals?
Tutaj pojawia się ciekawy punkt dla graczy „Marvel Rivals”. W komiksie znajdziecie kilka postaci, które dobrze znacie z gry, między innymi Kapitana Amerykę, Iron Mana, Thora, Czarną Panterę i Szkarłatną Wiedźmę. Marvel Rivals pokazuje ich jednak przede wszystkim przez pryzmat dynamicznej rozgrywki, umiejętności i efektownych Team-Upów. Komiks daje okazję zobaczyć te postacie w bardziej klasycznej roli superbohaterów.
Czy fani gry znajdą coś nowego dla siebie? Trochę tak, choć nie liczyłbym na wielkie odkrycie. Najciekawsze są tutaj nowe zagrożenia, szczególnie Ashen Combine oraz Impossible City. Żaden z tych elementów nie daje jednak takiej satysfakcji, jaką powinien zapewnić start nowej serii Avengers. Osoby znające bohaterów głównie z Marvel Rivals mogą więc potraktować tom jako ciekawostkę, ale raczej nie jako obowiązkową lekturę.
| Liczba stron | 192 |
| Wymiary | 16.7 x 25.5 cm |
| Scenarzysta | Jed MacKay |
| Ilustrator | C.F. Villa, Ivan Fiorelli |
| Tłumacz | Dariusz Stańczyk |
| Typ oprawy | Miękka |
| Cena | od 62,99 zł |
MacKay potrafi znacznie więcej
Najbardziej rozczarowuje mnie nazwisko scenarzysty. Jed MacKay bardzo dobrze poradził sobie z „Moon Knightem”, gdzie potrafił prowadzić bohaterów, budować relacje i jednocześnie rozwijać większą historię. W „Avengers” widzę przede wszystkim ambicję, ogromne zagrożenia i mnóstwo pomysłów, ale znacznie mniej emocji.
Nie ulega wątpliwości, że MacKay ma pomysł na dłuższą sagę. Problem w tym, że pierwszy tom nie przekonał mnie, że chcę poznawać ją dalej. Nowi Avengers nie mają jeszcze odpowiedniej chemii, fabuła gubi rytm, a część wątków wygląda jak przygotowanie do wydarzeń, które dopiero nadejdą. Zamiast ekscytować się kolejnymi zeszytami, częściej zastanawiałem się, kiedy historia wreszcie zacznie układać się w jedną całość.
Komiks do recenzji dostarczył polski wydawca, Egmont.
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.