Revenant to nowa gra planszowa w uniwersum Voidfall. Nowość od Portal Games stawi nas za sterami floty uciekającej przed Zrodzonym z Pustki.
Po Voidfallu twórcy z Mindclash Games postanowili ponownie zabrać nas do swojego kosmicznego uniwersum. Tym razem jednak zamiast budowania potężnego imperium musimy przede wszystkim uciekać. Wydany przez Portal Games Revenant stawia nas za sterami uciekającej floty, której zadaniem jest przetrwanie i zachowanie dorobku ludzkości.
Brzmi świetnie, wygląda jeszcze lepiej, a sama rozgrywka potrafi dostarczyć sporo satysfakcji. Problem w tym, że zanim zaczniemy czerpać z niej przyjemność, musimy przebrnąć przez prawdziwy labirynt zasad, wyjątków i ikon. I to właśnie tutaj Revenant potyka się najbardziej.
Kosmo-ucieczka



W Revenant wcielamy się w admirałów upadłego Imperium Novarchon. Po wydarzeniach znanych jako Voidfall ludzkość nie ma już zbyt wielu powodów do optymizmu. Zamiast walczyć o dominację, musimy uratować to, co pozostało. Naszym celem jest ewakuacja floty oraz zabezpieczenie wiedzy, która może w przyszłości pomóc w walce z zagrożeniem ze strony Zrodzonego z Pustki. No i przede wszystkim – nawiązanie sojuszy, które zapewnią nam godny żywot po odrodzeniu ludzkości.
Na papierze jest więc bardzo ciekawie. Mamy wielką flotę, ograniczone zasoby, polityczne wpływy, rozwój załogi i kosmiczne zagrożenie. Co ważne, tematyka nie została tutaj wyłącznie przyklejona do eurogry. Walka z siłami Zrodzonego z Pustki rzeczywiście wpływa na nasze decyzje. Rywalizacja pomiędzy graczami sprawia natomiast, że nie możemy bezmyślnie rozwijać własnej części floty.
Revenant jest grą dla od jednego do czterech graczy, a pojedyncza partia według oficjalnych założeń powinna trwać od 90 do 120 minut. W praktyce pierwsza rozgrywka może potrwać znacznie dłużej. Szczególnie jeśli, tak jak ja, zanim w ogóle wykonacie pierwszą akcję, zaczniecie zastanawiać się, co właściwie oznacza połowa symboli na stole.
Dwie godziny rozkładania, trzy godziny czytania



I tutaj dochodzimy do największego problemu Revenanta – instrukcja. Zwykle w recenzjach planszówek lubię poświęcić kilka zdań instrukcji, bo jest to niezwykle ważny element przygotowania do zabawy. Tutaj mam wrażenie, że instrukcja jest osobnym przeciwnikiem, którego również musimy pokonać. No i również miejsce, bo nawet nasz doświadczony Nemesisem stół okazał się zbyt mały na ogrom elementów nowości od Portala.


Rozłożenie gry zajęło nam około dwóch godzin. Kolejne trzy spędziliśmy na czytaniu zasad, sprawdzaniu wyjątków i próbie zrozumienia, jak właściwie powinny działać poszczególne elementy. Nie jest to więc sytuacja, w której instrukcja jest tylko trochę niezrozumiała. Revenant wymaga od nas naprawdę sporego przygotowania, zanim zaczniemy grać, chociaż fundamenty rozgrywki są mimo wszystko całkiem proste.
Sto ikonek do nauczenia



Ikonografia w Revenant jest imponująca, tylko że niekoniecznie w dobrym znaczeniu tego słowa. W grze znajdziemy ponad sto różnych ikon. Teoretycznie powinny one sprawić, że po nauczeniu się symboli będziemy mogli szybko odczytywać karty i efekty. W praktyce jednak podczas pierwszych rozgrywek powodują dokładnie odwrotny efekt.
Patrzymy na kartę -> patrzymy na ikonę -> patrzymy na instrukcję -> patrzymy na glosariusz -> patrzymy ponownie na kartę. I dopiero wtedy wykonujemy akcję. Brzmi jak niesamowita rozrywka, nieprawdaż?


