Silent Hill, długoletnia seria mrocznych horrorów, również była obecna na Gamescomie. Zapraszam do moich wrażeń z ponad godziny z Townfall.
Silent Hill to seria, którą bez wątpienia kojarzy niejeden gracz. Nie ukrywam, że nie było mi z nią nigdy po drodze i nie miałem za bardzo okazji, aby sprawdzić ten cykl. W zasadzie jedyną odsłoną, którą przechodziłem było Silent Hill 2 Remake. Miałem tę grę z PS Plus, więc postanowiłem dać jej szansę. Nie przypadła mi ona niestety do gustu – rozgrywka była dla mnie strasznie monotonna i mało interesująca. Mimo tego postanowiłem sprawdzić Townfall na Gamescomie. Do gry pochodziłem z pewną rezerwą, ale i nadzieją. Jak natomiast wychodziłem z 1,5 godziny grania? Już to opisuję.
W demie pierwszoosobowego Silent Hill: Townfall zwiedzałem ponure i zamglone miasto St. Anne. Gra rozpoczyna się od nagłego wynurzenia się na przystani głównego bohatera, Simona. Nawiasem mówiąc, od samego początku zaskoczyło mnie to, że woda nie spływała po jego okularach. Było to dla mnie tym dziwniejsze, że kiedy już chodziłem i zatrzymałem się na chwilę, to widziałem jak z ust wydobywa się para – regularnie w rytmie oddychania. Nie byłem też fanem tego, że Simon dość często mówił do siebie.
Nie miałbym niczego przeciwko temu, aby były to po prostu jego myśli. Ale mężczyzna jest – a tak przynajmniej się wydaje – sam, a mimo tego ciągle się do siebie odzywa. Nie jest to zbyt realistyczne w moim przekonaniu. Uwierzyłem natomiast bez problemu w motywacje bohatera. Dostał on bowiem tajemniczą wiadomość i wiedziony jej śladem, dostał się do miasta, aby spróbować znaleźć kobietę, która wysłała wspomniany film z komunikatem. Naturalnie nie wszystko będzie proste i szybko okaże się, że St. Anne to miejsce, w którym prawda ściera się z fikcją. A może to jednak prawda? Będziemy musieli dojść do tego sami.
Zwłaszcza, że nie znamy historii Simona przed wydarzeniami z Townfall. Otwiera to sporo możliwości prowadzenia historii i mam nadzieję, że będzie to wykonane sensownie. Oczywiście na tyle sensownie, na ile pozwala na to przynależność gatunkowa. W Silent Hill: Townfall akcja dzieje się pod koniec XX wieku i widać to w wielu miejscach. Przede wszystkim w urządzeniu, z którego często będziecie korzystać – przenośnego odtwarzacza CRTV. W pewnych miejscach możemy po nie sięgnąć, aby zobaczyć nowe wiadomości od Zoe – kobiety, która wysłała do nas wiadomość. CRTV przydaje się też, by na ekranie widzieć zarys stworów, które przemieszczają się po mieście. Możemy się próbować z nimi mierzyć, nawet wybijać, ale jednak lepiej jest ich unikać. Nasza zdobyczna broń – na przykład deska – szybko się niszczy, toteż przekradanie się za stworami powinno być naturalnym odruchem.
Rozgrywka w zasadzie polega na unikaniu kreatur oraz zwiedzaniu budynków w St. Anne. Pozwoli to nam na przeczytanie wielu zapisków, dzięki którym dowiemy się, co działo się wcześniej w mieście. Ponadto notatki mogą nam wyjawić pewne istotne informacje w kontekście dalszych kroków. Naprowadzą nas na przykład na kod, za pomocą którego otworzymy lodówkę z organami, dowiemy się skąd wziąć kartę przedpłaconą do doładowania skrzyni z bezpiecznikami, czy znajdziemy latarkę, a następnie baterie do niej. Nie brakuje oczywiście łączenia przedmiotów, co występowało już w poprzednich grach z serii Silent Hill. Bardzo przypadł mi do gustu system zapisywania gry. Musimy znaleźć telefon, a następnie wybrać numer 100 i poczekać na połączenie.
Najbardziej w całym pokazie spodobało mi się udźwiękowienie. Odgłosy otoczenia są rewelacyjnie nagrane i sprawiają, że można momentalnie zanurzyć się w świecie. Immersja jest na najwyższym poziomie, co jest w moim przekonaniu wielką sztuką w przypadku gier, w których wiemy, że występują zdarzenia przekraczające ludzkie pojęcie. Nie ukrywam, że nie byłem zainteresowany Silent Hill: Townfall przed zagraniem. Za to teraz kto wie…Może kiedyś sprawdzę pełną wersję? Do jej premiery nie musimy czekać długo.
Silent Hill: Townfall ukaże się na komputerach oraz konsolach PlayStation 5 już 24 września 2026 roku. Czy czekacie na tę produkcję? Chętnie dowiemy się tego z Waszych komentarzy.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.