Company of Heroes 3: Final Stand bierze świetny fundament RTS-a i zamienia go w znacznie krótszą, bardziej powtarzalną rozgrywkę typu wave defense. Pomysł z elementami roguelite działa zaskakująco dobrze, ale niewielka liczba map i wysoka cena szybko przypominają, że zawartości mogło być więcej.
Company of Heroes 3 na PS5 zrobiło na mnie świetne wrażenie
Zanim przejdę do Final Stand, warto przypomnieć moje doświadczenia z podstawową wersją gry. W 2023 roku recenzowałem Company of Heroes 3 Console Edition na PS5 i byłem pod ogromnym wrażeniem tego, jak Relic przeniosło skomplikowanego RTS-a na konsole. Sterowanie określiłem wtedy wręcz jako fenomenalne, a sama gra pokazała, że strategia czasu rzeczywistego może bardzo dobrze działać na konsoli.
Final Stand nie próbuje jednak powtarzać tamtego doświadczenia. Zamiast rozbudowanej kampanii dostajemy konkretny cel: przetrwać 12 fal przeciwników, obronić bazę i poradzić sobie z coraz mocniejszymi jednostkami oraz bossami. Brzmi prosto, ale właśnie ta prostota jest jedną z największych zalet nowego trybu.


Company of Heroes jako wave defense
Początek każdej rozgrywki jest spokojny. Wybieramy jedną z czterech frakcji, następnie mapę i poziom trudności. Do dyspozycji mamy między innymi Siły USA, Armię Brytyjską, Afrika Korps oraz Wehrmacht, a każda z nich posiada własne drzewko rozwoju. Najciekawszy element pojawia się po zakończeniu kolejnych fal. Gra przedstawia nam dwie losowe propozycje jednostek, ulepszeń albo specjalnych zdolności. Wybieramy tylko jedną, a druga znika bezpowrotnie.


Możemy więc dostać oddział Bersaglierów, pancernierów, nowy czołg czy potężne wsparcie artyleryjskie. Mechanika przypomina trochę budowanie własnej talii kart w roguelite. Kolejne decyzje zmieniają sposób prowadzenia bitwy, a przeciwnik również nie daje nam zbyt wiele czasu na spokojne planowanie. Szczególnie ciekawie robi się przy bossach, którzy potrafią całkowicie zmienić przebieg fali. Zaczynamy wtedy kombinować, gdzie postawić obronę, które jednostki wycofać i kiedy wykorzystać najpotężniejsze zdolności.
Cztery frakcje, ale różnice mogłyby być większe
Problem pojawia się, gdy rozegramy już kilka podejść. Frakcje mają swoje charakterystyczne jednostki i technologie, jednak różnice nie są aż tak odczuwalne, jak oczekiwałem. Fundament pozostaje podobny: budujemy obronę, zdobywamy zasoby, wzmacniamy oddziały i odpieramy kolejne ataki.


Do tego dochodzi zaledwie pięć map. Każda ma trochę inny układ, rozmieszczenie budynków oraz kierunki natarcia, ale po pewnym czasie zaczynamy rozpoznawać schematy. Final Stand potrafi być bardzo przyjemne podczas pierwszych godzin, lecz niższe poziomy trudności szybciej pokazują ograniczenia zawartości.
Świetna wydajność na PC
Technicznie nie mam grze nic poważnego do zarzucenia. Na moim komputerze z Intel Core i5-12400F, 32 GB RAM oraz Radeonem RX 9070 16 GB Company of Heroes 3: Final Stand działało znakomicie. Podczas testów gra utrzymywała stabilne 120 FPS, więc nawet podczas większych starć nie miałem powodów do narzekania.


Sam gameplay nadal potrafi dać sporo satysfakcji. Eksplozje, ostrzał artyleryjski, czołgi przebijające się przez umocnienia i piechota próbująca utrzymać pozycję tworzą bardzo charakterystyczny klimat serii. Final Stand dobrze wykorzystuje te mocne strony Company of Heroes, tylko podaje je w znacznie mniejszych porcjach.
Cena psuje końcowy odbiór
Największy problem? Cena (89,99 PLN na Steam) w stosunku do zawartości. Sam pomysł jest naprawdę udany, a pojedyncza rozgrywka świetnie nadaje się na krótszą sesję. Jednak po kilku podejściach zaczynamy zauważać, że mamy do dyspozycji niewiele map, podobne schematy rozwoju i frakcje, które nie różnią się aż tak mocno.


Właśnie tutaj Final Stand przegrywa z własnym potencjałem. Relic stworzyło bardzo przyjemną bazę pod roguelite RTS-a, ale przydałoby się więcej map, większa różnorodność jednostek oraz mocniej zaznaczone różnice między armiami.
Czy warto kupić Company of Heroes 3: Final Stand?
Company of Heroes 3: Final Stand to udany eksperyment, który bardzo dobrze łączy klasycznego RTS-a z elementami roguelite i wave defense. Dwanaście fal, losowe ulepszenia i potężni bossowie potrafią zapewnić naprawdę emocjonujące starcia. Niestety, po kilku partiach zaczyna brakować świeżości, a niewielka liczba map mocno ogranicza powrót do gry.
Grę do recenzji dostarczyło Relic Entertainment
Pamiętajcie, że znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.