Fani klasycznych jRPG-ów łączcie się
Gatunek jRPG, od wielu lat przeżywa istne odrodzenie. Co jakiś czas na rynek trafiają bowiem mniejsze bądź większe produkcje, które z sukcesem podbijają serca graczy. Seria The Legend of Heroes, pomimo tego, że nie jest aż tak popularna na zachodzie, to w Japonii cała marka liczy sobie przeszło trzydzieści lat, i ma rzeszę oddanych fanów. Czas więc zobaczyć, jak prezentuje się The Legend of Heroes: Trials of Cold Steel II.
Fabuła kontynuacji rozgrywa się miesiąc po wydarzeniach z pierwszej części. Główny bohater, czyli Rean Schwarzer budzi się blisko swojej rodzinnej wioski. Cały kraj jest ogarnięty wojną domową, a nasz protagonista jest wybrańcem, który ma położyć kres całej sytuacji. Oczywiście nie zrobi tego sam, ponieważ praktycznie od razu wyrusza on na poszukiwania swoich przyjaciół z klasy VII, żeby razem zaprowadzić pokój w spustoszonej wojną krainie.
Jeśli lubicie gatunek jRPG, to fabuła nie zaskoczy was niczym odświeżającym. Mamy tutaj klasyczny motyw wybrańca, który przy pomocy największej magii (według japońskiej popkultury), czyli więzów przyjaźni, ruszy na ratunek całej krainie. Pomimo tego, że klisze biją od tytułu na kilometr, to całość śledzi się przyjemnie. Jeśli natomiast nie miało się kontaktu z częścią pierwszą, to możemy bez trudu poznać historię poprzedniczki, dzięki streszczeniu najważniejszych wydarzeń z poziomu menu.
W parze z mało oryginalną historią idzie również rozgrywka, która nie zaskoczy nikogo, kto kiedykolwiek grał w gry fabularne z Kraju Kwitnącej Wiśni. Dzięki temu mamy turowy system walki, eksplorację zamkniętych liniowych lokacji, oraz budowanie więzi z naszymi towarzyszami. Punkty jeden oraz trzy tworzą jedną całość, ponieważ im lepsze stosunki łączą nas z przyjaciółmi, tym nasza skuteczność w walce będzie lepsza. Wynika to z tego, że podczas starć możemy być złączeni z członkami drużyny przy pomocy linków. Dzięki nim, kiedy zadamy krytyczny cios przeciwnikowi, to nasz kompan może wykończyć wroga, co często może przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść.
Dzięki takim interakcjom, oraz możliwościom swobodnego poruszania się po planszy podczas potyczki, cała walka pomimo taktycznych korzeni sprawia wrażenie bardzo dynamicznej. Niestety twórcy doszli do wniosku, że ich system walki jest tak dobry, że na każdej mapie znajdziemy odradzające się w nieskończoność potwory, które będą miały na celu tylko uprzykrzyć nam życie. Dzięki temu podróż z punktu A do B i z powrotem skutkuje tym, że musimy wbić w ziemię te same zastępy wrogów. Osobiście uważam, że potwory jeśli już mają się odradzać, to powinny znajdować się w zupełnie innym miejscu, co nadawałoby eksploracji nutki niewiedzy.
Zatrzymajmy się na dłuższą chwilę przy eksploracji. Jeśli liczycie na bogato wymodelowany świat, gdzie będzie wiele miejsc do odkrycia to muszę was wyprowadzić z błędu. Miejsca, które odwiedzimy są liniowe do bólu, przez co nie ma mowy o zgubieniu się, a całość eksploracji rozbija się o zejście z głównej drogi w kierunku tak zwanej ślepej uliczki, gdzie zazwyczaj czeka na nas kombinacja potwór plus skrzynka z łupem.
Tym, co jednak wypada bardzo dobrze, są wcześniej wspomniane interakcje z naszymi towarzyszami. Tutaj mamy całkiem ciekawy patent, ponieważ kiedy będziemy mieli chwilę wytchnienia od ratowania krainy, otrzymujemy punkty, które możemy spożytkować na spędzenie czasu z przyjaciółmi. Taki zabieg sprawia, że musimy dobrze rozplanować, z kim chcemy rozwinąć bardziej naszą znajomość. Jak wspomniałem wyżej im większy współczynnik zażyłości z naszym kompanem, tym lepsze ataki specjalne możemy wyprowadzić podczas walki zarówno jako sam Rean jak i podczas sterowania naszego mecha.
Dobrze widzicie, w omawianej produkcji znajdziemy również mechy. Tym samym w świecie pełnym magii, zaawansowanego sprzętu wojskowego oraz gadających kotów możemy zasiąść za sterami dużego robota. Nasza jednostka nazywa się Valimar i pomaga nam on podczas kluczowych dla fabuły momentów oraz umożliwia nam podróż po krainie w poszukiwaniu przyjaciół. System walki, podczas pilotowania mecha, nie różni się od tego co możemy zobaczyć przez całą resztę gry. Tutaj po prostu możemy wybrać, którą część ciała naszego oponenta zaatakujemy, a nasi towarzysze, służą nam jako skarbnica umiejętności specjalnych.
W kwestii oprawy audiowizualnej nie ma mowy o dziele wybitnym. Otrzymujemy bardzo dobrze wyglądające modele bohaterów, potworów oraz robotów, jednak obok tego możemy obserwować niezbyt bogato prezentujący się świat przedstawiony. Wynika to z faktu, że całość jest zaprezentowana w bardzo sterylny sposób, przez co nie czujemy klimatu, który nas otacza, a niektóre lokacje są pozbawione większych szczegółów.
Osobną kwestią jest udźwiękowienie. Muzyka broni się znakomicie, ponieważ idealnie pasuje do przedstawianych wydarzeń. Dzięki temu podczas eksploracji, możemy liczyć na przyjemną dla ucha relaksującą nutę, natomiast podczas ważniejszych zwrotów akcji czy walki, całość nabiera bardziej drapieżnego wyrazu. Niestety, takich samych superlatyw nie mogę powiedzieć o decyzji związanej z udźwiękowieniem postaci. Gra oferuje możliwość zmiany dubbingu z angielskiego na japoński, i taką opcję polecam. Jak to zwykle bywa w przypadku jRPG-ów, dużo dialogów jest nam prezentowane w postaci tekstu.
Jeśli jesteście fanami gatunku, to zapewne nie będziecie mieli z tym żadnego problemu. Niestety często zdarzają się sytuacje, gdzie w scenie ważnej dla fabuły połowa bohaterów normalnie mówi, natomiast druga połowa przekazuje swoje emocje tylko za pomocą tekstu. Osobiście uważam, że jest to decyzja szalenie nie trafiona i psuje ona wydźwięk niektórych scen, ponieważ zamiast skupić się na historii, zwracamy uwagę na to, że nie wszyscy w tym świecie opanowali umiejętność ludzkiej mowy.
Podsumowując, The Legend of Heroes: Trails of Steel II, to przykład klasycznego jRPG, ze wszystkim wadami i zaletami. Mamy bowiem pełną klisz fabułę, która i tak wciąga, ciekawy system walki, który może znużyć, przez zbyt dużą liczbę pojedynków oraz bohaterów, których interakcje są całkiem przyjemnie napisane. Jeśli jesteście fanami gatunku, to moim zdaniem warto spróbować, zwłaszcza jak macie już na swoim koncie ogrywanie części pierwszej. Gdy jednak niezbyt trafiają do Ciebie mechaniki rządzące tym gatunkiem, to omawianą produkcję lepiej sobie odpuścić.






























Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.