Castlevania zyskała godnego spadkobierce
Kiedy myślimy o wampirach w świecie gier, to od razu przychodzi nam na myśl seria Castlevania. Niestety od kilku lat Konami, nie rozwija swojej kultowej marki, a fani muszą swoje rozczarowanie leczyć, świetnie zrealizowanym serialem na platformie Netflix. Pustkę, po niegdyś świetnej serii stara się zapełnić Koji Igarashi, czyli jeden z producentów, który opuścił Konami oraz wampirzą serię. Czas więc zobaczyć jak dobrym duchowym następcą jest Bloodstained: Ritual of the Night.
Bloodstained: Ritual of the Night, zostało wyprodukowane przez studio ArtPlay i należy do gatunku potocznie nazywanego metroidvanią. Oznacza to, że trzon zabawy polega na tym, że będziemy wracać do wcześniej odwiedzonych lokacji, żeby odkryć ich sekrety przy pomocy nowych umiejętności. Gra całymi garściami czerpie z dorobku wyżej wymienionej marki od Konami i widać, że twórcy z Kojim Igarashim na czele chcieli stworzyć produkcję, która przyciągnie do siebie weteranów niegdyś wielkiej serii.
Fabuła orbituje wokół Miriam, na której ciąży klątwa, w wyniku której skóra dziewczyny w niektórych miejscach jest zamieniona w kryształ. Po wybudzeniu z 10-letniej śpiączki, dowiaduje się, że jej przyjaciel Gebel stał się panem ciemności i z pomocą nowo napotkanych towarzyszy rusza ona, żeby powstrzymać swojego byłego przyjaciela. Pomimo tego, że fabuła nie powala rozmiarem, to obserwuje się ją nad wyraz dobrze i rzeczywiście chcemy poznać ciąg dalszy perypetii naszej bohaterki.
Jednak to nie fabuła gra pierwsze skrzypce w omawianej produkcji. Z racji tego, że całość czerpie garściami z dorobku Castlevanii, to tutaj w nasze ręce zostają oddane w miarę otwarte lokacje, które możemy zwiedzać. Nie do wszystkich jednak będziemy mieli dostęp od razu. W tym miejscu wkradają nam się mechaniki znane z każdej dobrej metroidvanii. Podczas naszej przygody będziemy mogli zdobywać nowe umiejętności, które pozwolą nam dostać się w miejsca, wcześniej niedostępne dla naszej bohaterki. Oczywiście większość z nich zdobędziemy poprzez walkę z bossami, i muszę oddać, że są one zrobione bardzo dobrze. Na każdego przeciwnika musimy znaleźć sposób, a każdy nasz atak musi być dobrze wymierzony, ponieważ gra nie wybacza błędów.
Warto również powiedzieć dwa słowa na temat poziomu trudności. Na początku jest ciężko. Z racji tego, że nasza Miriam nie grzeszy dużą ilością zdrowia, to każdy nasz atak musi zostać wyprowadzony z chirurgiczną precyzją. Z biegiem przygody jednak poziom trudności powoli zaczyna spadać. Jest to związane z możliwością rozwoju naszej bohaterki o nowe zdolności. Te zyskujemy przy pomocy kryształów, co idealnie wpisuje się w historię bohaterki.
Dzięki temu możemy posiąść druzgocące moce specjalne, które sprawią, że walka z wiecznie odradzającymi się przeciwnikami staje się spacerem po parku. Dodajmy do tego, że podczas zabawy możemy zdobyć kryształ, który pozwala nam podróżować z towarzyszem, który pomaga nam podczas walki, to nagle poziomu trudności pikuje w dół. Oczywiście starcia z bossami nadal mogą napsuć krwi, jednak eksploracja, po kilku chwilach nauki sterowania oraz rozwinięciu naszej bohaterki staje się czystą przyjemnością.
Tym do czego jednak można się przyczepić podczas zabawy jest fakt, że często nasza bohaterka ma problemy z odczytaniem naszych intencji. Ot, może ona wykonać skok zbyt szybko bądź za późno, co skutecznie może nam uprzykrzyć precyzyjne poruszanie. Co jakiś czas możemy natrafić na drobne błędy, dzięki którym możemy wbić naszą postać w ziemię, na szczęście są to sytuacje na tyle rzadkie, że niektórzy mogą ich nigdy nie doświadczyć.
Produkcja od strony wizualnej to istny majstersztyk. Pomimo rysunkowej grafiki, czujemy, że przedstawiony świat ocieka strachem oraz mrokiem. Wszystkie lokacje prezentują się bardzo dobrze, nawet jeśli często będziemy mogli zobaczyć wiele korytarzy robionych metodą kopiuj-wklej. Nie ubliża to jednak temu, że cała gra od strony graficznej prezentuje się bardzo dobrze i czuć tutaj klimaty dobrze znane fanom Castlevanii. Dodajmy do tego świetną muzykę, która nadaje atmosferze szczyptę tajemniczości oraz bardzo dobrze podłożone głosy postaci (tutaj mamy wybór między angielskim, a japońskim dubbingiem) i mamy świetnie prezentujący się tytuł.
Bloodstained: Ritual of the Night, to idealny przykład na to jak stworzyć grę, która nie tylko przyciągnie do siebie nowych odbiorców ale jednocześnie da dużo dobrej zabawy fanom innej marki. Koji Igarashi stworzył tytuł, który na pewno przypadnie do gustu wszystkim, którzy tęsknią za niegdyś wielką marką od Konami. Jeśli więc nie przeszkadza wam gatunek metroidvanii i przymkniecie oczy na niezbyt dobrze rozłożony poziom trudności, to moim zdaniem produkcja jest warta każdej złotówki.





















Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.