Problem nie polega nawet na samej liczbie symboli. Dobra ikonografia może przecież znacząco przyspieszyć rozgrywkę. Tutaj jednak symbole często są dla początkującego gracza zwyczajnie nieintuicyjne. Musimy je zapamiętać, nauczyć się zależności pomiędzy nimi i dopiero wtedy zaczynamy faktycznie „czytać” grę. Wymaganie nauczenia się w zasadzie zupełnie nowego języka do grania w ten jeden tytuł jest jednak lekką przesadą ze strony twórców.
Rozgrywka



Kiedy już przejdziemy przez żmudny proces przygotowania i ogarniania instrukcji, okazuje się, że Revenant jest naprawdę ciekawą produkcją. Rdzeń rozgrywki łączy kilka znanych mechanik. Mamy między innymi worker placement, zarządzanie zasobami i kontrolę obszarów. Podejmujemy decyzje dotyczące rozwoju naszej załogi, wpływów i floty, jednocześnie reagując na zagrożenie ze strony Zrodzonego z Pustki.
Musimy również zwracać uwagę na posunięcia innych grających. Jeden niecny ruch może zablokować dostęp do cennych surowców całej reszcie admirałów. Mamy tu sporo opcji zaszkodzenia innym graczom, by przejąć zasoby czy sojusze przydatne do własnego rozwoju. Szkoda tylko trochę, że nie ma tutaj za bardzo możliwości interakcji pozytywnych.
Flota z charakterem



Elementem, który robi piorunujące wrażenie już od samego początku, jest tu warstwa graficzna oraz jakość wykonania zestawu. Widok całej floty pełnej statków rozstawionej na stole jest niesamowicie satysfakcjonujący i faktycznie wtłacza nas w świat Revenanta. Mamy tutaj naprawdę multum komponentów:
- 1 plansza Główna
- 11 plansz (w tym plansza Wpływów, plansza Sekwencji, plansze Fregaty, plansze Załogi)
- 33 dwuwarstwowe żetony statków (w tym Widmo, Arki, Myśliwce, Statki Desantowe, Promy, Statki Zrodzonego z Pustki)
- 12 plastikowych figurek Załogi (po 1 Kapitanie i 2 Kadetów w kolorze każdego gracza)
- 250+ kart (w tym karty Operacji: Kadeta, Fregaty, Rozkazu; karty Ukrytego Wpływu; karty Tajnej Agendy; karty Awarii Widma; karty Planet; karty Kolonii; karty Skanera)
- 200 kartonowych żetonów (w tym żetony jednostek Zasobów: Materiałów, Energii, Nauki, Neutronium; żetony Tarczy; żetony Spaczenia; żetony Potęgi Rodu; żetony Pominięcia Fazy; żetony Kolejności Tury; żetony Ochrony Widma)
- 80+ plastikowych znaczników (w tym znaczniki Gracza, znaczniki Uszkodzenia, znacznik Fazy, znaczniki Rangi Kapitana)
- 3 kości Szczeliny
- 7 kopert
- 1 notes Punktacji
- 2 Instrukcje (w tym główna instrukcja oraz broszura z zasadami rozgrywki Solo i Glosariuszem)

Szkoda trochę, że twórcy nie pokusili się o sensowniejsze wkładki w pudełku, bo ładne zapakowanie tego wszystkiego z powrotem do kartonu graniczy z cudem.
Statek widmo



Revenant pozostawił mnie z bardzo mieszanymi odczuciami. Z jednej strony sama rozgrywka była przednią zabawą, pełną satysfakcjonujących decyzji oraz okazji do przeszkodzenia innym graczom w ich planach. Całość daje wrażenie gry charakternej, pewnej siebie, ale także diabelsko nieprzystępnej. Przygotowanie to długie godziny, po których następują kolejne godziny walczenia z nieczytelną ikonografią. Śmiem stwierdzić, że zanim odłożymy glosariusz, może tu minąć dobre 20-30 godzin. To w moim odczuciu lekko zbyt wygórowany próg wejścia.



Jeżeli jesteście doświadczonymi fanami ciężkich gier strategicznych, prawdopodobnie warto dać mu szansę. Szczególnie jeśli podobał Wam się Voidfall albo lubicie gry, w których każda decyzja prowadzi do sieci kolejnych zależności. Revenant ma sporo do zaoferowania i po przebrnięciu przez początkowy chaos potrafi wynagrodzić cierpliwość.
Egzemplarz gry do recenzji dostarczył Portal Games.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.