Produkcja Stovetop Studios wzbudza nostalgię od pierwszych minut i z pewnością zachęci do siebie grono starszych graczy. Ma też wystarczająco dużo świeżości, aby spokojnie powalczyć o nowych odbiorców. Jak sprawdza się na Nintendo Switch? Zapraszamy do recenzji!
Jeżeli urodziłeś się lub dorastałeś w latach 90., to jest prawie pewne, że na jakimś etapie swojego życia miałeś Nokię 3310. Jeżeli nie osobiście, to zapewne znałeś kogoś, kto ją miał. O tym telefonie krążą legendy, które są nam teraz przypominane w formie memów. Poza jej domniemaną niezniszczalnością i denerwującymi dzwonkami Nokia 3310 była znana z jeszcze jednego powodu — miała zainstalowaną grę Snake.

Snakeybus to właśnie taki Snake, ale zamiast składającego się z pikseli węża, prowadzimy środek transportu miejskiego. Naszym autobusem przemieszczamy się po wielu różnych lokalizacjach, zabierając pasażerów z ustawionych na planszy przystanków. Liczba pasażerów jest ograniczona, więc musimy stale odwozić ich w różne miejsca, zanim będziemy mogli zabrać kolejnych. Za każdym razem, gdy dotrzemy do celu ich podróży, autobus wydłuża się o kolejne segmenty. Po paru chwilach odbiór pasażerów staje się coraz trudniejszy, bo musimy tak manewrować pojazdem, aby nie zderzyć się z własnym ogonem.

Deweloperowi należą się pochwały za stworzenie wyjątkowo prostej gry zręcznościowej o zróżnicowanej i ładnej grafice. Gry, która nie udaje, że jest czymś innym, a przy tym jest wybitnie uzależniająca. Nie ma zbyt wielu trybów ani opcji, ale sam rdzeń rozgrywki jest na tyle dopracowany i przystępny, że gra może wciągnąć na kilka godzin. Nawet wtedy, gdy poczujecie zmęczenie, to zaraz odblokuje się nowy poziom, albo pojazd, który będziecie chcieli sprawdzić.

Grafika w Snakeybus jest zdecydowanie cechą wyróżniającą. Każdy poziom wyróżnia inny styl graficzny i układ dróg. Poza miastami jak Paryż, Miami czy Seattle znajdą się trochę bardziej abstrakcyjne poziomy, jak pokój w akademiku, muzeum, a nawet powierzchnia nieeuklidesowa. W trakcie zabawy możemy przełączać kamerę pomiędzy widokiem z dachu oraz z kabiny. Ten pierwszy znacznie zwiększa pole widzenia, a drugi pozwala bardziej poczuć prędkość — sprawia też, że gra jest odrobinę trudniejsza.

Jedną cechą produkcji Stovestop Studios, o której trzeba wspomnieć, jest możliwość skoku. Zmienia ona drastycznie klasyczną rozgrywkę znaną ze Snake i przenosi ją w trzeci wymiar. Skok pozwala na łatwiejsze omijanie własnego ogona i przenoszenie pomiędzy platformami. Jego użycie jest jednak ograniczone i trzeba z niego korzystać rozsądnie. Między jednym a drugim skokiem musi minąć trochę czasu, zanim ponownie umiejętność ponownie się naładuje.

Snakeybus na Nintendo Switch różni się od swojej PCtowej wersji, która trafiła na Steam w 2019 roku. Niestety, w wersji na konsolę nie ma sieciowego trybu wieloosobowego. W wersji na komputery osobiste pojawił się on dosyć niedawno w formie patcha, więc możliwe, że w przyszłości będziemy mogli również toczyć pojedynki z innymi graczami na naszych „Pstrykach”.

Pomimo tego niedopatrzenia, Snakeybus to wciąż bardzo dobra gra, która nie wymaga od gracza całej swojej uwagi na dłuższe sesje grania. Podobnie jak w Snake, najlepiej gra się w nią podczas podróży, na krótkich przerwach, w kolejce do lekarza i innych sytuacjach, w których potrzebujemy zabić odrobinę czasu. Rozgrywce towarzyszy wpadająca w uchu ścieżka dźwiękowa składająca się z utworów lo-fi, które sprawiają, że staje się ona bardzo relaksująca.
Gra będzie dostępna w eShop 2 kwietnia w cenie 48 zł.
Kod recenzencki otrzymaliśmy od Digerati
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.