Wydany przez polską spółkę UntoldTales Golf Club Wasteland nie jest kolejną grą o graniu w golfa. Spotkamy się tutaj głównie z historią, a jej nośnikiem jest rozgrywka znana z dyscypliny sportowej zarezerwowanej dla wyższych sfer społecznych Jaką opowieść przygotowało studio Demagog i jak się w to gra?
Dawno temu na Ziemi…
Gra wita nas apelem, że wszystkie przytoczone historie są fikcyjne, a zbieżność nazw czy opisów jest jedynie przypadkowa. Mądre zabezpieczenie patrząc na to, że już kilka linijek tekstu dalej z intra fabularnego dowiadujemy się, że ludzka kolonia na Marsie nosi nazwę… Tesla City.
Bogacze z Ziemi uciekli tam w trakcie Wielkiej Katastrowy, gdy poziom wody w zbiornikach ziemskich doprowadził do zalania całych krajów, infrastruktura legła w gruzach, a niebezpieczne substancje chemiczne zaczęły niebezpiecznie krążyć wraz z nurtem rzek. Woda pitna stała się trująca i kogo było tylko stać na ucieczkę chętnie zapakował się do kosmicznego promu i wyleciał na Marsa.
Jest to dość smutna wizja przyszłości, choć niestety nie nierealna. Świat zbudowany przez studio jest bardzo trafnym komentarzem do sytuacji ekologicznej, którą mamy obecnie. Traf chciał, że koniec przygotowań tytułu przypadł na głośno omawiane w mediach wycieczki miliarderów w kosmos tylko mocniej skłania odbiorcę do zastanowienia się nad absurdem poczynań niektórych osób publicznych.
Golf, jako sport ekstremalny
W trakcie gry wcielamy się w jednego ze szczęśliwców, którzy mogą w zdrowiu dożyć starości na Marsie. Przyleciał on jednak na ziemie żeby… pograć w golfa. Ogromne połacie opustoszałych terenów są przecież idealnym polem golfowym. Poza standardowymi przeszkodami, jakie możemy spotkać podczas gry, jak piasek czy oczko wodne życie uprzykrzą nam też plamy rozlanych chemikaliów, wystające rury, zmutowane wiewiórki i wiele innych. Sama rozgrywka, choć prosta wciąż sprawia satysfakcję. Kiedy zaczniemy ją postrzegać bardziej w kategorii puzzli, szukając skrótów i niestandardowych zagrań, tym łatwiej osiągniemy upragniony PAR i uporamy się z torem. Z czasem może się okazać, że najlepszym sposobem na nie przekroczenie idealnej liczby uderzeń jest posłać piłkę prosto do rury, która wyrzuci ją nam pod koniec toru.
Jedynym frustrującym dla mnie motywem w trakcie całej gry była mało czytelna perspektywa przedstawienia planszy. W grze poruszamy się w kierunkach góra/dół/lewo/prawo a zakres mapy widocznej na ekranie oddalamy lub przybliżamy. Czasem na pierwszym planie pojawia się jakiś mocno nieostry element, który sugeruje, że całą rozgrywkę obserwuje ktoś z daleka. Niestety te elementy otoczenia nie tracą nigdy na widoczności, nawet jeśli nasza piłka wyląduje akurat tuż za nimi.
Dodatkowo każda mapa posiada jakieś elementy tła położone na dalekich planach, a perspektywa budynków nie ułatwia dokonania oceny, czy jakiś element tła nie jest może jednak przeszkodą na drodze, a nie tylko tłem. Nie raz posłałam piłkę prosto skrzynkę, bo myślałam, że to jednak element dalszego planu. Czasem też nie zauważyłam, czy na linii lotu jest przerwa w ścianie, czy nie i dokonane uderzenie nie zaprowadziło piłki tam, gdzie bym się tego spodziewała. Niemniej są to bardzo małe wady, do których z czasem można się przywyczaić i lepiej oceniać poziom trudności danej planszy.
Destrukcja Ziemi za 3, 2, 1, …
Wedle materiałów marketingowym w grze poznajemy historię trójki bohaterów. Po przejściu trochę ponad 30 plansz w niecałe 3 godziny poznałam dwa spojrzenia na wydarzanie. Trzecie czekało na mnie w mini komiksie, który odblokowujemy w trakcie fabuły. Spodziewałam się bardziej 3 niezależnych kampanii niż takiego rozwiązania sprawy. Nie ukrywam, że po tak krótkim spotkaniu z grą czułam niedosyt. Początkowe menu poza wątkiem fabularnym proponowało mi jeszcze tryb wyzwania i zablokowany tryb niespodziankę. Nie udało mi sie jednak ich sprawdzić, bo menu nigdy później się już nie pojawiło. Mogłam przy powrocie do aplikacji wybrać opcję rozpoczęcia nowej gry, ale nie byłam pewna, czy nie stracę wypracowanego progresu. Mimo możliwości wybrania polskiej wersji językowej nawigacja po grze nie była dla mnie wystarczająco czytelna.
Straszna wizja niedalekiej przyszłości
Cała produkcja opakowana jest w bardzo atrakcyjną wizualnie formę. Wszystkie plansze nawiązują do jakiś wydarzeń głośno omawianych w mediach, czy to w neonach na budynkach, czy zniszczonych billboardach. Partię golfa przyjdzie nam rozgrywkach na wielu piętrach spustoszałych galerii handlowych czy klubów nocnych, które są swoistym cmentarzem dzisiejszego konsumpcjonizmu. W trakcie gry towarzyszy nam radio nostalgia, gdzie poza utworami muzycznymi możemy posłuchać historii kolejnych uciekinierów z Ziemi. Oczywiście tylko jeśli departament cenzury na to zezwoli, korporacja musi odpowiednio przefiltrować informacje, żeby nie dać się przedstawić w złym świetle.
Ambitna nuda
Wszystkie te elementy połączone razem tworzą mieszankę, którą bardzo trudno mi ocenić. Podoba mi się wizja wykreowana przez twórców, poprowadzenie wątku fabularnego jest dość chaotyczne i nierówne, ale nie psuje odbioru całości. Zakończenie fabuły jest dość wymowne i skłania do refleksji, choć nie każdemu zapewne przypadnie do gustu. Mimo raczej pozytywnych chwil spędzonych z tytułem nasuwa mi się głównie pytanie, czy dobór formy do przekazanej historii był aby na pewno słuszny. Jestem zdania, że gry wideo powstają po to, żeby w nie głownie grać. Potrafią być bardzo dobrym nośnikiem historii i czasem wręcz nie wyobrażam sobie zastosowania innego medium. Tutaj jednak mocno obstaję przy zdaniu, że Golf Club Wasteland mogło by być lepszą animacją czy komiksem, niż grą wideo. Rozgrywka nie jest na tyle głęboka i wciągająca, żeby zachęcić kogoś nie przekonanego do stylistyki czy historii, żeby zapoznać się z tytułem w pełni. Odblokowane logi, które są urywkami kolejnych historii nie zachęcają do wyciskania lepszych wyników, żeby zdobyć ich więcej. Przedstawienie historii ostatniego bohatera w formie cyfrowej noweli ilustrowanej dostępnej wewnątrz gry ostatecznie wybiło mnie z przeświadczenia, że forma gry wideo to najlepsze medium dla Golf Club Wasteland. Obawiam się, że przez to wielu graczy odbije się od produkcji, lub w ogóle zaniecha zakupu na rzecz obejrzenia gry na YouTubie. W pewnym sensie mam poczucie zmarnowanego potencjału, nie mniej jestem zadowolona, że miałam okazje zapoznać się z tytułem.
Sięgnijcie po niego tylko jeśli stawiacie fabułę na pierwszym miejscu, w innym przypadku może Wam być ciężko się do niej przekonać.
Golf Club Wasteland zadebiutuje na konsolach z rodziny Xbox, PlayStation 4 i 5. Nintendo Switch i komputerach PC via Steam już 03.09.2021 roku. Grę do recenzji dostarczyła agencja Wie Tam Media











Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.